![]() |
|
![]() |
|
Korespondencja listowa UPT 34 skr. p. 9, Al. Wojska Polskiego 35, 70-474 Szczecin redaktor naczelny, przewodniczący zarządu stowarzyszenia - Jacek Kwiatkowski tel. 0606 408-152
"Niech wasza mowa, będzie tak - tak,
nie - nie, bo co ponad to, od złego jest"
Nauczyciel
DEFINICJE NIEZBĘDNE DLA PRAWIDŁOWEGO ŻYCIA POLITYCZNEGO
Prawda - stwierdzenie faktu... Mówić prawdę - mówić o fakcie...
Kłamstwo - zaprzeczenie faktu...
Kłamać - zaprzeczać faktowi
Uczciwość - stan wyrażany przez postawę: sam nie kradnę, drugim nie pozwalam; - innych nie krzywdzę, drugim nie pozwalam
Być uczciwym - nie kraść, nie krzywdzić innych
Populizm - mówienie oczywistej prawdy bez obsłonek...
Populista - człowiek mówiący prawdę oczywistą dla dużej ilości ludzi. Np. cukier jest słodki, sól jest słona, złodzieje kradną...
Ciekawe, dlaczego niektóre osoby uważają, że populizm należy wyśmiewać
O PRZEKLINANIU
Przeklina młoda kobieta - będzie zdradzać swego męża
Przeklina młody mężczyzna - będzie bić swoją żonę
Przeklina dziecko - gdy dorośnie będzie kraść i kłamać
DEMOKRACJA DRUKUJ
kandyduj na posła i się zapisz!
program dla Polski
| | |
Elektrownie atomowe - wielkie oszustwo!
Więcej
|
|
|
|
|
|
|
19.05.2012.
Wiele osób nie rozumie, dlaczego są starania o jednomandatowe okręgi wyborcze. W internecie jest dużo dyskusji, a tych, którzy chcą demokracji, oskarża się, jak przytoczona niżej korespondencja.
Pan Tadeusz Muszyński, na moje wezwanie, aby do sejmu szykowali się nowi ludzie, tak się wyraził:
JOW do Sejmu i Senatu to oszustwo, brak Panu wiedzy albo działa Pan na polecenie służb. Zmieniać na gorsze lub zmieniać tak aby nic nie zmienić.
Z poważaniem Tadeusz Muszyński
Z pewnością dużo osób jest zainteresowanych przyszłymi wyborami, toteż jako działający dla jednomandatowych wyborów udzieliłem odpowiedzi aby wyjaśnić, czemu upieramy się, żeby zmienić system wyborczy.
Do Pana Tadeusza Muszyńskiego.
Witam Pana i skromnie informuję, że bez przerwy się uczę. chociaż od dawna mam przekonanie, że wykształcenie nie daje mądrości, ale zmniejsza głupotę.
Jak Pan widzi, pokazuję się otwarcie, gdzie mnie można spotkać, jak się można ze mną skontaktować telefonicznie, porozmawiać,
podyskutować czy system wyborczy jednomandatowy jest zły czy dobry.
W dotychczasowym systemie partyjnym posłowie nie są zdyscyplinowani. Po zakończeniu kampanii wyborczej nie przychodzą do biur poselskich.
Przed 1990 rokiem można było posła odwołać, wybrać bardziej pracowitego, teraz puści posłowie biorą pensję, ale wygonić ich z posady nie można.
W wyborach jednomandatowych, co zauważyłem w USA, poseł jest dostępny dla wyborców, liczy się z ich zdaniem.
W Polsce wyborcy czują się przez parlamentarzystów lekceważeni.
Przykład szczeciński: wielu posłów nie przychodzi do swoich biur, biura są zamknięte, a przecież za obsługę biura dostają osobne pieniądze. Poseł Brudziński od przeszło roku w biurze nie był.
Dlatego pracujemy z Dominikiem Jafra w Szczecinie, aby konstytucja Polski była szanowana. Aby przepisy wykonawcze były zgodne z konstytucją, aby ordynacja wyborcza była demokratyczna. Jak Pan zauważył, wiele osób kandydujących do senatu zostało przez wyborców
pominiętych, nie uzyskali głosów, nie weszli do senatu.
Chcemy, aby kandydat do sejmu był znany w swoim środowisku, aby wybierano osobę cieszącą się szacunkiem, a nie nienawiścią, jak niektórzy mianowani z list partyjnych.
Są to osoby o których nie wiemy co robią, jaki mają bezpośredni wygląd w spotkaniu osobistym, znamy ich tylko z ekranów TV.
Stworzyliśmy stronę www.kandydaci2015.pl
aby osoby które chcą kandydować do parlamentu bez nadzoru szefów partyjnych mogły pokazać przyszłym wyborcom gdzie mieszkają, jak można z nimi się skontaktować.
Zrobić zwykły kontakt człowiek + człowiek. Nie jak dotychczas, że człowiek poseł jest oddzielony od człowieka wyborcy szklaną ścianą ekranu TV.
Demokracji brakuje, demokracja musi wrócić, wielu demokracji pomaga, wielu demokracji przeszkadza.
Jest to zależne od wiedzy jaką w życiu posiedli książkami, obserwacją otoczenia, nauką od swoich mistrzów nauczycieli.
Powinien Pan wpisać się do listy i pracować dla kraju.
Pozdrawiam
Jacek Kwiatkowski
Szaleństwo posła i minimalna odległość
|
|
|
14.05.2012.
Powinna obowiązywać minimalna odległość kamery od twarzy, aby nie doszło do naruszenia obszaru prywatności wolnego człowieka.
„Wiedziałam, że to porywczy człowiek. Nie wiedziałam jednak, że jest zdolny do takiej agresji. W jego oczach widziałam szaleństwo. Zachował się jak kryminalista albo osoba chora psychicznie - mówi w wywiadzie dla Super Expressu Ewa Stankiewicz, odnosząc się do zachowania Stefana Niesiołowskiego pod Sejmem”.
Dokumentalistka filmowała posła PO wbrew jego woli. Ten w reakcji na to rzekł był stanowczo: „Won stąd” i odepchnął kamerę. Stankiewicz zapewnia, że nie chciała sprowokować Niesiołowskiego.
Zapewne pani Ewa przesadziła z tym kryminalistą, choć podczas przepychanek (i po nich) ludziska przez dłuższy czas nie mogą myśleć i zachowywać się spokojnie i racjonalnie. Poseł na Sejm nie powinien dać się sprowokować, zwłaszcza że materiał filmowy nie dowodzi jego racji, chyba że nie obejmuje całości zatargu.
Parlamentarzyści powinni być badani i szkoleni, aby być wyjątkowo zrównoważonymi osobami i aby potrafili się godnie i kulturalnie zachować w rozmaitych sytuacjach oraz nas, wyborców, reprezentować. Jeśli ktoś ma ADHD to albo powinien być zwolniony z posłowania, albo - w drodze wyjątku - otrzymać certyfikat stwierdzający, że nikt nie powinien z nim robić wywiadu bez wyraźnej jego zgody, bo może oberwać.
Na pewno nie może pełnić żadnej funkcji w organach związanych z bezpieczeństwem nie tylko państwa, ale nawet nie powinien być dyspozytorem pogotowia ratunkowego.
Wszyscy ludzie są równi wobec prawa i mają prawo realizować swoje marzenia i piąć się w karierach, ale zbyt porywcze jednostki nie powinny rządzić państwem, także one nie powinny być pilotami, chirurgami, snajperami, saperami i... hazardzistami. Być może powinny zajmować się motylami, bo to zajęcie uspokaja... Cóż z tego, że unijny sąd przywróci do pracy załogę samolotu pasażerskiego, która ma ADHD â?? któż chciałby z nimi latać?
O losie posła nie powinna decydować ani jego partia, ani opozycja. Powinien to rozstrzygnąć w trybie pilnym sąd, który reprezentują stateczni bezstronni sędziowie o uznanej etyce, zatem na pewno nie tacy, co sądzili Stauffenberga i jego towarzyszy (główny sędzia, niejaki Freisler, przewodniczący Trybunału Ludowego wydał około tysiąca wyroków śmierci) po nieudanym zamachu na Hitlera, który to facet również nie sprawiał wrażenia, że jest całkowicie normalny, także w kwestii porywczości (co, niestety, umknęło uwadze ówczesnym jego wyznawcom).
Poseł (zwłaszcza wysokiej rangi) powinien wiedzieć, w jaki sposób się zachować, kiedy go nachodzą i podpuszczają, zwłaszcza że trudno komukolwiek udowodnić prowokację, chyba że nagrano by polecenie szefa albo wyznanie dziennikarza podczas jakiejś imprezy.
Mirosław Naleziński
Agenci Radia Maryja i TV TRWAM
|
|
|
27.04.2012.
Agenci, tajni agenci, tajni współpracownicy, szpiedzy, podwójni a nawet potrójni, opisywani są w książkach, gazetach i w zwykłych rozmowach.
Niektórzy działają pod przykryciem jako robotnicy lub urzędnicy. Niektórzy są prezesami korporacji, niektórzy ministrami, niektórzy dla idei socjalizmu, inni dla kapitalizmu, inni jeszcze dla anarchii, a jeszcze inni dla pieniędzy.
W czasie ostatniej wojny słynnym agentem był Sorge w Japonii. Pracował dla Związku Radzieckiego. Niezmiernie ważna informacja, że Japonia nie zaatakuje Związku Radzieckiego, pozwoliła tam ekonomicznie ustalić grę wojenną.
Jeszcze słynniejszy był Kim Philby.
Anglik, romantyk, idealista, udający uzależnionego od alkoholu.
Secret Intelligence Service postawił go na kierowniczym stanowisku w kontrwywiadzie, aby wykrywał radzieckich szpiegów w Anglii. Mając tak wysokie stanowisko przekazywał swobodnie materiały do Moskwy. Jako szpieg został wykryty dopiero w 1963 roku, 18 lat po wojnie. Swobodnie wyjechał do Moskwy.
Przyszłych agentów wyszukują specjaliści wśród wyróżniających się uczniów szkół średnich, gimnazjach, wyższych uczelniach, klubach sportowych, organizacjach społecznych.
Specjaliści, zamaskowani agenci wywiadów, analizują wypowiedzi, analizują teksty reportaży i artykułów, bacznie obserwują, kogo namówić i wybrać do roli współpracownika służb specjalnych.
W Polsce istniała bardzo dobra służba kontrwywiadowcza, prawie całkowicie zniszczona przez nowe władze nowego ustroju. Być może przez tajnych agentów.
Osłabienie służby kontrwywiadowczej ułatwiło pokątną wyprzedaż majątku państwowego dla „kumpli zagranicznych” i krajowych; jak w Łodzi: sprzedaż bardzo dobrze funkcjonującej fabryki swetrów na eksport, za cenę jednego swetra, i wiele innych zbrodniczych wyprzedaży.
Rozgłaszane w społeczeństwie plotki o Radiu Maryja i Telewizji Trwam dają wiele do myślenia. Utworzone za niewielkie pieniądze rozgłośnia radiowa i telewizyjna miały niewielu słuchaczy i oglądających. Ankiety wykazywały, że widzami i słuchaczami byli ludzie starsi, po 50-tce.
Bardzo dobrym medialnym wzmocnieniem okazało się wyrażenie Donalda Tuska, o moherowych beretach. Zmobilizowało to moherowe berety do lepszego organizowania się w grupy, lepszą reklamowość sąsiedzką, do wymyślania, co robić i jak, aby te rozgłośnie były jeszcze lepiej słuchane i oglądane.
Ale majstersztykiem propagandy okazała się decyzja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, jej szefa pana Dworaka.
Odmówił TV TRWAM pierwszego multipleksu, czyli pierwszego pakietu cyfrowego, prowokując, jak przy moherowych beretach, manifestacje uliczne zwolennikom TV TRWAM i Radia Maryja.
Od tej pory po dzień dzisiejszy w miastach maszerują z transparentami, w deszczu czy mocno grzejącym słońcu, zjednoczeni w haśle: wolności dla mediów, wolności dla słowa.
Zaprawdę, nikt nie zrobił więcej dla rozgłosu Telewizji TRWAM i Radia Maryja jak KRRiT.
Szefowi tej instytucji i współpracownikom należą się gorące podziękowania, nie koniecznie jako społecznym agentom Radia Maryja i TV TRWAM.
Chwali się, że zabił 77 osób!
|
|
|
18.04.2012.
W Norwegii przed sądem staje Breivik za zabicie 77 osób. Szczęśliwy, że jest w telewizji i gazetach. Przybyłych do sądu wita faszystowskim pozdrowieniem.
W więzieniu napisze książkę jak obmyślał zamachy bombowe, jak kupował broń, jak strzelał do młodych ludzi, jak im skracał młode życia. Strzelał bez litości, teraz się uśmiecha, jest zadowolony. Jest bardzo zadowolony. "Zrobiłbym to jeszcze raz!"
W Norwegii najwyższa kara za morderstwo to 21 lat więzienia. W pojedynczej celi, w luksusowym pokoju, samotny Breivik będzie zdobywać fortunę. Już jest sławny. Jego książki będą czytane z wypiekami na twarzy przez innych pragnących zdobyć sławę. Stanie się niezwykle bogaty jeszcze w więzieniu. Będzie mógł z więzienia skrycie kierować zwolennikami, za pieniądze Breivika kupią broń i materiały wybuchowe... Co tam 21 lat! Oni też napiszą książki i też będą bogaci jak Breivik, co zamordował 77 osób! My zamordujemy więcej i będziemy jeszcze sławniejsi od Breivika!
Breivik owiany sławą, sławniejszy od mordercy polskiego księdza Popiełuszki, Piotrowskiego, który chodzi swobodnie po polskich ulicach, jeszcze sławniejszy od mordercy polskiego Papieża, Ali Agca, też swobodnie chodzi po światowych ulicach, Breivik będzie krążyć po świecie z odczytami jak zabił 77 osób, a sale będą pełne, i obmyślał, jak być jeszcze sławniejszym i jak zabić więcej, i nie dać się złapać.
W wielu krajach siedzą mordercy, gwałciciele, wielcy złodzieje, zadowoleni że zdobyli przestępczą sławę. Dziennikarze o nich piszą i pokazują w telewizji, a także w filmach.
Była kiedyś sprawiedliwość wyznaczona przez Pismo Święte, ale ta sprawiedliwość idzie w zapomnienie. A szkoda. Bo rozlewającą się przestępczość trzeba zatrzymać. Zatrzymać przez prawo.
W Polsce prawo zdąża w złym kierunku. Sędziowie boją się przestępców, dają małe wyroki albo wypuszczają z aresztów lub więzień. Boją się policjanci, już chcą aby złodziei, którzy skradną poniżej tysiąca, puszczać wolno bez zapisania w notesiku policjanta, boją się adwokaci, w Szczecinie nie znajdzie się adwokat który podjął by się poprowadzić sprawę związaną z przestępczością opisaną na stronie www.statekesperanto.com
Zląkł się tej sprawy nawet adwokat Giertych, były wicepremier i minister.
Aby przestępczość zatrzymać, trzeba zmienić prawo. Złoczyńca powinien odpracować uczynione zło, powinien zapłacić pracą za wyżywienie, za miękki materac, a opuścić więzienie dopiero po odpracowaniu zła jakie wyrządził.
Przy takim rozwiązaniu wychodzący nie będzie się chwalić przyjaciołom, jak było fajnie i jak trzeba robić, aby było jeszcze fajniej i jeszcze więcej zła.
Gdyby norweski sąd dał wyrok: - Breivik! Odpracujesz swoje morderstwa. Odpracujesz miękki materac, odpracujesz wyżywienie! - to Breivik nie machałby ramieniem w faszystowskim geście, nie pokazywałby rozpromienionej twarzy. A jego naśladowcy, dobrze by się zastanowili, czy warto Breivika naśladować.
Tym, którzy czytają ten tekst obiecuję, że w przyszłym 2013 roku będę objeżdżać kraj z akcją ZMIENIĆ PRAWO. Będziemy dyskutować, jak Polskę zrobić bezpiecznym krajem.
Jacek Kwiatkowski
|
|
14.04.2012.
Narzekamy na obojętność instytucji, czasami nie odpowiadają na nasze pisma i pytania. Nie chcemy przyjąć do wiadomości, że często jest to wynik lenistwa kogoś w tej instytucji, albo... osoba w instytucji uważa, że pytanie jest głupie i nie warto na nie zwracać uwagi.
Polski Tygodnik Dyskusyjny zapytał dwie WAŻNE INSTYTUCJE, a czy pytania są głupie, niech oceni czytelnik.
Dnia 6 marca 2012r
Jacek Kwiatkowski Szczecin
Tel. 918521284 606408152
Redaktor internetowej gazety
POLSKI TYGODNIK DYSKUSYJNY
e-mail polskitd@wp.pl
do
Biuro Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych
Warszawa
kancelaria@giodo.gov.pl
przesłane drogą elektroniczną
dotyczy informacji o studencie
Czytelnik zwrócił się do POLSKIEGO TYGODNIKA DYSKUSYJNEGO z następującą
sprawą.
Miał udostępnić pokój osobie podającej się za studenta Uniwersytetu
Szczecińskiego.
Zatelefonował do Dziekanatu prosząc o informacje, czy jest taki student.
Pracująca w Dziekanacie odmówiła udzielenia informacji. Powiedziała, że
nie wolno takiej informacji udzielać nikomu, nawet rodzicom.
Uprzejmie prosimy o ustosunkowanie się do tego zagadnienia.
Udostępnienie mieszkania osobie obcej łączy się z narażeniem gospodarza
na kradzież, wyłudzenie, inne przypadki.
Odmowa informacji czy ktoś jest
studentem, albo pracownikiem instytucji ułatwia przestępcom działania
pod przykrywką tajemnicy danych osobowych.
Łączę wyrazy poważania
Jacek Kwiatkowski
redaktor.
Prosimy o odpowiedź e-mail
Ps. Załączamy jeden z artykułów PTD
Inny wysłany mail
11 marca br.
do "Kancelaria PAN"
webmaster@pan.pl
Gazeta internetowa POLSKI TYGODNIK DYSKUSYJNY zamieściła artykuły o szkodliwości oświetlenia tzw. energooszczędnego.
Wiele osób pracujących pod tym oświetleniem skarży się na różne dolegliwości, Zauważyć można też wzrastającą agresywność uczniów gdzie w szkołach jest to oświetlenie.
Pytani w sądach, prokuraturach, urzędach po jakim czasie odczuwają zmęczenie pod tym oświetleniem, czy odczuwają zmęczenie w pracy i trudności skupienia, odpowiadają na ogół, że po około 4 godzinach.
Są też takie osoby, które odczuwają niekorzystne skutki w krótkim czasie.
Uprzejmie proszę o przekierowanie listu do właściwego wydziału.
Jacek Kwiatkowski redaktor
I nic.
Kto zawinił? Lenistwo czy pogląd że zagadnienie jest głupie?
Oświadczenie Solidarnej Polski ws. dramatycznej sytuacji
w Hucie Batory w Chorzowie
|
|
|
10.04.2012.
Oświadczenie Solidarnej Polski ws. dramatycznej sytuacji
w Hucie Batory w Chorzowie
W związku z sytuacją dotyczącą Huty Batory w Chorzowie, Solidarna Polska
wzywa Wojewodę Śląskiego do natychmiastowego zwołania nadzwyczajnego
posiedzenia Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego w Katowicach.
Dalsza
bierność władz rządowych wobec słusznej akcji protestacyjnej pracowników
tego przedsiębiorstwa, grozi eskalacją konfliktu, którego skutki trudno
przewidzieć.
Solidarna Polska zawsze stanie po stronie ludzi domagających
się zachowania ich słusznych interesów pracowniczych. Sytuacja dotycząca
Huty Batory, w której dochodzi do zwolnień pracowników, a następnie
zatrudniania ich w ramach tak zwanych "umów śmieciowych" pokazuje, że
polskie przepisy prawa wymagają natychmiastowych zmian.
Apelujemy do
Zarządu Huty Batory oraz do władz Grupy Kaputałowej Alchemia S.A. o szybkie
rozwiązanie sporu i zaniechanie dalszych zwolnień.
Apelujemy do Ministra
Pracy i Polityki Społecznej o natychmiastowe wyznaczenie mediatora w
sporze, do którego doszło w tym przedsiębiorstwie. Chcemy także zapewnić,
że złożymy w Sejmie projekt ustawy zakazującej tak szerokiego stosowania
umów śmieciowych. Ta forma zatrudnienia powinna być wykorzystana w
przypadkach wyjątkowych, a staje się regułą stosowaną przez pracodawców.
Na
koniec posłużymy się zdaniem z encykliki "Centesimus Annus" Jana Pawła II,
którego rocznicę śmierci obchodziliśmy przed dwoma dniami
-"Celem
(...)przedsiębiorstwa nie jest po prostu wytwarzanie zysku, ale samo jego
istnienie jako wspólnoty ludzi, którzy na różny sposób zdążają do
zaspokojenia swych podstawowych potrzeb i stanowią szczególną grupę służącą
całemu społeczeństwu.
Zysk nie jest jedynym regulatorem życia
przedsiębiorstwa; obok niego należy brać pod uwagę czynniki ludzkie i
moralne, które z perspektywy dłuższego czasu okazują się przynajmniej
równie istotne dla życia przedsiębiorstwa".
Niech w Wielkim Tygodniu słowa
naszego rodaka przemówią do serc ludzi odpowiedzialnych za zarządzanie tym
przedsiębiorstwem.
Arkadiusz Mularczyk
Poseł na Sejm RP
Przewodniczący Klubu Parlamentarnego Solidarna Polska
Michał Wójcik
Radny Sejmiku Śląskiego
Koordynator Solidarnej Polski na Śląsk
Warszawa, dn. 4 kwietnia 2012 roku
Marynista Jerzy Pachlowski nie będzie pisać
|
|
|
05.04.2012.
Marynista Jerzy Pachlowski był dziennikarzem, pisarzem, nawet rybakiem dalekomorskim.
Gdy był młodszym, pisał w oddalonym o 70 kilometrów od Szczecina Barlinku, razem z drugim marynistą Janem Papugą. Pisali prawie tydzień. Na końcówkę tygodnia jechali rowerami do Szczecina. 70 kilometrów, potem znowu na rowery, ponowne 70 kilometrów i do pisania.
Papuga dawno odpłynął na kosmiczne morza, Jerzy Pachlowski już w Szczecinie, a potem w dzielnicy Szczecin Dąbie niestrudzenie pisał. Pisał ciekawie, pokazując morskie życie, ludzi morza.
„Delfiny idą pod wiatr”, „Ryba i słońce”, „Opowiadania morskie”, „Na krawędzi wody”, „Wołanie horyzontów”... i wiele innych prac stworzył.
Jerzy Pachlowski był ceniony i wyróżniany nagrodami im. Józefa Conrada, Mariusza Zaruskiego, Nagrodą Literacką Miasta Szczecin.
Jerzy Pachlowski ze swoim wilczurem Bosmanem wędrowali powolnym spacerem w szczecińskiej dzielnicy Dąbie, ubolewał na upadek zainteresowania morskimi problemami, chciał pisać. Niestety, choroba i śmierć (2 kwietnia) mu przeszkodziła.
Odpłynął za Papugą w Kosmiczną Żeglugę, jego wierny Bosman wyprzedził go o tydzień. Tam spacerują razem. Może z Papugą spierają się i wspominają jak żeglowali na rybackich statkach, słony smak bryzgów fal, kołysania.
Opłakują Jerzego Pachlowskiego rodzina, przyjaciele i znajomi. Był niezwykle skromnym i taki zostaje w pamięci.
Redakcja
|
|
29.03.2012.
W Szczecinie jest dużo banerów „sprzedam lub wynajmę” na budynkach mieszkalnych lub oknach mieszkań.
Jeden baner na nowym budynku w pobliżu Placu Batorego, miejsca frapującego, w centrum, przyciąga uwagę: blisko urzędy, do dworca kolejowego 10 minut piechotą, do tramwajów i autobusów minut pięć, a przed budynkiem skwer, ławki dla odpoczynku ocienione drzewami, cisza i spokój. Mieszkanie wymarzone.
Zatelefonowałem na numer w banerze.
Przyszedł sympatyczny młody człowiek. Z biura nieruchomości. Obejrzałem mieszkanie. Ładne. I piętro. Duża łazienka! Duży przedpokój!. Duży pokój! Osobny pokój na garderobę! Mieszkanie ładnie umeblowane! Tylko płacić za wynajem lub zakupić...
Przedstawiciel biura nieruchomości zasiadł w krześle, wyciągnął formularz, oznajmił, że gdy wynajmę lub zakupię, za pokazanie mieszkania trzeba będzie mu zapłacić.
I u powstało zagadnienie do rozwiązania.
Klient który zgłasza się do biura nieruchomości aby mu wyszukać dom lub mieszkanie, zobowiązuje się zapłacić za wyszukiwanie.
Klient, który chce sprzedać lub odnająć dom lub mieszkanie, płaci dla biura nieruchomości opłatę, zobowiązuje się zapłacić za sprzedaż.
Ale... gdy klient nie zleca wyszukania mieszkania, domu, czy powinien zapłacić dla biura taką stawkę jak ten co sprzedaje lub wynajmuje?
Przecież w tym wypadku biuro nieruchomości nie szuka klientów. Biuro pokazuje mieszkanie do wynajęcia lub sprzedaży. Czy zatem powinno żądać podwójnego wynagrodzenia za pokazywanie?
Piotr.S.
Od redakcji.
Pytanie kierujemy do Zachodniopomorskiego Stowarzyszenie Pośredników Obrotu Nieruchomościami, prosząc o odpowiedź, którą zamieścimy.
ZSPON powstało w styczniu 1995r. z inspiracji szczecińskich pośredników.
|
|
16.03.2012.
Kiedy skończy się w Polsce bezkarne zohydzanie ludzi?
"Gwiazda telewizyjnego show, wzięta aktorka i celebrytka? Kim jest kobieta wamp z wydatnymi, podkreślonymi agresywną czerwoną szminką ustami i nową, krótką blond fryzurą? Trudno w to uwierzyć, ale to Katarzyna Waśniewska (22 l.), matka tragicznie zmarłej Madzi"
Tak pisze internetowy FAKT.PL - odpowiednik kupowanej w kioskach codziennej gazety FAKT
"Gwiazda telewizyjnego show, wzięta aktorka i celebrytka? Kim jest kobieta wamp z wydatnymi, podkreślonymi agresywną czerwoną szminką ustami i nową, krótką blond fryzurą?"
Za ten opis, w Stanach Zjednoczonych USA, opisana osoba poszła by do adwokata. Ten wystosowałby pozew o 10.000.000 dolarów. Odszkodowania za naruszenie wizerunku. Nie zapłaciłaby ani centa!
Adwokat wziąłby ustaloną stawkę 1/3 wysądzonej kwoty, więc walczyłby jak lew o dobre imię swojej klientki.
A w Polsce?
Można zeszmacić człowieka bezkarnie. Jak widać to we wpisie w internecie, który w skrócie przytaczam:.
"Bolek" na ciebie ja nawet sznura nie przygotowywałem” itd. o L. Wałęsie.
Anonimy w internecie są jak złośliwe rzucenie zza płotu cegłą przez ukrywającego się. Czy nie powinna zniknąć anonimowość w internecie? Przecież pod wpisem w FAKCIE nikt się nie podpisał.
Jacek Kwiatkowski
A może ktoś chciałby pomóc w usunięciu szkalowania i anonimowości z internetu?
Zamieścimy.
Trochę miejsca dla stowarzyszeń
|
|
|
09.03.2012.
Wiele stowarzyszeń nie ma swojego lokalu. Są zarejestrowane na adres mieszkania założyciela. Ale gdy w stowarzyszeniu jest więcej osób, gdy nie mieszczą się w mieszkaniu, wówczas z ratunkiem idą urzędy.
Modelowym rozwiązaniem może pochwalić się Gdynia. W centrum miasta sala na parterze może pomieścić ponad sto osób. W małym przyległym pokoiku sekretariat z telefonem i faksem. Każde stowarzyszenie ma tutaj swój czas, Jedne stowarzyszenie zajmuje czas dwugodzinny raz w tygodniu, drugie tylko godzinę. Niektóre raz w miesiącu. Jak chcą. Na ścianie grafik z tygodniowym rozkładem zajmowania sali przez stowarzyszenia.
W Szczecinie inne rozwiązanie. Jak informuje pan Jakub Sztombka, kilka stowarzyszeń pozarządowych porozumiało się z Urzędem Miasta i założyło Szczecińskie Centrum Wspierania Organizacji Pozarządowych SEKTOR 3, w budynku PCK przy ulicy Wojska Polskiego 63.
Centrum udostępnia w tym budynku lokale organizacjom pozarządowym na preferencyjnych warunkach. Bezpłatnie można korzystać z pracowni komputerowych, sieci internetowej, faksu, telefonu, porad prawnych i finansowych. W poradach Szczecin wyprzedza Gdynię.
W Szczecinie jest zarejestrowanych ponad 2.500 (dwa tysiące pięćset) organizacji pozarządowych.
Jednak wśród pozarządowych stowarzyszeń w Szczecinie brakuje takiego, który by bronił pracowników przed wyzyskiem, np. nie wypłaceniem wynagrodzenia. Skarżył się niedawno robotnik, że pracuje jako murarz na budowie prywatnej, za trzy tygodnie pracy dostał 150 złotych, i murarz na resztę musi poczekać.
Przydała by się organizacja pozarządowa, której członek mógłby jako społeczny inspektor pracy odwiedzić prywatnego przedsiębiorcę, porozmawiać i upewnić się, że murarz otrzyma należną wypłatę bez uciekania się do instytucji państwowej. Bez podań, skarg na piśmie i zawiadomień.
W jakiejś mierze organizacje pozarządowe rozładowują bezrobocie. Większość ma prezesa etatowego, nawet i personel etatowy. Pieniądze na utrzymania prezesa, zastępców prezesa, nawet sekretarki i księgowej pozyskają z gminy, urzędu, a gdy się nie uda, to otrzymują ze sponsoringu firm i przedsiębiorstw. Gdy wykażą, że są bardzo pożyteczne, o sponsorów nie trudno.
W Powiatowym Urzędzie Pracy w Szczecinie, od pani Agnieszki Badziuk uzyskaliśmy informacje o możliwości pracy, ochronie pracującego.
W Szczecinie są oferty pracy dla pracowników niewykwalifikowanych, pracowników gospodarczych, w Zieleni Miejskiej. Gdy pracownik jest oszukany przez firmę prywatną, może zwracać się do Sądu Pracy, Państwowej Inspekcji Pracy.
Od redakcji.
Przydałby się uprzepis, odbierający na zawsze prawo prowadzenia przedsiębiorstwa osobie, która świadomie oszukała pracowników. A takich "przedsiębiorców" jest sporo!
|
|
08 marzec 2012
BĄDŹ POZDROWIONA KOBIETO POLSKA
Tobie – Kobieto Polska,
daninę składam serdeczną. Daninę
z najgłębszej, najczulszej struny serca.
Za trud codzienny i za tkliwość,
za ból powszedni i za miłość,
i wyrzeczenia nieskąpione wcale,
i za to – że nie chodzisz w chwale,
o którą walczyć nie chcesz, choć ci się należy,
i za to co czynisz, i co się nie mierzy
skalą rewanżu.
Bądź pozdrowiona za to
Kobieto Polska.
Ty łzy dziecięce osuszyć potrafisz
i twarz zmartwioną w dzień słoneczny zmienisz.
Muśnięciem dłoni po schmurzonym czole
wypędzasz smutek i upadłą wolę
podnosisz jednym słowem dobrym,
ciepłem nabrzmiałym, serdecznym i tkliwym,
a rozjątrzone rany, losem czasu tknięte,
zabliźniasz tak łatwo, aż dziw niepojęty
bierze, że w twej słabej dłoni jest zaklęty
tak wielki czar, jak u czarodziejskiej wróżki.
Dzięki ci za to
Kobieto Polska
Gdy ból i cierpienie goszczą w twoim sercu
uśmiech na twarz zaciągasz i dla swych najbliższych
w ową wróżkę się mienisz co dar bogaty
rozdaje, siejąc szczodrze prostoty klejnoty
na prawo i lewo. Głębokie jest twoje serce
Kobieto Polska.
Piętno wieków odcisło niezatarte rany
co zabliźnić się nie chcą. W historii ślad pisany
na zawsze zostanie: od Emilii Plater, do tej, co dziś
kochamy i uczcić chcemy. Pamięcią, wzruszeniem,
chwilą zadumy nad tobą
Kobieto Polska...
Okręt Jej Królewskiej Mości odwiedził Gdynię
|
|
|
26.02.2012.
W dniach 18 i 19 lutego przy nabrzeżu Francuskim w Gdyni można było zwiedzać w godzinach 16-18 okręt flagowy HMS BULKWARK, chlubę Brytyjskiej Królewskiej Marynarki Wojennej.
HMS BULKWARK ma 176 metrów długości i prawie 30 szerokości. Jest flagowym i jednym z największych okrętów Królewskiej Marynarki Wojennej. Jest przystosowany do przewozu m.in. czołgów, a na pokładzie rufowym znajduje się lądowisko dla śmigłowców. W brytyjskiej marynarce pełni rolę okrętu dowodzenia. Polskie fregaty przywitały ponad 320 osobową załogę HMS BULKWARK już 15 lutego.
Ten wielki okręt operował w osłonie dwóch polskich fregat, które podczas ćwiczeń odpowiadały m.in. za obronę przed atakami z wody i powietrza. Dowódca angielskiego okrętu powiedział po ćwiczeniach, że radością było ćwiczyć z Polską Marynarką Wojenną, która podczas ćwiczeń pokazała pełen profesjonalizm.
Okręt zaproszony został do Gdyni. Na okręt można było wejść bezpłatnie.
Dawno nie widziano takiego tłumu szturmującego bramę wejściową. Obowiązywała kolejka. Przed Dworcem Morskim ustawiły się tłumy. Byli dorośli z dziećmi. Były olbrzymie kolejki samochodów. Tego dnia, jak zwiedzałem ten okręt – padał „kapuśniaczek”. Znikał śnieg, na poboczach wielkie błota.
Anglicy zrobili sobie przerwę śniadaniową. Trzeba było czekać. O 13tej kolejne otwarcie bramy. Pierwsza grupa liczyła około 100 osób. Przed trapem była szczegółowa kontrola. Dopiero potem można było po trapie wejść na okręt. Wchodziło się do olbrzymiej hali. Tam można było umieścić ciężki sprzęt bojowy. Wyznaczona była trasa zwiedzania. Co kilka kroków rozmieszczeni byli marynarze, Pilnowali porządku i sprawnego przebiegu marszu tak wielkiego tłumu.
Trzeba było pokonać kilka poziomów, by osiągnąć pokład główny i po przejściu pokładem kolejno wejść do środka i kierować się do wyjścia. Wizyta na okręcie była też okazją do porozmawiania z załogą. Po opuszczeniu okrętu wszyscy kierowali się do bramy. Następna grupa czekała na wejście.
Angielscy marynarze z tego okrętu mieli rozrywkę i przerywnik w pracy na okręcie – zaproszeni byli do rozegrania meczu rugby z gdyńską drużyną Arki. Gdyńscy rugbiści nie okazali się zbyt gościnni i wygrali mecz. Gdyńska Arka od dwóch lat ma piękny stadion ze sztuczną trawą.
Brytyjski okręt stał przy Dworcu Morskim . W tym miejscu jeszcze niedawno cumował nasz największy statek pasażerski m/s BATORY, a po nim STEFAN BATORY. Pozostały tylko wspomnienia po tych jednostkach.
Eligiusz Sitek
Gdynia
Od redakcji:
zdjęcia HMS BULKWARK można zobaczyć na Google.
Podpala samochody bezkarnie
|
|
|
22.02.2012.
Już drugi raz podpala samochody w Warszawie mlody czlowiek. Bogaty, kochający ojciec wpłaca kaucje, synalek wychodzi na wolność. Nie zniechęca się do podpalania.
Jest rozwiązanie które proponuje niezarejestrowana jeszcze partia Przyszlość.
Każdy może osądzić czy dobre.
Dotychczasowe systemy karania za przestępstwa nie przynoszą skutku. Sprawcy po opuszczeniu zakładu karnego w większości nie mają zamiaru zmienić stylu życia, dalej kradną, gwałcą, nawet mordują. W środowisku przestępczym są podziwiani.
Przyszłość będzie dążyć do zreformowania systemu na taki, aby zniechęcić do przestępstwa.
Przykład: za kradzież dostaje wymiar łączny:
za koszty rozprawy - kwota, oraz za wyrządzoną szkodę, którą musi zwrócić poszkodowanemu - kwota
Pojawi się prawidłowy proces - odpracuj wyrządzoną krzywdę!
Ma do wyboru:
darmowy standard twardego łoża jak w ścisłym areszcie wojskowym, standardowe oszczędne wyżywienie, śniadanie i kolacja: woda, suchy chleb, na obiad - zupa warzywna bez mięsa, z tłuszczem oleju;
albo opłaca materac z pościelą, lepsze wyżywienie wg norm dla pracującego, z mięsem lub pełne wartościowe wegetariańskie.
Praca kalkulowana. Spłaca kwoty orzeczone wyrokiem.
Osadzony może odpłatnie podwyższyć standard do luksusowego, urozmaicić posiłki za opłatą.
Po wyjściu na wolność, nie będzie podziwiany przez swoje środowisko, spotka ocenę: teraz wiesz ile to kosztuje.
Uwolniony będzie miał przeświadczenie, że dług wobec społeczeństwa spłacił, że był głupi, i że to doświadczenie nauczyło - że przestępstwo się nie opłaca.
Przykład praktyczny.
Młody człowiek, od dzieciństwa rozpieszczany przez rodziców, rozmawia z automatu telefonicznego. Rozzłoszczony urywa słuchawkę, kopie w drzwi, rozbija szybę. Ktoś zawiadamia policję, która zatrzymuje szkodnika, sporządza protokół. Na rozprawie sąd orzeka:
naprawa telefonu - 420 zł,
naprawa drzwi, szyba i jej wprawienie - 850 zł.
koszty rozprawy - 900 zł,
razem - 2100 zł.
Obwiniony zostaje skazany na pobyt w ośrodku zamkniętym do czasu spłacenia pracą szkód, które wyrządził.
Jakie będzie następstwo psychologiczne tak ukaranego człowieka? I jakie będzie podejście społeczeństwa do niego? I czy będzie mu trudniej znaleźć zatrudnienie u prywatnego przedsiębiorcy czy łatwiej? To są pytania społeczne, które muszą znaleźć echo w rozwiązaniach prawnych naszego państwa.
Dlaczego, do diabła, nie chronicie budżetu państwa!!!
|
|
|
12.02.2012.
W nadmorskiej miejscowości Gąski ma być referendum, czy mieszkańcy godzą się na elektrownię atomową.
Mieszkańcy nie chcą! Twierdzą, że stracą finansowo, bo uciekną turyści.
Mieszkańcy myślą o swoich budżetach, zarobkach z wynajmowania kwater letnikom, zysków z lokali gastronomicznych.
Prawie każdy stara się chronić swój budżet domowy.
Dlaczego więc nasi ministrowie, posłowie, senatorowie, przywódcy polityczni i związkowi nie myślą o budżecie państwa, że należy go chronić?
Przecież budżet państwa jest wspólnym dobrem, pieniądze dzieli się dla służby zdrowia, policji, wojska, sądów itd. Tymczasem o ochronie budżetu mało kto myśli. Brakuje w tym wyobraźni u naszych kierowników materialnych i duchowych.
Grupy finansowe myślą o zaspokojeniu swoich wąskich potrzeb. Banki myślą jakby najlepiej oskubać klientów niekontrolowanymi procentami. Wielkie korporacje unikają podatków. Szczególnie nie polskie, tak opracowują wydatki Vatowskie, aby wszystko pokryć w kosztach a dla budżetu państwa dać jak najmniej albo dać Zero!
Ministerstwo Finansów tego nie widzi, Ministerstwo Sprawiedliwości, Prokuratury i Policje nie zauważają. Natomiast giną ludzie, którzy zwalczają zło w kraju.
Elektrownia atomowa jest nieekonomiczna, a informacja o tym zabroniona. Telewizje, prasa, radio milczą jak zaklęte. Można by pomyśleć, że pracują w nich nie ludzie, lecz bezmyślne automaty, które otrzymały rozkaz: nie ujawniać prawdy!
Jedynie nieśmiało Radio i Telewizja Trwam, organy stworzone przez Księdza Rydzyka z Torunia, starają się ujawniać dobrodziejstwo płynącym z geotermii. Uparcie przekonują, że Polska ma najbogatsze w Europie złoża podziemnej gorącej wody, że można ogrzewać domy i szklarnie, że zaoszczędzi się elektryczność. Ale nawet i te organy księdza Rydzyka nie chcą zadzierać z lobby atomowym trzymającym władzę w Polsce, i milczą jak zaklęte w sprawie szkodliwej ekonomii atomowej.
A skrywana prawda jest taka. Pierwsze elektrownie atomowe produkowały z uranu pluton dla bomb atomowych. Potem Francja budowała atomowe elektrownie dla potrzeb wojny. Te elektrownie są dla 30-40 lat, potem zasypywane olbrzymią górą betonu, bo wewnątrz wszystko przeżera rdza atomowa i niebezpiecznie. Takich betonowych gór z promieniowaniem grożącym przez 20 tysięcy lat będą setki.
Mieszkańcy Gąsek podświadomie boją się promieniowania, ale – trzymając buzie na kłódkę – mówią tylko o turystach i traconych zyskach.
Gdyby nasze ABW zachciało być odważniejsze, zajrzało do podszewki grupom które lansują elektrownie atomowe w Polsce, zajrzało by do grona osób które chcą na tym zarobić, dojrzało by byłych ministrów i wiceministrów, usadzonych cicho w przedsiębiorstwach związanych z elektrowniami atomowymi, i nakazującymi być cicho prasie, radiu i telewizji.
Kiedyś, gdy była budowana elektrownia atomowa w Żarnowcu, pozwałem do pojedynku telewizyjnego pragnących elektrowni atomowych w Polsce. Poseł Marian Orzechowski zgłosił się na mego sekundanta. Potem pani Zofia Kuratowska, wicemarszałek Senatu, podziękowała mi. że ochroniłem budżet państwa przed niepotrzebną stratą.
Ratujmy budżet państwa przede wszystkim!
Jacek Kwiatkowski
Poprawić system wyborczy na demokratyczny
|
|
|
05.02.2012.
Nazywam się Dominik Jafra, jestem członkiem Partii "Przyszłość ".
Jestem znany z tego, że pozwałem Platformę Obywatelską do warszawskiego sądu, bowiem obiecywała wprowadzić JEDNOMANDATOWE OKRĘGI WYBORCZE po wygraniu wyborów w 2007r. Partia ta wybory wygrała, jednak obietnicy nie zrealizowała.
Rozprawy sądowe odbyły się 1-go marca w Sądzie Rejonowym, a w Sądzie Okręgowym sprawa apelacyjna 24 października 2011. Oba procesy przegrałem, ale moralnie czuje się wygrany i tu sędziowie przyznali mi rację.
Pierwsza rozprawa odbyła się przy wielkim zainteresowaniu prasy, radia i telewizji, w budynku sądowym udzieliłem wielu wywiadów oraz zostałem zaproszony do wywiadów na żywo w TVN24 oraz w Superstacji.
W sądach byłem wspierany przez STOWARZYSZENIE RUCHU JOW. Oczywiście przedtem prowadziliśmy szeroką kampanię informacyjną o rozprawie sądowej przeciwko PO.
Uważam, że przepisy wykonawcze kodeksu wyborczego do Sejmu zostały napisane niezgodnie z Konstytucją.
Artykuł 96 punkt 2 mówi, że wybory powinny być proporcjonalne. Słownik Języka Polskiego przedstawia, że proporcjonalny oznacza: jeden przedstawiciel na określoną liczbę osób.
Pozwy złożone do sądu i długoletnie działania STOWARZYSZENIA RUCHU JOW zaowocowały tym, że wybory do Senatu już odbyły się alfabetycznie i w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych.
Często pisałem i dzwoniłem do Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, Marszałka Sejmu, Urzędu Prezydenta RP, Polskiej Akademii Nauk - Instytut Nauk Prawnych, aby wprowadzić JOW do Sejmu, że przepisy kodeksu wyborczego są nieuczciwe i nie są zgodne z konstytucją. Te działania wznieciły dyskusję w tych instytucjach i być może przyczyniły się do zmiany przepisów wybierania do Senatu.
Przepisy wyborcze są niedemokratyczne, preferują ludzi bogatych i - oczywiście - ludzi mafii.
Zwykły obywatel nie jest w stanie startować w wyborach do Senatu, ponieważ przepisy narzucają, aby w niespełna miesiąc zebrać 3 tysiące podpisów i założyć 15-osobowy komitet wyborczy. Do Sejmu należy zebrać 5 tysięcy podpisów i podobny komitet wyborczy jak do senatu.
Uczciwy obywatel nie jest w stanie spełnić tego wymogu. W Anglii, aby być posłem wystarczy zebrać 10 podpisów sąsiadów, zanieść do komisji wyborczej i wpłacić 500 funtów. Pieniądze są zwracane kandydatowi, gdy przekroczy 5% próg wyborczy. Takie rozwiązanie uważamy za demokratyczne, ale chcemy również zapisu, żeby wyborcy mieli prawo odwołać każdą wybraną już osobę. To zagwarantuje większą odpowiedzialność i dyscyplinę osób wybieranych.
W okręgach wyborczych będziemy z lepszych wybierać najlepszych i to zagwarantuje lepszą jakość Sejmu.
Jeżeli chcesz zapoznać się z wywiadami wpisz na Google: Dominik Jafra. O partii "Przyszłość" www.przyszłosc.net
Jeżeli chcesz wiedzieć więcej na temat JOW wpisz na Google: Stowarzyszenie Ruch JOW.
Jeżeli chcesz więcej dowiedzieć się o mnie znajdziesz na stronie: www.dominikjafra.pl
Dominik Jafra
|
|
27.01.2012.
W Szczecinie, gdzie ulica Potulicka łączy się z placem Zwycięstwa, ulica o tak złej nawierzchni, pełnej nierówności i dołków, po której boją się jeździć taksówkarze, stoi dawny hotel Piast.
Kilkupiętrowy, pusty, bez oznaczeń. Jedynie w żelaznych drzwiach, wybrzusza się szpara wygięta silnym kopniakiem, przed którą zebrały się dzieci.
W tym domu jest zamknięty pies, - pokazuje na szparę w drzwiach Julianna, uczennica 4 klasy 54 szkoły podstawowej. Wczoraj dawałam psu przez tę szparę jedzenie. Trzeba zaalarmować Straż Miejską.
Obok Julianny stoi dzielnie Klaudiusz, Tez z tej samej klasy. Na ulicy zimno, nadciąga zapowiadany mróz, jest wiatr, który przenika. Ale dzieci nie odstępują od drzwi. Czekają na Straż.
Po kilkunastu minutach przyjeżdża samochód Straży Miejskiej. W nim młody mężczyzna i młoda kobieta. Patrol.
Strażniczka wychodzi z samochodu, podchodzi do drzwi dawnego hotelu. Stara się przez szparę przeniknąć do ciemnego wnętrza. – Nic nie widzę – mówi, ale dzieci namawiają, aby sprawdzić numery telefonów wypisane na drzwiach. 91 4647997, 50147997, 519335408.
Młoda strażniczka ustępuje. Przekazuje informacje siedzącemu przy kierownicy koledze. Ten sięga do telefonu komórkowego. Kilkakrotnie dzwoni. Dzieci w napięciu czekają. Martwi ich zamknięty wewnątrz pies. Może głodny. może nie ma wody do picia. Czekają. Zimno coraz bardziej doskwiera. Szyje wciągają w kołnierze. Zimno.
Od samochodu Straży dochodzi pocieszający meldunek. Już kilkakrotnie dopływały informacje do Straży o tym opuszczonym budynku. Jest w nim pies, ale to pies dozorcy tego domu.
Dzieci uspokojone, zadowolone z informacji Straży Miejskiej, poszły do domu.
Co z tych dzieci wyrośnie? Z pewnością wyrosną na dzielnych ludzi, upartych, nieobojętnych na los zwierząt i przyrody obecnie zagrożonej. Przyrody zagrożonej przez obojętność ludzi.
Tylko łapówka, nie skandal polityczny
|
|
|
25.01.2012.
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wydaje licencje nadawcom radiowym i telewizyjnym, monitoruje audycje pod kątem zabronionych treści.
Ostrego zamieszania przeciwko Radzie spowodowały pisemne i głosowe protesty słuchaczy Radia Maryja oraz Telewizji Trwam; Obie cieszyły się przyszłym nadawaniem cyfrowym, miała być lepsza jakość obrazu i dźwięku.
Cyfrowe nadawanie wymagać będzie zakupu cyfrowych odbiorników telewizyjnych i radiowych. Niektóre koszta wyniosą do kilkuset złotych.
Zaletą cyfrowego nadawania jest ścieśnianie pasma radiowego i tv. W tym samym miejscu będzie można zmieścić co najmniej pięć nadawców, a więc, tylko przyklasnąć.
Czemu, zamiast przyklaskiwania, odbiorcy Radia Maryja i TV Trwam wołali pełnym głosem, że są krzywdzeni? Otóż KRRiT odmówiła im miejsca w nowej przestrzeni radiotelewizyjnej, twierdząc, że są ubodzy, i miejsce należy się takim, co dobrze zarabiają na reklamach.
Oj! Rado, Rado... Słuchaczami i widzami tych poszkodowanych mediów są w przeważającej ilości ludzie leżący w łóżkach, chorzy obłożnie, cieszący się z dobiegających modlitw. Słuchaczami i widzami są także ludzie zdrowi, zainteresowani audycjami politycznymi, przeważnie rozmowami na żywo ze słuchaczami. Czasem są tam ludzie niezwykli jak ten, który powiedział, że widział w kościele prymasa Glempa a obok niego prezydenta Kwaśniewskiego.
Prymas kropił wiernych kropidłem, a tu Kwaśniewski jak nie wyrwie kropidło! Jak nie zacznie sam kropić!!!... - tu przerwał wywód ksiądz prowadzący audycję.
Są i tacy uczestnicy, jak zapraszani działacze społeczni, posłowie, senatorowie, przeważnie z ugrupowania Prawa i Sprawiedliwości.
Zdarza się wypowiedź, w której poseł przyznaje, że czasem głosują posłowie na niby. Kto nie wierzy w głosowanie na niby niech sprawdzi nasz artykuł "Prawdziwa opozycja potrzebna", z 02.09.2011.
Albo niech ten tytuł napisze na Google, to go zobaczy. Głosowanie na niby!? – w głowie się nie mieści!!!
Ale wróćmy do Rady. Rada powinna być mądra, rozdzielać koncesje sprawiedliwie i mądrze. Mądrość zawsze kojarzy się ze sprawiedliwością. A co zrobiła Rada, albo co zrobili jej członkowie?
Odmówili dużemu nadawcy, dali nie znanym firmom bez pieniędzy, firmom nawet nie istniejącym, takim które dopiero mają wejść na rynek telewizyjno-radiowy.
Ja sądzę – a można mnie oskarżyć u prokuratora, że była tam u „kogoś” taka myśl. Damy temu co nam też da. Od Radia Maryja i TV Trwam nigdy nic nie dostniemy. Oni nie dają. Gdy będzie protest i wrzask, wszystko zwali się na rząd i na premiera Tuska, bo Trwam i Radio Maryja będzie rozgłaszać, że nie dostali koncesji z rozkazu rządu.
Hałas po czasie ucichnie. A my będziemy górą.
Czy nie mam racji? – czekam na prokuratora.
Chyba że machinacje znikną po wprowadzeniu jednomandatowych wyborow do sejmu, jak planowała PO
Jacek Kwiatkowski
Wyrok sądu w sprawie stanu wojennego łatwy do obalenia
|
|
|
12.01.2012.
12 stycznia 2012 zakończył się proces przeciwko autorom stanu wojennego. Wyroki zapadły. Ale proces opierał się na fałszywych przesłankach.
Sędzia wydająca wyrok uzasadniała, że państwo polskie było państwem komunistycznym.
Teza całkowicie fałszywa, nie mająca najmniejszego uzasadnienia. Państwo wtedy nazywało się Republiką Ludową, miało swój statut w postaci konstytucji, nie było żadnej wzmianki, żadnego wyrazu, żadnego słowa, z którego można by określić, że to państwo komunistyczne.
Dziś rządzi Platforma Obywatelska, przedtem rządziło Prawo i Sprawiedliwość, nie można im zarzucić, że rządzą i rządzili jako władze komunistyczne.
Podobnie przed 30 laty, w czasie PRL, rządziła Polska Zjednoczona Partia Robotnicza w oparciu o przepisy. Przewodniczący partii pełnił funkcję prezydenta, przyjmowany był w krajach zachodnich jako głowa Polski, a najsłynniejszy z nich – Edward Gierek – zasłynął jako dobry gospodarz kraju. Odszedł ze stanowiska z zadłużeniem państwa niecałe 30 miliardów dolarów, które wydano na budowę hut, wielu zakładów przemysłowych, rozwój stoczni, sanatoriów, szpitali, ośrodków tanich wczasów.
W Związku Radzieckim przed 30 laty rządziła Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego. Tam był przepis, i uzasadnienie, że był ustrój i państwo komunistyczne.
Ale w Polsce? - komunizmu nie było. Niestety, karierowicze jakich wiele, dokopali państwu polskiemu, zniszczyli osiągnięcia gospodarcze, tłumacząc przez prasę, przez radio i przez telewizje, że upadkowi gospodarczemu Polski są winni właśnie komuniści, chociaż wiedzą doskonale, że komunistów nie było ani nie było przepisu związanego z komunizmem. Ot – obłuda karierowiczów.
Niestety, młodzi w te kłamstwa wierzą, bo nie ma w Polsce prawdziwej informacji, ani nie dorobiliśmy się prawdziwej demokracji.
A więc – teza sądu, że autorzy stanu wojennego działali jako członkowie władz komunistycznych jest do podważenia jako niezgodna z prawdą.
Druga hipoteza - czy oskarżeni działali w obronie państwa.
Jeżeli porówna się obecny stan gospodarczy państwa, wzrastające zadłużenie zagraniczne do olbrzymich rozmiarów, beznadziejne starania rządu naprawiania błędów powstałych przez dawne powszechne strajki, gdy wtedy zahamowano rozpędzoną produkcję we wszystkich dziedzinach, gdy posprzedawano za bezcen perły naszej gospodarki, to gdyby przeprowadzono powszechne referendum – kto winien a kto ratował – wtedy okazałoby się, czy wyroki sądów i wyroki skarierowiczałej młodzieży zasiadającej w Instytucie Pamięci Narodowej, są słuszne czy też obrzydliwie fałszywe.
Obecny rząd, ciężko pracujący nad usuwaniem szkód wprowadzonych przez młodych gniewnych a głupich, ma nie lada zadanie. Musi nie tylko naprawiać błędy gospodarcze, naprawiać sądownictwo popsute zaraz po zmianie ustroju przez chcących dorobić się kosztem uczciwych Polaków, ale musi naprawić i wprowadzić demokrację. Ale w tym ma silnych przeciwników! Chyba że wprowadzi wybory jednomandatowe.
ATOM – głosy przeciwników
|
|
|
06.01.2012.
Z Wirtualnej Polski ściągnęliśmy...
Do polskiego resortu trafiło ponad 20 tys. listów od osób prywatnych z prośbami i apelami do polskiego rządu o wycofanie się z planów atomowych w Polsce.
Przed miesiącem inwestor - Polska Grupa Energetyczna - wskazał na trzy nadmorskie lokalizacje: Gąski, Choczewo i Żarnowiec, jako potencjalne lokalizacje dla siłowni.
Niemcy po awarii elektrowni jądrowej Fukushima w Japonii (w wyniku wiosennych kataklizmów powodzi i tsunami) podjęli decyzję o zamknięciu najstarszych elektrowni jądrowych i stopniowym wycofywaniu się z energetyki jądrowej. W kraju tym aktywne są środowiska Zielonych.
Dyskutanci:
... niech się zastanowią, czy chcieliby mieszkać w pobliżu elektrowni atomowej. Badania robione przez lata w Europie Zachodniej dowodzą, ze ludzie zyjacy w jej pobliżu częściej choruja na nowotwory i nie ma w 100% bezpiecznej elektrowni. To dlatego caly Zachod odchodzi od energetyki jądrowej.
... Za chwilę w Polsce ruszy wydobycie gazu łupkowego. Tak na prawdę nie ma pomysłu na jego zagospodarowanie. Poza tym za dwa lata będą spływały do Polski wielkie ilości gazu przez terminal w Świnoujściu. Właściwie jedynym wyjściem na przemysłowe wykorzystanie tego paliwa są elektrownie gazowe.
Elektrownia gazowa o mocy 1GWe MWe kosztuje ok. 4,5 mld zł. Czas budowy nowoczesnej elektrowni gazowej CCGT (Combined Cycle Gas Turbine) zajmuje mniej niż rok od momentu opracowania planów do oddania do użytku.
Plan rządowy preferuje jednak elektrownie jądrowe. Koszt budowy elektrowni atomowej o mocy 1 GWe jest trzykrotnie większy i wynosi ok. 13,5 mld zł.
Czas budowy nowoczesnej elektrowni atomowej trwa około 10 lat.
Elektrownia gazowa o mocy 1 GWe zużywa w ciągu roku od 2 do 3 miliardów mc gazu (koszt 600 mln - 900mln USD). Koszty paliwa gazowego można znacząco obniżyć przez umiejscowienie elektrowni w pobliżu miejsc wydobycia gazu.
Elektrownia atomowa o mocy 1 GWe zużywa ok. 35 t paliwa uranowego (100mln - 150 mln USD) i wymaga utylizacji substancji promieniotwórczych.
Wynika z tego, że gdyby jednocześnie uruchomić dwie elektrownie o tej samej mocy, tj. gazową i atomową, to wliczając koszty budowy oraz roczne koszty paliwa, przez pierwsze 8-10 lat, produkcja energii elektrycznej w elektrowni gazowej jest tańsza niż w elektrowni atomowej i to bez doliczenia kosztów składowania odpadów (w elektrowni gazowej koszty te praktycznie nie występują) oraz bez uwzględnienia niezbędnej konserwacji i remontów.
Wraz z upływem czasu znacząco wzrastają koszty niezbędnych napraw. W elektrowni atomowej są one wielokrotnie większe niż w gazowej. Koszt likwidacji wyeksploatowanej elektrowni atomowej wynosi kilka mld USD.
Nie bez znaczenia jest także hipotetyczne ryzyko katastrofy w obu typach elektrowni. Ogrom niebezpieczeństw i długotrwałość oddziaływania zagrożeń związanych z awarią elektrowni atomowej ma wymiar globalny i jest podstawowym argumentem przeciwko pomysłom oparcia elektroenergetyki na elektrowniach atomowych.
... Jestem z Pomorza i nie chcę w tym rejonie, ani też w Polsce elektrowni jądrowej!!!!!!!!!!! Mam nadzieję że KE nie pozwoli na budowę!!!!!!
Od redakcji: o budowie elektrowni atomowych powinna decydować ekonomia: koszty usuwania odpadów, zachorowalność. Przeciwnicy - łączmy się.
List Otwarty do Prokuratora Generalnego
|
|
|
03.01.2012.
List Otwarty Redaktora internetowej gazety
Polski Tygodnik Dyskusyjny
do
Prokuratora Generalnego
Pana Andrzeja Seremet
W związku z istniejącym zagrożeniem przekształcenia się partii politycznych w niedemokratyczne partie o charakterze faszystowskim, wodzowskim, uprzejmie proszę o zwrócenie na to uwagi.
Przykładem jest Prawo i Sprawiedliwość, gdzie brak jest zabezpieczeń statutowych przed takim zniekształceniem. Dowodem są odejścia członków zniechęconych brakiem demokracji w tej partii politycznej.
Przy prawidłowo opracowanym statucie pojedynczy członek partii, gdy nie podoba mu się linia kierownicza, ma możliwość wypowiedzenia swojej opinii, poddanie swego zdania pod dyskusję. A gdy lekceważy się jego zdanie, może odwołać się do sądu koleżeńskiego, komisji rewizyjnej, wreszcie do zjazdu.
W PiS brak jest takiej możliwości. Jest sąd koleżeński i dalej nic. Gdy sąd posłusznie wykonuje polecenia prezesa partii, zdrowy, demokratyczny głos członka jest wyeliminowany zwyczajnym wyrzuceniem członka z partii.
Partie polityczne powinny mieć zapewnioną demokrację wewnętrzną tak jak to w swoim statucie zrobiła partia „Przyszłość – stowarzyszenie służące społeczeństwu”, co niżej przytaczam.
Rozdział IV - Sąd Stowarzyszenia
Art. 23. Wyboru członków Sądu Stowarzyszenia dokonuje każdorazowo Zjazd do następnego zjazdu. Sąd Stowarzyszenia zwoływany jest na wniosek pokrzywdzonego lub oskarżonego, względnie na wniosek oskarżyciela, o ile któraś ze stron prześle taki wniosek do Głównej Komisji Rewizyjnej, albo na skutek odwołania wg Art. 25.
Art. 24. Odpowiednikiem Sądu Stowarzyszenia na szczeblu komórki jest Sąd Koleżeński. Wyłaniany w trybie żądania przez strony. Sąd Koleżeński tworzony jest z dwóch członków wskazanych przez jedną ze stron i dwóch członków wskazanych przez drugą stronę. W Sądzie Koleżeńskim ma prawo brać udział lider komórki.
Art. 25. Od orzeczenia Sądu Stowarzyszenia przysługuje odwołanie do zjazdu lub Nadzwyczajnego Zjazdu. Od orzeczenia Sądu Koleżeńskiego przysługuje odwołanie do najbliższego zebrania komórki lub kolejno w wypadku niezadowalającego rozstrzygnięcia do:
1 - Głównej Komisji Rewizyjnej,
2 - Sądu Stowarzyszenia,
3 - zjazdu zwyczajnego lub nadzwyczajnego. Orzeczenie zjazdu kończy drogę odwoławczą w stowarzyszeniu.
Uprzejmie Pana Prokuratora Generalnego proszę o zwrócenie uwagi partiom politycznym odgrywającym rolę w życiu gospodarczym i politycznym, aby dokonały rewizji statutów, pod kątem demokracji wewnątrz partyjnej i doprowadziły do możliwości nieskrępowanego wyrażania opinii przez swoich członków.
Przypominam historię partii NSDAP w Niemczech sprzed 80 lat. Założona w 1919 jako Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników
(Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei), NSDAP) była początkowo partią demokratyczną. Gdy pod wpływem Hitlera doszła w 1933r do władzy, skończyła się w niej demokracja, każdą osobę sprzeciwiającą się linii politycznej kierowano do obozów lub uśmiercano. I tak brak demokracji urodził drugą wojnę światową.
Ze względu na ważność sprawy uprzejmie proszę Pana Generalnego Prokuratora o wydanie stosownych zaleceń.
Z wyrazami szacunku
Redaktor
Jacek Kwiatkowski
|
|
22.12.2011.
Część Polski jest aktywna, część Polski śpi.
Ta część Polski która jest aktywna, jest podzielona na dużą Platformę Obywatelską i duże Prawo i Sprawiedliwość, obok nich plasują się mniejsze ugrupowania, które będą wchodzić do wymienionych i je wspomagać, zależnie od potrzeb interesów partyjnych, ale nie narodowych.
W toku walki umyka los społeczeństwa, los narodu, który coraz bardziej biednieje.
Prawie 70 procent społeczeństwa odczuwa brak o siebie troski. Czuje się osierocone, marginalizowane. Skarży się, że w państwie zwanym Polska, utworzyła się arystokracja pieniądza, nie martwiąca się co się stanie z Polską w przyszłości.
Wspomina czasy Polskiej Republiki Ludowej, w której nie było olbrzymich różnic płacowych jak w Polsce obecnej. Przez to większa część społeczeństwa nie chce brać udziału w wyborach, odczuwa niechęć do rządu, partii, parlamentarzystów, ucieka w społeczną śpiączkę.
Ale tworzy się ruch oddolny budzenia śpiącej części: wstańcie, róbcie coś, nawołuje do myślenia.
Wrocławski Komitet Patriotyczny zaczyna nawoływać patriotów do spotykania się na konwentach, omawiania potrzebnych zagadnień, włączania aktywności społecznej.
17. grudnia 2011 odbył się w Poznaniu
II KONWENT NARODU POLSKIEGO.
Wzięło w nim udział 30 osób z różnych miejsc kraju. Wymieniamy uczestników spotkania, ludzi aktywnych, nie śpiących, aby śpiący obudzili się i zaczęli brać udział w życiu społecznym kraju.
1. Teresa Sękowska-Ffoulkes – Przeźmierowo
2. Ryszard Zieliński - Poznań
3. Jacek Karcz – Poznań
4. Adam Jagła – Poznań
5. Arkadiusz Głosek –Poznań
6. Grzegorz Ilnicki – Poznań
7. Sławomir Ziembiński
8. Jerzy Truchlewski – Gdańsk
9. Krzysztof Mackiewicz – Lipno
10. Zbigniew Schröder – Grudziądz
11. Tadeusz Mazana – Katowice
12. Zdzisław Jankowski – Wielkopolska
13. Dominik Jafra – Szczecin
14. Jacek Kwiatkowski – Szczecin
15. Marek Delimat – Wrocław
16. Halina Spasowski – Wrocław
17. Stanisław Baj – Wrocław
18. Jan Michalik – Świdnica
19. Jan Krzanowski – Krosno
20. Józef Rak – Kowalewo
21. Waldemar Wnuk – Lublin
22. Danuta Ragin-Mic - Olsztyn
24. Teresa Wojda - Łowicz
24. Paweł Ziemiński – Łódź
25. Teresa Adamska – Łódź
26. Zbigniew Tynenski – Łódź
27. Witold Kawczyński – Łódź
28. Dariusz Kosiur – Warszawa
29. Krzysztof Wojtas – Warszawa
30. Jan Wawrzyńczyk – Poznań
Następny Konwent ma być w Krośnie, a potem dalsze w innych miejscowościach.
Co zrobi pożytecznego będziemy informować.
Redakcja
|
|
18.12.2011.
Do niedawna pociągi z Poznania do Wągrowca przejeżdżały przez wieś Miękowo w gminie Czerwonak z szybkością 40 kilometrów na godzinę.
Nie była to szybkość oszałamiająca, ale na tyle bezpieczna, która pozwalała z daleka zobaczyć przeszkodę na torze i wyhamować pociąg.
Kolej modernizuje się, polepsza stan torów, i teraz, po remoncie torowiska pociągi mkną przez wieś Miękowo z prędkością 90 kilometrów na godzinę.
Wieś nie jest przygotowana do takiej prędkości. Przez pół roku remontu torów ludzie utracili czujność, nie są spostrzegawczy,
Przejazd i przejście dla pieszych nie są zabezpieczone szlabanem, urządzeniem automatycznie ostrzegającym dzwonkiem alarmowym o zbliżającym się pociągu, teraz o wypadek tam nie tu trudno. Może być każdej chwili!
Znając mentalność Polaka, dopiero po wypadku zacznie się dochodzenie i poprawa bezpieczeństwa we wsi Miękowo.
Przydałoby się tam odgrodzenie torowiska, gdyż leci pociąg przez środek wsi, i przydałaby się na przejeździe sygnalizacja świetlna i dźwiękowa albo szlaban z dróżnikiem.,
Zwracamy się z tym problemem do właściwego ministerstwa, z pewnością problem zostanie załatwiony należycie.
Na podstawie zgłoszenia - redakcja
A jednak stan wojenny był potrzebny
|
|
|
14.12.2011.
13 grudnia wszystkie stacje telewizyjne prezentowały obrazy związane z wprowadzeniem stanu wojennego w 1981 roku.
Co ciekawe, każda stacja informowała, że internowani byli wyłącznie członkowie Solidarności, a nic nie chciały wspomnieć, że internowanych było także wielu członków Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
Telewizje rządowe, i te które chcą uchodzić jako prawdziwie antyrządowe, były wyraźnie stronnicze. Wszystkie nadawały te same obrazy. Ale z powszechnego lizusostwa wyłamała się telewizja Trwam, telewizja chrześcijańska.
W programie Polski Punkt Widzenia występują zaproszeni goście, najczęściej posłowie i senatorowie Prawa i Sprawiedliwości.
Widzom i słuchaczom pełnych wątpliwości, czy stan wojenny był potrzebny, udzielił odpowiedzi na to pytanie pan Piotr Andrzejewski – sędzia Trybunału Stanu.
Dokładnie o 2158 przytoczył autentyczną wypowiedź generała Jaruzelskiego do ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego: - „Mój Czesławie, gdyby nam się nie udało, stracilibyśmy nie tylko epolety, ale także głowy!”
Na 17 grudnia planowany był strajk ogólnopolski, a dalej...
W polskim społeczeństwie trwały dwa nurty. Jeden agresywny, drugi zachowawczy. Gdyby między tymi nurtami wybuchły walki zbrojne, wojna domowa, wtedy z bratnią pomocą wkroczyłyby wojska radzieckie, które wcale nie musiałyby przychodzić z zagranicy.
Na terenie Polski było wiele baz radzieckich wojskowych, także z bronią atomową, i te łatwo dałyby sobie radę z krnąbrnymi Polakami. A gdyby nie dały rady, to były w pogotowiu wojska niemieckie, a wtedy by wybuchła wojna nie tylko polsko-polska, polsko-niemiecka, ale także wojna światowa.
Wypowiedź sędziego Trybunału Konstytucyjnego, pana Piotra Andrzejewskiego z całą szczerością odkryła fakt olbrzymiego niebezpieczeństwa: gdyby nam się nie udało...
Zagrożone były nie tylko epolety, głowy, ale zagrożony był los narodu polskiego, który w ostatniej wojnie stracił co piątego obywatela. Teraz mógłby stracić co trzeciego, jak stało się to w niedawnych wojnach domowych w państwach afrykańskich.
Dlaczego Polacy nie potrafią samodzielnie myśleć?
Jacek Kwiatkowski
13 grudnia. Rocznica stanu wojennego
za czy przeciw?
|
|
|
11.12.2011.
W 30 rocznicę grudnia powinno się pikietować także sprawców zła spod szyldu
Solidarności.
Po zakończenia stanu wojennego tzn. od 30 lat, przeciwnicy wprowadzenia
stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku , w jego rocznicę, urządzają
manifestacje i pikietują przed domem gen. Jaruzelskiego: zapalają znicze,
skandują ubliżające mu hasła. Uważają bowiem , że wprowadzenie stanu
wojennego w 1981 roku wyrządziło duże szkody krajowi i Narodowi.
I to jest
prawda.
Ale po 1989 roku jeszcze większe szkody poniosło społeczeństwo i nie
da się ich naprawić przez najbliższe dziesięciolecia:
Zniszczono gospodarkę,
kulturę, oświatę, służbę zdrowia.
Pojawiło się masowe bezrobocie, nędza ,
głód, bezdomność, samobójstwa z powodów ekonomicznych; stosowana jest
niemal otwarcie i oficjalnie eutanazja, w wyniku braku opieki lekarskiej,
nastąpił powrót chorób wynikłych z nędzy, z niedożywienia (gruźlica,
anemia, świerzb), młodzi, wykształceni, zdolni ludzie muszą szukać chleba u
obcych, bo cały powojenny majątek Narodu został zniszczony i rozkradziony.
Czy za te nowe szkody i krzywdy po roku 1989, akceptowane przez ciemne,
ogłupiałe społeczeństwo spod szyldu ciemnogrodu i Solidarności, nie
powinni ponieść żadnej winy?
Przecież te nowe szkody inicjowali i
spowodowali ludzie, którzy dziś protestują, pikietują i domagają się
ukarania winnych wprowadzenia stanu wojennego.
Niech się nie biją własną
pięścią w cudze pierwsi , ale we własne.
I niech wreszcie społeczeństwo wykaże się cywilną odwagą i zacznie
rozliczać rzeczywistych sprawców; nie tylko starego, ale także nowego zła,
tych, którzy sprowokowali stan wojenny; zacznie pikietować, manifestować i
skandować np. hasła złodzieje, oszuści, zdrajcy, a przed ich domami
willami, biurami, siedzibami partii postsolidarnościowych, byłych i
aktualnych posłów, senatorów, euruposłów, byłych i członków rządów, wysokich
urzędników państwowych i samorządów, głoszą hasła potępiające i
oskarżające: Lecha Wałęsę, Tadeusza Mazowieckiego, Adama Michnika,
Władysława Frasyniuka, Jarosława Kaczyńskiego, Leszka Balcerowicza, Karola
Modzelewskiego, Ryszarda Czarneckiego, Janusza Lewandowskiego, Mariana
Krzaklewskiego Janusza Śniadka, J.K. Bieleckiego, Andrzeja Olechowskiego,
Henryka Wujca, Seweryna Blumsztajna, uczestników zmowy w Magdalence i przy
"okrągłym stole", zamiast organizowania pochodów niepodległości, która nie
jest zagrożona.
Wrocław 10 grudnia 2011
Dr Leszek Skonka - Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu
Mail: ofiarystalinizmy@wroclaw.com
od redakcji - Polski Tygodnik Dyskusyjny zamieszcza bez zmian nadsyłane teksty.
Islandzka lekcja dla całego świata
|
|
|
09.12.2011.
Islandczycy sprawili, że rząd, który aprobował pod dyktando światowej finansjery zubożyć islandzki naród zgodnie ze scenariuszem aktualnie "przerabianym" przez Grecję, podał się w komplecie do dymisji! Główne banki w Islandii zostały znacjonalizowane i mieszkańcy zdecydowali jednogłośnie odrzucili warunki spłaty długu, który został zaciągnięty przez prywatne banki w Wielkiej Brytanii i Holandii.
Nowy rząd Islandii, któremu przewodniczy socjaldemokratka pani Johanna Sigurdadottir, dąży do wyciągnięcia konsekwencji karnych nie tylko w stosunku do nierzetelnych bankierów, ale również wobec poprzedniego, prawicowego, premiera.
Licząca 25 osób (pod przewodnictwem pani Salvor Nordal) Rada Konstytucyjna opracowała projekt nowej konstytucji Islandii.
Na pewno zastanawiacie się, dlaczego te wydarzenia nie zostały szeroko nagłośnione? Odpowiedź na to pytanie prowadzi do kolejnego pytania: Co by się stało, gdyby reszta europejskich narodów wzięła przykład z Islandii?
Oto krótka chronologia faktów:
Wrzesień 2008 roku: nacjonalizacja najważniejszego banku w Islandii, Glitnir Banku, w wyniku czego giełd zawiesza swoje działanie i zostaje ogłoszone bankructwo kraju.
Styczeń 2009 roku: protesty mieszkańców przed parlamentem powodują dymisję premiera Geira Haarde oraz całego socjaldemokratycznego rządu, a następnie przedterminowe wybory.
Sytuacja ekonomiczna wciąż jest zła i parlament przedstawia ustawę, która ma prywatnym długiem prywatnych banków (wobec brytyjskich i holenderskich banków) wynoszącym 3,5 miliarda euro obarczyć islandzkie rodziny na 15 lat ze stopą procentową 5,5 procent.
W odpowiedzi na to następuje drugi etap pokojowej rewolucji.
Początek 2010 roku: mieszkańcy zajmują ponownie place i ulice, żądając ogłoszenia referendum w powyższej sprawie.
Luty 2010 roku: prezydent Olafur Grimsson wetuje proponowaną przez parlament ustawę i ogłasza ogólnonarodowe referendum, w którym 93 procent głosujących opowiada się za niespłacaniem tego długu.
W międzyczasie rząd zarządził sądowe dochodzenia mające ustalić winnych doprowadzenia do zaistniałego kryzysu. Zostają wydane pierwsze nakazy aresztowania bankowców, którzy przezornie odpowiednio wcześniej uciekli z Islandii.
W tym kryzysowym momencie zostaje powołane zgromadzenie mające spisać nową konstytucję uwzględniającą nauki z dopiero co „przerobionej lekcji”. W tym celu zostaje wybranych 25 obywateli wolnych od przynależności partyjnej spośród 522, którzy stawili się na głosowanie (kryterium wyboru tej „25” – poza nieposiadaniem żadnej książeczki partyjnej – była pełnoletniość oraz przedstawienie 30 podpisów popierających ich osób). Ta nowa rada konstytucyjna rozpoczęła w lutym pracę, która ma się zakończyć przedstawieniem i poddaniem pod głosowanie w najbliższych wyborach przygotowanej przez nią "Magna Carty"
Czy ktoś słyszał o tym wszystkim w europejskich środkach przekazu? Czy widzieliśmy, choćby jedno zdjęcie z tych wydarzeń w którymkolwiek programie telewizyjnym? Oczywiście – NIE! W ten oto sposób Islandczycy dali lekcję bezpośredniej demokracji oraz niezależności narodowej i monetarnej całej Europie pokojowo sprzeciwiając się Systemowi.
(z różnych źródeł)
Zafundowali sobie elektrownie atomowe wpadli w pułapkę
|
|
|
04.12.2011.
Urzędnicy tego co poniżej piszę, choćby jak najlepiej się starali, nie zrozumieją tego, co będzie dalej w tekście. Są inteligentni, nafaszerowani wiedzą od podeszew do czubka głowy, pełni najlepszych chęci – jednak nic nie zrozumieją.
Zrozumieją tylko ci, którzy pracują na swoim, produkują kapcie, buty, kaloryfery, produkują cokolwiek.
Zrozumieją ci, którzy orzą, bronują, sieją i z pola zbierają, rolnicy i ogrodnicy. Ci zrozumieją.
A po co taki długi wstęp?
Bo gdyby rolnicy, ogrodnicy i wytwórcy 1/3, jedną trzecią swoich produktów wyrzucali, byliby biedni.
Tak zbiednieli wszyscy, którzy zbudowali u siebie elektrownie atomowe, na całym świecie.
Elektrownie atomowe tworzą bardzo drogi prąd. Jedna kilowatogodzina z elektrowni opalanej gazem albo węglem kosztuje kilkadziesiąt razy taniej, niż z elektrowni opalanej atomem.
Dlaczego państwa chcą atomowych elektrowni? Bo uran przy spalaniu w elektrowni zamienia się na pluton, a pluton wykorzystuje się do bomb atomowych. Dlatego nie pozwala się Iranowi na budowę elektrowni atomowej!
Dlaczego urzędnicy namawiają do budowania elektrowni atomowych? Bo kontrakt zakupu wynosi około 11 miliardów Euro, a prowizja (dla wtajemniczonych) wynosi 4 procent.
Kto chce, niech sobie wyliczy, ile wynosi prowizja 4 procentowa od kwoty 11 miliardów Euro.
Rosja bardzo bogata może sobie pozwolić na elektrownie atomowe. Zresztą potrzebuje bomb atomowych. Tak samo inne państwa mające bomby atomowe. Ale inne kraje, wszystkie dawniej bogate stały się ubogimi. Stały się bankrutami.
Niemcy, jako państwo, wiedziały o tym od dawna, a kiedy zobaczyły na horyzoncie pojawiający się kryzys, od razu krzyknęły – rezygnujemy z elektrowni atomowych.
Niemcy to mądry naród, umieją liczyć, ekonomiczne głowy u nich mocne, obliczyli i dali nam przykład jak z energią postępować. Już uruchamiają elektrownie ogrzewane energią ciepła ziemi. A u nas?
U nas decyduje korupcja.
Naukowiec polski wynalazł urządzenie, które ustawia się na kominie, wyłapuje cząsteczki sadzy i zamienia na benzynę. Czy dostał nagrodę – nie! A dostałby, gdyby komuś wrzucił w łapę.
A ksiądz Rydzyk? Zamiast nagrody państwowej za uporczywe kopanie do środka ziemi, w poszukiwaniu ciepła, co ogrzać mógłby cały Toruń, przez zwolenników (korupcyjnych) elektrowni atomowych jest ośmieszany i wyszydzany.
Co najtragiczniejsze - nasi posłowie nie mają niemieckiej ekonomicznej głowy, i dalej chcą budować u nas elektrownie atomowe, chociaż naród jest temu przeciwny. TO JEST NAPRAWDĘ TRAGICZNE.
Jacek Kwiatkowski
Korupcja Korupcja Korupcja
Czy Donald Tusk zwycięży korupcję?
|
|
|
19.11.2011.
W PRL funkcjonował otwarty system korupcyjny. Urzędnicy handlu zagranicznego dostawali
przeważnie 4 procent od transakcji. Zyskiem dzielili się z przełożonymi. Gdy się nie dzielili, nie byli za granicę wysyłani.
Przez polską granicę wyjeżdżały ramiona dźwigów, zaniżony rachunek wynosił np. 2 tysiące dolarów, urzędnik za obniżenie ceny dostawał gratyfikację od zagranicznego kupca.
To samo ramię wracało do Polski jako zakupione za cenę 8 tysięcy dolarów. Urzędnik dostawał 4 procent prowizji. Prowizją się dzielił.
Ja sam 14 grudnia 1981 roku, już w stanie wojennym, pisałem do Ministerstwa Handlu Zagranicznego, że szynkę w eksporcie sprzedaje się za 2 dolary i 40 centów, a kupuje się zza zagranicy stare szaliki, szmaty za 2 dolary i 75 centów. Że zamienia się szynkę za szmaty dopłacając do zamiany ze skarbu państwa 35 centów.
Po zmianie ustroju nawyki korupcyjne zamiast zanikać, nasiliły się straszliwie. Wymienię odważniejsze osoby które sprzeciwiły się korupcji.
Bartoszcze, znaleziony w studni głową na dół;
poseł Gruszka wprowadzony w wylew mózgu;
wielu księży zamordowanych;
ksiądz Jankowski wprowadzony w wolno działającą truciznę, która z człowieka o wielkiej sile zrobiła schorowanego starca;
ksiądz Popiełuszko zamordowany aby sprowokować wystąpienia przeciwko generałowi Jaruzelskiemu, który chciał się sprzeciwić korupcji;
przestraszony prezydent Wałęsa;
zamach na premiera Leszka Millera – po wypadku helikoptera ucieka na kilka miesięcy z Polski do USA;
moje kłopoty po wygłaszaniu prelekcji Antykorupcyjny System Podatkowy, kłopoty można poznać na:
www.statekesperanto.com
www.wiatrodmorza.info
www.bmpolonia.info
Donald Tusk jako Premier stara się z Polski wyrugować rozgałęzioną korupcję. Szereg pozytywnych i odważnych posunięć, mimo sprzeciwu PiSu, jak np. rozdział Prokuratury Generalnej od Ministerstwa Sprawiedliwości rokuje znakomicie, ale media, media, media.
Konferencja prasowa Premiera, spotkanie u Prezydenta, wygłoszone orędzie, zamiast być przedstawiane przez państwową telewizję program pierwszy i Polskie Radio program pierwszy, było z niechęcią przedstawiane, ocenzurowane, jedynie TOK FM i Fakty miały odwagę popierać premiera, przedstawiając relacje bez skrótów. Państwowe TV i Radio jakby uciekły w emigrację wewnętrzną.
Można odczuć, że boją się sił korupcyjnych.
Donald Tusk z pewnością nie dospał wiele nocy, starając się ułożyć listę ministrów. I chyba zrobił to jak najlepiej. Minister sprawiedliwości bez najmniejszych podejrzeń o korupcję - może zwalczyć korupcję w sądach. Podobnie odważna jest minister sportu.
Dziwi, dlaczego PiS w opozycji, noszący nazwę „Prawo i Sprawiedliwość” nie sprzeciwia się przepisowi, wg którego można każdego wsadzić do pudła, jeżeli sprzeciwi się korupcji. A taki przepis jest i może panu Gowinowi uda się wyprostować prawo, straszliwie pokrzywione i oprotestowywane.
Wszystkiego najlepszego Rządowi w nowym składzie.
Jacek Kwiatkowski
Patriotyzm a (poprawna) ortografia
Jak współcześnie pojmować patriotyzm?
|
|
|
16.11.2011.
Święto Niepodległości 11 listopada zobowiązuje. Także i w tym roku, w dniu o szczególnym zapisie: (20)11-11-11. Zanim starły się ze sobą rozmaite odłamy maści wszelakiej naszych patriotów i nacjonalistów oraz przybyłych do Warszawy zagranicznych bywalców różnych europejskich świąt, od samego rana dyskutowano w świetnym programie Dzień Dobry TVN o patriotyzmie dzisiejszych czasów.
Niestety, podniosły patriotyczny - wprawdzie lokalny, bo w aspekcie górali - nastrój prysł już o godz. 9.33, kiedy to felieton o góralskiej gwarze zilustrowano podpisem na ekranie - „Mniej górali na Podchalu”. Z pewnością znakomita większość Polaków napisałaby poprawnie wyraz „hala” (m.in. górskie pastwisko), jednak nie każdy wprost kojarzy tę nazwę z geograficzną nazwą „Podhale”. Mnie jest o tyle łatwiej, że mam żonę o zdrobniałym imieniu Hala oraz mamy w Gdyni przystanki autobusowo-trolejbusowe o identycznych nazwach (Hala przy dworcu, Hala „Makro” i Hala Sportowo-Widowiskowa), które to nazwy przewijają się w pojazdach na specjalnych wyświetlaczach, zatem trudno byłoby napisać „Chala”.
Telewizyjny pisarz pewnie nie ma tego typu ułatwień, zatem owo „ch” znalazło się w nazwie polskiej krainy. Ktoś szybko dostrzegł błąd, bo już o 9.34 zmieniono zapis na - „Coraz mniej górali na Podhalu”.
Niby błąd niewielki, bo dotyczy niewielkiego obszaru RP, jednak po kilku minutach, bo o 9.47, popełniono kolejny, tym razem „terytorialnie” już całkiem poważny i „obszerniejszy” - „Czy polacy znają Hymn Polski”. Można byłoby uznać – w tak ważnym dniu – pisownię „Hymn” zamiast „hymn” za właściwą (wręcz dystyngowaną), gdyby nie małoliterowe określenie nas wszystkich, w tym pracowników telestacji TVN, w tym również osób odpowiedzialnych za dokonywanie wpisów na ekranie (zwykle u dołu). Małe „p” podczas dyskusji o patriotyzmie i jego współczesnych formach, to jednak szokująca gafa.
PS Skoro pisujemy „Święto Niepodległości”, to może powinniśmy także pisywać „Rondo Niepodległości”, "Aleja Niepodległości”, czy „Plac Niepodległości”? Wszak gdyby nasz Jan z Kolna urodził się kilkaset lat później i odkrył nieznane morze, w nazwie którego nawiązałby do omawianego święta, to ten akwen miałby na mapach nazwę „Morze Niepodległości”.
Obecne słowniki wymagają pisowni - .„rondo Niepodległości”, "aleja Niepodległości” oraz „plac Niepodległości”.
Mirosław Naleziński
Uwaga - niebezpieczeństwo konfliktu polsko-niemieckiego
|
|
|
12.11.2011.
Zbliża się uszeregowanie planet układu słonecznego w jeden rządek. Będą w jednej prostej w 2012 roku. Już widać tego skutki.
Napręża się skorupa ziemska, częstsze są trzęsienia ziemi, zwiększa się wypływ
podziemnej lawy, wybuchają wulkany.
Jeżeli ktoś się z tego śmieje, niech przypomni sobie, że pod wpływem
przyciągania księżyca wybrzusza się masa wód morskich, a są to przypływy i odpływy morza.
Księżyc jest blisko i jest niewielkim ciałem. Większe ciała niebieskie działają
silniej niż księżyc. Ich uszeregowanie wpływać będzie coraz mocniej na naszą
Ziemię. Rok 2012 będzie najsilniej odczuwanym.
Zjawiska geofizyczne wpływają na niepokoje i agresje społeczne. Zakłócenia pracy banków, protesty polityczne i społeczne są coraz silniejsze, coraz częstsze i będą wzmagać się i opadać wraz z wymienionymi zjawiskami.
11 listopada – warszawski marsz z okazji Święta Niepodległości – pokazał Polsce zakłócenia porządku społecznego. Zakłóceń będzie coraz więcej, w świetle przewidywanych na 2012 rok największych zakłóceń geofizycznych.
Ale
jest wielkie niebezpieczeństwo zakłóceń stosunków polsko-niemieckich.
92 obywateli niemieckich aresztowano za chuligańskie zachowanie w warszawskim marszu. Jaki za to będzie rewanż w Niemczech? Na pewno niemieccy chuligani atakować będą Polaków na ulicach niemieckich.
Trudna droga naprawy stosunków Polska - Niemcy, budowa przyjaźni między
naszymi narodami, budowa tak trudna, będzie zburzona gdy pochopnie, szybko i źle, będzie po polsku spartolona.
Gdy zaaresztowani Niemcy zostaną przez polskie sądy osądzeni wyrokami. Osądzeni choćby nawet na jeden grosz kary, to przez sam fakt, ukarania przez polskich sędziów, napotka wzmożoną agresję przeciwko Polakom.
Tej agresji nie możemy ignorować i zlekceważyć..
Jak rozwiązać sprawę? Bardzo prosto.
Zatrzymani Niemcy powinni być przekazani niemieckiemu ministerstwu sprawiedliwości, aby chuliganów osądził własnym sądem na niemieckiej ziemi.
Natomiast strona polska powinna zakazać chuliganom wstępu do Polski na najmniej trzy lata.
Zakłócenia porządku publicznego będą coraz częstsze, coraz bardziej intensywne, coraz agresywniejsze.
Przemyślana polityka karna, mądra polityka, może zapobiec konfliktom, zapewnić spokój społeczny. Jeżeli nasi prawnicy, sędziowie, prokuratorzy, policjanci nie zaśpią sprawy, będzie nasz spokój uratowany.
Gdy zlekceważą – niech Pan Bóg ma nas w swojej opiece.
Red.
Madison – ojciec demokracji amerykańskiej
| z
|
|
06.11.2011.
Dzień 1 listopada skłania do refleksji. Każdy może zasłużyć na wdzięczną pamięć. Do takich, którym należy się pomnik niewątpliwie należy James Madison, konstruktor porządku demokratycznego w USA, pozostającego do dzisiaj niedoścignionym wzorem.
James Madison jest tym, kim był dla ekonomii Adam Smith (współczesny Madisonowi), autor metafory o niewidzialnej ręce rynku. Madison, to dwukrotny prezydent USA (1809-1817) i przede wszystkim Ojciec Konstytucji Amerykańskiej, który patronuje halom, ulicom, szkołom, okrętom podwodnym ect., ect. Stolicą stanu Wisconsin jest miasto Madison.
Myśl polityczna Madisona, legła u podstawy tworzącego się wówczas w Ameryce nowoczesnego, demokratycznego państwa. Madison wyznaczył ramy jego funkcjonowania, określane później jako „madisonian model”. Oparto go na zasadzie „check & balance” (kontroluj i równoważ), polegającej na hamowaniu oraz równoważeniu władzy. Gdyby ludzie byli aniołami, żadne rządy nie byłyby potrzebne, pisał w sławnych esejach „Federalist Papers”. Ustrój polegający na rządach wybieralnych reprezentantów, potrzebuje skutecznej kontroli obywateli nad polityką, aby ta przynosiła pożytek ludziom. Władza wykonawcza musi być nieustannie szachowana przez ustawodawczą i odwrotnie. Nie może być tak, jak to jest u nas, że rząd i jego partia (egzekutywa) decyduje de facto kto ma zostać personalnie posłem (legislatywą). To jest anty „check & balance”, w którym większość rządząca przyklepuje to co rząd zmajstruje. Nikt nikogo skutecznie nie sprawdza i nie kontroluje.
Amerykanie, realizując madisonowski model polityki, wybierają wszędzie, gdzie wydawane są publiczne pieniądze. O wszystkim decydują nie partie a bezpośrednio obywatele, którzy w wyborach oddają głosy nie tylko na prezydenta, kongresmenów, senatorów, radnych czy gubernatorów, ale także prokuratorów, szefów policji i członków rad miejscowych szkół.
Niestety w Polsce daleko do amerykańskiego modelu demokracji. Polska jest rządzona wypadkową sił kilku głównych sitw politycznych, które z partiami w sensie amerykańskim nie mają wiele wspólnego. Wybory zaś stanowią plebiscyt, której z tych sitw powierzyć prawo do łupienia kraju przez następną kadencję. Łupem tej partiokracji jest praktycznie wszystko, od posady szefa miejskiego basenu, a często nawet babci szaletowej po szefa państwowego koncernu.
Wskazani na listy wyborcze zostają posłami, dzięki partyjnemu systemowi wyborczemu, nie myślą o tym, że mają służyć ludziom a nie partii, bo ich byt polityczny zależy od szefa partii. A byt jak pisał Marks określa świadomość.
Tak wybrani posłowie nie chcą słyszeć o kontroli ich pozornej władzy przez wyborców. Oni nie myślą o tym skąd bierze się pomyślność i bogactwo narodów.
I tu kłania się James Madison, którego dzieło w 1863 r. Abraham Lincoln podsumował taką definicją demokracji: „rząd ludu, przez lud i dla ludu, nie zniknie z powierzchni ziemi” (government of the people, by the people, for the people, shall not perish from the earth). Warto ją zapamiętać.
Mariusz Wis
Fundacja im. J. Madisona Centrum Rozwoju Demokracji
Czy Prawo i Sprawiedliwość powinna być zdelegalizowana?
| z
|
|
04.11.2011.
Kiedy się patrzy na statut partii politycznej Prawo i Sprawiedliwość ogarnia zdumienie, że jest to statut organizacji niedemokratycznej.
Aż dziw bierze, że Prokuratura przeoczyła w statucie tej partii brak demokracji. A Sąd Najwyższy powinien albo tę organizację zdelegalizować, albo zawiesić jej działalność do czasu przerobienia statutu na taki, który będzie zgodny z zasadami demokracji.
Bo statut jest całkowicie wodzowski i niebezpieczny dla wolności obywatelskich w Polsce.
Na czym polega zło statutu PIS?.
Wydobył to Ziobro, który domaga się demokratyzacji partii, a za to, że żąda demokratyzacji, niektórzy członkowie PIS żądają usunięcia go z szeregów partyjnych.
Statut PIS nie przewiduje oczyszczania się z błędów organizacji. Gdy błędy odpowiadają partyjnemu kierownictwu, wówczas członek partii nie ma żadnej szansy na wskazanie błędów.
W myśł statutu władze organizacji zamkną mu usta, grożac wydaleniem.
Jak to?- zapyta się czytelnik. Przecież to jest niemożliwe. Czyżby w tej organizacji nie było mechanizmów umożliwiających krytykę?
Statut formułuje w punkcie 3: że PIS działa dla umocnienia demokracji, praworządności i wolności obywatelskich, ale...
jeżeli jest tylko jeden odwoławczy organ, wtedy krytykant leży.
Krytykant może odwołać się tylko do Koleżeńskiego Sądu jako jedynej instancji odwoławczej.
Gdy Sąd Koleżeński staje się jedynym organem odwoławczym, a może być organem sitwy dbającej o zachowanie przywilejów góry partyjnej, a także interesów finansowych z tym związanych, wtedy bez litości usuwa krytykanta, skazując go na wygnanie z szeregów organizacji.
Tak się właśnie stało z ludźmi, którzy musieli odejść z PISu i założyli PJN.
Dosłownie w statucie PIS jest tak:
Uchwała Koleżeńskiego Sądu Dyscyplinarnego wydana po rozpatrzeniu odwołania, co powinno
nastąpić w terminie nie dłuższym niż 30 dni od jego złożenia, jest ostateczna.
Jest ostateczna.
Statut PIS nie zawiera zabezpieczeń przed machlojkami w partii, jest organizacją całkowicie klikowską, jest organizacją w której klika zdobywszy władzę, może tą organizacją robić w Polsce co tylko zechce, nawet ze szkodą państwa.
Proszę przeanalizować wypowiedzi w mediach zniewolonych parlamentarzystów PISu. Ograniczają się do krytykowania rządu. Tylko do krytykowania, biadolenia, narzekania. Bo tak muszą! Tak jest wytyczona linia partii. Ma się narzekać!
Ziobro chce aby Prawo i Sprawiedliwość zwyciężyło w następnych wyborach.
Ziobro woła: przegraliśmy, powinniśmy... ale jest wycinany i nie otrzymuje na zebraniach głosu. Nie udziela mu się głosu! Przecież to antydemokracja, ograniczanie wypowiedzi! Cenzura. A dlaczego nie ma odwołania się do Kongresu partii??? Wówczas Ziobro miałby możliwość przedstawienia swojej racji. Niestety, brak w statucie takiej możliwości knebluje mu usta.
Kierujemy ten artykuł Sądowi Najwyższemu, aby się przyjrzał statutowi PIS, dla obrony demokracji.
Zły system wyborczy tworzy korupcję polityczną!
| z
|
|
26.10.2011.
Ostatnie wybory pokazały, jak słuszne były wezwania, aby wprowadzić jednomandatowe wybory.
Na przykładzie senatu Polska zobaczyła wartość wyborów jednomandatowych. Kandydaci byli na listach uszeregowani alfabetycznie, wyborcy uważnie szukali nazwiska osoby obok której postawią znaczek wyboru.
Właśnie wybory do senatu wykazały do jakich osób wyborcy mają zaufanie.
Niestety w wyborach do sejmu było inaczej. Chociaż wyborcy stawiali znaczki na dalsze miejsca, na innych, to jednak głosy „innych” i tak były automatycznie dorzucane do nazwisk umieszczonych na początku list partyjnych. Co dało wynik związany z korupcją polityczną.
Przykład posła Kopycińskiego jest najlepszym przykładem korupcji politycznej. Korupcja polityczna nie powinna istnieć. Okazało się, że istnieje i to w wyraźnym kształcie.
Otóż kandydat na posła Sławomir Kopyciński startował na posła z ugrupowania Sojusz Lewicy Demokratycznej. Kandydat w kampanii przedwyborczej wygłaszał płomienne oświadczenia przeciwko Palikotowi i jego ruchowi. Tą ognistą propagandą pociągnął ku sobie dużą grupę przeciwników Palikota. Dzięki temu w wyborach uzyskał od przeciwników Palikota 7003 głosów.
A co się stało po wyborach?
Pan Kopyciński zaraz po wybraniu go posłem postanowił porzucić SLD, na której jak na posłusznej klaczy, wjechał do sejmu i jak sprawny jeździec nagłym zwrotem pocwałował do stajni Palikota.
Wszedł do jego klubu poselskiego i ... oczywiście... zaczął płomiennie wyrażać się przeciwko SLD, jako bardzo niedobrym ugrupowaniu.
A co powie o pośle Kopycińskim 7003 wyborców, których pociągnął antypolikotowymi argumentami?
Czy mogą odwołać Kopycińskiego? Odebrać mu zaufanie obywatelskie?
W żadnym wypadku !!!
Bo w 1990 roku Sejm, usunął z Ordynacji Wyborczej przepis uprawniający wyborców do odwołania posła. Usunął przepis w tajemnicy przed obywatelami–wyborcami.
O odwołaniu tego przepisu Polacy nie wiedzą!
Korupcja polityczna, kupowanie głosów, sprzedawanie głosów, powinny być ścigane przez prokuratora. Wyślemy ten artykuł do Prokuratury Generalnej z prośbą o ustosunkowanie się do problemu korupcji politycznej, jaką widzimy w postaci przelaniu głosów jakie były oddane na Partię polityczną: Sojusz Lewicy Demokratycznej w osobie pana Kopycińskiego, i przelanie tych głosów na partię polityczną: Ruch Poparcia Palikota. Przecież to jest sprzedaż 7003 głosów obywatelskich!
Inicjatywa sprzed wielu lat o jednomandatowych wyborach do sejmu musi być wprowadzona jak najszybciej. A także odwołanie posła, wobec którego wyborcy mogą teraz wyć z wściekłości do księżyca.
Panie Premierze Tusk. Prosimy wykorzystać przewagę liczbową w sejmie i senacie, doprowadzić do zmiany ordynacji wyborczej zgodnie z potrzebami społecznymi.
Jacek Kwiatkowski
Wyborca Jafra kontra pozwana Platforma Obywatelska
| z
|
|
23.10.2011.
Szczecinianin Dominik Jafra pozwał do warszawskiego sądu Platformę Obywatelską, że zbierała podpisy pod jednomandatowymi wyborami do sejmu i nie dotrzymała złożonej obietnicy.
Jafra domaga się tylko jednej symbolicznej złotówki odszkodowania, za utratę zaufania do polityków. Domaga się dotrzymania obietnicy przez pozwaną, do czego ma słuszne prawo w myśl kodeksu cywilnego.
Jafra ma rację – to co obiecują politycy, musi być przez nich realizowane.
Oczywiście przeszkodzić mogą klęski żywiołowe, wojny, epidemie i inne straszliwe kataklizmy, ale – tu Jafra podkreśla – nic takiego się nie stało. Obietnica przedwyborcza musi być dotrzymywana, jeżeli zaufanie do polityków ma być podstawą funkcjonowania państwa.
Ostatnie wybory do parlamentu pokazały, kto jest „chciany” przez obywateli. W wyborach do senatu wyborcy głosowali na nazwiska uszeregowane alfabetycznie, i wywrócili scenę polityczną. Platforma Obywatelska uzyskała w senacie dwukrotnie więcej miejsc niż Prawo i Sprawiedliwość.
Można odnieść wrażenie, że w ostatnich wyborach wyborcy zagłosowali nogami. Nie przyszło do lokali wyborczych więcej jak połowa uprawnionych. Przyszło poniżej 50 %.
Ten wynik uczestnictwa w wyborach pokazuje dobitnie, naocznie i przekonująco, że Polacy nie chcą wyborów partyjnych.
Chcą wyborów obywatelskich. Chcą wybierać według alfabetycznie uszeregowanych nazwisk, chcą wybierać osoby które lubią i cenią. Chcą oddawać swój obywatelski glos właśnie na człowieka którego lubią i cenią, chcą oddać glos w wyborach na osobę do której mają zaufanie, że ich nie zawiedzie i nie okłamie.
Jafra jest jednym z wyborców i z uporem domaga się takich wyborów. Wyborów jednomandatowych do sejmu!
W poniedziałek - 24 października, o godzinie 1300 w Sądzie Okręgowym w Warszawie, przy Al. Solidarności 127, w sali 230, ma się odbyć druga już rozprawa Jafra kontra Platforma Obywatelska. Jesteśmy ciekawi jaki będzie wyrok sądu.
Jest to druga rozprawa Jafry przeciwko PO – rozprawa apelacyjna. Pierwszą rozprawą, 1 marca, sąd odrzucił pozew, Jafra się odwołał. Zobaczymy czy jego odwołanie sąd potraktuje poważnie, czy nieobywatelsko potraktuje i apelację Jafry oddali.
Jacek Kwiatkowski
nota redakcyjna: w wielu naszych artykułach podkreślaliśmy szkodliwość oświetlenia jarzeniowego, szczegolnie w szkołach. Zła praca sądów z pewnością jest spowodowana tym oświetleniem. Mnóstwo zaległych spraw, mnóstwo pomyłek...
Panie Kazimierzu Jordan
Pan się pomylił!
| z
|
|
15.10.2011.
W Kurierze Szczecińskim z 14 października, w Komentarzu - Nie tędy, Szanowny Pan stwierdził, że w wyborach do Senatu zadecydowały układy polityczne a nie głosy wyborców.
Jak można tak myśleć!...
W wyborach do Senatu wyborca nie miał jak poprzednio nakazowej listy, w której na pierwszym miejscu było nazwisko partyjnego szefa, na drugim nazwisko wiceszefa, na trzecim nazwisko wicewice szefa, na czwartym nazwisko wicewicewice szefa i tak do końca, aż do nazwiska szarej myszki, która dala najmniej do funduszu wyborczego, bo była bidulka najuboższą z całej hierarchii partyjnej.
Obecne wybory do senatu miały uszeregowane nazwiska alfabetycznie, nie narzucały przymusu dawania głosu na najpierwszych, zmuszały do namysłu nad kandydaturą, co nie spodobało się - z całym szacunkiem - Szanownemu Panu.
Oczywiście wyniki senatorskie nie były po Pana myśli, bo z pewnością wolałby Pan, aby wybory były miażdżącym zwycięstwem Prawa i Sprawiedliwości.
Wygrana Platformy Obywatelskiej, dała aż dwukrotnie więcej miejsc senatorskich niż PiS-owi. Szanowny Pan określił to jako niekorzystne z punktu widzenia demokracji. A przecież to wyborcy tak zagłosowali, niestety nie po myśli Szanownego Pana, ale taka jest logika naprawdę wolnych niekrępujących, nie wymuszonych wyborów, jakie „stety” są w dalszym ciągu w wyborach do Sejmu.
Odnoszę wrażenie, że Pan wolałby, aby było niedemokratycznie jak poprzednio.
Bo jak rozumieć apel do czytelników, aby: - „wprowadzić sensowne zmiany w ordynacji przed następnymi wyborami.”
Jeżeli Szanowny Pan chciałby, aby powrócił przepis do ordynacji wyborczej sprzed 1990 roku, według którego wyborcy mieli prawo do usunięcia z Sejmu posła, cieszyłbym się niezmiernie.
Bo jaka logika to podtrzymuje, płaci się posłowi społeczne pieniądze za stanowisko w parlamencie, gdy nie wypełnia swoich podstawowych obowiązków pracy dla społeczeństwa? I tego pustego, szkodliwie zajmującego miejsce w parlamencie, wyborcy nie mogą usunąć? Gdzie w tym miejscu demokracja?
Europa wrze, wrzenie dochodzi do kontynentu amerykańskiego za skrzywdzenie zwykłych, niebogatych ludzi, przez rozpasanych bankierów.
Nigdy nie doszło by do krzywd pieniężnych, gdyby w świecie była prawdziwa demokracja. Ale jej nie ma, za to są krzywdy i niezatrzymywane wojny.
Polecam poznanie zamieszczonego w Polskim Tygodniku Dyskusyjnym tekstu Całkowita Demokracja Potrzebna. Jedynie wprowadzenie Całkowitej Demokracji poprawi gospodarczą i polityczną sytuację na świecie. I oczywiście w Polsce!
Z pełnym szacunkiem
Jacek Kwiatkowski
Manifestacja JOW 6 października
| z
|
|
10.10.2011.
W dniu 05.10.2011r. godz. 23:20 wyjechałem ze Szczecina do Warszawy aby uczestniczyć w szóstej, a w moim przypadku pierwszej manifestacji JOW.
Do Warszawy zajechałem 06.10.2011 o godz.6:20.
W okolicach dworca Warszawa śródmieście godz.10:10 pojawili się członkowie Ruchu JWO na czele z Panem Jerzym Przystawą z którym się serdecznie przywitałem. Otrzymałem sztormówkę JOW i koszulkę z napisem JOW.
Oczekiwaliśmy na przybycie uczestników manifestacji.
O godz.11:00 na miejsce zgromadzenia przybyli panowie Janusz Korwin-Mikke i Marek Jurek. Innych polityków z pierwszych stron gazet nie widziałem. Świadczy to o małym zainteresowaniu JOW-em.
Były krótkie przemówienia
tych dwóch Panów. Korwin-Mikke powiedział że nie jest demokratą, ale JOW popiera, nie uczestniczył w manifestacji z powodu obolałej nogi(wymówka).
Marek Jurek uczestniczył, poparł JOW.
W drodze do Pałacu Prezydenckiego manifestacja zatrzymała się przy pomniku Generała de Gaulle a. Krótkie przemówienie wygłosił Pan Mariusz Wis o wprowadzeniu JOW we Francji za rządu generała, co spowodowało lepszą sytuację we Francji.
JOW we Francji obowiązują do dziś.
Manifestacja ruszyła w stronę Pałacu Prezydenckiego by wręczyć petycję o REFERENDUM JOW. Petycję wręczono.
Po manifestacji zorganizowano konferencję w sali Centralnej Biblioteki Rolniczej. Głos zabierali uczestnicy manifestacji , dzielili się swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniem w ruchu. Zaapelowano o tworzenie struktur na terenie całego kraju.
Konferencję filmowała telewizja Polsat i TVASME, która była obsługiwana przez Pana Krzysztofa Pawlaka od początku do końca. To nagranie będzie na pewno w internecie www.jow.pl.
Usłyszałem, że w terenie źle się dzieje, jest bardzo rozpowszechniony nepotyzm rodzinny i polityczny. Zwalnia się dużo ludzi na ich miejsce zatrudnia się swoich.
Dominik Jafra, Szczecin
dominikjafra@o2.pl
Przed wyborami warto się zastanowić
| z
|
|
30.09.2011.
Wpływowy poseł umiera na ciężką chorobę. Jego dusza trafia do Nieba i wita go Święty Piotr.
Witaj w Niebie. Zanim tu zamieszkasz, musimy
rozwiązać tylko jeden problem. Mamy to pewne zasady i nie jestem
pewien, co z tobą zrobić.
Jak to co - wpuśćcie mnie - mówi poseł.
Cóż, chciałbym, ale mamy polecenia z samej góry. Zrobimy tak - spędzisz
jeden dzień w Piekle i jeden dzień w Niebie. Potem możesz sobie wybrać, gdzie
chcesz spędzić wieczność.
Serio, ja już wiem - chcę trafić do Nieba -
mówi poseł.
Wybacz, ale mamy swoje zasady. - Po tych słowach, Święty Piotr odprowadza go do windy i poseł zjeżdża w dół, dół, dół wprost do
Piekła. Drzwi otwierają się i poseł jest pośrodku pełnego zieleni pola
golfowego.
W tle jest restauracja, a przed nią stoją wszyscy jego przyjaciele
oraz inni politycy, którzy pracowali z nim. Wszyscy są szczęśliwi i
świetnie się bawią. Podbiegają do posła i witają go, ściskają oraz
wspominają stare dobre czasy, gdy bogacili się kosztem zwykłych ludzi.
Potem grają w golfa a następnie jedzą kolację z kawiorem i czerwonym
winem. Jest także Szatan który jest naprawdę fajnym i sympatycznym
gościem - świetnie się bawi i tryska humorem opowiadając dowcipy.
Poseł bawi się tak doskonale, że nim się zorientuje, minie jego czas.
Wszyscy ściskają go i machają na pożegnanie, gdy winda rusza w górę.
Winda jedzie, jedzie i jedzie - aż drzwi się otwierają w Niebie, gdzie
czeka na niego Święty Piotr.
Czas odwiedzić Niebo. I tak mijają 24 godziny, w których mąż stanu
spędza czas z duszyczkami na skakaniu z chmurki na chmurkę, graniu na
harfach i śpiewaniu. Bawią się całkiem nieźle i nim się zorientuje,
doba mija i powraca Święty Piotr.
Cóż - spędziłeś jeden dzień w Piekle
i jeden dzień w Niebie. Wybierz zatem swój los. Poseł myśli chwilkę i
odpowiada.
Cóż, nigdy nie myślałem, że to powiem. To znaczy - w Niebie
jest naprawdę cudownie, ale myślę, że lepiej mi będzie w Piekle.
Tak więc Święty Piotr odprowadza go do windy i poseł jedzie w dół, dół,
dół... - wprost do Piekła.
Otwierają się drzwi i poseł jest pośrodku pustyni pokrytej śmieciami i
odpadkami. Widzi wszystkich swoich przyjaciół ubranych w szmaty,
zbierających śmieci do czarnych, plastikowych toreb.
Nagle podchodzi
do posła Szatan i klepie go po ramieniu.
"Nie rozumiem! - mówi poseł.
Jeszcze wczoraj było tu pole golfowe, restauracja, jedliśmy kawior,
tańczyliśmy i
bawiliśmy się świetnie. Teraz jest tu tylko pustynia pełna śmieci, a
moi przyjaciele wyglądają strasznie!
Szatan spogląda na posła,
uśmiecha się i mówi: Wczoraj mieliśmy kampanię wyborczą! A dziś na nas
zagłosowałeś. Już jest po wyborach.
zbigniew_kuras@interia.eu
Jan Kowalski startuje do Sejmu
| z
|
|
19.09.2011.
Przyjąłem pełnomocnictwo hipotetycznego Komitetu Wyborczego Jana Kowalskiego, który zapragnął stanąć w wyborach do Sejmu w 20 okręgu w Warszawie.
Moja władza w zakresie decydowania o liście wyborczej jest absolutna. To ja jednoosobowo po złożeniu zawiadomienia do Państwowej Komisji Wyborczej o przyjęciu pełnomocnictwa, wraz ze złożeniem listy 15 członków Komitetu Wyborczego Jana Kowalskiego, oraz 1000 podpisów obywateli zostałem de facto bogiem wyborczym.
30 sierpnia o 24-ej minął termin złożenia przeze mnie listy wyborczej. Mogłem, jeśli tylko miałbym takie widzimisię w ostatniej minucie wykreślić naszego Jana Kowalskiego i wpisać kogokolwiek innego.
Taki przypadek miał miejsce w Gdańsku, co pokazywała nawet telewizja. To jest dopiero władza! Zero demokracji! Pełna dyktatura, a wszystko zgodnie z prawem w demokratycznym kraju!
Bez mojego pośrednictwa Kowalski do wyborów stanąć nie mógł. Mało tego, Kowalski nie może stanąć w Polsce sam do żadnych wyborów! Nawet na wójta czy radnego najmniejszej gminy! Mamy oryginalną demokrację, niby bierne prawo wyborcze; prawo kandydowania przysługuje każdemu, ale tak naprawdę jest scedowane na pośrednika! W tym przypadku na mnie, pełnomocnika Komitetu Jana Kowalskiego!
Pozostawiłem na naszej liście Kowalskiego, gdyż - jak oceniła szara eminencja, która zdecydowała, że zostałem pełnomocnikiem - ten kandydat gwarantuje, iż, będąc już posłem, karnie podporządkuje się decyzjom szefa! Będzie dobrym żołnierzem naszego Komitetu.
Formalnie tylko ja, pełnomocnik, mogłem zgłosić lub wykreślić Jana Kowalskiego z listy, ale tak naprawdę decydował o tym szef, nasza szara eminencja. On bardziej ufa mnie niż sobie samemu.
Do Jana Kowalskiego dopisaliśmy jeszcze 19 nazwisk oraz zebraliśmy 6000 podpisów na wypadek, gdyby okazało się, że PKW nie uzna wszystkich.
Kodeks wyborczy, poprzednio nazywany ordynacją wyborczą, żąda 5000 podpisów. No cóż, nie ja stanowiłem to prawo.
Teraz nikt nie może usunąć Kowalskiego z kandydowania do Sejmu. Zaczyna się prawdziwa demokracja. Wszystko zależy od wyborców.
I pomyśleć, że wybory, które rozpoczęły się w dniu ogłoszenia przez Prezydenta RP i określone w konstytucji w Art. 96 p 2, przymiotnikiem „bezpośrednie”, są naprawdę dwustopniowe i tylko w połowie demokratyczne. Pierwszy stopień, do 30 sierpnia, 40 dni przed wyborami, to etap daleki od demokracji, wręcz dyktatorski, kiedy pośrednik decyduje, kto może wystartować, i stopień drugi, demokratyczny, zakończony głosowaniem na wcześniej już wybranych przez różne komitety, a to partyjne, a to obywatelskie.
Jeżeli Kowalski jako poseł będzie posłuszny szefowi, to szef pozwoli na reelekcję Kowalskiego, jeśli nie, to niech sobie jedzie np. do Wielkiej Brytanii, gdzie po zebraniu 10 podpisów i wpłaceniu 500 funtów kaucji, zwracanej po uzyskaniu 5 proc. poparcia, każdy obywatel może stanąć i sprawdzić się w wyborach.
Mariusz Wis
prezes Fundacji im. J. Madisona Centrum Rozwoju Demokracji
od Redakcji
Platforma Obywatelska obiecywała system jednomandatowych wyborow, wprowadziła je do Senatu. Czekamy, że gdy wygra wybory, wprowadzi JOW do Sejmu.
Potrzebna prawdziwa opozycja
|
|
|
02.09.2011.
Polsce potrzeba opozycji, prawdziwej opozycji, a takowej brak.
W prasie radiu i telewizji spotykamy opinie, które krytykują wszystko i bez przerwy.
Niestety, nikt z tych osób, które uważają się za opozycję, nie potrafi przedstawić sposobu naprawy rzeczywistości.
Opozycja przekonuje do zmiany wszystkiego na inność, która będzie wtedy dobra, gdy opozycji da się władzę w ręce.
Wtedy kraj będzie mlekiem i miodem opływać!
Przychodzi do szewca człowiek i mówi – wysiadaj ze stołka, oddaj mi kopyto i młotek, ja będę za ciebie naprawiał buty.
Jest to opozycjonista szewski
Siada na stołku szewca, ale co weźmie but do ręki, popuka młotkiem, sam but się nie naprawia, opozycyjny szewc buta naprawić nie umie.
Taka jest nasza opozycja. Nie potrafi inaczej mówić i twierdzić, a mogliby przedstawiać rzeczowe argumenty, zamiast nieustannie biadolić i krytykować.
Słuchałem wypowiedzi pana Kuźmiuka w Telewizji Trwam. Jest opozycjonistą. Telewizję Trwam bardzo cenię, nazywam ją Wolną Europą, bo często podaje informacje, których nie zobaczy się w innych telewizjach, radiach i gazetach.
Pan Zbigniew Krzysztof Kuźmiuk, – polski polityk, ekonomista, był marszałkiem województwa mazowieckiego, był posłem na Sejm IV kadencji, był od 2004 do 2009 deputowanym do Parlamentu Europejskiego.
Audycja była z głosami telefonicznymi z zewnątrz – od narodu. .
Jeden głos zapytał: - dlaczego Prawo i Sprawiedliwość głosowało w sejmie za budową w Polsce elektrowni atomowych, chociaż społeczeństwo tej budowie jest przeciwne?
Pan Kuźmiuk: - my, Prawo i Sprawiedliwość, jesteśmy też przeciwni. Nasi posłowie PIS też są przeciwni, ale myśmy głosowali na niby. Myśmy głosowali za! - ale naprawdę jesteśmy przeciw!
Głosowali Na Niby!!!
Partie które są opozycyjne, nie mogą się zachowywać jak poprzedni kandydat na prezydenta Polski, Maciej Giertych.
Pytany przez dziennikarzy o program odpowiadał, że program utrzymuje w tajemnicy, a gdy zostanie prezydentem program ujawni i wprowadzi. Dopiero jak go wybiorą! Ha...
Oto jaka jest opozycja w Polsce.
Opozycja w Polsce wolałaby rozpętać wojnę domową niż przedstawić konkretne rozwiązania.
Społeczeństwo za wyborami węszy: – kasa, kasa, kasa. Dostęp do dobrych dochodów w dobrych stanowiskach itd.
Bardzo łatwo pozbyć się można zawistnej i bez pomysłów opozycji. Przez wybory jednomandatowe! Do czego namawiał Donald Tusk!
Jeżeli nowy parlament nabędzie odwagi ulepszenia kraju, uchwali przepisy wykonawcze zgodne z konstytucją – obecne nie są zgodne – wtedy posłowie zaraz po wejściu w Nowy Sejm powinni wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze dla sejmu.
Wybór posła, którego znają sąsiedzi, uzdrowi życie polityczne i usunie grunt osobom ziejących opozycyjną nienawiścią i wrogością.
(A)
Czy musimy wykonywać głupie rozporządzenia?
| z
|
|
26.08.2011.
Pisaliśmy w artykułach:
rok 2003 - Smog elektromagnetyczny
12.03.2007. - Niemądry Komisarz Unii Europejskiej
06.04.2008r. - Przestali oszczędzać prąd, Błędne decyzje Unii Europejskiej
16.07.2009. - Unio popraw się
16.07.2009. - Odkrycie szczecińskich naukowców. Toksyczne jarzeniówki!
12.09.2010r. - Niektóre zarządzenie Unii są chyba bezmyślne
26.09.2010r. - Rozsądek pilnie potrzebny
25.04.2011. - NIEBEZPIECZEŃSTWO
że Rozporządzenie Unii Europejskiej w sprawie przymusowego oświetlania jarzeniówkami jest błędne i szkodliwe dla zdrowia i środowiska naturalnego.
Wiadomo z badań nad wpływem smogu elektromagnetycznego, że
po zlekceważeniu w szkołach smogu elektromagnetycznego, po kilku latach wzrosła ilość dzieci kwalifikujących się do szkół specjalnych - 4%.
Teraz informacje od pedagogów wskazują, że procent uczniów kwalifikujących się do szkół specjalnych wzrasta do 11%.
Chodzi o to, że Unia postanawia zlekceważyć wiedzę medyczną o wpływie promieniowania jonizującego na organizm człowieka.
Toksyczne jarzeniówki nas prześladują. Już się mszczą krótkowzrocznością u naszych dzieci.
Że ich bolą oczy i głowa, a także są rozdrażnione i gorzej pamiętają,
Nauczyciele twierdzą, że dzieci w klasach z jarzeniówkami są niezwykle pobudzone i agresywne. Znerwicowane.
A cukrzyca u naszych dzieci, czy nie jest przez jarzeniówki?
Dorośli pracujący pod jarzeniówkami też się skarżą na przyspieszoną krótkowzroczność, bóle głowy i znerwicowanie.
A więc słuchać Unii, czy nie słuchać?
Komisja Europejska nakazująca jarzeniówki nie pochodzi z wyboru i jest nieusuwalna. Może ustanawiać różne głupie zarządzenia, jak obowiązek małżeństwa człowieka z koniem lub świnią, a my nie mamy prawa takim głupotom się sprzeciwić, tak jak nie mamy prawa sprzeciwić się przymusowego wprowadzania jarzeniówek.
Gdzie tu demokracja? Po co nam taka Unia, trzeba z niej uciekać jak najszybciej. Chyba, że ktoś mądry w naszym rządzie się obudzi i powie STOP głupotom. My Polacy mamy swój rozum i wiemy co jest mądre i co możemy aprobować, a co jest jaskrawo nierozumne, temu się sprzeciwiamy!
Przypomnijmy ostrzeżenie Polskiego Papieża: „Polska powinna wejść do wspólnot Europejskich „na równych prawach, na równych prawach”.
Od 1 września zostaną wycofane ze sklepów żarówki 60 watowe. Wyobraźcie sobie, że 100 i 75 watowe są już wycofane ze sprzedaży i używanie będzie z a b r o n i o n e.
Zwykła żarówka kosztuje około 2 zł. Świetlówka - 30 zł.
Komu zależy aby nasze dzieci traciły wzrok pod jarzeniówkami, abyśmy płacili więcej, komu zależy? Oczywiście tym, którzy chcą zarobić KASĘ.
Lepper zginął , bo sprzeciwiał się KASIE. Uważajcie na siebie, którzy będziecie ujawniać ciemne interesy w Unijnych rozporządzeniach.
Jacek Kwiatkowski
Pozwałem do sądu szczecińskich posłów i senatorów...
| z
|
|
18.08.2011.
W Szczecinie jest 8 biur poselskich i 2 biura senatorskie. Pozostałe poselskie są w Policach 1, w Stargardzie Szczecińskim 1, Gryficach 1, Goleniowie 1.
Teoretycznie biura powinny być otwarte sześć dni w tygodniu dla obywateli, którzy ze swymi sprawami tam przychodzą.
Posłów lub senatorów tam w tygodniu nie ma. Przebywają w Warszawie. Parlament opuszczają w sobotę lub niedzielę, w poniedziałek teoretycznie powinni być w swoim biurze w Szczecinie.
Obywatele przedstawiają w biurach swoje problemy: że są bezrobotni bo zakłady pracy poznikały, że administracja zapomniała wyremontować dach i kapie na meble, ubrania i łóżka, i wiele innych spraw.
Problemów dla posłów i senatorów w poniedziałki jest wiele. Ale niestety, mało który wybrany przez wyborców w swoim biurze przebywa. Jest bardzo zajęty udzielaniem wywiadów w prasie, radio i telewizji, i aby się spotkać z wyborcami, poznać ich kłopoty i udzielić im pomocy – po prostu brakuje czasu. Trzeba to zrozumieć.
Ale mają pomoc. W ich biurach, chociaż nie wszystkich, są sekretarki lub sekretarze, albo dyrektorzy biur. Przyjmują pisma, podania, zażalenia.
W imieniu posła lub senatora obiecują załatwienie sprawy.
Będąc obywatelem, postanowiłem poprosić ich o pomoc w ważnej dla mnie sprawie.
Chodziło o działalność edukacyjno-ekologiczną jaką prowadzę od wielu lat. Gdy się spojrzy na stronę internetową www.bmpolonia.info zobaczy się tam fotografie: dwa małe statki oraz dzieci szkolne na pokładzie. Małe statki służyły propagandzie Ratujmy Bałtyk, który umiera powolną śmiercią, jak wiele mórz i oceanów poddanych brutalnej inwazji cywilizacji.
W Bałtyku łowiono ryby z głębokości przeszło 100 metrów. Wpływały do niego trucizny. Obecnie strefa życia jest od powierzchni do około 39 metrów, a poniżej siarkowodór. Bałtyk przez to ma 2/3 ryb utracone. Ryby są drogie. Takie pogadanki były wygłaszane młodzieży, także i dorosłym.
Statki stanęły na jakiś czas w porcie żeglarskim nad jeziorem Dąbie, niedaleko Goleniowa, a po jakimś czasie, zostały dyskretnie wyholowane z portu i puszczone swobodnie. Jeden zdryfował daleko od portu na mieliznę. Szczegóły opisuje www.bmpolonia.info w dziale KATASTROFA.
Port żeglarski podlega Gminie Goleniów. Bez skutku prosiłem Gminę o ściągnięcie statku z mielizny. bo mają na to środki. Bez skutku.
Wreszcie zwróciłem się do 13 posłów i 2 senatorów związanych z naszym regionem, aby poprosili Gminę, żeby odpowiadała na moje prośby. Niestety. Ich biura poselskie nie zareagowały. Jedynie pani Joanna Napiwodzka, Dyrektor Biura Poselskiego Magdaleny Kochan, zapowiedziała, że w przyszłości dojdzie do interwencji ale interwencji nie ma dotąd. I stąd pozew.
Jacek Kwiatkowski
Redaktor naczelny PTD
prowadzący skromnie akcję Ratujmy Bałtyk
POZEW
Polskie niechlujstwo Nr 2
Opóźnienie śledztwa w sprawie Leppera...
| z
|
|
16.08.2011.
Im bliżej wyborów, tym większe odczuwa się napięcie. Społeczeństwo ciekawe jest, co i kto mówi, czy są to dawne przedwyborcze obietnice bez pokrycia, stare pokryte pleśnią odgrzane kotlety, czy nowe propozycje i apele.
Ludzie myślą - na kogo głosować: kto okazał się w czasie posłowania/senatorowania prawdomówny a kogo uważać za bezczelnego kłamcę.
Śmierć Andrzeja Leppera poruszyła opinię społeczną nie tylko w Polsce. Były przecież nawoływania do powołania międzynarodowej komisji.
Śmierć znanego z odwagi i uporu Leppera, jest ogólnie postrzegana jako morderstwo.
Lepper niepokoił wiele osób o nieczystych sumieniach i brudnych rękach. Jego działania doskwierały i napawały niepokojem. Że prokuratury w kraju mogą odebrać w nieuczciwy sposób zdobyte, uchwycone złodziejstwem i oszustwem pieniądze.
A co najgorsze, rozpoczęcie czynności śledczych z trzydniowym opóźnieniem, określane jest społecznie jako nacisk wywarty przez czynniki rządowe, a określane często, że przez premiera.
Pamiętne jest zabójstwo księdza Popiełuszki. Kierujący wówczas państwem generał Wojciech Jaruzelski potrafił zarządzić ujawnienie morderców. Mordercami okazali się pracownicy służb bezpieczeństwa! Odpowiedzialni za zapewnienie bezpieczeństwo kraju, bezpieczeństwo Polski, złamali przysięgi jakie składali na rzecz bezpieczeństwa, bezczelnie je złamali, podeptali, na rzecz partyjnych i osobistych interesów. Spodziewali się nagród i awansów.
Podobnie może być w morderstwie Andrzeja Leppera.
Dlaczego od razu nie zostały podjęte czynności wyjaśniające jego śmierć? Komu zależało, aby rodziła się opinia publiczna, która będzie oskarżać czynniki rządowe. Tworzyć fałszywkę – opinię, że to czynniki rządowe, a więc premier z prezydentem uknuli spisek przeciwko narodowi polskiemu, wydali cichy nakaz morderstwa Leppera. Komu zależało na powstaniu takiej opinii ???
Tę sprawę należy wyjaśnić i o wyjaśnienie prosimy Prokuratora Generalnego Pana Andrzeja Seremet.
Konkretnie, kto z policji i prokuratury przez swoje niechlujstwo spowodował wszczęcie śledztwa dopiero trzy dni po zgonie Leppera. A więc danie długiego czasu na powstanie podejrzeń o wywietrzeniu ewentualnych środków chemicznych, zwiotczających mięśnie.
Pozostawianie odłogiem wyjaśnienia, kto jest osobiście, albo jakie osoby w liczbie mnogiej, są odpowiedzialne za trzydniowe opóźnienie czynności śledczych jest w przedwyborczym okresie walki o głosy - niewybaczalne. Sprawa wyjaśnienia musi być podjęta tak samo szybko jak sprawa wyjaśnienia kto zabił księdza Popiełuszkę.
Wyjaśnienie jest konieczne dla bezpieczeństwa naszego państwa, dla jego stabilności, a przede wszystkim aby nie dopuszczać do celowego osłabiania autorytetu rządu. Rząd musi rządzić z poczuciem komfortu, że mu się w rządzeniu państwem nie przeszkadza.
Nie wyjaśnienie opóźnienia śledztwa jest przeszkodą, która może w łatwy sposób obalić rząd, i prawdopodobnie ktoś nad tym sprytnie i morderczo pracował i nadal pracuje.
|
|
10.08.2011.
Są w Polsce siły dobra, które starają się budować i siły zła, które starają się niszczyć, a przedstawiając się jako siły dobra.
Do dobrych zaliczam Adama Michnika, obecnego redaktora Gazety Wyborczej, miał odwagę cywilną głosić swoje poglądy i za nie siedzieć w więzieniu; Kuronia, to samo robiącego, teraz nieżyjącego; Andrzeja Leppera starającego się ratować Polskę przed upadkiem, niedawno zamordowanego, księdza Jankowskiego - po zjedzeniu banana przeistoczył się z chłopa na schwał w schorowanego i szybko umarł; księdza Rydzyka, który zbudował uniwersytet aby kształcić prawdomównych dziennikarzy dla prasy radia i tv, uparcie dziurawiącego ziemię, aby pokazać, że Polska ma niewyczerpalne źródła gorącej wody, a których rozpowszechnienia nie chcą cwane bestie już zarabiające na nieistniejących elektrowniach atomowych w Polsce; posła Gruszkę posłanego w chorobę udaru mózgu, posła Gabriela Janowskiego ratującego polskie cukrownie, przymuszonego trucizną do niepojętych tanów w Sejmie, generała Jaruzelskiego, ratującego kraj przed wojną domową z jej okropnymi skutkami, obecnych prezydenta, premiera, marszałka sejmu i senatu, z uporem pracujących przeciwko rozpowszechnianiu się zła, a wprowadzenia dobra.
Do siły zła zaliczam przygotowujących wojnę domową w Polsce; posłów udających, że są w siłach dobra, jak ten, który na posiedzeniu plenarnym sejmu powiedział: "mój przedmówca dał taką wypowiedź, która nie powinna mieć miejsca, i wnoszę panie marszałku, o wykreślenie z protokółu tej wypowiedzi". Tę wypowiedź rzeczywiście z protokółu wykreślono! Wyobraźcie sobie – wykreślono z protokółu wypowiedź posła!
Do siły zła zaliczam dziennikarza Gazety Wyborczej, który 9 sierpnia o 1125 w TOK FM powiedział, że zamordowany Lepper był postacią groteskową. Dziennikarz chciał się wyróżnić i to zrobił na wieki. Szkoda, że zataił, że Lepper dlatego doznawał powszechnego bicia w mediach, bo się nie podlizywał nowej arystokracji, starał się ujawniać zakrywane zbrodnicze fakty, co powinni robić dziennikarze, jak ten właśnie z Gazety Wyborczej.
Do siły zła zaliczam także panią profesor, która takie samo jak dziennikarz wypowiadała o Lepperze fałszywe opinie.
Do siły zła zaliczam ukrytych w służbach specjalnych ludzi, którzy udając uczestnictwo w siłach dobra, czynią zło. Że to nieprawdopodobne?
W czasie ostatniej wojny, w centrali wywiadu brytyjskiego w Londynie, szefem był ... agent KGB, ujawniony rok po skończeniu wojny.
Siły zła zabroniły w 1992 roku sprzedaży w kioskach Polskiego Tygodnika Dyskusyjnego i odtąd jest tylko w internecie! Doczepiano mu plakietkę: - gdy otworzysz Polski Tygodnik Dyskusyjny, zniszczy ci komputer. Trwało pół roku, zanim udalo się wywalczyć wolność dla tej gazety.
Siły zła starały się niszczyć działania ekologiczne dla ratowania Bałtyku, by wreszcie storpedować wszelkie działania.
Siły zła po artykulach informujących o mądrym postępowaniu premiera Tuska, obrony prezydenta Komorowskiego przed kłamliwymi paszkwilami, chwaleniu dobrej postawy Marszalka Sejmu Schetyny, wysłały agencików do niszczenia statku wystawy, obrócenia wszystkiego w perzynę, jak to robiły przedwojenne policje polityczne.
O tym na www.bmpolonia.info
|
|
07.08.2011.
Lepper zabity
Lepper zabity z pozorami samobójstwa.
Był bokserem od młodości do śmierci.
Gdyby chciał popełnić samobójstwo, zostawił by list pożegnalny, wyjaśnił dlaczego siebie zabija, przeprosił rodzinę a przede wszystkim swoją wielką rodzinę – Samoobronę.
Odczepił by z szacunkiem swój worek bokserski i na wolnym miejscu sam by się powiesił.
Śmierć Leppera miała chyba taki przebieg.
Mordercy – znani mu – zapukali do drzwi. Zapytał kto, usłyszał znajome głosy, albo przedstawiono mu się – z prasy, radia. Wpuścił.
Przedstawili argumenty nie do odrzucenia. Wiesz o aferze gruntowej, nie możesz powiedzieć prawdy. Musisz umrzeć. Jesteśmy przed wyborami, gdybyś zdradził prawdę, mogłoby dojść do rewolucji, do wojny domowej.
Gdy sam się powiesisz, nikt z twojej rodziny nie ucierpi. Nikomu włos z głowy nie spadnie.
Gdy będziesz się opierać, zginiesz i zginie twoja rodzina.
Pospiesz się.
Gdyby Lepper sam się wieszał, odczepiłby worek treningowy. Lepper był inteligentnym człowiekiem. Pomyślał – gdy się powieszę obok worka, będę wisieć razem z workiem, nasunie to komuś myśl, że nie popełniłem samobójstwa, ale że zostałem do samobójstwa zmuszony.
Tak prawdopodobnie wyglądała śmierć Leppera. Sprawców można szukać w kręgach którym przeszkadzał. Które się go bały.
Rząd w początkach przemian wydał polecenie nie skupowania zboża od rolników, a wydał zgodę na zakup zboża z Kanady, Australii, USA. Sprowadzane wielkimi tankowcami zboże było najczęściej zanieczyszczone.
To zboże wysypywał Lepper z wagonów.
Pokazywał – to jest zanieczyszczone zboże z zagranicy, dlaczego nie ma w Polsce dobrego zboża polskiego???
Gdy profesor Balcerowicz jako minister finansów wydał zarządzenie, aby banki zmieniły oszczędności z 8 na 6 procent, a pożyczki z 12 procent na 67 procent, wówczas do rolników zaczęli przychodzić komornicy.
Nie zapłacona pożyczka!
A jak miałem spłacić jeżeli podnieśliście w górę pożyczkę a zabroniliście kupować ode mnie zboże?
5 tysięcy rolników popełniło samobójstwo.
Lepper pierwszy się sprzeciwił. Gdy komornicy pojawili się w jego rejonie, namówił sąsiadów, spuścili gacie komornikom i wlepili rózgi. Podziałało.
Lepper przeszkadzał nowej arystokracji, tak jak przeszkadzał główny komendant Policji, Papała. Obaj zginęli za uczciwą Polskę.
W pomieszczeniach gdzie zamordowano Leppera chyba niedbale zbierano odciski palców.
Sędziowie, którzy Lepperowi dawali wyroki za wysypywanie zboża z wagonów, za manifestacje na drogach i zatrzymywanie ruchu samochodowego, śpią bez wyrzutów sumienia.
Telefonujemy do policji
| z
|
|
05.08.2011.
Przed domami stoją ławki. Starsi mieszkańcy lubią na nich siedzieć, rozmawiać z sąsiadami. Często siedzą późnym wieczorem, wygodnie oparci, odpoczywają po całodziennej krzątaninie domowej.
W mieszkaniach, teraz w środku lata, jest duszno.
Szczególnie w mieszkaniach budowanych z betonowej płyty. Okna z plastiku, podłoga też z plastikowymi panelami, jest duszno.
Miło jest posiedzieć przed domem, w cieniu albo nawet w mroku, patrzyć na wchodzących do bloku sąsiadów, potraktować dzień dobry albo dobry wieczór, drugim kiwnąć głową, a gdy się wchodzącego nie zna, pomyśleć, czy w dobrych czy złych zamiarach wchodzi do środka.
Wchodzimy do Unii Europejskiej z nadziejami. Może zmniejszy się przestępczość? Może nocą albo późnym wieczorem będzie można być bezpiecznym?
W Niemczech, gdy na ławce przed domem usiądzie osoba lub grupa osób nieznanych, mieszkańcy domu czujnie dzwonią do policji, aby przyjechała i skontrolowała, kto to, na kogo czeka, a może chce na kogoś napaść?
Policjanci w Niemczech szybko przyjeżdżają, kontrolują - wiemy o tym wszyscy.
W Polsce nie ma tradycji szukania pomocy policji. Rzadko kto do niej dzwoni aby usunąć z pobliskich ławek grupy pijanej młodzieży, wulgarnie zaczepiającej osoby starsze.
Młodzież nie zbudowała obecnej Polski. Polskę zbudowali dawniej młodzi, obecnie starsi wiekiem, często schorowani i rozgoryczeni, że zamiast uznania i szacunku otrzymują obraźliwe epitety od rozwydrzonych młodzieńców, a często i dorastające pannice.
W Warszawie na Saskiej Kępie administracje osiedli w przyjemnych miejscach pod drzewami ustawiły wiele ławek. Mieszkańcy przyjęli to z radością. Ale po jakimś czasie zaczęli zbierać podpisy, aby ławki zabrać. Bo zamiast nich rozsiadali się chuligani, grożąc pobiciem za zwracane uwagi, że tu się w nocy nie śpiewa, nie wyzywa, nie pije alkoholu.
Z wielu miejsc ławki zabrano. Ostały się ławki tam, gdzie mieszkańcy telefonowali do policji prosząc o przybycie i zrobienie porządku.
Nie wiemy dlaczego policja w Polsce niechętnie przyjeżdża na wezwania mieszkańców. Owszem, na wezwanie do trupa przyjeżdżają w miarę szybko, chociaż nieboszczyka to nie ożywi. Natomiast na wezwanie do interwencji do chuliganiącej młodzieży lub pijaczących starszych, można wielokrotnie wzywać, aby się doczekać po dłuższym czasie.
W tramwajach i autobusach otwarcie pije się piwo. Pasażerowie nie pijący boją się zwracać uwagę, aby nie oberwać. Chociaż prawie każdy ma komórkę, nie wystuka 997, głośno nie zamelduje o potrzebie uciszenia wandali, bo się boi.
Aż się prosi uruchomienie na 997 możliwości odbierania przez policję SMS, które mogliby wysyłac pasażerowie, z podaniem linii autobusowej lub tramwajowej, co się szkodliwego dzieje. Szybkie interwencje policji są potrzebne, aby zduszać przestępczość, zanim rozwinie się w trudną do opanowania plagę zbrodniczości.
Przed domem w Szczecinie siedział na ławce mężczyzna. O 15-tej. Do domu miała wejść mieszkanka, lat średnich. Mężczyzna wstał, podszedł do niej, zerwał kolczyki z uszu i uciekł. Kto go znajdzie?
997 - meldujemy! Prosimy o uruchomienie odbioru SMS.
Z góry dziękujemy...
Redakcja
Polskie niechlujstwo – zginął prezydent
| z
|
|
31.07.2011.
Komisja ministra Millera wyjaśniając przyczyny katastrofy lotniczej z ubiegłego roku w Smoleńsku, w której zginął prezydent Kaczyński z małżonką oraz towarzyszące osoby, mimowolnie ujawniła polskie niechlujstwo, delikatnie zwane zaniedbaniami.
Przed wyruszeniem w podróż nie sprawdzono niczego. Czy samolot bezpiecznie wyląduje w miejscu docelowym, czy wszystkie przyrządy w samolocie są całkowicie sprawne i przystosowane do lotu, czy instrukcje konieczne do obsługi samolotu są znane załodze, czy samolot ma licencję na taką ilość osób z jakimi startuje w powietrze (było więcej), czy samolot ma ze sobą uprawnioną osobę pomagającą przy osadzeniu samolotu na ziemi rosyjskiej – tak zwanego lidera.
Polacy znani są z lekkomyślnego podejścia do poważnych spraw. Świadczy o tym postawa naszych parlamentarzystów, których alarmuję od lat, bardzo długo i bez skutku w sprawach na prawdę węzłowych dla naszego państwa.
Bardzo ważni urzędnicy, zamiast zastanawiać się nad otrzymywanymi pismami obywateli, często wcale nie udzielają odpowiedzi, albo odpowiadają nie na temat.
Sądy są coraz bardziej obłożone pracą, ale wiele ze spraw, które mogłyby i powinny być załatwione właściwie, są potraktowane lekkomyślnie i lekceważąco, co wymusza coraz więcej odwołań.
Pisze o tym Mirosław Naleziński z Gdyni, któremu sędzia przywalił wyrok sprzeczny z rozumem, że jako jeden jest w dwóch osobach! A ten się miota skargami i wyjaśnieniami już prawie dwa lata -
Proces gdański IC692/09.
Był w Polsce czas, w którym urzędnicy odpowiadali na listy. Koleje były punktualne i czyste, przestępczość była wychwytywana, a obywatel na ulicy czul się bezpieczny po 22-giej. Nawet urzędnicy sejmowi nie ośmielili się wysłać odpowiedzi: - dziękujemy za nadesłaną korespondencję!, i wrzucić ją do kosza, jak najczęściej czynią to dzisiaj.
Był to okres stanu wojennego.
Od tego czasu pozmieniały się ekipy urzędników, rządy, parlamenty. Ale poprawa jest ledwie widoczna. Polskie niechlujstwo, niefrasobliwość i lekceważenie są tak silnie zakorzenione, że tę stajnię Augiasza trudno oczyścić.
Ekipa Tuska, Komorowskiego, Schetyny stara się jak może naprawić zło narosłe od 1990 roku, ale zło które wyrosło jest tak silne, tak uzbrojone w nienawiść i wrogość, że Polskę może uratować tylko cud powszechnej prawdy. Niestety, mało kto chce w Polsce prawdy słuchać.
Jacek Kwiatkowski
Dlaczego warto popierać Donalda Tuska
| z
|
|
22.07.2011.
W okręgu wyborczym 41 są następujący posłowie do Sejmu:
Arłukowicz Bartosz - LiD, Atamańczuk Cezary - PO, Brudziński Joachim - PiS,
Kochan Magdalena - PO. Komołowski Longin - PiS, Litwiński Arkadiusz - PO. <
Marcinkiewicz Michał - PO, Masłowska Mirosława - PiS. Napieralski Grzegorz - LiD
Oświęcimski Konstanty - PO, Preiss Sławomir - PO, Urban Cezary - PO,
Zaremba Renata – PO.
Są też senatorowie: Jan Olech i Krzysztof Zaremba
Każda z tych osób w kampanii wyborczej obiecywała, że będzie pracować i działać gorliwie i z samozaparciem dla dobra każdego obywatela, który mieszka w jego okręgu wyborczym.
W kampanii przedwyborczej dokazywali cudów pracowitości – która położyłaby do łóżka przeciętnego śmiertelnika - spotykając się z wyborcami, zbierając podpisy, przemawiając, przemawiając, przemawiając aż do osiągnięcia upragnionego skutku, zdobycia mandatu posła lub senatora.
Są teraz posłami i senatorami.
Kiedy pracują w sejmie i senacie, pozostawiają zastępców w swoich biurach wyborczych. Zastępcy w randze asystenta mają pod nieobecność szefa dbać o wizerunek szefa, umacniać opinię, że troszczą się o obywatela-wyborcę, że nigdy o nim nie zapominają, i troszczą się jak obiecywali w przedwyborczej kampanii.
Jak wygląda biuro posła lub senatora w dzień powszedni? Czy może być pomocne dla obywatela-wyborcy?
Sprawdziliśmy 22 lipca.
Biuro Poselskie Bartosza Arłukowicza - czynne. stale zajęte;
Biuro Poselskie Posła Cezarego Atamańczuka – czynna sekretarka automatyczna;
Biuro Poselskie Joachima Brudzińskiego – czynne, zapowiada pomoc;
Biuro Poselskie Magdaleny Marii Kochan – nie czynne;
Biuro Posła na Sejm RP Longina Komołowskiego – czynne, zapowiada pomoc;
Biuro Poselskie Arkadiusza Litwińskiego – czynne, zapowiada pomoc;
Biuro Poselskie Michala Marcinkiewicza - czynne, zapowiada pomoc;
Biuro Poselskie Mirosławy Masłowskiej -nie czynne
Biuro Poselskie Grzegorza Napieralskiego - czynne ale w biurze poselskim nikt nie odbiera emaili, i nie orientuje się czy poseł takowe odbiera.
Biuro Poselskie Posła Konstantego Tomasza Oświęcimskiego – czynne, zapowiada pomoc;
Biuro Poselskie Sławomira Preissa - nie czynne, można nagrać się na taśmę;
Biuro Posła Cezarego Urbana - nie czynne, włącza fax;
Biuro Poselskie Renaty Zaremby – nie czynne;
Biuro Senatora Jana Olecha - nie czynne;
Biuro Senatorskie Krzysztofa Zaremby - nie czynne.
Co chcieliśmy od biur poselskich i senatorskich?
Zapytać czy odczytują korespondencję elektroniczną kierowaną do posłów, zwaną popularnie emaile.
Gdy zastanawiamy się nad zapowiedziami przedwyborczymi kandydatów na posłów i senatorów, a późniejszą praktyką powyborczą, to uparcie nasuwa się myśl, że idea Donalda Tuska wprowadzenia jednomandatowych wyborów do sejmu była ze wszech miar słuszna.
Jednomandatowy poseł inaczej sprawuje obowiązki wobec obywatela-wyborcy niż tak jak teraz, na co skarżą się wyborcy właśnie.
Red.
Nadchodzi straszna katastrofa
| z
|
|
16.07.2011.
Księżyc, ziemia, reszta planet Układu Słonecznego zbliżają się do ustawienia w jednej linii w roku 2012. Przyciąganie się wielkich mas ma powodować naprężenia w skorupie ziemskiej, wzmożone wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, nawałnice, trąby powietrzne.
To już obserwujemy. Uśpione wulkany przestają spać, trzęsienia ziemi są coraz częstsze, koło Gdyni zasilona gwałtownym deszczem malutka rzeczka Chylonka zrujnowała okolicę.
Przed nami stają poważne problemy, które bez polityków nie uda się prawidłowo rozwiązać. Politycy są w ministerstwach, w rządzie, polityków się kształci przymusowo na różnych uczelniach mających tak zwane wydziały politologii. Polityk nie kształcony politologicznie nie jest politykiem z prawdziwego zdarzenia.
Czy można określić politykiem pana Tuska, który zna się dobrze na historii, a na politologii wcale?
Czy można nazwać politykiem pana Kaczyńskiego, który dobrze zna się na prawie administracyjnym, a na politologii wcale?
Czy można nazwać politykami innych - znających się na swoich dziedzinach, a na politologii wcale?
Czy można żądać cokolwiek od współczesnych polityków jeżeli nie potrafią być politologami?
Chyba że wezmą do ręki podręcznik dla studentów politologii, nauczą się na pamięć dwóch albo chociaż jednego zdania i będą onieśmielać erudycją (ze str, 146 TEORIE POLITYKI).
"Wymóg empiryczności stawiany nauce powoduje,, że jej zadaniem staje się badanie wszelkich faktów empirycznych..."
"Empirycznie, zmysłowo dane – w doświadczeniu ekstraspekcyjnym, umożliwiającym intersubiektywną jego sprawdzalność i komunikowalność."
A może niektórzy nasi politycy są wykształconymi politologami, bo wyborcy ani w ząb porozumieć się z nimi nie mogą w języku ojczystym – polskim.
Czy nie jest to katastrofą?
Jacek Kwiatkowski
Stowarzyszenie zaprasza...
| z
|
|
12.07.2011.
Drodzy Państwo!
W imieniu organizatorów - Opolskiego Stowarzyszenia "Obywatele Przeciw Bezprawiu" oraz Stowarzyszenia Liga Nyska pragnę wszystkich gorąco zaprosić do udziału w spotkaniu pod hasłem
"Przywrócić zwierzchnictwo Narodu nad władzą ustawodawczą i sądowniczą!"
Spotkanie odbędzie się w Nysie, w Muzeum przy ul. Biskupa Jarosława 11, w sobotę 16 lipca br. początek - godz. 11.00 (rejestracja uczestników od 10.30)
Podczas spotkania przedstawimy jego uczestnikom inicjatywę grupy obywateli, mieszkańców woj. opolskiego, skupionych w Lidze Nyskiej i Stowarzyszeniu "Przeciw Bezprawiu", przeprowadzenia ogólnokrajwego referendum o "Przywrócenie zwierzchnictwa Narodu nad władzą ustawodawczą i sądowniczą", w którym obywatele będą mogli odpowiedzieć na następujące pytania:
1) Czy jesteś za tym by conajmniej 2/3 posłów było wybieranych w Jednomandatowych Okręgach Wyborczych, zwykłą większością głosów?
2) Czy jesteś za wprowadzeniem zasady wybieralności sędziów i prokuratorów w wyborach powszechnych, przez obywateli spośród osób spełniających warunek wykształcenia i praktyki?
3) Czy jesteś za tym by sędziowie, którzy wydali wyroki uznane przez Europejski Trybunał Praw Człowieka za niezgodne z prawem (naruszające Konwencję Praw Człowieka i Obywatela) ponieśli materialną odpowiedzialność za odszkodowania wypłacone przez Rzeczpospolitą?
Podniesione przez nas, w pytaniach referendalnych, kwestie są - naszym zdaniem - fundamentalnymi postulatami ustrojowymi, zmierzającymi do realizacji zasady zwierzchnictwa Narodu (art. 4 Konstytucji) nad wszelkimi władzami.
Obecnie posłowie zależą od partyjnych kierownictw, co jest wynikiem stosowania partyjnej (tzw. proporcjonalnej) ordynacji wyborczej oraz ustawy o finansowaniu partii politycznych. Sędziowie zaś w praktyce wybierają sami siebie i kontrolują sami siebie, podobnie jak prokuratorzy. Ten stan rzeczy nie ma w sposób oczywisty nic wspólnego z podstawowymi założeniami demokracji i powoduje rozliczne patologie i wynaturzenia w tzw. "wymiarze sprawiedliwości", a rozwiązania ustawowe przyjęte obecnie w Polsce, sprawiają, że konstytucyjna zasada zwierzchnictwa Narodu nad wszelką władzą (w tym sądowniczą i ustawodawczą) jest fikcją.
Żeby przywrócić zgodność ustroju z Konstytucją rozpoczynamy obywatelską akcję zmierzającą do referendum w podniesionych kwestiach,
wynik referendum - ma jak wiadomo - moc obowiązującą.
Żeby jednak do referendum doprowadzić, konieczne jest współdziałanie wielu środowisk, wielu obywateli. Stąd nasze zaproszenie na spotkanie do Nysy, gdzie omówimy kolejne kroki.
Liczymy na niezawodne przybycie oraz prosimy o potwierdzenie obecności.
Z wyrazami szacunku
Janusz Sanocki tel. 602-397-455
|
|
06.07.2011.
Komunikat Grupy Roboczej Ugrupowań Patriotycznych i Narodowych Ojcowizna
Kolejne zebranie Grupy Roboczej Ugrupowań Patriotycznych i Narodowych Ojcowizna odbędzie się w Częstochowie w dniach 9 i 10 (sobota/niedziela) lipca 2011 r. Początek zebrania w dniu 9 lipca (sobota) o godz. 16.
Lokalizacja: Siostry Paulistki (jedna z rodzin zakonnych Towarzystwa Św. Pawła), ul. Pawia 6, 42 - 200 Częstochowa (dzielnica Grabówki).
Dojazd z centrum Częstochowy: Al. NMP autobusami 26 i 31 w kierunku Grabówki, przystanek ul. Odrodzenie.
Informujemy iż w dniu 10 lipca o godz. 11 uczestnicy Grupy Roboczej Ugrupowań Patriotycznych i Narodowych będę uczestniczyć w Mszy św. XIX Pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę.
Organizatorzy zapewniają noclegi i posiłki.
Prosimy o wcześniejsze potwierdzenie przybycia pod poniższym numerem telefonu (po godz. 17) lub adresem mailowym:
Kontakt:
Stronnictwo Ludowe "OJCOWIZNA"
tel. kom. 0 513 283 345
e-mail: slojcowizna@wp.pl
Kabarety rożnych smaków
| z
|
|
03.07.2011.
W TVP 2 produkowały się kabarety o różnych smakach artystycznych. Malickiego i Laskowika pedagogicznie z muzyką, z kpiącą satyrą, którą można było bez obawy oglądać z dziećmi. Może dlatego usunięty.
Kabaret Górskiego i Wójcika, dotychczas też kpiąco dowcipny, lecz żeby pokazywać dzieciom, trzeba być ostrożnym.
Upadek dobrego smaku artystycznego uwypuklił się 2 lipca w kabarecie Górskiego i Wójcika w niby „dowcipach” o prezydencie Komorowskim. To że napisał w pośpiechu ortograficzny błąd, można zrozumieć, wybaczać i warto się z błędu wyśmiewać, co wiele już kabaretów skrupulatnie wykorzystało. Fakty warte są obśmiania, faktami żyje świat, i ze śmiesznych faktów społeczeństwo z chęcią się śmieje. Gorzej, jak dla obśmiania osoby produkuje się fakty nieprawdziwe, fałszywe, niszczące autorytet, co broni kodeks karny i cywilny, obroną czci.
Prezydent Komorowski, dobroduszny i wielkoduszny nie chce zauważać nadmiernych z siebie naśmiewań. Jednak stwarzanie fałszywych faktów, jak wiele w tej imprezie satyrycznej, zwłaszcza ten, że P.K. będąc w wojsku, w gromadzie czterech tysięcy żołnierzy, w ostatniej czwórce, jako jedyny wdepnął w gówno – to wymaga interwencji obywatela, który głowę państwa uważa za społecznie ważną.
Obalanie autorytetów osób negatywnych, jak Hitler, Stalin, jest pożądane, ale w czasie ich panowania, było ryzykowne.
Obalanie autorytetów osób uważanych za pozytywne, jak Jezus Chrystus, siostra z Kalkuty, Konfucjusz, Budda, Mahomet i inne osoby które stworzyły ważne i dobre wzorce do naśladowania, jest wywołane chęcią zdobycia popularności i sławy.
Pokazanie przez niby "artystkę" ukrzyżowanego Chrystusa na tle nagiej kobiety, wprost bezkarne, wywołuje skutki w tworzeniu fałszywych faktów do obśmiania. Można się spodziewać, że wkrótce kabarety pokażą fałszywy do obśmiania fakt, że Prymas zgwałcił zakonnicę, mają ukrytych kilkoro dzieci, a Górski i Wójcik bez obawy utraty włosa z głowy, będą się cieszyć popularnością.
Widzowie szczecińscy z dowcipów o prezydencie serdecznie się śmiali, ja też, ale z dowcipu o gównie – na widowni roześmiało się ledwie kilka osób, reszta milczała.
Jestem uczulony na obrazę autorytetu prezydenta państwa. Z tego też powodu, że w 1980 roku inicjowałem przywrócenia tego urzędu, pracowałem ciężko dla tego celu rok czasu. Jedynie „Kurier Szczeciński” fałszywie skonstruowaną notatką spowodował, że o mało co nie przesiedziałem w więzieniu cztery lata, na szczęście skończyło się aresztem domowym. Chyba pozwę go za to do sądu o odszkodowanie.
Panowie Górski i Wójcik. Uprzejmie Panów proszę o przysłanie przeprosin do Polskiego Tygodnika Dyskusyjnego za stworzenie o prezydencie niesmacznych dowcipów - opartych na fałszu - uderzenie się w piersi: Więcej nie będziemy! – poddanie się dobrowolnie karze wpłaceniem na konto stowarzyszenia „Pokój dla naszych dzieci” kwoty dwieście tysięcy złotych. Czekam.
Jacek Kwiatkowski
Panią Hannę napadło siedmiu mężczyzn
| z
|
|
01.07.2011.
Wirtualna Polska w rannym serwisie podała, że w Krakowie:
Panią Hannę napadło siedmiu mężczyzn. Jeden z nich silnym ciosem pięścią w twarz zrzucił ją z roweru. Upadła na ogrodzenie torów tramwajowych. Lekarze musieli założyć jej 13 szwów na ręce.
Było około pierwszej w nocy. Pani Hanna wracała do domu na rowerze ulicą Bronowicką. Dla bezpieczeństwa jechała pustym chodnikiem, a nie jezdnią. Nagle z naprzeciwka wyłoniła się grupka mężczyzn. - Przez chwilę pomyślałam, że powinnam zjechać im z drogi, ale z drugiej strony, dlaczego mam się ich bać? - opowiada kobieta. - Cios padł zupełnie niespodziewanie. Zamroczyło mnie - opowiada. Myśli, że agresję mężczyzn wywołać mógł jej ekstrawagancki ubiór. Często wkłada niecodzienne ciuchy, bo jest stylistką i projektantką mody. - Tej nocy jednak nie przesadzałam. Miałam tylko taką dziwną czapkę z pająkiem - dodaje Hanka.
Uważa, że to mogło wystarczyć, aby rozsierdzić ubranych w dresowe spodnie i kaptury napastników. Napadnięta kobieta poprosiła w pobliskim sklepie o wezwanie karetki. Nikt jednak nie chciał użyczyć jej telefonu. - Pomogły mi dopiero dwie spacerujące dziewczyny. Kupiły wodę, wezwały pogotowie i radiowóz - dodaje pani Hanna.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Od Redakcji
W niektórych rodzinach nie każe się dzieciom wynosić śmieci, sprzątać po sobie. Króluje telewizor i piwo.
W tych rodzinach wyrasta młodzież, przekonana, że wszystko wolno. Tak wyrastają na ludzi bezkarnych - przestępców.
Zostala celowo utworzona dla zwiększenia bezpieczeństwa Polski partia Przyszłość – stowarzyszenie służące społeczeństwu.
W jej programie Art. 40 mówi, że Przyszłość będzie dążyć do zreformowania systemu prawa na taki, aby zniechęcić do przestępstwa. Że przestępstwo się nie opłaca.
Przykład projektu:
Młody człowiek, od dzieciństwa rozpieszczany przez rodziców, rozmawia z automatu telefonicznego. Rozzłoszczony urywa słuchawkę, kopie w drzwi, rozbija szybę. Ktoś zawiadamia policję, która zatrzymuje szkodnika, sporządza protokół. Na rozprawie sąd orzeka:
naprawa telefonu - 420 zł,
naprawa drzwi, szyba i jej wprawienie - 850 zł,
koszty rozprawy - 900 zł,
razem - 2100 zł.
Obwiniony zostaje skazany na pobyt w ośrodku zamkniętym do czasu spłacenia pracą szkód, które wyrządził.
Jakie będzie następstwo psychologiczne tak ukaranego człowieka? I jakie będzie podejście społeczeństwa do niego? I czy będzie mu trudniej znaleźć zatrudnienie u prywatnego przedsiębiorcy czy łatwiej? To są pytania społeczne, które muszą znaleźć echo w rozwiązaniach prawnych naszego państwa.
Co zrobi w sprawie pani Hani Polski Sąd – rozgrzeszy?
Telefon 997 - Sierżant Jędrzejczak słucha
| z
|
|
28.06.2011.
Szczecin godzina 1100
Dom przy ulicy Potulickiej 25
Do mieszkania załomotał mężczyzna. Gospodyni otworzyła drzwi. Gwałtownie wtargnął z identyfikatorem na piersi. Proszę tu podpisać – podetknął papier. Pani zgadza się na poprawienie drzwi.
Dlaczego?
Wszyscy tak robią. Akcja przeciw przestępstwom. Tu otworzył ponownie drzwi wejściowe.
Widzi pani? – zawiasy źle chodzą! Musimy to poprawić!
A kto pan jest?
Czy pani jest emerytką czy rencistką?
Emerytką...
Dla emerytów mamy zniżkę.
Ale nie mam pieniędzy!
Zapłaci pani po wykonaniu.
Hej!
Zawołał drugiego - przeszlifuj te zawiasy.
Drugi zaczął się szykować szlifierką do ścierania futryny.
Przestańcie! Kogo pan reprezentuje, proszę pokazać dowód osobisty!
Ale pani jest nerwowa, chora jakaś!
Proszę pokazać dowód osobisty, proszę pokazać ofertę, nie wymuszać!
Ale jesteście nerwowi – chodź stąd, wychodzimy...
Wyszli.
Zadzwoniłem do 997
Opowiedziałem, powiedziałem, że w budynku przy ulicy Potulickiej nr 25 wymuszają remont drzwi.
To co konkretnie wymuszał?
Wymuszał naprawę drzwi i nie chciał okazać dowodu osobistego.
No to co z tego?
...Czasem w takich sytuacjach trzeba mieć anielską cierpliwość.
Poprosiłem dyżurnego policjanta z 997 - jak pana nazwisko?
Sierżant Jędrzejczak.
Proszę czytać o tym w Polskim Tygodniku Dyskusyjnym
Jacek Kwiatkowski
|
|
21.06.2011.
Zaczęła się nowa kampania wyborcza dla obecnych i przyszłych posłów. Parlamentarzyści wyraźnie osłabli w pracach nad ustawami, dyskusjami w komisjach i podkomisjach. Energia z budynku sejmowego wycieka do mediów. Tu w gazetach, radiu i w telewizji udziela się wywiadów, toczy się ostre spory, obrzuca inwektywami przeciwników albo podejrzewanych o przeciwnictwo polityczne? moralne? społeczne? finansowe???
Przyszli kandydaci myślą: trzeba gromadzić fundusze – pieniążki, ale od kogo wziąć? Pani Jakubiak oświadcza, że weźmie trzy miliony kredytu aby zrobić na złość konkurencji
(Wprost, wp.pl).
Inni też będą wydawać oszczędności albo się zadłużać. Ktoś kiedyś powiedział, gdyby nie opłaciło się kraść, nie było by kradzieży. Ktoś inny napisał w Polskim Tygodniku Dyskusyjnym (Dominik Jafra 09.11.2010r.):
Gdyby posłowie, senatorowie, radni mieli otrzymywać miesięcznie 1,500 zł, wówczas okazało by się, kto prawdziwie kocha Polskę.
A więc zadłużamy się. W imię wyborów. A po wyborach znowu będzie tak samo. Znowu upadną zainteresowania sprawami wyborców, upadającymi zakładami pracy, wzrostem bezrobocia i przestępczości...
Pamiętamy jak Platforma Obywatelska zbierała podpisy pod propozycją zmiany systemu wybierania posłów na jednomandatowy. Miało być 460 okręgów wyborczych, z każdego okręgu wybierać tylko jednego posła z pośród nawet tysiąca chętnych, i co? Że Prawo i Sprawiedliwość było przeciwne to już wystarczyło, aby PO się zniechęciła do swoich przedwyborczych zamierzeń?
Tak, tak, słomiany ogień Polaków uwidoczni się w pracach sejmowych Platformy. Chociaż miała większość!, nie poczyniła starań, a nieustępliwy Dominik Jafra pozwał Platformę do sądu rejonowego w Warszawie o symboliczną złotówkę (patrz Google i youtube wpisz dominik jafra).
Demokracja musi być zdyscyplinowaną demokracją a nie pustymi obietnicami przedwyborczymi.
Przyjdzie moment wyborów. Pełnoletni obywatele uprawnieni do wybierania posłów otrzymają spisy nazwisk, fotografie w gazetach, i będą zachodzić w głowę – do kogo mieć zaufanie?
Jakie nazwisko jest sympatyczniejsze? A gdzie mieszka? W Polsce czy za granicą i z za granicy kieruje swoim biurem poselskim, bo w jego poselskim biurze nie uświadczysz posła. Chociaż są wyjątki, rzadkie.
Demokracja powinna być czytelna. Każdy kandydat na pracownika politycznego, posła czy senatora powinien być dostępny dla wyborcy, a nie jest. Jego miejsce zamieszkania otoczone jest głęboką tajemnicą, zakamuflowane, nie wiadomo gdzie i kiedy mieszka. Jest dostępny w mediach, ale jak do niego się dostać, wie tylko on sam. A tej tajemnicy nie zdradzi. Wyborcom!
Platformo! Prawo i Sprawiedliwości! Polskie Stronnictwo Ludowe! Sojuszu Lewicy Demokratycznej! Kobiety w tych ugrupowaniach! Spotkajcie się. Omówcie demokratyczność wyborów. Weźcie sprawy w swoje kobiece dłonie, lepsze od rozpieszczonych miękkich rąk poselskich „mężczyzn”.
Jacek Kwiatkowski
List otwarty w sprawie gaśnic przeciwpożarowych
|
|
|
20.06.2011.
Władysław Salik Wrocław
Ul. Łączności 6/9 53-330 Wrocław
Tel. (0-71) 785-77-37, 607-119-340
e-mail: wsalik@wp.pl
Postuluję uchwalenie w trybie pilnym ogólnopolskiego rozporządzenia o obowiązkowym wyposażaniu wszystkich mieszkań i gospodarstw domowych w gaśnice przeciwpożarowe.
Uzasadnienie:
Przez cały okres 66 lat od zakończenia II Wojny Światowej w Polsce obowiązywało wyposażanie w gaśnice ppoż. wszystkich miejsc publicznych;
zakładów pracy, urzędów, instytucji kulturalnych, środków transportu masowego i prywatnego.
Wyjątkiem były budynki i mieszkania prywatne. Przecież to jakiś absurd. Czyżby życie i zdrowie obywateli w mieszkaniach było mniej warte? A przecież nieustannie dochodzi do tragicznych pożarów w mieszkaniach, które pociągają ofiary śmiertelne i w różnym stopniu poparzone i okaleczone.
Państwo ma obowiązek dbać o życie i zdrowie obywateli. Zawsze i wszędzie. Dotyczy to również miejsc zamieszkania.
Postuluję ustalenie przez właściwe służby rodzajów gaśnic w jakie muszą być wyposażone mieszkania; w zależności od rodzaju i wielkości, klatek schodowych w budynkach, miejsc ich przechowywania, zabezpieczenia przed niepowołanym użyciem przez dzieci i inne osoby.
Powszechne wyposażenie mieszkań w gaśnice ppoż. przyczyni się do zdyscyplinowania społeczeństwa. Wzrośnie powszechna świadomość o potrzebie zachowania zasad bezpieczeństwa przeciwpożarowego. Obecność gaśnic w mieszkaniach będzie im o tym nieustannie przypominała.
Władysław Salik
Do Prokuratora Generalnego
list otwarty
|
|
|
08.06.2011.
Jacek Kwiatkowski, Szczecin 08 czerwiec 2011.
Założyciel stowarzyszenia
POKÓJ Dla NASZYCH DZIECI (zał. 28.02.1991)
Redaktor Naczelny internetowej gazety
POLSKI TYGODNIK DYSKUSYJNY
Do
Prokuratora Generalnego
Pana Andrzeja Seremet
rzecznik@ms.gov.pl
W związku z istniejącą jakiś czas stroną internetową studenta, nakłaniającą grą internetową do zabijania prezydenta RP, uprzejmie proszę Pana Prokuratora o osobiste wsparcie moich starań dla usuwania tych i podobnych społecznie szkodliwych poczynań na stronach internetowych. .
Zwróciłem się z prośbą do Prezesa Rady Ministrów o wydanie polecenia telewizji publicznej. aby rozpoczęła nadawanie relacji z procesów sądowych.
Aby zapoczątkowała relacją z procesu przeciwko studentowi, propagującemu grą internetową zabijanie na stronie internetowej.
URM 31 maja 2011r. przekazał prośbę do Biura Zarządu TV. Mam nadzieję, że będzie pozytywnie przyjęta, ale obawiam się, że z polskim opóźnieniem.
Nakłanianie do zabijania, krzywdzenia kogokolwiek jest moralnie naganne i karalne, ale osoba prezydenta polskiego państwa z całą mocą, bezwzględnie musi być pod szczególną ochroną.
Aby budować szacunek dla wybieranej demokratycznie głowy państwa a także budować dyscyplinę społeczną.
Dyscypliny społecznej w Polsce brak. Powszechne jest narzekanie i stękanie jak jest źle, ale gdy osobie narzekającej się proponuje – pomóż w usuwaniu zła, pomóż naprawiać to, na co narzekasz, odpowiedź jest leniwa - nie warto!
Gdy się spojrzy na fora internetowe i anonimowe wpisy internautow pełne anonimowej odwagi w opluwani prezydenta, premiera, ministrów i wszystkich politycznie i społecznie aktywnych osób, to zauważa się, że opluwanie jest całkowicie bezkarne.
A bezkarność ułatwia i nakłania do naśladownictwa. Psychologicznie propaguje zło!
Odwaga cywilna Polaków zanika, zaczyna być pogardliwie traktowana, nawet przez niektóre media jest wyszydzana.
Tylko częściowym lekarstwem na usuwanie wymienionej patologii będzie uruchomienie prawdziwych relacji telewizyjnych z prawdziwych procesów. Ale to częściowe lekarstwo trzeba wykorzystać, bo przyniesie odwrót od szkalowania osób, którym należy się szacunek.
Proces przeciwko studentowi nie może być zemstą polityczną, może się kończyć wyrozumiałym wyrokiem w zawieszeniu, ale tak ważna politycznie, społecznie i moralnie sprawa nie może być zlekceważona, zawinięta pod dywan zapomnienia.
Uprzejmie Pana Prokuratora Generalnego proszę o pomoc w tej sprawie i tej sprawy dopilnowanie .
Z wyrazami szacunku
Jacek Kwiatkowski
Atrakcyjna studentka... Atrakcyjny student...
|
|
|
03.06.2011.
W wielu gazetach są ogłoszenia jak niżej:
Atrakcyjna studentka... tel...
Śliczna sudentka... tel...
Zajmujące się prostytucją studentki i studenci
studiują różne kierunki, ale te, które studiują
prawo, są prawdziwymi „bombami z opóźnionym
zapłonem”.
Ponieważ problem jest wieloletni,
można wnioskować, że pracujący w palestrze mają w
swych szeregach również takie osoby, które w
czasach studenckich dorabiały prostytucją.
Zastanówmy się nad zagadnieniem korupcji w naszym
kraju, czy można ją usunąć. Kolejne rządy starały
się ją wyplenić, rząd premiera Tuska wielkie w
tej sprawie czyni wysiłki. Oddzielił prokuraturę
generalną od ministerstwa sprawiedliwości, co
rokuje dobrze na przyszłość. Ale pozostawienie
problemu wchodzenia do sądów, adwokatury,
prokuratury, policji - osób które sprzedawały
swoje ciała za pieniądze, jest wielkim
niedopatrzeniem, lekceważeniem przyszłości
naszego państwa.
Prostytuujące się w młodości osoby związane z
prawem będą zawsze skłonne ulegać pokusom.
Przyjęcie korzyści majątkowych za wydany
stronniczy wyrok to najpierwszy zarzut. Nawet gdy
osoba ta nie przyjmie pieniędzy w gotówce,
przyjmie korzyści w inny sposób, np. przyjęcie
zaproszenia na wywczasy opłacone przez sponsora,
ułatwienie przyjęcia na uniwersytet dla członka
rodziny, najczęściej córce lub syna.
Przyjmowanie korzyści majątkowych są
najróżnorodniejsze, często są związane z
posłusznym wyrokiem na telefon.
Jeszcze w PRL był taki przypadek. W szpitalu
pielęgniarka na zebraniu wygłosiła swoje zarzuty
wobec pracy szpitala. Mało leków, leki wydawane
pokątnie znajomym, przyjmowanie chorych do
szpitala w sposób uprzywilejowany, kto da –
będzie przyjęty, i wiele innych ujawnionych
grzechów tamtej służby zdrowia. Może nie służby,
lecz osób.
Chciała dobrze, ale jeszcze tegoż dnia zabrała
pielęgniarkę sanitarka i przewiozła do szpitala
psychiatrycznego.
Była w nim rok. Gdy wyszła na wolność,
dziennikarz poprosił ją o wywiad i spytał,
dlaczego prokuratura nie zajęła się jej sprawą,
przymusowego odosobnienia w szpitalu
psychiatrycznym. Prokuratura nie mogła wszcząć
dochodzenia w jej sprawie z własnej inicjatywy.
Czemu pani nie złoży skargi do prokuratury?
Nie wierzę w sprawiedliwość – odparła
pielęgniarka.
I teraz się zastanówmy. Czy osoby ze świata
lekarskiego, które umieściły ją w szpitalu
psychiatrycznym nie były z kategorii osób
przedtem sprzedających swoje ciala,
prostytuującymi się w czasach studenckich?
Mądrość przysłów ludowych objaśnia: czym skorupka
nasiąknie – tym na starość traci! Czego się Jaś
nie nauczy - Jan nie będzie umiał! Czy w związku
z tym nie dołączyć testów psychologicznych do
egzaminów na przyjęcia na studia prawnicze,
lekarskie, a nawet seminariów duchownych?
Aby stworzyć skuteczną zaporę defraudacji,
korupcji, przestępstw i mafijności w naszym
państwie, w kręgach osób, mających najczęściej
szkodliwy wpływ na wszystko co potem jest w
naszym państwie złe?
Warto nad tym się zastanowić
Red.
Zaniepokojenie brakiem przedsiębiorców...
|
|
|
28.05.2011.
Szanowni Państwo.
Zarząd naszej organizacji samorządu gospodarczego jest zaniepokojony faktem kompletnego braku przedstawicieli przedsiębiorców w organach władzy, którą utrzymujemy z naszych podatków.
Oczywiście tych typków od narkotyków i bardzo nielicznych gangsterów wklejonych w KRSy niezależnie od partii, która ich przygarnęła i chroni, za przedsiębiorców nie uważamy.
Trudno jest namawiać z czystym sumieniem przyzwoitych przedsiębiorców do udziału w zdemoralizowanych, chaotycznych czy agenturalnych strukturach politycznych, ale aby zlikwidować system Republiki Bananowej, który doprowadził nasz kraj na skraj bankructwa, apelujemy do tych niezależnych finansowo i odważniejszych o udział w życiu politycznym.
To jest bardzo trudne zadanie, ale warto spróbować wyeliminować użytecznych idiotów ze struktur władzy. Będziemy rekomendować partiom politycznym tych przedsiębiorców, którzy zadeklarują chęć startu w najbliższych wyborach i sami wybiorą opcje polityczną, która pozwoli im wspierać przedsiębiorczość.
Zainteresowanych prosimy o przesłanie cv i podpisanej deklaracji w jakich obszarach zamierzają wspierać rozwój polskiej przedsiębiorczości oraz wskazanie listy partyjnej, z której chcieliby wystartować. Osoby z własnym programem lub akceptujące nasz „Program pobudzenia rozwoju gospodarczego” i przestrzegające etyki biznesowej zarekomendujemy.
Oczywiście nie możemy zapewnić 100% skuteczności, ale zawsze liczymy na rozsądek, dialog i nikomu nie życzymy aby jedynym wymuszającym dialog z bananową władzą rozwiązaniem było zaprzestanie płacenia podatków.
I powtórzę, to co piszemy od wielu lat:
Korupcja nie dotyczy przedsiębiorców i to nie my odpowiadamy za stan państwa, a funkcjonariusze publiczni. Funkcjonariusze publiczni powinni nam służyć.
Czas skończyć z terroryzmem państwowym.
To my przedsiębiorcy i pracownicy utrzymujemy funkcjonariuszy publicznych z naszej pracy i zapłaconych podatków.
Z poważaniem
Prezes Pomorskiej Izby przemysłowo-Handlowej
Jerzy Kowalski www.piph.pl
I warto pamiętać, że przedsiębiorca wybrany do Sejmu czy Senatu RP zostaje funkcjonariuszem publicznym z wszelkimi tego konsekwencjami... Republiki Bananowe upadają szybko, lecz bez naszego zaangażowania może to jeszcze chwilę potrwać .
Od Redakcji:
Polski Tygodnik Dyskusyjny w części JEDNOMANDATOWE OKRĘGI WYBORCZE zamieszcza personalia chętnych do późniejszego kandydowania na posłów w systemie Jednomandatowych Okręgach Wyborczych. Wprowadzenia JOW domaga się większość społeczeństwa. Do imienia i nazwiska przyszły, chętny kandydat mógłby dodać także swój adres zamieszkania. Zwiększyłoby to kandydatowi dopływ głosów wyborców, zwiększyłoby szansę wybrania tej osoby na posła.
Prokurator Generalny - fałszywa opinia!
|
|
|
25.05.2011.
Redaktor Naczelny internetowej gazety
POLSKI TYGODNIK DYSKUSYJNY
Do
Prokuratora Generalnego
Pana Andrzeja Seremet
rzecznik@ms.gov.pl
Pan Prokurator Generalny w wywiadzie radiowym TV24 w dniu 24 maja około godziny 20 wypowiedział się w sprawie wejścia ABW do mieszkania studenta, który w internecie namawiał do zabijania prezydenta. Wyraził opinię, że wejście ABW w tej sile i w tym czasie było niefortunne.
Uprzejmie proszę Pana Prokuratora Generalnego o przyjęcie mojej opinii, że zlekceważył Pan następujące okoliczności:
1 – to, że student namawiający do morderstwa grą komputerową może być fanatykiem zabijania, posiadać broń palną, amunicję, środki wybuchowe przez siebie konstruowane, można go o wszystko podejrzewać i obawiać się wszystkiego.
2 – to, że namawianie w internecie do zabijania papieża, prezydenta, nieważne kogo, ale inspirowanie mordowania powinno być błyskawicznie, natychmiastowo powstrzymane, a nie zastanawianie się, po jakim czasie powinno być przerwane.
W moim przekonaniu, przekonaniu zwykłego obywatela, od lat odczuwającego skutki działań przestępczych i niezadawalających orzeczeń sądowych, akcja ABW powinna być chwalona w trosce o bezpieczeństwo państwa i obywateli, a jest powszechnie ganiona przez żądnych sensacji dziennikarzy.
Łączę wyrazy poważania
Jacek Kwiatkowski
Sprawy w sądzie - do telewizji!
|
|
|
23.05.2011.
Dzisiaj rozmawiałem na Skype z mieszkającym w Anglii emigrantem. Oburzał się, że w Polsce ABW weszła do mieszkania studenta, nagle przeszkodziła propagować zabijanie prezydenta. Student stworzył i rozpowszechniał grę komputerową: jak zabijać polskiego prezydenta.
Emigrant nie mógł się nadziwić, że wielu Polaków, wychowanych w tradycji katolicko-chrześcijańskiej, uczonych przez księży i katechetów dziesięciu przykazań, w tym „nie zabijaj”, nie pochwalają rozpowszechniania gier nawołujących do zabijania.
ABW przerwała nawoływanie do zabijania. Czy powinna przerwać natychmiast, czy przerwać dopiero po procesie sądowym? Jeżeli dopiero po procesie sądowym, to jak długo tolerować namawianie do zabijania? Dzień, tydzień, miesiąc, rok, a może dłużej tolerować?
I tu pytam zwolenników tolerancji, także emigranta mieszkającemu w Anglii, czy zgodzi się pokryć koszty finansowe zwiększenia ochrony polskiego prezydenta, bo wariatów ci u nas dostatek i może któryś pod wpływem gry namawiającej do zabójstwa będzie się czaił z ciężką cegłą lub kamieniem, aby prezydentowi dowalić. Czy emigrant i inni zapłacą za zwiększenie kosztów ochrony? Pamiętamy, że Olof Palme, premiera Szwecji zamordowano, że sprzeciwiał się zbudowaniu w Szwecji elektrowni atomowej.
Obecne społeczeństwo polskie jest inne niż to, które ocaliło się po wojnie światowej. Powojenne było zdyscyplinowane, konkretne, nie wysuwające nadmiernych żądań ponad możliwości, przede wszystkim zniechęcone do zabijania, które odczuło na własnej skórze.
Obecne społeczeństwo jest fatalnie wychowane przez społeczeństwo wyżej wymienione. Ojcowie i matki wychowali swoje dzieci na rozpieszczonych maminsynków, mało kto zmuszał dzieci do zmywania naczyń, wynoszenia śmieci, punktualnego przychodzenia do domu. W taki sposób powstało obecne społeczeństwo rozwydrzonych, żądających dla siebie młodych ludzi, nie szanujących starszych, nie szanujących rodziców, a nawet zabijających matki, ojców.
Student stworzył grę internetową nawołującą do morderstwa, a wszyscy rozpieszczeni zaczęli się użalać nad utratą swoich praw do nieprzestrzegania prawa, bardzo mu współczują i w jego imieniu protestują.
Chcemy wolności do nieprzestrzegania prawa! Chcemy wolności do bicia ludzi na ulicach! Chcemy wolności do zabijania! Chcemy wolności dla używania narkotyków i śmierdzenia moczem i kałem w tramwajach i autobusach przez nas, upitych i rozbestwionych alkoholików! Chcemy wolności do oczerniania kościoła katolickiego. Chcemy wolności do robienia wszystkiego co złe i i szkodliwe dla państwa, rodziny i społeczeństwa. Chcemy!!!
Telewizja rzadko daje pozytywne przykłady do naśladowania. Uczy jak tańczyć i śpiewać, popiera kabarety w których ciężkim wysiłkiem intelektualnym jest słownictwo na K. H. P.
Czy nie powinna dawać pełnych relacji z sal sądowych, relacji w której można byłoby ocenić pracę sądów. W internecie roi się od przykładów złego sądownictwa, a warto byłoby zastanowić się, dlaczego złego? Proces przeciwko studentowi pokazany w TV to potrzebna sprawa, i niechby od tego procesu zaczęła się naprawa polskich sądów, i naprawa rozwydrzonego, niezdyscyplinowanego społeczeństwa.
J. K.
Socjalizm źle wypadł, kapitalizm też źle. Co robić?
|
|
|
19.05.2011.
Polski socjalizm nie wszystkim się podobał. Szczególnie młodym, którzy w tym systemie nie widzieli dla siebie szans rozwoju.
Co prawda polski socjalizm po 1945 roku podniósł Polskę z ruin, pobudował fabryki i nowe miasta, a przede wszystkim usunął spadek po kapitalistycznej przedwojennej Polsce – analfabetyzm.
Polski socjalizm zbudował uniwersytety, uczelnie wyższe techniczne i medyczne, szkoły zawodowe i zawodowe licea, ale po pewnym czasie zaczął się dławić.
Nie wolno było wyjeżdżać poza granicę Polski bez pozwolenia. Młodzież oglądając zagraniczne filmy, słuchając muzyki z zagranicznych stacji radiowych poczuła się w getcie.
Zaczęła protestować w różnych formach, których historie można prześledzić w internecie.
Michnik Adam kilkakrotnie więziony
1981-1984, 1985-1986; także Jacek Kuroń i Karol Modzelewski, byli sztandarowymi działaczami młodzieżowymi, nawołującymi do reperacji ustroju socjalistycznego.
Także robotnicy strajkami domagali się zmian.
Dopiero wspólny wysiłek studentów, robotników a także członków ówczesnych partii politycznych przyniósł odnowę w 1990 roku ale... zrobiono w odnowie fatalnego, strasznego w skutkach babola.
Nowa elita wybrana po powszechnych strajkach, jakby za podszeptem szatana zrobiła takie zmiany w prawie, ze Polacy poczuli się wpędzeni w przepaść.
Nowe prawa forowały bogatych niszcząc biednych. Zamykano fabryki i sprzedawano je za małą cenę, albo oddawano za darmo. Miliony pracujących, co przedtem strajkowali i godzili się na areszt i wiezienie, zobaczyli że ich wysiłki poszły w zapomnienie, a niektórzy z nich zaczęli trafiać do psychiatrycznych szpitali.
Na szczęście po przemianach 1990 roku prawo pozwoliło na swobodę tworzenia partii politycznych i stowarzyszeń, dzięki temu partie zaczęły w trosce o głosy i poparcie wyborców poprawiać zepsute prawa.
Platforma Obywatelska zrobiła olbrzymi krok w naprawie, mimo sprzeciwów Prawa i Sprawiedliwości uchwaliła ustawę rozdzielając ministerstwo sprawiedliwości, powołując prokuratora generalnego. Dzięki temu zaczął się ruch wykrywania zorganizowanych mafijnie przestępstw przeciwko obywatelom i państwu.
Jeszcze pozostało utworzenie jednomandatowych okręgów wyborczych – o co wołał od lat profesor Przystawa z Wrocławia, a co próbuje bez skutku wprowadzić PO.
Bez JOW demokracja kuleje z zamkniętym jednym okiem.
Na zachodzie młodzież też protestuje. W Hiszpanii, Grecji i innych krajach zaślepieni kapitalizmem rządzący nie spojrzeli w przyszłość i nagle stanęli wobec żądań społeczeństwa, co nie chce żyć w państwie, które nie myśli o biednych i pokrzywdzonych, nie umie lub nie chce tak zorganizować państwa, w którym młodzi ludzie będą zarabiać na mieszkanie, małżeństwo i utrzymają rodziny z dziećmi.
Precz z elitami! Precz z rządami co nie potrafią myśleć! Precz z rządami które tworzą uprzywilejowane elity! Takie wołanie przebiega przez prawie całą Europę.
Ale jest rozwiązanie które pogodzić może kapitalizm z socjalizmem. To Całkowita Demokracja Potrzebna umieszczona w Polskim Tygodniku Dyskusyjnym, którą można przeczytać i zastosować w każdym kraju, w którym ludzie będą chcieli żyć wolno i w dobrobycie.
Jacek Kwiatkowski
Od dłuższego czasu promowany...
|
|
|
13.05.2011.
Od dłuższego czasu promowany jest przez media Robert Gwiazdowski i już prawie uwierzyłem w jego dobre intencje.
Założył sobie związek aby „przedsiębiorcami nie pomiatano” jak to wynika z pisma, które otrzymałem. I już się cieszyłem, że ktoś się martwi o polskich przedsiębiorców, ale zerknąłem na manifest programowy ze stron związkowych - streszczając: „libertyno- komuno wróć”.
Trochę pohukiwania, pustych deklaracji i ogólników i powołanie rzecznika przedsiębiorców , który obali Republikę Bananową za 1,2 mln zł rocznie, a raczej w trybie negocjacji będzie ją utrwalał.
I jeszcze więcej wątpliwości:
1. Dlaczego Gwiazdowski obraża pielęgniarki i górników pisząc:
„Dla porównania warto zwrócić uwagę co wyprawia z rządem 200 tysięcy pielęgniarek czy 120 tysięcy górników”...
2. Z preambuły manifestu:
„Zbiorowe negocjowanie cen u dostawców towarów i usług dla przedsiębiorstw”
czy to nie przypomina centralny rozdzielnik z PRLu ?
3. Gwiazdowski z sentymentem wspomina ustawę Wilczka... i z manifestu: „pora do niej wrócić”!!!, a zapomina serpentyny ustaw będące jej wynikiem, które doprowadziły do obecnego systemu Republiki Bananowej,
I dalej z manifestu ble, ble, ble i ani śladu korupcji i mafii i gansterów przy władzy...
I na zakończenie z manifestu: „Jedyną przeszkodą w ich wprowadzeniu jest stagnacja klasy politycznej, brak woli działania oraz różne zabobony i teorie spiskowe ludzi nie mogących odnaleźć się w rynkowej rzeczywistości.”
Panie Gwiazdowski takie zaklinanie rzeczywistości przedsiębiorcom się nie przysłuży i chyba Panu ten słynny bankiet... namieszał w poglądach „ten opisany w „Polska mafia” Latkowskiego.
Z poważaniem
Prezes PIPH
Jerzy Kowalski
(Pomorskiej Izby Przemyslowo-Handlowej)
www.piph.pl
JEDNOMANDATOWE OKRĘGI WYBORCZE PRAWIE RUSZYŁY!
|
|
|
01.05.2011.
Przed wyborami Platforma Obywatelska, niezadowolona z sytuacji w Polsce, apelowała: pomóżcie podpisem poparcia pod naszym projektem zmiany systemu wyborczego.
Bo dotychczasowy system jest zły. Posłowie mało są związani ze społeczeństwem, a my, Platforma, zmienimy system wybierania posłów na system jednomandatowy.
Podzielimy Polskę na 460 okręgów. Z każdego okręgu będzie wybierany jeden poseł, który uzyska największą ilość głosów! Nie będzie list partyjnych na których umieszcza się ludzi według uznania bosów partyjnych. Będzie ochotników na posła okręgowego może pięć, a może tysiąc! Ile się zgłosi do Okręgowej Państwowej Komisji Wyborczej kandydatów, tyle Komisja zarejestruje, ale wybrany będzie tylko jeden. Ten, który uzyska największą ilość głosów!
Będzie poseł jednomandatowy co zna swój teren i jego potrzeby. Poseł nie będzie obojętnie patrzeć jak upada w jego regionie stocznia, fabryka, zakład pracy. Poseł będzie zależny od swoich wyborców i będzie o nich dbać.
Skończy się powolny upadek Polski Skończy się bezrobocie i smutek bezdomności. Będzie lepiej! – twierdziła Platforma i na ulicach zbierała podpisy poparcia.
Jak wiadomo dzięki informacjom dziennikarzy telewizji, radia i prasy, obywatele dowiedzieli się, że Dominik Jafra ze Szczecina wytoczył powództwo partii politycznej Platformie Obywatelskiej. Że on podpisał listę poparcia, a partia polityczna, która dostała się do parlamentu dzięki podpisowi i głosowaniu Dominika Jafry, nie starała się wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze, chociaż zdobyła władzę.
Platforma tłumaczy, że mimo posiadania większości w Sejmie, to PIS i PSL nie chcą JOW, bo ich posłowie lękają się, że w systemie jednomandatowym nie będą wybrani na posłów. Platforma się tego nie obawia, sondaże wykazują, ma duże poparcie społeczne. Ale... wprowadzić jednomandatowych nie może, bo w głosowaniu ustawy nie wygra.
I tu wkracza Jafra zdecydowanym krokiem. Mówi – prawnicy sejmowi wprowadzili posłów w błąd przed 20 laty. Konstytucja jako najwyższe polskie prawo, w art. 96 stanowi, że „wybory są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne”, co stanowczo określa, że są to wybory jedno mandatowe. Słownik wyrazów polskich jasno tłumaczy, że proporcja to stosunek do siebie dwu lub więcej wielkości; stosunek części składowych jakiejś całości do tej całości lub do siebie nawzajem. Matematycznie – równość dwóch stosunków wielkości.
Proporcjonalność – współmierny, harmonijny stosunek części składowych jakiejś całości. Czyli proporcja znaczy: jeden poseł = ilość wyborców!
Myśl tę podchwycili szczecinianie i zgłosili chęć pracy społecznej, niełatwej, trudnej przecież i ofiarnej, jako kandydaci na posłów jednomandatowych, 5 osób, ich personalia podamy w następnym artykule.
Dominik Jafra przyjmuje z całego kraju zgłoszenia na kandydatów jednomandatowych, tel. 660809510
mail dominikjafra@o2.pl
także na na www.przyszlosc.net
Panu Dominikowi życzymy poprawienia systemu wyborczego, życzymy Platformie Obywatelskiej dokończenia reformy wyborczej.
|
|
25.04.2011.
Mądrzy dziennikarze: Janusz Ławrynowicz „Kuriera Szczecińskiego” i „Dawid Nahajowski „Naszego Dziennika” (22.04.2011.) poruszyli sprawę niebezpieczną nie tylko dla Polski, ale także dla wszystkich państw, które weszły do Unii Europejskiej.
Ławrynowicz w „I znów zakwitną magnolie” przypomina: „Dwadzieścia lat temu do wolnej już niemal Ojczyzny ...przybył Jan Paweł II. Słowiański Papież – będący ucieleśnieniem proroctwa Juliusza Słowackiego – tym razem nie szczędził krytyki nowej elicie władzy. Jako wielki polityk-wizjoner z niepokojem dostrzegł zalążki moralnego i społecznego zła, które zrodziła tzw. transformacja, ostrzegał przed jej konsekwencjami.
- Papież nie zrozumiał nowej wyzwolonej Polski... biadali „liberalni publicyści” w służbie rządzących. Niestety, w atmosferze tłumnego fetowania wizyty wielkiej medialnej postaci, zwykle odruchowych oklasków rodacy nie słuchali treści papieskiego przekazu.
Tak jak w 2002 roku bezmyślna klaka po słowach „Polska powinna wejść do wspólnot Europejskich...” zagłuszyła najistotniejszą, mocno podkreśloną część zdania „na równych prawach, na równych prawach”
* * *
Nahajowski wyciągnął wywiadem z Nigelem Faragem, przewodniczącym frakcji Europa Wolności i Demokracji w Parlamencie Europejskim informacje, że Europejska Komisja zatrudnia 30 tysięcy pracowników. To oni reprezentują rząd Europy i stanowią prawo. Trzeba jednak pamiętać, że urzędnik państwowy z Wielkiej Brytanii czy z Polski, który dostaje pracę w Komisji Europejskiej, otrzymuje niewyobrażalne wynagrodzenie i należy do najlepszego na świecie funduszu emerytalnego. Żyje mu się wspaniale i wygodnie i chce tylko, by instytucje europejskie miały jeszcze więcej władzy...
... Rząd Europy to Komisja Europejska nie pochodząca z wyboru i dlatego nieusuwalna... Po dwudziestu latach wolności rządzą wami ludzie, na których nie możecie głosować. To nie demokracja...
... Każdy akt ustawodawczy tworzony w Brukseli jest sporządzany w tajemnicy przez biurokratów i tylko oni mogą zmienić, zrewidować czy poprawić tc przepisy. Nic się moim zdaniem nie robi w Brukseli, czego nie mogą zrobić suwerenne państwa, które ze sobą współpracują. Dziesiątki tysięcy ludzi zatrudnia się za ogromne publiczne pieniądze, a my wszyscy tracimy demokrację. Absolutnie nie popieram tego układu i nie wierzę, że da się go zreformować. Myślę, źe musimy zacząć od początku realizować świeżą wizję Europy...”
? * *
Przypomnijmy ostrzeżenie Papieża sprzed dwadziestu laty: „Polska powinna wejść do wspólnot Europejskich „na równych prawach, na równych prawach”.
Prawa polskie muszą być samodzielne a Polska nie może być ślepym i głuchym wykonawcą dyrektyw i rozporządzeń urzędników – komisarzy unijnych. Bo może dojść do sytuacji, że w przyszłości urzędnicy UE nakażą nam zawierać związki małżeńskie ze zwierzętami, a my z pokorą to przyjmiemy, jak z pokorą przyjęto w Polsce przymusowe oświetlenie prywatnych mieszkań szkodliwymi dla zdrowia szczególnie dzieci, drogimi świetlówkami-jarzeniówkami.
Jacek Kwiatkowski
Prawo równe dla wszystkich
|
|
|
23.04.2011.
Szanowni Państwo!
Kiedy mec. Kolankiewicz wystosował 21 kwietnia 2009 (dwa lata temu) swoje Ostateczne przedsądowe wezwanie (m.in. żądał 20 tys. zł zadośćuczynienia) oparte na konfabulacjach jego mandantki, pisarki Chomuszko, która publicznie zniesławiła mnie, zarzucając posiadanie dwóch dodatkowych kont (na dane AZ i JK) na portalu NaszaKlasa (i czyni to do dzisiaj) i która dokonała fałszerstwa podpisu w jednym z komentarzy, nie sądziłem, że ta sprawa będzie trwała latami (i dzisiaj jej końca również nie widać).
Jesienią 2009 zwróciłem się do Sądu Okręgowego w Gdańsku (sprawa cywilna) z prośbą o ustosunkowanie się do projektu artykułu - czy można go w tej formie opublikować, czyli - czy polski sąd (i osoby występujące w artykule) nie będzie miał kolejnych pretensji do autora.
Sąd jednak nie udzielił odpowiedzi, natomiast 18 grudnia 2009 wydał wyrok, o czym nie poinformował przez ponad 120 dni, co uniemożliwiło wniesienie apelacji.
20 kwietnia 2010 (rok temu) rozpoczął się drugi proces (sprawa karna; tuż przed nim dowiedziałem się od mec. Kolankiewicza, że 4 miesiące wcześniej zapadł był wyrok - takie widać panują standardy w naszym, niektórzy twierdzą, że dzikim, państwie o nazwie "wolna Polska"), który jeszcze się nie zakończył, bowiem sędzia przewlekle zachorowała, zatem będzie wznowiony w nowym składzie.
Drugi sąd również otrzymał projekt artykułu pt. "Prawo równe dla wszystkich". Ponadto ów projekt otrzymały inne temidowe instytucje. Ponieważ do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi na nurtujące pytanie - czy niniejszy artykuł można opublikować, przeto w drugą rocznicę rozpoczęcia boju o dobre imię pisarki (jakoś podczas portalowych dyskusji nie bardzo dbała o nie) publikuję ów tekst włącznie z rozważaniami i wyjaśnieniami uzupełniającymi.
Gdyby ktoś miał wątpliwości kto wszczął oba procesy w gdańskich sądach, wyjaśniam: pisarka Chomuszko wespół z jej prawnikiem, mec. Kolankiewiczem. Jeśli ktoś zrywa przez płot cudze śliwki, niech się wielce nie zdziwi, kiedy oberwie po łapach.
Z poważaniem
Mirosław Naleziński, dziennikarz portalu AferyPrawa
PS Niestety, sędzia Midziak (Sąd Okręgowy w Gdańsku, sprawa IC 692/09) nie uznał mojego oświadczenia (w załączeniu) za wiarygodne, natomiast za prawdziwe przyjął konfabulacje pisarki. Z tego powodu mamy teraz wieloletnie i kosztowne procesy dotyczące zniesławienia w internecie.
Od Redakcji:
Od dawna zwracamy uwagę, że większość złych decyzji sądów jest wydawanych w oświetleniu jarzeniowym - świetlówkach, wywołujących migrenowe bóle głowy, pieczenie oczu etc.
Dominik Jafra dziękuje za wsparcie
|
|
|
14.04.2011.
Dziękuję uprzejmie Wszystkim za wsparcie moich starań dla wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Chcę dopomóc Platformie Obywatelskiej, aby wykonała swoją zapowiedź wprowadzenia do Sejmu Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.
Jednocześnie informuję, że dla wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych nie potrzebna jest zmiana w Konstytucji.
Przepisy wykonawcze, czyli Ustawa o zasadach wyborów jest sprzeczna z Konstytucją, z jej Artykułem 96.
Artykuł 96 Konstytucji wyraźnie pisze, że wybory mają być powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne.
Słowo „Proporcjonalne” oznacza, że na jednego posła przypadać powinna „proporcjonalna” ilość wyborców.
Prawnicy sejmowi bezmyślnie i opacznie zniekształcili ideę proporcjonalności i bezmyślnie skopiowali zagraniczne wzory.
W Konstytucji są dobre zapisy. To ustawy wykonawcze są błędne i narobiły więcej szkody w państwie i robią szkody do dzisiaj.
Brak Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.
spowodował, że odpowiedzialność posłów wobec społeczeństwa uległa rozmyciu. Zanikła odpowiedzialność osobista posła wobec wyborców.
Przez złą ustawę, niezgodną z Konstytucją, wyborca nie może do posła kierować zarzutu, że winien jest temu, że nie obronił polskich stoczni, nie obronił polskich banków i polskich fabryk i zakładów przemysłowych.
Na taki zarzut poseł odpowiada: to nie ja, to kolega winien.
Brak odpowiedzialności osobistej za państwo spowodował upadek moralny społeczeństwa i upadek materialny państwa, powstało olbrzymie zadłużenie finansowe państwa, a obywatele zostali zmuszeni do zadłużania się przez pozbawienie ich możliwości pracy i zarobków.
Dlatego procesem sądowym staram się o wprowadzenie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, które uratują państwo przed całkowitym upadkiem.
Serdecznie dziękuję Wszystkim, którzy przekazali i przekazują nadal swoje poparcie dla idei wprowadzenia demokratycznych wyborów.
Proszę napisać hasło Dominik Jafra na Google lub You Tube, żeby zobaczyć, dlaczego powinny być wprowadzone Jednomandatowe Okręgi Wyborcze.
Dominik Jafra
mail dominikjafra@o2.pl
Maciej Płażyński
W pierwszą rocznicę jego śmierci
|
|
|
09.04.2011.
Maciej Płażyński zapłacił najwyższą cenę za mówienie PRAWDY.
Cześć jego pamięci.
Gdy tylko został w 1990 Wojewodą, Maciej Płażyński kreował kontakty gospodarcze dla polskich firm i z jego inicjatywy między innymi w 1992 roku przyjmowaliśmy w skromych progach już legalnego Wydawnictwa Gdańskiego przy ulicy Ogarnej delegacje przedsiębiorców i deputowanych z Ukrainy...
W latach 2000-2001, gdy był Marszałkiem Sejmu Maciej Płażyński zapraszał zawsze nasz samorząd gospodarczy i innych przedstawicieli polskiego biznesu do udziału w wielu misjach gospodarczych od Tatarstanu na Ameryce Południowej kończąc . Promował Polskę i polskich przedsiębiorców .
27 luty 2011r w Gdańsku żenujący spektakl w kinie Neptun - premiera filmu pt. Świetlik w rezyserii Jacka Knoppa.
Film o opozycyjnej spółdzielni usług wysokościowych, jednej z pierwszych niezależnych działalności gospodarczych na wybrzeżu, której twórcą był Śp. Maciej Płażyński, zrobiony został w sposób przypominający lata cenzury i zakłamania . Selekcja i poprawność polityczna. Ci co nam przeszkadzają w budowaniu Republiki Bananowej VON z historii . O – przestępcach - z wyrokami stanu wojennego, o tragediach ludzkich, o mordach politycznych nierozliczonych do dziś, o złamanych życiorysach przyzwoitych ludzi trzeba zapomnieć ???
KTO WYZNACZYŁ TAKI SCENARIUSZ?
Spółdzielnia Świetlik to nie była liberalna reduta i ostoja. Owszem była grupa kilkuosobowa Przeglądu politycznego kierowana przez Donalda Tuska i byliśmy w tamtym trudnym okresie kolegami i niektóre przedsięwzięcia robiliśmy wspólnie jak ROZWAGĘ I SOLIDARNOŚĆ, kolportaż i drukarnie organizowała moja grupa przyjaciół z podziemnego Wydawnictwa Gdańskiego i trudno temu zaprzeczyć.
Świetlik to fragment SOLIDARNOŚCI przez duże S, tej prawdziwej antykomunistycznej i wrażliwej na krzywdę społeczną, bo taki kierunek wyznaczał Śp. Maciej Płażyński.
Próba wykreślenia ze Świetlika ważnych dla jego historii członków, marginalizowanie innych środowisk opozycyjnych i gospodarczych powiązanych ze spółdzielnią uważam za skandaliczny nieprofesjonalizm i manipulację.
To Maciej Płażyński decydował o tym kogo przyjąć do spółdzielni, a za każdym przyjętym stały kolejne środowiska solidarnościowe, gwiaździstów, solidarności walczącej, "Macierewiczów"... dziesiątki bezimiennych bohaterów opozycji, grupy oporu społecznego, kreował kontakty z zakładami pracy i środowiskiem studenckim, sieci kolportarzu, przemyt maszyn poligraficznych, podziemne drukarnie, akcje ulotkowe i protestacyjne, Świetlik /SPUW Gdańsk po zmianie nazwy (to był także duży organizm gospodarczy) kilkuset zatrudnionych, którego kapitanem był Śp. Maciej Płażyński.
Prezes Pomorskiej Izby Przemysłowo-Handlowej
Jerzy Kowalski www.piph.pl
Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu
|
|
|
01.04.2011.
Komunikat dla mediów
3 kwietnia, w niedzielę o godz. 17-tej, w 71 tragiczną rocznicę pierwszych egzekucji na polskich oficerach w Katyniu, odbędzie się Patriotyczne Spotkanie we Wrocławiu, przed Pomnikiem Ofiar Stalinizmu, przy ulicy Świdnickiej (między Operą i Fosą). W czasie Spotkania głos zabiorą: prof. Tadeusz Marczak i dr Kornel Morawiecki. Odczytane zostaną fragmenty wspomnień ofiar stalinizmu w Sowieckiej Rosji i w PRL.
Zebrani uczczą Pamięć Ofiar, złożą kwiaty, zapalą znicze i odśpiewają Hymn Narodowy.
Organizatorzy apelują do Społeczeństwa o uczczenia tego Dnia w całym Kraju w miejscach poświęconych Martyrologii Narodowejâ??.
Ponieważ oficjalne media niechętnie podają informację o takich spotkaniach DLATEGO PROSIMY O POWIADOMIENIE ZNAJOMYCH, ŻYCZLIWE ORGANIZACJE, REDAKCJE , INSTYTUCJE I INTERNUTÓW O SPOTKANIU w niedzielę o godz. 17,00 przed Pomnikiem . Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu w Polsce, we Wrocławiu.
Program Spotkania
1. Powitanie w imieniu Komitetu Pamięci Ofiar Stalinizmu - dr Leszek Skonka
2. Wystąpienie dra Kornela Morawieckiego nt. represji w PRL.
3. Wystąpienie okolicznościowe prof. Tadeusza Marczaka.
4. Odczytanie fragmentów wspomnień Ofiar Stalinizmu - Bez nienawiści.
5. Zapalenie zniczy i złożenie kwiatów.
6. Odśpiewanie Hymnu Narodowego.
71 ROCZNICA ZBRODNI KATYŃSKIEJ (Powtórzenie)
Zbrodnia Katyńska jest symbolem martyrologii Polaków w stalinowskim Związku Radzieckim, ale podobnych obozów śmierci w tym kraju było wiele, np. w Kuropatach, w Charkowie, w setkach łagrów, więzień . Tysiące bezimiennych zbiorowych i indywidualnych mogił pomordowanych rozsianych jest na całym terytorium Imperium Rosyjskiego. Po zakończeniu wojny w 1945 roku nie można się było doliczyć kilku milionów polskich obywateli, którzy zginęli z głodu, zimna, chorób, nieludzkich warunków życia. Ale o doznanych zbrodniach i krzywdach Polaków nie wolno było mówić. Martyrologia Polaków była swoistym holokaustem Narodu Polskiego. Dlatego od 22 lat w miesiąc kwiecień obchodzony jest przez Polaków, w kraju i za granica, jako Miesiąc Pamięci Narodowej. Także od 22 lat przed pierwszym w Polsce i na świecie Pomnikiem Ofiar Stalinizmu we Wrocławiu obywają się bez oficjalnych przedstawicieli władz państwowych i samorządowych się uroczystości i składanie hołdu zamordowanym i pokrzywdzonym Rodakom. Spotkania patriotyczne odbywają się także w innych miejscach upamiętniających martyrologię Narodu Polskiego . Także w tym miesiącu, 3 kwietnia (niedziela), w pierwszym dniu rozpoczęcia wykonywania egzekucji na Polakach w Katyniu odbędzie się takie patriotyczne spotkanie przed Pomnikiem Ofiar Stalinizmu, we Wrocławiu .
Adres kontaktowy Leszek Skonka,
ul, Sądowa 10/7, 50-046 Wrocław, Poland,tel.fax (48) 717809081, kom. (48) 691 830350 ,
E-mail ofiarystalinizmu@wroclaw.com , skype leszek.skonka1 Leszek Skonka
od redakcji:
w rosyjskiej prasie ukazał sie artykuł historyka rosyjskiego, który podważa opinię, że zamordowanie Polaków w Katyniu było dziełem Rosjan. Obarcza winą wojska hitlerowskie.
Panie Jackowski - Pan się myli !
|
|
|
27.03.2011.
„Nasz Dziennik” to gazeta patriotycznych katolików. W ubiegłych latach byłem dwukrotnie w redakcji w Rembertowie, na terenie klasztoru sióstr Loretanek. Siostry uczulone na sprawy krajowe, z zainteresowaniem ze mną rozmawiały.
W gazecie często publikuje pan Jackowski, poseł
z Akcji Wyborczej Solidarności od 20.10.1997 do 18.10.2001. Ostatni artykuł w N.Dz. z 26.03.2011. pt. „Przelewanie z pustego w próżne” niepokoi los przyszlych emerytów.
Od jakiegoś czasu prasa, radio i tv wpajają Polakom, że przyszłe emerytury będą zależne od pracy następnego pokolenia. Że za ileś lat pracujący Polacy nie wypracują pieniędzy dla głodujących emerytów. Pan Jackowski podziela ten niepokój w swoim artykule.
Przyszłość może wyglądać inaczej, ale – gdy będziemy oszczędzać, zamiast marnotrawić.
Państwo należy przyrównać do rodziny. Rodzina ma miesięczny dochód przynoszony np. przez ojca. Rozsądna żona oszczędnie rozdziela wydatki tak, aby wystarczyło na buty i książki dla dzieci, ubrania, opłacenie czynszu, światła, gazu itd.
A co będzie, gdy połowę pieniędzy matka wyrzuci nieroztropnie do śmietnika albo spali w ogniu? Rodzina będzie głodna!
Tak właśnie wygląda w państwie. W państwie w którym jest marnotrawstwo, najbiedniejszym obywatelom zabraknie na jedzenie.
Przede wszystkim w naszym państwie marnotrawi się energię. Popatrzmy na oświetlenie w biurach. W pustych pokojach wogóle się nie wyłącza, bo – to są świetlówki! – które rzekomo mało zużywają prądu (!?). W pustym pokoju wiele zapalonych świetlówek ciągnie prąd jak opętane. Gdyby ten wyciąg marnotrawionego prądu zliczyć, zastąpiłby energetyczny bilans dwóch elektrowni atomowych, o które dopominają się bezmyślnie opętani zwolennicy el-atomówek.
Marnotrawcą prądu są sieci przesyłowe, zwisające na wielkich słupach energetycznych, brzęczące gdy się pod nimi przechodzi. To właśnie brzęczenie jest ujawnieniem marnotrawstwa energii, bo prąd sika elektronami od jednego zwisającego drutu do drugiego. Wystarczy unowocześnić przesył, brzęczenie i marnotrawstwo zniknie. Ocalić marnowany prąd z wielkich sieci to następna oszczędność, zastępująca następne dwie niepotrzebne elektrownie atomowe.
O energetyce z głębi ziemi warto wspomnieć, że chociaż mamy najbogatsze w Europie złoża gorącej wody, to mafia nie pozwala
ich wykorzystywać, aby nie tracić profitów z zakupu i sprzedaży ropy i gazu z zagranicy.
Innym marnotrawstwem jest zły system podatkowy.
W złym systemie podatkowym jest tak duży potencjał finansowy, że za ten potencjał można byłoby zbudować z dziesięć elektrowni atomowych.
A co kilka lat występujące straty powodziowe! – Co kilka lat 20-40 miliardów złotych wydatkowanych przez poszkodowanych ludzi?
Niech Pan to podsumuje Panie Jackowski. Wystarczy dla przyszłych emerytów, gdy się głupie, niepotrzebne straty usunie!
Pozdrawiam
Jacek Kwiatkowski
|
|
21.03.2011.
Jacek Kwiatkowski
Przewodniczący zarządu
stowarzyszenia POKÓJ DLA NASZYCH DZIECI.
Uprzejmie proszę Ambasady Państw akredytowanych w Warszawie , o przekazanie Waszym Rządom wyrazów uznania za wkład w umacnianie światowego pokoju i rozbrojenia. Dzięki tej pracy społeczeństwa wielu krajów, w tym polskie, czuje się z każdym dniem
bezpieczniejsze i ufa w dobrą przyszłość.
Obecny konflikt w Libii wywołał zaniepokojenie popsucia światowego pokoju i obawy, że może przerodzić się w długotrwałą wojnę domową w Libii. Że zaostrzy napięcia w społecznościach Europy, Afryki, szczególnie w krajach arabskich.
W związku z tym uprzejmie proszę o przekazanie mojej prośby rządom, ażeby jak najszybciej spowodowały zawieszenie działań wojennych w Libii, oraz doprowadziły do ogólnonarodowego referendum w Libii, czy społeczeństwo Libii chce demokratyzacji kraju i wprowadzenie powszechnych wyborów parlamentarnych. Żeby obywatele Libii stworzyli rząd według swoich pragnień.
Za tę inicjatywę będziemy wdzięczni Rządom jako zwykli ludzie pragnący pokoju światowego.
Z wyrazami szacunku
Jacek Kwiatkowski.
Szanowni profesorzy kochający atom
|
|
|
19.03.2011.
W dyskusjach prasowych, telewizyjnych i radiowch spotyka się wypowiedzi profesorów, gorących orędownikow elektrowni atomowych, którzy na stras
Szatniarz cieszy się, gdy pada deszcz, jest zła pogoda, bo zyski jego rosną. Gdyby miał władzę Pana Boga, stale chodzilibyśmy pod parasolami i w deszczowych płaszczach.
Identycznie wygląda sytuacja z elektrowniami atomowymi. Powszechnie wiadomo, że są nieoplacalne, ale zataja się również, że są niezwykle brudne dla środowiska.
Elektrownia atomowa nie tylko zrzuca wielkie ilości gorącej wody co wytruwa na dużym obszarze wszelkie życie biologiczne, oczywiscie także ryby, ale również wypuszcza skażenie atomowe.
Nawet gdy jest rzekomo stu procentowo bezpieczna, to przy różnych nadziemnych lub podziemnych próbach bomb atomowych, elektrownia puszcza bąka, odzywa się echem i emituje poza elektrownię promieniowanie.
I tak jak szatniarze na całym świecie modlą się o złą pogodę, tak osoby które na atomówkach chcą po prostu zarobić dobre! ach, jakie dobre pieniążki!, starają się przytłumić, zatkać gęby, zatkać prasę, zatkać telewizje i radio, żeby czasem nie puściły prawdziwych informacji o szkodliwych atomowych elektrowniach.
Przyszłość - stowarzyszenie służące społeczeństwu, ekologiczna partia dla młodzieży i młodych duchem, w programie www.przyszlosc.net w artykule 5 określa stosunek do energii, co przytaczamy.
,,Przyszłość” doprowadzi do prawidłowej gospodarki surowcami, przesteruje gospodarkę na odzyskiwanie surowców i materiałów. Wprowadzi bezpieczne i tanie źródła energii dla przemysłu i domowych gospodarstw obywateli.
Osiągnięcie ww. jest potrzebne i konieczne. Ale - nieosiągalne bez skutecznego państwowego planowania. Zarówno gospodarka surowcami jak i odpadami powinna być pod baczną kontrolą państwową, a także pod bardzo uważnym planowaniem na co najmniej 25 lat naprzód. Nie wolno pomijać losów następnych pokoleń, nie można następnych pokoleń skazywać na zagładę ekologiczną. Planowanie państwowe ze względów etycznych, moralnych jest konieczne.
Bezpieczne i tanie źródła energii są w zasięgu ręki. Energia termalna pod ziemią czeka na wykorzystanie tanim kosztem. Czekają na budowę elektrownie wodne i wiatrowe dające bardzo tani prąd, tańszy 40-krotnie w odniesieniu do węgla i 2000-krotnie tańszy niż z elektrowni atomowej. Brak w Polsce zbiorników retencyjnych zatrzymujących wody powodziowe, a oddających nagromadzone wody w czasie suszy. Każda zapora na zbiorniku retencyjnym może dawać najtańszy, prawie darmowy prąd, nie tylko do wykorzystania przez fabryki, zakłady produkcyjne, ale przede wszystkim do wykorzystania w gospodarstwach domowych. Każda zapora na rzekach to zapobieganie powodziom, które w Polsce występują cyklicznie co 3 lata, z mniejszym lub większym zagrożeniem. Polska mimo częstych powodzi, to kraj przesuszony, już od kilku lat pojawiają się rośliny stepowe. Jak lekkomyślnie przechodzimy obok strat powodziowych świadczy fakt, że za straty co 3 lata przychodzącej powodzi moglibyśmy kupić 4 lotniskowce z pełnym uzbrojeniem i samolotami.
Kto z czytających chce udzielić pomocy dla budowy zbiorników retencyjnych, może ze strony Przyszlości przepisać lub wydrukować formularz poparcia i go przesłać wg. adresu na
formularzu - podpisy poparcia dla budowy zbiorników przeciwpowodziowych
Atmowe elektrownie brudzą środowisko
|
|
|
14.03.2011.
Szatniarz cieszy się, gdy pada deszcz, jest zła pogoda, bo zyski jego rosną. Gdyby miał władzę Pana Boga, stale chodzilibyśmy pod parasolami i w deszczowych płaszczach.
Identycznie wygląda sytuacja z elektrowniami atomowymi. Powszechnie wiadomo, że są nieoplacalne, ale zataja się również, że są niezwykle brudne dla środowiska.
Elektrownia atomowa nie tylko zrzuca wielkie ilości gorącej wody co wytruwa na dużym obszarze wszelkie życie biologiczne, oczywiscie także ryby, ale również wypuszcza skażenie atomowe.
Nawet gdy jest rzekomo stu procentowo bezpieczna, to przy różnych nadziemnych lub podziemnych próbach bomb atomowych, elektrownia puszcza bąka, odzywa się echem i emituje poza elektrownię promieniowanie.
I tak jak szatniarze na całym świecie modlą się o złą pogodę, tak osoby które na atomówkach chcą po prostu zarobić dobre! ach, jakie dobre pieniążki!, starają się przytłumić, zatkać gęby, zatkać prasę, zatkać telewizje i radio, żeby czasem nie puściły prawdziwych informacji o szkodliwych atomowych elektrowniach.
Przyszłość - stowarzyszenie służące społeczeństwu, ekologiczna partia dla młodzieży i młodych duchem, w programie www.przyszlosc.net w artykule 5 określa stosunek do energii, co przytaczamy.
,,Przyszłość” doprowadzi do prawidłowej gospodarki surowcami, przesteruje gospodarkę na odzyskiwanie surowców i materiałów. Wprowadzi bezpieczne i tanie źródła energii dla przemysłu i domowych gospodarstw obywateli.
Osiągnięcie ww. jest potrzebne i konieczne. Ale - nieosiągalne bez skutecznego państwowego planowania. Zarówno gospodarka surowcami jak i odpadami powinna być pod baczną kontrolą państwową, a także pod bardzo uważnym planowaniem na co najmniej 25 lat naprzód. Nie wolno pomijać losów następnych pokoleń, nie można następnych pokoleń skazywać na zagładę ekologiczną. Planowanie państwowe ze względów etycznych, moralnych jest konieczne.
Bezpieczne i tanie źródła energii są w zasięgu ręki. Energia termalna pod ziemią czeka na wykorzystanie tanim kosztem. Czekają na budowę elektrownie wodne i wiatrowe dające bardzo tani prąd, tańszy 40-krotnie w odniesieniu do węgla i 2000-krotnie tańszy niż z elektrowni atomowej. Brak w Polsce zbiorników retencyjnych zatrzymujących wody powodziowe, a oddających nagromadzone wody w czasie suszy. Każda zapora na zbiorniku retencyjnym może dawać najtańszy, prawie darmowy prąd, nie tylko do wykorzystania przez fabryki, zakłady produkcyjne, ale przede wszystkim do wykorzystania w gospodarstwach domowych. Każda zapora na rzekach to zapobieganie powodziom, które w Polsce występują cyklicznie co 3 lata, z mniejszym lub większym zagrożeniem. Polska mimo częstych powodzi, to kraj przesuszony, już od kilku lat pojawiają się rośliny stepowe. Jak lekkomyślnie przechodzimy obok strat powodziowych świadczy fakt, że za straty co 3 lata przychodzącej powodzi moglibyśmy kupić 4 lotniskowce z pełnym uzbrojeniem i samolotami.
Kto z czytających chce udzielić pomocy dla budowy zbiorników retencyjnych, może ze strony Przyszlości przepisać lub wydrukować formularz poparcia i go przesłać wg. adresu na
formularzu - podpisy poparcia dla budowy zbiorników przeciwpowodziowych
|
|
08 marzec 2011
BĄDŹ POZDROWIONA KOBIETO POLSKA
Tobie – Kobieto Polska,
daninę składam serdeczną. Daninę
z najgłębszej, najczulszej struny serca.
Za trud codzienny i za tkliwość,
za ból powszedni i za miłość,
i wyrzeczenia nieskąpione wcale,
i za to – że nie chodzisz w chwale,
o którą walczyć nie chcesz, choć ci się należy,
i za to co czynisz, i co się nie mierzy
skalą rewanżu.
Bądź pozdrowiona za to
Kobieto Polska.
Ty łzy dziecięce osuszyć potrafisz
i twarz zmartwioną w dzień słoneczny zmienisz.
Muśnięciem dłoni po schmurzonym czole
wypędzasz smutek i upadłą wolę
podnosisz jednym słowem dobrym,
ciepłem nabrzmiałym, serdecznym i tkliwym,
a rozjątrzone rany, losem czasu tknięte,
zabliźniasz tak łatwo, aż dziw niepojęty
bierze, że w twej słabej dłoni jest zaklęty
tak wielki czar, jak u czarodziejskiej wróżki.
Dzięki ci za to
Kobieto Polska
Gdy ból i cierpienie goszczą w twoim sercu
uśmiech na twarz zaciągasz i dla swych najbliższych
w ową wróżkę się mienisz co dar bogaty
rozdaje, siejąc szczodrze prostoty klejnoty
na prawo i lewo. Głębokie jest twoje serce
Kobieto Polska.
Piętno wieków odcisło niezatarte rany
co zabliźnić się nie chcą. W historii ślad pisany
na zawsze zostanie: od Emilii Plater, do tej, co dziś
kochamy i uczcić chcemy. Pamięcią, wzruszeniem,
chwilą zadumy nad tobą
Kobieto Polska...
(Jacek Kwiatkowski, Polska 1970)
Zakład o gotowanie przez tydzień
na Pływającym Laboratorium Ekologicznym
|
|
|
01 marzec 2011
1 marca 2011 roku odbyła się ważna
rozprawa w Sądzie Rejonowym dla
Warszawy Śródmieście przy ul.
Marszałkowskiej 82. Asystowało
rozprawie blisko 8 stacji
telewizyjnych, kilka radiowych i
gazet codziennych. Dominik Jafra ze
Szczecina pozwał partię polityczną
Platformę Obywatelska z
następującego powodu.
Platforma ogłosiła przed 5 laty, że
bierze się za porządki w państwie,
a przede wszystkim zmieni system
wyborczy w Polsce z wyborów list
partyjnych (proporcjonalnych) na
wybory w jedno mandatowych okręgach
wyborczych.
Zaczęła pod tym hasłem zbierać
podpisy i wielu naiwnych w tę
obiecankę cacankę uwierzyło, i
Dominik Jafra swój podpis poparcia
pod tą zapowiedzią też złożył.
Partia Platforma Obywatelska
zawiodła Dominika Jafrę. Chociaż
zdobyła trzy najważniejsze pozycje
polityczne kraju jak Prezydenta
Państwa, Marszałka Sejmu, Prezesa
Rady ministrów według pozwu
złożonego w sądzie, nie dopełniła
obietnicy jaką złożyła Panu
Dominikowi Jafra.
Warto przytoczyć Załącznik do
Protokołu Rozprawy, którą otrzymali
prawie wszyscy dziennikarze
zgromadzeni w sądzie.
Wnoszę o zapłatę symbolicznej 1
złotówki aby zwrócić uwagę pozwanej
na obowiązek dotrzymywania obietnic
przedwyborczych.
Pozwana Platforma Obywatelska po
objęciu władzy zrobiła dużo
dobrego. Obecnie ma trzy
najważniejsze stanowiska państwowe:
Urząd Prezydenta RP, Marszałka
Sejmu, Prezesa Rady Ministrów.
Niestety, w sprawie niezwykle
ważnej dla społeczeństwa, odnośnie
jedno mandatowych okręgów
wyborczych, nie dołożyła starań.
Pozwana usprawiedliwia się, że nie
ma większości parlamentarnej w
Sejmie, że ma przeciwko sobie
przeważającą opozycję.
Ale przecież pozwana ma możliwości
odwołania się do obywateli w drodze
referendum. Czy chcemy jedno
mandatowych okręgów wyborczych do
sejmu, czy nie chcemy! Uważam, że w
ten sposób spełniła by pozwana
swoją przedwyborczą obietnicę. O
spełnienie tej obietnicy domagam
się jako powód.
Nadmieniam, że wprowadzenie jedno
mandatowych okręgów wyborczych
będzie bez wartościowe, jeżeli
wyborcy nie będą mieć naturalnego
prawa do odwoływania swego
przedstawiciela.
/-/ Dominik Jafra
Niestety, Jafra zawiódł się.
Zaprosił przedstawiciela Prezydenta
aby z pierwszej ręki miał
informację co nurtuje społeczeństwo
– przedstawiciel Prezydenta nie
przybył. Nie przybył przedstawiciel
pozwanej Platformy aby bronić
partii lub usprawiedliwić nie
wypełnienia obietnicy
przedwyborczej.
Sędzia odrzuciła pozew. Tłumaczyła
odrzucenie pozwu cicho i jakby
nieśmiało.
Jednak powód – Dominik Jafra – po
wyjściu z sali sądowej
zapowiedział, że będzie się
odwoływać, aż do pełnego
zwycięstwa.
A o co chodzi z tym gotowaniem w
tytule?
Na sali sądowej byli
przedstawiciele JOW - http://www.jow.pl/
stowarzyszenia działającego na
rzecz jedno mandatowych okręgów
wyborczych. Jeden z nich -
Remigiusz Zarzycki - zapowiedział,
że będzie w Szczecinie gotować
przez tydzień na Pływającym
Laboratorium Ekologicznym, gdy
Dominik Jafra wygra proces.
Zobaczymy i napiszemy.
Jacek Kwiatkowski
|
Coś wspaniałego! Nareszcie bezpłatna partia!
|
|
|
27 luty 2011
Coś wspaniałego! Nareszcie bezpłatna partia! Pojawiła się ulotka o najwspanialszej partii jaka mogłaby być. Przedstawia w ulotce skrócony program, który warto przedstawić, aby chętni się do niej zapisywali.
Przede wszystkim cieszy zapowiedzią zniesienia podatków i innych podobnych, jak np. cła.
Właściciele aut nie będą płacić za przeglądy okresowe, przeglądy będą opłacane przez państwo.
Także samo nie będzie stref płatnego parkowania w miastach, opłat za autostrady, nie będzie można zakładać blokad na koła samochodów.
I co najważniejsze dla biednych ludzi, bezpłatna będzie jazda autobusami, tramwajami, pociągami.
W ulotce jest wiele obiecanek, Partia jest jeszcze konspiracyjna, nie chce się ujawnić, ale już podaje nr telefonu 792075934 żeby się do niej zgłaszać.
Tajemnicza partio!
Uważaj co obiecujesz! Szczecinianin Dominik Jafra pozwał partię Platformę Obywatelską do Sądu Rejonowego w Warszawie, że obiecywała, a nie dotrzymała przedwyborczej obietnicy.
Rozprawa ma się odbyć 1 marca o godzinie 1230 w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Śródmieścia,
I Wydział Cywilny, ul. Marszałkowska 82, w sali 540.
Tajemnicza Partio, uważaj abyś nie stała się przedmiotem późniejszego procesu za obiecanki cacanki.
Osoby które chcą się dowiedzieć o pozwie przeciwko Platformie Obywatelskiej, dowiedzieć się mogą gdy klikną na google: Dominik Jafra.
bgcolor=#000000 border=0>
|
Mało kto wie... Chcesz pożyczkę bez kłopotów?
|
|
|
21 luty 2011
Chcesz pożyczkę bez kłopotów? – proszę bardzo, oprzyj ją na zastawie rejestrowym!
Sądowy zastaw rejestrowy został ustanowiony w Polsce dla
pobudzenia przedsiębiorczości, inicjatywy gospodarczej. Jest korzystny dla przedsiębiorstw, dla drobnych przedsiębiorców, a także dla osób prywatnych. Wprowadzony ustawą w 1997 roku.
Jeżeli jakaś osoba chce innej osobie udzielić pożyczki, kredytu, a obawia się o spłatę, może powiedzieć - dam ci kredyt, ale daj zastaw. Spiszemy między nami umowę, zaniesiemy do sądu, wpiszemy w rejestr i dam ci pieniądze.
Dzięki temu przedsiębiorca może nadal korzystać z własnych urządzeń, parku maszynowego lub samochodów, pozyskiwać pieniądze i spłacać wierzytelności.
Zastawić można rzeczy ruchome a nawet prawa, jak prawo do własności mieszkania, nawet prawo autorskie.
Zastaw rejestrowy funkcjonuje w innych krajach, prowadzony jest przez różne organizacje finansowe, ale taki jak w Polsce – w sądzie - prowadzony jest jeszcze na Litwie, a w Niemczech takiej instytucji nie ma
Zastaw rejestrowy pożyteczny jest nie tylko w obrocie między przedsiębiorstwami, drobnymi przedsiębiorcami, ale pożyteczny jest także dla stosunków rodzinnych. Np. syn chce prowadzić działalność gospodarczą a nie ma pieniędzy, wystąpić chce do banku o kredyt, a bank mu odmawia.
Prosi ojca - „tato daj w zastaw rejestrowy coś ze swojego majątku, ja zaciągnę kredyt i będę oddawać gdy uruchomię działalność gospodarczą. Będę produkować, albo remontować mieszkania, i oddawać do banku pożyczkę”. Jeśli tato dobrze wychował swego syna, nauczył rzetelności i uczciwości, z pewnością mu zaufa i pomoże w utworzeniu działalności gospodarczej.
Banki z reguły nie udzielają kredytu, jeżeli nie mają dostatecznego zabezpieczenia. Dzięki zastawowi rejestrowemu w sądzie, bank ma zabezpieczone swoje wierzytelności, równocześnie właściciel rzeczy może z nich korzystać, bo przy wykorzystaniu tych rzeczy może prowadzić produkcję, świadczyć usługi zarobkowe i w związku z tym pozyskiwać pieniądze na spłatę kredytu bankowego lub pożyczki od osoby prywatnej.
Przy pożyczce miedzy przedsiębiorcami, albo między znajomymi lub w rodzinie, wartość zastawu może być określona przez rzeczoznawcę, a nawet przez obie zainteresowane strony, dającą pożyczkę i biorcę pożyczki, ale wpis do rejestru odbywa się na podstawie umowy podpisanej przez obie strony.
Sądowy Zastaw Rejestrowy to instytucja bardzo atrakcyjna. Można zabezpieczyć wierzytelność a właściciel nadal będzie mógł być w posiadaniu rzeczy. Będzie mógł posiadać park maszynowy, mieć samochody i inne dobra objęte zastawem, prowadzić swoją działalność. Dla przedsiębiorcy jest to bardzo ważne. Ale musi być zawarta między stronami umowa, na podstawie której dokonywany jest wpis do Rejestru.
Artykuł powstał w oparciu o wywiad, dzięki uprzejmości pana Rafała LILA, Sędziego Sądu Rejonowego w Szczecinie.
Upartych Jachników coraz więcej
|
|
|
15 luty 2011
Jerzy Jachnik został skrzywdzony przez banki, prokuraturę i sędziów. Stracił też firmę. Założył organizację aferyibezprawie. Jak jest pożyteczna można się przekonać z internetu www. aferyibezprawie.org
Polski Tygodnik Dyskusyjnym pisał (20.03.2009. i 8.04.2009.)
Przypomnijmy:
W Warszawie 4.04.2009 r. odbyła się Ogólnopolska Konferencja Stowarzyszeń i Organizacji Osób Pokrzywdzonych pod hasłem: "Mamy dość bezprawia prokuratorów i sędziów".
Uczestnicy zwrócili się z apelem do Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Andrzeja Czumy z apelem wspólnego spotkania reprezentantów zgromadzonych stowarzyszeń.
Na spotkaniu przedstawią dowody z dokumentów o fałszowaniu, kradzieży i przerabianiu akt śledztw i akt sądowych, udowodnią fałszowanie protokołów przesłuchań prokuratorskich oraz protokołów sądowych.
Podkreślają, że spotkanie z Ministrem Sprawiedliwości jest konieczne, bo wszelkie pisemne skargi do Biura Skarg Ministerstwa Sprawiedliwości są bezowocne i lekceważone.
Wszczyna się postępowania dyscyplinarne wobec prokuratorów, którzy wykryli fałszowanie akt w tym nawet akt wewnętrznych prokuratury.
Wywiad z założycielem Jerzym Jachnik z Bielska Białej:
Trzy lata temu zostało założone stowarzyszenie "Przeciw bezprawiu". Co chcecie dzięki stowarzyszeniu osiągnąć?
J.J. Przede wszystkim chcemy, aby człowiek na sali sądowej czy w prokuraturze, czuł się godnie. Żeby mu przybliżyć faktyczną sprawiedliwość, bo jej nie ma.
Wchodzimy na salę rozpraw, wspomagamy się wzajemnie na rozprawach, nagrywamy te rozprawy i porównujemy je. Widzimy, że w protokóle rozprawy jest co innego, a ze zdarzenia co innego.
Piszemy wnioski o sprostowanie protokołu. Uświadamiamy ludziom ich prawa procesowe, że mogą pisać te wnioski, bo jak nie napiszą wniosku o sprostowanie, to sąd przyjmuje protokoły jako prawdziwe.
****************************
Polski Tygodnik Dyskusyjny zwraca uwagę, że znaczna część złych wyroków spowodowana jest przez szkodliwe oświetlenie w sądach. Pod tym oświetleniem szybciej występuje znużenie, bóle głowy, bóle oczu. Ale nikt nie chce się do tego przyznać, aby nie być posądzonym o „zbytnią delikatność”. Nikt z decydentów związanych z organizacją pracy sędziów i personelu pomocniczego nie chce zastanowić się, jak niezdrowe oświetlenie przyczynia się do złej pracy. W sądach już dawno wprowadzono oświetlenie tzw oszczędne, które oszczędnym nie jest, ale świetnie nabija kieszenie właścicielom koncernów produkujących świetlówki. I to jest jedna przyczyna.
Drugą przyczyną tzw. niesprawiedliwych wyroków jest po prostu zwykły strach. Mafia w Polsce stała się bezkarną i sędziowie na wszelki wypadek wolą brać stronę silniejszą, dysponującą większymi pieniędzmi albo większymi stosunkami gospodarczymi lub politycznymi.
I tu kłania się socjologia. Gdyby Polska Akademia Nauk wzięla na warsztat analizę dwóch przedstawionych czynników wpływających w pewnym stopniu negatywnie na wyroki polskich sądów, wyszły by ciekawe wyniki. Ale przypuszczam, że i Polska Akadeia Nauk też się boi.
Jacek Kwiatkowski
Apel do mieszkańców Szczecina
|
|
|
09 luty 2011
Stowarzyszenie Szczecińska Zielona Alternatywa apeluje do Mieszkańców SZCZECINA!
Urząd miasta bez żadnych dyskusji, bez powiadomienia nie tylko mieszkańców, ale nawet Zespołu ds. Zieleni Miejskiej (powołanego przez prezydenta miasta) chce wyciąć bezcenny drzewostan z rejonu al. Niepodległości, przy pl. Żołnierza i pl. Zgody, tłumacząc to „rozwojem” miasta. Chodzi o 21 zdrowych drzew i 60 m2 krzewów, tak potrzebnych przy ruchliwej ulicy. Niestety już wycięto 2 siedemdziesięcioletnie, ale zdrowe lipy, a jedno drzewo ogłowiono.
Jest coraz mniej zieleni w centrum Szczecina! Urząd Miasta już wydał zgodę na wycięcie ponad 40 drzew i wielu krzewów na pl. Solidarności, planuje się usunięcie ponad 100 drzew ze skarpy zamkowej.
Te decyzje nie służą miastu i jego mieszkańcom!
W czwartek, 10,02,2011. o godzinie 1400 ma się rozpocząć protest przeciw ogołacaniu Szczecina z zieleni!
Uczestnicy protestu, którzy nie chcą betonowego Szczecina, mają się zebrać przy „grzybku” (Brama Portowa).
Na podstawie informacji Stowarzyszenie Szczecińska Zielona Alternatywa
Kontakt z Zieloną Inicjatywą
Artur Krzyżański, kom 609963365, akrzy@gazeta.pl
Stowarzyszenie Szczecińska Zielona Alternatywa www.ekosza.pl
Co lepsze - prąd z niebezpiecznej elektrowni atomowej czy bezpieczny prąd ze słońca?
|
|
|
05 luty 2011
Spójrzcie na swój kalkulator. Ma u góry fotoogniwo. Przetwarza światło w prąd elektryczny. Na tej zasadzie można budować małe domowe elektrownie, mieć własny prąd do oświetlenia, lodówki, prasowania, gotowania i ogrzewania. Za darmo. Fotoogniwa albo ogniwa fotovoltaiczne, można montować na dachu albo w pobliżu domu. Własna elektrownia bez spalin, a przede wszystkim bez części ruchomych i bez remontów.
Instalacja fotovoltaiki jest jeszcze droga, spłaca się po 3-4 latach. Ale ogniwa z każdym rokiem tanieją, i wiele krajów buduje elektrownie oparte na fotoogniwach, na fotovoltaice.
Niemcy zbudowali dwie elektrownie, które pobierają prąd ze słońca. W odległości 40 km od naszej granicy, o mocy 40 i 65 megawatów. Bez szkodliwych spalin jakie wydzielają elektrownie opalane węglem, ropą lub gazem. Bez części ruchomych! Ciche, bezawaryjne, bez emisji dwutlenku węgla, bez zużycia, wody, na darmowym paliwie – świetle słonecznym. Mogą być bezobsługowe.
W Polsce planuje się do 2020 roku taką budowę na 2 (tylko dwa!) megawaty, bo polscy decydenci nastawieni są na budowę elektrowni atomowych. Polscy decydenci zostali oszukani przez sprytnych cwaniaków, którzy na energetyce atomowej chcą zarobić dobre kwoty. Jest to podobne zjawisko, jakie było w Japonii. Słynny na cały świat premier Tanaka, twórca ekonomicznego cudu, został w 1976 przyłapany, zdemaskowany i aresztowany, za przyjęcie łapówki od amerykańskiego koncernu lotniczego Lockheed. Premier ustąpił, ale korupcja jest ujawniana we wszystkich krajach świata.
W Polsce elektrownie atomowe są nieopłacalne. Koszt budowy jednej to wydatek około 10 miliardów euro. Jej życie to 30-40 lat. Potem trzeba ją zabetonować jak czynią to Francuzi, wielka góra cementu z piachem, obok której nie powinno się plażować co najmniej 5 tysięcy lat, ze względu na wydobywające się promieniowanie atomowe. Trzeba wziąć pod uwagę, że początkowo osłona betonowa chroni, ale pod wpływem promieniowania zmieni swoją strukturę i przepuszczać będzie promieniowanie jak durszlak. Jedynie sól dobrze izoluje, toteż odpady atomowe składuje się w kopalniach soli, aby przez 5 tysięcy lat promieniowanie powolnie znikało.
Mamy dużo węgla. Elektrownie opalane węglem możemy tanio budować, w przeciwieństwie do makabrycznie drogich, krótkotrwałych elektrowni atomowych. Elektrownie węglowe mogą żyć bez końca i można bezpiecznie je remontować. Elektrownie atomowe remontuje się niebezpiecznie, ekipy remontowe krócej żyją.
Najbezpieczniejsze są elektrownie fotovoltaiczne, które coraz więcej budują kraje, rezygnujące z drogich i niebezpiecznych elektrowni atomowych. Dobrze byłoby, aby Polska Akademia Nauk poświęciła swoją uwagę na fotovoltaikę, jej komitet ekonomiczny zrobił uczciwą analizę kosztów, ale naprawdę uczciwą, i przekazał ją Panu Prezydentowi i Panu Premierowi.
List otwarty do Janusza Palikota w sprawie nowoczesnej Polski
|
|
|
31.01.2011.
Panie Januszu Palikot !
W Polsce jest potrzebna Całkowita Demokracja, jak napisano w internetowej gazecie Polski Tygodnik Dyskusyjny.
Konieczne jest wprowadzenie JEDNOMANDATOWYCH OKRĘGÓW WYBORCZYCH na wszystkich szczeblach, od dołu do góry, od radnego do posła i senatora. Wszystkich, którzy są wybierani przez pełnoletnich obywateli, aby służyli społeczeństwu przez wyznaczony czas.
Konieczne jest odwoływanie osoby, która obiecywała swoim wyborcom gruszki na wierzbie, sprytnie okłamując wyborców.
Niezbędne jest odwołanie osoby, która może, a nie chce dotrzymac obietnic wyborczych. Taka osoba za darmo pobiera nasze pieniądze, powinna być jak najprędzej odwołana, zastąpiona przez osobę, która uczciwie i rzetelnie będzie służyć swoim wyborcom.
Często zdarza się, że osoba wybrana jest uwikłana w układy mafijne, sprawy korupcyjne, a nie ma możliwości wyrzucenia ich na zbity pysk!
Panie Januszu Palikot! Zapowiadał Pan budowanie Nowoczesnej Polski.
Otóż uważam, że zbudowanie Nowoczesnej Polski będzie możliwe gdy zmieni się system wyborczy w Polsce, gdy odejdzie się od niepełnej demokracji do Całkowitej Demokracji jaka jest przedstawiana w internetowym Polskim Tygodniku Dyskusyjnym.
Jestem przekonany, że po zmianie systemu wyborczego zwiększy się udział ludzi w wyborach. Pan głosi ważne hasła na swoich spotkaniach i będzie owocne, gdy zwróci Pan uwagę społeczeństwa na konieczność zmiany systemu wyborczego na całkowicie demokratyczny. Będzie Pan wiarygodny w tym co Pan mówi. Ruch Poparcia będzie miał wielkie poparcie społeczne.
Wiem co piszę.- społeczeństwo chce zmiany. Partyjność niszczy wolność i inicjatywę obywatelską, a my musimy budować społeczeństwo obywatelskie.
Nie demokratyczna partyjność hamuje rozwój Polski. Platforma Obywatelska obiecywała, że zbuduje społeczeństwo obywatelskie, Pan ze swoim Ruchem Poparcia to zrealizuje, Polska będzie wygrana.
Dominik Jafra
Jak często mylą się sądy?
|
|
|
28.01.2011.
Czy zadajemy sobie takie pytanie? Sąd Okręgowy w Łomży jeszcze raz zajmie się sprawą mieszkańca Kolna, oskarżonego o zabójstwo żony, która zaginęła 10 lat temu. Sąd Apelacyjny w Białymstoku uchylił orzeczony wobec niego wyrok pięciu lat więzienia za nieumyślne spowodowanie jej śmierci.
Dotąd nie udało się ani odnaleźć zwłok, ani wykazać, że zaginiona jednak żyje. Oskarżony mąż nie przyznał się do dokonania zbrodni. Sąd skazał go na 5 lat więzienia "oceniając, że mogło dojść do awantury między małżonkami, którzy planowali rozwód i przyjmując, że doszło do nieumyślnego spowodowania jej śmierci". Wydał wyrok "oceniając i przyjmując"?
Uchylając wyrok sąd apelacyjny zwrócił uwagę, że sprawa jest bardzo skomplikowana i wyjątkowa ze względu na brak dowodów, a oparta jedynie na poszlakach. Ocenił również, iż sąd pierwszej instancji "nie dochował należytej staranności" przy ocenie materiału dowodowego, który to musi ponownie rozstrzygnąć sąd.
Prokuratura zainteresowała się sprawą ponownie, gdy przypomniały o niej... media, sugerując, że w śledztwie popełniono poważne błędy.
Widać, że Temida popełnia błędy nawet w najpoważniejszych sprawach!
Sprawa w Gdańsku. Dziennikarz miał jedno konto na popularnym portalu „Nasza Klasa”. Któraś z użytkowniczek posądziła go, że ma dwa i na jednym pisze o niej obraźliwe teksty. Udała się do Policji i do dwóch sądów: cywilnego i karnego.
Odbył się proces pod nieobecność dziennikarza, który przebywał parę miesięcy na lekarskim zwolnieniu, w tym miesiąc w sanatorium. Z całym zaufaniem do mądrości sądu powiadomił go, że jest na zwolnieniu lekarskim, a przede wszystkim. że nie posiada drugiego obraźliwego konta.
Oczekiwał, że sędzia postąpi zgodnie z przepisami, że przeczyta pismo dziennikarza, oddali powództwo. Nic podobnego! Sędzia (jednoosobowy sąd!) wydał wyrok skazujący dziennikarza na zapłatę odszkodowania powódce. Wyrokiem zaocznym i beztrosko, wcale o tym dziennikarza nie zawiadamiając!
Po paru miesiącach dziennikarz dostał wezwanie na drugą sprawę - karną! Adwokat powódki pokazał wyrok wydany w sprawie cywilnej sprzed 4 czterech miesięcy, przez co wyrok się dawno już uprawomocnił, i na podstawie tego wyroku prawomocnego(!) - mógł dziennikarza dobijać sprawą karną! Że rzekomo obraża użytkowniczkę drugim kontem w „Naszej Klasie” oraz w swoich artykułach publikowanych w internecie.
Jak to się stało, że sędzia przyjął domniemanie powódki za pewnik, zaś zlekceważył oświadczenie niekaranego dziennikarza?
Wołomiński sąd uniewinnił gościa oskarżonego o wymuszanie haraczu. Zeznania dwóch pokrzywdzonych przedsiębiorców sąd uznał za "nielogiczne i niespójne". Ocenił, że zdanie dwóch biznesmenów jest mniej warte, niż faceta podejrzanego o zabór mienia, natomiast gdański sąd fałszywe zeznanie! oskarżycielki potraktował całkiem poważnie (sprawa IC 692/09, Sąd Okręgowy w Gdańsku).
Polski wymiar sprawiedliwości chadza nierównymi ścieżkami.
Mirosław Naleziński
Od redakcji
prowadzić będziemy kampanię na rzecz usunięcia świateł jarzeniowych (rzekomo oszczędnych) z urzędów ważnych jak sądy, etc. Badania socjologiczne wykazują bóle głowy, omylność, szybkie zmęczenie i wiele innych negatywów pod tym oświetleniem. Nie dziwimy się bardzo często chybionych orzeczeń sądowych.
|
|
21.01.2011.
Ostatnie dni w sejmie były burzliwe, pełne zapalczywych ataków i ripost. Posłowie uczą się parlamentaryzmu, chociaż – jak to ujął kilka lat temu nasz Prymas Glemp: polska scena polityczna przypomina stado szczekających psów za parkanem. Gdy się parkan usunie, psy milkną. Napastliwe ataki na premiera Tuska były i będą, ale mi premiera żal.
Na jego miejscu powiedziałbym w sejmie tak: wybaczcie mi, że byłem na urlopie. Pracuję wiele, dwa razy więcej czasu poświęcam na sprawy państwowe, niż przeciętny urzędnik w ministerstwie. Pracuję po 12-14 godzin dziennie. Mój organizm też wymaga odpoczynku, tak jak i wasze organizmy.
A o raporcie rosyjskiego MAK w sprawie katastrofy smoleńskiej powiedziałbym: - Jestem niezmiernie wdzięczny stronie rosyjskiej za przysłanie raportu w tak szybkim czasie. Raporty w sprawie katastrof lotniczych są wydawane często po kilku latach. Jak w sprawie naddźwiękowego samolotu pasażerskiego produkcji francuskiej, Concorde. Teraz, gdy mamy raport rosyjski, będziemy mogli skonfrontować go z opiniami naszych polskich ekspertów. Wspólna praca ekspertów rosyjskich i polskich powinna dać rezultat taki, który nauczy obie strony, polską i rosyjską, unikać w przyszłości podobnych katastrof lotniczych.
Nie można wymagać szybkich orzeczeń w tak poważnych sprawach. To jakby chciało się w meczu piłkarskim, po strzeleniu bramki, po strzeleniu gola, żądać przerwania spotkania jeszcze przed przerwą i na jednej połowie meczu poprzestać. Bo tak nam odpowiada! I w piłce nożnej, i w życiu politycznym musi być uczciwa walka, fair play.
Rozumiem premiera. Z dziesięć lat temu zatrzymało mnie na ulicy dwóch podpitych młodych ludzi. Panie Jacku – otwarcie rzucił mi w twarz – ja pana zabiję, i to zabiję teraz. Pan obiecał, że będzie prowadzić akcje Ratujmy Bałtyk, i co pan zrobił? Nic, Chwycił mnie za klapy płaszcza i zataczając szykował do mocnych ciosów.
- Marcin, przestań, nie bij go... Przestań mówię ci! Zostaw tego gościa! – Jego towarzysz mniej się zataczał, chwytał za ręce Marcina i ... ocalałem.
Praca dla państwa w takim wymiarze w jakim prowadzi ją premier wymaga szacunku i uznania. Chociaż się staram jak mogę, moje starania dla ratowania Bałtyku są również niecenione, nierozumiane, a najczęściej wyśmiewane.
Panie Premierze. Doskonale Pana rozumiem i współczuję. Nie poddawać się !
Z wyrazami szacunku dla Pana
Jacek Kwiatkowski
|
|
01.01.2011.
Wszystkim ludziom dobrej woli składamy najlepsze życzenia szczęścia w pracy, życiu osobistym i zdrowia.
Prezydentowi i Premierowi życzymy spełnienia zamierzeń dla dobra Kraju, wytrwałości i BARDZO dobrego zdrowia.
Ludziom złej woli, życzymy udania się do spowiedzi, a niewierzącym do lekarza, dla pobranie właściwych lekarstw.
Redakcja Polskiego Tygodnika Dyskusyjnego
13 grudnia pikietować także sprawców zła spod szyldu Solidarności
|
|
|
12.12.2010r.
Po zakończenia stanu wojennego tzn. od 20 lat przeciwnicy wprowadzenia stanu wojennego, 13 grudnia 1981 roku , w jego rocznicę, urządzają manifestacje i pikietują przed domem gen. Jaruzelskiego: zapalają znicze, skandują ubliżające mu hasła.
Uważają bowiem , że wprowadzenie stanu wojennego w 1981 roku wyrządziło duże szkody krajowi i Narodowi. I to jest prawda.
Ale po 1989 roku jeszcze większe szkody poniosło społeczeństwo i nie da się ich naprawić przez najbliższe dziesięciolecia: zniszczono gospodarkę, kulturę, oświatę, służbę zdrowia, pojawiło się masowe bezrobocie, nędza , głód, bezdomność , samobójstwa z powodów ekonomicznych, jest stosowana niemal oficjalnie eutanazja, w wyniku braku opieki lekarskiej, nastąpił powrót chorób wynikłych z nędzy, z niedożywienia (gruźlica, anemia, świerzb), młodzi, wykształceni, zdolni ludzie muszą szukać chleba u obcych.
Czy za te nowe szkody i krzywdy, akceptowane przez ciemne , ogłupiałe społeczeństwo spod szyldu Solidarności, mają także ponosić winę twórcy stanu wojennego w 1981 roku . Przecież te nowe szkody inicjowali i spowodowali ludzie, którzy dziś protestują, pikietują i domagają się ukarania winnych wprowadzenia stanu wojennego. Niech się nie biją pięścią w cudze pierwsi ale w swoje.
I niech wreszcie społeczeństwo zacznie rozliczać rzeczywistych sprawców nowego zła, pikietować manifestować i skandować przed ich domami hasła oskarżające: Lecha Wałęsy, Tadeusza Mazowieckiego, Adama Michnika, Władysława Frasyniuka, Jarosława Kaczyńskiego, Leszka Balcerowicza, Karola Modzelewskiego, Ryszarda Czarneckiego, Janusza Lewandowskiego, Mirosława Chojeckiego, Janusza Śniadka, J.K. Bieleckiego, Andrzeja Olechowskiego, Henryka Wujca, Seweryna Blumsztajna i wielu im podobnych.
Wrocław 10 grudnia 2010 Dr Leszek Skonka Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu w Polsce
Adres Kontaktowy:
50-O46 Wrocław , Sądowa 10/7
tel. 691 830350, fax 71 7809081
stalinism@wp.pl
Konto w Deutsche Bank Leszek Skonka 97 1910 1048 2944 2803 6405 0001
Rozum powraca - czy nieuczciwość ucieknie ?
|
|
|
24.11.2010r.
Podobno Stocznia Szczecińska umarła na życzenie Unii Europejskiej. Podobno umarła bo była zagrożeniem i konkurencją dla gospodarek stoczniowych krajów Unii Europejskiej. Takie były plotki.
W Szczecinie są silne działania dla przywrócenia stoczniowego życia. Miasto Szczecin musi mieć stocznię. Stocznia to zakład pracy, który może dać zatrudnienie dla prawie 10 tysięcy ludzi. To także zakład pracy, który może dać zatrudnienie setkom innym zakładom kooperacyjnym.
Tysiące byłych pracowników stoczni z nostalgią wspomina częste wodowania statków. Była praca, były pieniądze na dostatnie życie. Teraz dawni stoczniowcy czekają na energicznych ludzi, którzy odważnie i śmiało sprzeciwią się uśmiercaniu stoczni, przywrócą życie stoczni.
Niestety, poprzedni radni szczecińscy, chociaż starali się ratować stocznię, nie podołali. Nie sprzeciwili się sugestiom Unii Europejskiej, aby likwidować polski przemysł stoczniowy. Teraz okazuje się, niestety po latach, że likwidującym sugestiom można było się sprzeciwić, nie słuchać ich, po prostu robić swoje i dbać o swoje. Tak jak dbają o swoje nasi sąsiedzi Niemcy. Ale tak już jest, że Polak mądry po szkodzie i gorzko żałuje, że posłuchał złych albo głupich doradców.
Wybory do Sejmiku Wojewódzkiego mają przynieść poprawę w sprawach stoczniowych. Sejmik może podejmować decyzje ważne dla przemysłu stoczniowego. Ale do przywrócenia życia stoczni jest trudna przeszkoda – zarobki stoczniowców. Zarobki uzależnione od efektów pracy.
W wielu miejscach na świecie są przedsiębiorstwa, wyglądające na rodzinne, chociaż wielkie, a nawet olbrzymie. Spółki pracownicze. W początkach „Solidarności” dużo się o nich mówiło, potem zapomniano. W spółkach pracowniczych nie ma wielkich różnic płacowych, jakie były w stoczni szczecińskiej. W spółkach pracowniczych różnica między wynagrodzeniem najniżej zarabiającego pracownika a szefem przedsiębiorstwa, dyrektora lub prezesa, nazwa nieistotna, może się nawet zwać ojciec chrzestny, jest nie duża, ustalana przez pracujących w zakładzie a nie przez ministerialnych urzędników. Wówczas wszyscy pracujący są zainteresowani swoim przedsiębiorstwem, nie są zazdrośni, nie są zawistni. Razem działają dla osobistego dobra powiązanego z dobrem innych pracujących.
Czy uda się w Szczecinie namówić do takiego reaktywowania stoczni, która odrodziłaby się, ale jako spółka pracownicza?
Stocznię do życia chce przywrócić Robert Stankiewicz, oddany morskim sprawom, młody i energiczny. Chociaż pisze urokliwe wiersze związane z morzem, umie uparcie dążyć do celu. Kandyduje do Sejmiku Województwa.
Urodzony w 1965 r., zamieszkały w Szczecinie. Między innymi absolwent Liceum Morskiego w Szczecinie im. Konstantego Maciejewicza, absolwent Instytutu Filozofii i Nauk Społecznych w Szczecinie oraz podyplomowych studiów - Psychologia w zarządzaniu. Chce przywrócić stocznię. (www.robertstankiewicz.pl)
|
|
15.11.2010r.
Podobno Stocznia Szczecińska umarła na życzenie Unii Europejskiej. Podobno umarła bo była zagrożeniem i konkurencją dla gospodarek stoczniowych krajów Unii Europejskiej. Takie były plotki.
W Szczecinie są silne działania dla przywrócenia stoczniowego życia. Miasto Szczecin musi mieć stocznię. Stocznia to zakład pracy, który może dać zatrudnienie dla prawie 10 tysięcy ludzi. To także zakład pracy, który może dać zatrudnienie setkom innym zakładom kooperacyjnym.
Tysiące byłych pracowników stoczni z nostalgią wspomina częste wodowania statków. Była praca, były pieniądze na dostatnie życie. Teraz dawni stoczniowcy czekają na energicznych ludzi, którzy odważnie i śmiało sprzeciwią się uśmiercaniu stoczni, przywrócą życie stoczni.
Niestety, poprzedni radni szczecińscy, chociaż starali się ratować stocznię, nie podołali. Nie sprzeciwili się sugestiom Unii Europejskiej, aby likwidować polski przemysł stoczniowy. Teraz okazuje się, niestety po latach, że likwidującym sugestiom można było się sprzeciwić, nie słuchać ich, po prostu robić swoje i dbać o swoje. Tak jak dbają o swoje nasi sąsiedzi Niemcy. Ale tak już jest, że Polak mądry po szkodzie i gorzko żałuje, że posłuchał złych albo głupich doradców.
Wybory do Sejmiku Wojewódzkiego mają przynieść poprawę w sprawach stoczniowych. Sejmik może podejmować decyzje ważne dla przemysłu stoczniowego. Ale do przywrócenia życia stoczni jest trudna przeszkoda – zarobki stoczniowców. Zarobki uzależnione od efektów pracy.
W wielu miejscach na świecie są przedsiębiorstwa, wyglądające na rodzinne, chociaż wielkie, a nawet olbrzymie. Spółki pracownicze. W początkach „Solidarności” dużo się o nich mówiło, potem zapomniano. W spółkach pracowniczych nie ma wielkich różnic płacowych, jakie były w stoczni szczecińskiej. W spółkach pracowniczych różnica między wynagrodzeniem najniżej zarabiającego pracownika a szefem przedsiębiorstwa, dyrektora lub prezesa, nazwa nieistotna, może się nawet zwać ojciec chrzestny, jest nie duża, ustalana przez pracujących w zakładzie a nie przez ministerialnych urzędników. Wówczas wszyscy pracujący są zainteresowani swoim przedsiębiorstwem, nie są zazdrośni, nie są zawistni. Razem działają dla osobistego dobra powiązanego z dobrem innych pracujących.
Czy uda się w Szczecinie namówić do takiego reaktywowania stoczni, która odrodziłaby się, ale jako spółka pracownicza?
Stocznię do życia chce przywrócić Robert Stankiewicz, oddany morskim sprawom, młody i energiczny. Chociaż pisze urokliwe wiersze związane z morzem, umie uparcie dążyć do celu. Kandyduje do Sejmiku Województwa.
Urodzony w 1965 r., zamieszkały w Szczecinie. Między innymi absolwent Liceum Morskiego w Szczecinie im. Konstantego Maciejewicza, absolwent Instytutu Filozofii i Nauk Społecznych w Szczecinie oraz podyplomowych studiów - Psychologia w zarządzaniu. Chce przywrócić stocznię. (www.robertstankiewicz.pl)
Stocznia Szczecińska odżyje ?
|
|
|
12.11.2010r.
Podobno Stocznia Szczecińska umarła na życzenie Unii Europejskiej. Podobno umarła bo była zagrożeniem i konkurencją dla gospodarek stoczniowych krajów Unii Europejskiej. Takie były plotki.
W Szczecinie są silne działania dla przywrócenia stoczniowego życia. Miasto Szczecin musi mieć stocznię. Stocznia to zakład pracy, który może dać zatrudnienie dla prawie 10 tysięcy ludzi. To także zakład pracy, który może dać zatrudnienie setkom innym zakładom kooperacyjnym.
Tysiące byłych pracowników stoczni z nostalgią wspomina częste wodowania statków. Była praca, były pieniądze na dostatnie życie. Teraz dawni stoczniowcy czekają na energicznych ludzi, którzy odważnie i śmiało sprzeciwią się uśmiercaniu stoczni, przywrócą życie stoczni.
Niestety, poprzedni radni szczecińscy, chociaż starali się ratować stocznię, nie podołali. Nie sprzeciwili się sugestiom Unii Europejskiej, aby likwidować polski przemysł stoczniowy. Teraz okazuje się, niestety po latach, że likwidującym sugestiom można było się sprzeciwić, nie słuchać ich, po prostu robić swoje i dbać o swoje. Tak jak dbają o swoje nasi sąsiedzi Niemcy. Ale tak już jest, że Polak mądry po szkodzie i gorzko żałuje, że posłuchał złych albo głupich doradców.
Wybory do Sejmiku Wojewódzkiego mają przynieść poprawę w sprawach stoczniowych. Sejmik może podejmować decyzje ważne dla przemysłu stoczniowego. Ale do przywrócenia życia stoczni jest trudna przeszkoda – zarobki stoczniowców. Zarobki uzależnione od efektów pracy.
W wielu miejscach na świecie są przedsiębiorstwa, wyglądające na rodzinne, chociaż wielkie, a nawet olbrzymie. Spółki pracownicze. W początkach „Solidarności” dużo się o nich mówiło, potem zapomniano. W spółkach pracowniczych nie ma wielkich różnic płacowych, jakie były w stoczni szczecińskiej. W spółkach pracowniczych różnica między wynagrodzeniem najniżej zarabiającego pracownika a szefem przedsiębiorstwa, dyrektora lub prezesa, nazwa nieistotna, może się nawet zwać ojciec chrzestny, jest nie duża, ustalana przez pracujących w zakładzie a nie przez ministerialnych urzędników. Wówczas wszyscy pracujący są zainteresowani swoim przedsiębiorstwem, nie są zazdrośni, nie są zawistni. Razem działają dla osobistego dobra powiązanego z dobrem innych pracujących.
Czy uda się w Szczecinie namówić do takiego reaktywowania stoczni, która odrodziłaby się, ale jako spółka pracownicza?
Stocznię do życia chce przywrócić Robert Stankiewicz, oddany morskim sprawom, młody i energiczny. Chociaż pisze urokliwe wiersze związane z morzem, umie uparcie dążyć do celu. Kandyduje do Sejmiku Województwa.
Urodzony w 1965 r., zamieszkały w Szczecinie. Między innymi absolwent Liceum Morskiego w Szczecinie im. Konstantego Maciejewicza, absolwent Instytutu Filozofii i Nauk Społecznych w Szczecinie oraz podyplomowych studiów - Psychologia w zarządzaniu. Chce przywrócić stocznię. (www.robertstankiewicz.pl)
Gdyby posłowie, senatorowie, radni...!
|
|
|
09.11.2010r.
Gdyby posłowie, senatorowie, radni mieli otrzymywać miesięcznie 1,500 zł miesięcznie, wówczas okazało by się, kto prawdziwie kocha Polskę.
Dominik Jafra
Błędy w sądach!
Błędy procedur prawnych!
|
|
|
30.10.2010r.
28 października w Koluszkach z pociągiem zderzył się nieuważny rowerzysta. Ocalał ale przez parę godzin ruch pociągu był zablokowany bo rower leżał na torach. Ktoś zarządził, że pociągi nie mogą przejeżdżać póki nie przybędzie prokurator. Gdyby rower leżał obok torów, to pociągi przejeżdżałyby niemal od razu.
Tego samego dnia "Fakt" podaje bulwersującą informację - w kwietniu br. pewien młodzieniec rzucił się w pijackim zwidzie na 10-letnią dziewczynkę i zabił ją, podrzynając gardło. Po paromiesięcznych kosztownych badaniach, stwierdzono, że młodzian "w momencie popełnienia czynu był niepoczytalny". Ponieważ biegli uznali również, że "nie zachodzi prawdopodobieństwo popełnienia ponownie takiego czynu", zaś prokurator podsumował - "Nie możemy powiedzieć o karze w sytuacji nie popełnienia przestępstwa", przeto zabójca został wypuszczony na wolność.
Sporo pomyłek popełnił sędzia, który przyjął za wiarygodne zeznanie trójmiejskiej pisarki, która pozwała do gdańskiego sądu użytkownika portalu NK, której wydawało się, że pozwany ją kilkakrotnie obraził na wielu kontach internetowych . Oto owe błędy:
- proces toczył się bez pozwanego, który przebywał na półrocznym zwolnieniu lekarskim (skany druków zwolnień przesyłał do sądu przez internet - są w aktach);
- nie wziął pod uwagę oświadczenia pozwanego, że nie ma i nie miał wielu kont internetowych. Pozwany ma wyłącznie jedno konto na NK;
- nie rozumiał tekstu artykułów zamieszczanych w mediach, pisanych przecież po polsku;
- nie powołał biegłych w sprawie ustalenia liczby kont pozwanego oraz nie zasięgnął opinii u admina NK;
- nie powiadomił pozwanego, że wyrok zapadnie 18 grudnia 2009 i nie poinformował go o jego zapadnięciu.
Na szczęście pisarka wytoczyła drugi proces pozwanemu, i przez to pozwany dowiedział się, że został skazany w połowie grudnia 2009!
Ponieważ wszelkie terminy minęły, nie można apelować od wyroku. Temida ma teraz kłopot co z tym całym fantem zrobić,
Opisane trzy przypadki pokazują, w jaki sposób w Polsce są niedopracowane procedury, które dla wielu osób mogą być niezrozumiałe, kuriozalne, a nawet skandaliczne. Ale taka jest Polska!
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Od redakcji:
Gdy stolarz lub szewc spartolą robotę, ostrożni klienci będą ich unikać.
Gdy prokurator wyda bezmyślne rozporządzenie albo sędzia orzeknie bezmyślny wyrok, należy się zastanowić, czemu się to tak często zdarza.
W Polskim Tygodniku Dyskusyjnym prowadzimy batalię, aby wycofać oświetlenie jarzeniówkami z publicznych miejsc, jak szkoły, sądy, prokuratury itd.
Oświetlenie jarzeniówkami wywołuje bóle głowy i wiele innych szkód, a przede wszystkim agresję u dzieci.. Jest nieekologiczne, szkodliwe i drogie.
Uważamy, że przyczyną złej pracy sądów jest to oświetlenie.
|
|
28.10.2010r.
Ludzkość istnieje 1-2 miliony lat. Krokodyle istniały już w epoce dinozaurów i przeżyły (mimo jakiejś wielkiej kosmicznej katastrofy) do dzisiaj, czyli te niezbyt sympatyczne i prostackie gadziny istnieją ponad 100 razy dłużej, niż inteligentna ludzkość. Ta ostatnia, przesiadła się (choć nie na stałe) na pojazdy latające, zaś uczyniła to ok. 100 lat temu, czyli jedno okamgnienie na osi czasu, zawierającej historię opisywanych zwierząt. Krokodyle zwykle nie korzystają z aż tak wyrafinowanych wynalazków, ale niektórym udaje się nie tylko wzbić pod niebiosa, ale i mniej lub bardziej szczęśliwie wylądować.
W pewnym państwie (o bardzo postępowej nazwie*) 25 sierpnia 2010 rozbił się niewielki samolot. Niemal wszyscy zginęli.
Tragedia znana nie tylko mieszkańcom biedniejszych krajów, choć w przeliczeniu na pasażerokilometry, w bogatszych państwach latają jednak samoloty bezpieczniejsze, czyli z lepszą statystyką dotyczącą wypadków.
I do tego momentu, można rzec, nic ciekawego ani bulwersującego nie dostrzegamy w tej tragedii - ot, tragedia, jakich wiele, szczególnie dla rodzin zabitych pasażerów i załogi; jeszcze jedna ofiara ludzkości złożona na ołtarzu postępu technicznego, choć sam ów powietrzny wehikuł** zapewne nie był ani cudem techniki, ani - tym bardziej - natury.
W rozbitej maszynie nie ujawniono żadnej technicznej usterki i pewnie wypadek byłby kolejną niewyjaśnioną zagadką, gdyby...
Gdyby nie jeden jedyny ocalały pasażer, to historia ta byłaby tyle dramatyczna, co tuzinkowa. Ale... Otóż ów jedyny ocalały z katastrofy przedstawiciel naszego gatunku zeznał, że do tragedii doszło z winy pewnej... gadziny, a właściwie z winy jej opiekuna. Tenże mało roztropny pasażer postanowił przemycić krokodyla w sportowej torbie. W pewnej chwili maszkara wypełzła z opakowania i spowodowała wielką panikę wśród pasażerów. Ci rzucili się do bezładnej ucieczki, a ponieważ samolot był niewielki, przeto ich nagłe przemieszczenie spowodowało poważne (wręcz tragiczne!) rozchwianie podniebnego pojazdu, który runął, mimo usilnej i rozpaczliwej próby ratowania przez świetnych pilotów rodem z Europy.
Zginęło 20 ludzi, ale krokodyl... przeżył. Za milion lat (złośliwi znawcy twierdzą, że znacznie wcześniej) na Ziemi nadal będą egzystować krokodyle, zaś nie będzie już dwunogich istot zastawiających wnyki i inne pułapki na te niezbyt sympatyczne, ale wieczne - jak się okazuje - zwierzęta.
* - Demokratyczna Republika Konga; czy spostrzeżono, że im więcej demokracji w nazwach rozmaitych państw, tym jest tam więcej biedy i mniej poszanowania dla tamtejszych obywateli, niż w państwach o nazwach bez tego - wiele obiecującego - przymiotnika, zaś losy takich nieudanych państwowych tworów są przesądzone?
** - solidny czechosłowacki samolot Let L-410 z lat siedemdziesiątych
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Wyrok za zabicie księdza Popiełuszki ośmiela do zabijania z przyczyn politycznych
|
|
|
21.10.2010r.
Zabójstwo księdza Popiełuszki było z przyczyn politycznych. Tak na prawdę ksiądz Popiełuszko zginął niewinnie, Nie chodziło o wygłaszane przez księdza kazania, mające ratować Polskę przed upadkiem moralnym, nie chodziło o zwalczenie ideologii kościoła katolickiego głoszącego miłość bliźniego.
Prawdziwą przyczyną był zamiar usunięcia generała Jaruzelskiego, który był przeciwny skrajnym rozwiązaniom. Skrajne, planowane rozwiązania miały przynieść zyski finansowe określonym grupom, działającym w polityce i wielkich pieniądzach.
Plan był taki. Zabijemy Popieluszkę, bo znany jest z wygłaszania śmiałych kazań. Za księdzem ujmie się Kościół i Solidarność. Oskarżą Jaruzelskiego za mord księdza. Kościół i Solidarność będą nawoływać do zwiększonych manifestacji ulicznych, Spowoduje to wielką rewoltę i odsunięcie generała od władzy. Władzę przejmą ci, którzy po zmianie władzy będą mieli ułatwienia w zarobienia wielkich pieniędzy z przygotowywanych kontraktów gospodarczych.
Ale wyszło inaczej.
I w Kościele i i w Solidarności zorientowano się w zamierzonej prowokacji, i wydały wytyczne. Kościół – o koniecznej powściągliwości wiernych w ocenie wypadków, Solidarność – o wstrzymanie się z manifestacjami.
Generał Jaruzelski nakazał wykrycie zabójców, po kilku dniach ujęto morderców księdza.
Sprawcy całą winę przyjęli na siebie, nie zdradzili, kto ich do morderstwa nakłonił.
Społeczeństwo oczekiwało dożywocia, które mordercy otrzymaliby w USA. Polski sąd dal niewspółmiernie do winy złagodzone wyroki. Po kilku latach wyszli na wolność.
Ten łagodny w stosunku do przestępstwa wyrok, nakłonił wiarą chętnego naśladowcę do zabójstwa z przyczyn politycznych. Kilka dni temu zabił w biurze poselskim PIS jedną osobę, drugą raniąc.
Prawdopodobnie myślał tak: - nie lubię Jarosława Kaczyńskiego, nie lubię jego zachowania i jego metod działania. W PISie go naśladują. Ja to zmienię. Zabiję w biurze poselskicm PISu, a gdy okaże się, że zrobiłem to z przyczyn politycznych, dostanę łagodny wyrok, albo wsadzą mnie na obserwację psychiatryczną i po pół roku wypuszczą, Szybko będę na wolności.
Popatrzmy teraz na nasz krajobraz polityczny, który wymaga radykalnych zmian. Platforma przed wyborami obiecywała, że zmieni system wybierania posłów. Będą okręgi jedno mandatowe. W okręgu wyborczym osoba mająca największą ilość glosów, znana w miejscu zamieszkania z uczciwośći itd., itd., zostanie posłem,
Prawo i Sprawiedliwość ostro sprzeciwiła się wyborom jednomandatowym. Sprzeciwiły się i inne ugrupowania polityczne będące przy władzy.
Wynik utrzymywania obecnego systemu wyborczego odczuwamy wszyscy. W biurach poselskich zaczęto się bać. Przyszła więc pora, aby Platforma Obywatelska, mająca większość parlamentarną, premiera i prezydenta, zmieniła system wyborczy, jak obiecywała przed wyborami !
Jacek Kwiatkowski
Delikatność nie jest w modzie
|
|
|
13.10.2010r.
Ludzi wrażliwych jest coraz mniej. Może ich niebawem zabraknie?
Co pewien czas widujemy rozmaite informacje, które sąsiadują ze sobą. Sąsiedztwo takie zwykle nie budzi zastrzeżeń i nie powoduje dyskomfortu u czytelników. Jednak bywają wyjątki, które mogą irytować a nawet oburzać, choć przecież nie wszystkich, bowiem próg wrażliwości ciągle zatępia się...
Czy dziennikarze, redaktorzy i inne persony (jakby ich by nie zwać) związane z mediami, tak prasowymi, jak internetowymi, powinni dbać wyłącznie o reklamę, czy powinni być bardziej uczuleni na krzywdę ludzką, tudzież być bardziej wrażliwymi ludźmi? Pytanie wydaje się retoryczne - oczywiście, że tacy ludzie powinni kierować się przede wszystkim etyką, a dopiero w drugiej kolejności dochodami, także z reklam.
Niestety, praktyka potwierdza, że najważniejsze są pieniądze, a jeśli są uzyskiwane z reklam, to - jak można sądzić po załączonym przykładzie - także nic nie stoi na przeszkodzie, aby atrakcyjny towar był reklamowany bezpośrednio przy informacjach i zdjęciach na temat koszmarnych wypadków.
Niemiecki "Bild" zamieścił wideoinformację http://www.bild.de/BILD/video/clip/no-pre-roll/2010/09/27/karolina.html o najmłodszej pasażerce polskiego autokaru, który 26 września 2010 wpadł (potrącony przez mercedesa) na filary wiaduktu na autostradzie pod Berlinem. Na fotce (zapewne z rodzinnego archiwum) widzimy uśmiechniętą Karolinę, która zginęła akurat w swoje 13. urodziny. Po kliknięciu, emitowany jest filmik z miejsca katastrofy (rozbity pojazd, akcja ratunkowo-porządkowa, rozmowa ze świadkiem oraz z dziadkiem Karoliny)... jednak tuż pod spodem mamy dwie... roznegliżowane girlsy zachęcające do przeskoczenia od żałobnego nastroju do folgującemu chuciom - oczywiście po wniesieniu stosownej opłaty. W końcu jak długo można się frasować, nieprawdaż? Życie toczy się swoim kasowo-erotycznym trybem, zatem można zapoznać się z jeszcze, miłymi dla oka, opakowaniami mięśni, kości i organów młodych pań, nim je czas naruszy i śmierć doszczętnie zniszczy. Interes i świat kręci się nadal po swojemu.
Być może starsze osoby są bardziej wrażliwe, może nawet przewrażliwione, zaś współczesny internetowy biznes został zawłaszczony przez nowoczesnych 25-30-latków, którzy wprawdzie są po rozmaitych najmądrzejszych studiach, ale nie mają w swoim charakterze delikatności. I pewnie jest to zjawisko ogólnoświatowe, bowiem rozważania dotyczą nie tylko mediów polskich czy niemieckich - to pewnie jeden wielki wspólny mianownik właścicieli portali żądnych dużej kasy za wszelką cenę. Wstyd? Jednak wstyd!
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Rozsądek pilnie potrzebny
|
|
|
26.09.2010r.
Czy nasi europosłowie interesują sie swymi obowiązkami? Gdy się ich widzi w telewizji, albo słucha w radio, względnie czyta z nimi przeprowadzane wywiady, nabiera się przekonania, że są społeczeństwu bardzo potrzebni, że dla społeczeństwa są bardzo pożyteczni, że są dla społeczeństwa bardzo niezbędni.
A jak jest w rzeczywistości?
W Europarlamencie jest 50 polskich posłów. Do nich wysłałem alarmującą informację, że przymusowy zakup żarówek, stop - nie żarówek - lecz świetlówek!... jaki narzuca dyrektywa unijna, jest nie tylko błędny, ale wręcz szkodliwy. List w skrócie przytaczam.
Do Pani/Pana Poseł Parlamentu Europejskiego
Dotyczy: zaniepokojenia błędną decyzją Unii Europejskiej.
Unia Europejska zarządzeniem Komisarza Unii wymusza wycofanie żarówek Edisona, nakazuje zakup i wprowadzenie żarówek fluoroscencyjnych, tzw. świetlówek. Tłumaczy koniecznością oszczędzania energii, informując, że żarówki Edisona są droższe w eksploatacji.
Obliczenie kosztów produkcji świetlówek, ich utylizacji, zużycia energii elektrycznej przy produkcji świetlówek i żarówek Edisona, wykazuje, że oświetlenie Edisona jest dużo tańsze.
Przy obliczaniu kosztów produkcji i utylizacji świetlówek, nie wolno pomijać szkodliwego oddziaływania na człowieka. Znane są nam koszty chorób spowodowanych przez to oświetlenie, są informacje o wzroście chorób cukrzycy, zawałów serca, parkinsona, altzheimera itd.,. itd..., a także wzroście agresji u dzieci, młodzieży szkolnej etc.
Biorąc to pod uwagę, uprzejmie proszę o zapoznanie się z załączonymi artykułami, i przemyślenie tego problemu i podjęcie działań w Parlamencie Europejskim.
Zainteresowanie wykazały trzy osoby:
Geringer De Oed,
Enberg Lidia Joanna,
Olbrycht Jan,
Sidonia Jędrzejewska
Problem oświetlenia szkodliwego dla kieszeni, dla zdrowia dzieci i dorosłych jest ważny. Toteż skierowałem list do
Prokuratury Generalnej RP:
Komisarz Unii Europejskiej wydał polecenie wycofywania żarówek Edisona, na rzecz przymusowego wykupywania tzw. świetlówek. Mam mocne podejrzenie, że kieruje się chęcią zysku, prawdopodobnie ma udziały lub akcje w przemyśle oświetleniowym produkującym świetlówki.
Uprzejmie proszę o zajęcie stanowiska Prokuratury Generalnej w tej sprawie. Oświetlenie świetlówkami jest droższe od oświetlenia żarówkami Edisona, powoduje bóle głowy i oczu. Agresja u dzieci w szkołach rozpoczęła się od wprowadzenia oświetlenia jarzeniówkami. Tej sprawy nie
wolno nam bagatelizować.
Zwróciłem się do polskich posłów w Parlamencie Europejskim aby zainteresowali się problemem, jednak praktycznie tylko trzy osoby wykazały minimalne zainteresowanie.
Załączam artykuły internetowej gazety Polski Tygodnik Dyskusyjny, które
otrzymali polscy europosłowie.
Z poważaniem
Jacek Kwiatkowski
2007.03.12. Niemądry komisarz unii europejskiej.
2008.04.06. Przestali oszczędzać prąd.
2009.07.16. Unio popraw się.
2010.09.12.Niektóre zarządzenia Unii są chyba bezmyślne.
O usuwanie błędnych i szkodliwych zarządzeń trzeba się starać. Dobrze byłoby, gdyby nasi europosłowie zaczęli być w tak ważnej sprawie, aktywni.
|
|
26.09.2010r.
Często pojazdy odjeżdżają pustawe, zaś pasażerowie idą pieszo... Czy można zmienić tę sytuację dla pożytku obu stron?
Pasażerowie miejskich pojazdów podróżują zwykle na trasach dłuższych niż odległość pomiędzy dwoma przystankami. Jeśli trzeba "przejechać tylko jeden przystanek", to większość idzie, bowiem szkoda pieniędzy na tę krótką podróż (kosztuje tyle samo, co na całą trasę), chyba że w zanadrzu jest bilet miesięczny albo pojazd właśnie podjeżdża. Zjawisko to jest dość powszechne i aż dziwne, że żaden socjolog i ekonomista nie wziął tego zagadnienia na warsztat.
Wielu pasażerów dojeżdża kolejką z jednego miasta do innego, wykupując bilet miesięczny na tzw. SKM (Szybka Kolej Miejska). Część pasażerów wykupuje bilety miesięczne na kolej i na dłuższą trasę (autobusu, trolejbusu lub tramwaju) w jednym z miast, ale nie wykupują biletu na krótszą trasę w drugim mieście.
Ci pasażerowie częstokroć mają do celu tylko jeden. Nie kupują ani biletu jednorazowego, ani miesięcznego na ten krótki odcinek, bowiem uważają, że to zbyt drogo, zwłaszcza po zsumowaniu z biletami na inne środki lokomocji.
Propozycja - należałoby wyemitować bilety adresowane dla pasażerów, którzy chcieliby przebyć wyłącznie krótką trasę, czyli chcieliby wsiąść do pojazdu i wysiąść na następnym przystanku.
Proponowana cena takiego biletu to 50% ceny obecnego biletu. W przypadku biletów jednorazowych powinny być stosowane kasowniki podające albo czas skasowania biletu albo numer (symbol) przystanku, na którym (a dokładniej - po ruszeniu z niego) skasowano bilet. Prościej byłoby z biletami okresowymi, bowiem na takim bilecie byłaby opisana "jednoprzystankowa" trasa, zwłaszcza że istnieją już tzw. e-bilety, czyli bilety elektroniczne.
Ponieważ niektóre przystanki są w niewielkich odległościach od siebie, przeto przewoźnik mógłby sporządzić wykaz tras, które mogłyby być akceptowane poprzez skasowanie proponowanego biletu, w przypadku trasy nawet "dwuprzystankowej" a może i "trzyprzystankowej". Wielu uczniów i starszych ludzi idzie tylko dlatego, że opłata za przejazd "jednego przystanku" wydaje się im zbyt wygórowana. Na trasach o niewielkim wykorzystaniu taboru (pustawe pojazdy) firma przewozowa mogłaby wyznaczyć dłuższe trasy z zastosowaniem proponowanego systemu. Na odcinkach trasy, które bywają przepełnione, owa propozycja mogłaby nie zostać przyjęta, albo jedynie wstępnie - na okres próbny.
Zwykle jeśli proponowany jest jakikolwiek system oparty na pieniądzu, ktoś musi stracić, aby inny mógł zaoszczędzić (mieć coś taniej), jednak opisana propozycja jest dla wszystkich korzystna! Firma przewozowa ma większe wpływy bez zwiększenia wydatków! Czyli korzystanie z proponowanych biletów podniosłoby rentowność firm przewozowych, ponieważ więcej klientów korzystałoby z ich usług i to bez ponoszenia większych nakładów.
Mirosław Naleziński,
www.mirnal.neostrada.pl
Izby Gospodarcze - potrzebne
|
|
|
24.09.2010r.
O tym, jak bardzo są potrzebne dla rozwoju kraju Izby Gospodarcze, można było się przekonać na przykładzie Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Utworzona przez Dariusza Więcaszka, nie tylko ułatwia kontakty gospodarcze między firmami krajowymi i zagranicznymi , ale tworzy nowe. Nowe przez duże N.
Wszyscy widzimy, jak gospodarka morska jest lekceważona przez naczelne administracje kraju. Gospodarka wodna w zaniku.
Otóż Izba zaprosiła przedsiębiorców i przedstawicieli przedsiębiorstw zainteresowanych odrodzeniem gospodarki morskiej na spotkanie 23 września, aby powołać Klaster Morski, Komisję Morską przy Izbie.
Wypowiedzi uczestników wykazały, że zarząd miasta skupia się na bardzo dalekosiężnych wizjonerskich planach, sięgających roku 2050, ale mniej interesuje się tym co jutro i pojutrze. Dowodem była wypowiedź przedstawiciela firmy Stalkon: port inwestuje, powiększa się baza kontenerowa na tak dużą, że komunikacja portu z miastem wkrótce stanie się niemożliwa dla przejazdu karetek pogotowia, straży pożarnej. W wypadku zagrożenia mogłyby jechać torowiskami, ale torowiska musiałyby być do tego przystosowane.
Uczestnicy podkreślali, że brak planu zagospodarowania przestrzennego akwenu morskiego, powoduje, że wbicie pala w dno morskie wymaga zgody aż w Warszawie, co opóźnia rozwój, tworzy niepotrzebną biurokrację i ogranicza samodzielność przedsiębiorstw.
Olbrzymim problemem staje się niekompetencja ludzi zajmujących stanowiska w naczelnej administracji związanej z gospodarką morską. Tak ważne dla gospodarki kraju, dla jego rozwoju gospodarczego stanowiska nie są obsadzane ludźmi znającymi temat, ale są obsadzane z nadania politycznego.
Do kierowania statkiem kieruje się ludzi mających nie tylko dokument upoważniający do objęcia stanowiska, ale także mających świadectwo posiadania praktyki niezbędnej do kierowania statkiem, czy działem okrętowym. A w naszym życiu gospodarczym ? - wsadzany na stanowisko decyzyjne człowiek bez praktyki, bez znajomości tematu, wyrządza szkodę, która musi być naprawiana czasem przez dziesiątki lat.
Na spotkaniu wykazywano niesprawiedliwe obłożenie podatkiem dochodowym firm gospodarki morskiej. W Gdyni i Gdańsku firmy mają wielokrotnie mniejszy podatek dochodowy niż firmy szczecińskie. Tam łatwiej, tu trudniej!
Inicjatywa Izby ma przynieść nie tylko zmartwychwstanie gospodarki morskiej, ale także poprawę stanu prawnego. Eksperci, biegli, którzy będą przy Izbie, w Komisji Morskiej, znający dobrze zagadnienia morskie, bardzo się przydadzą naszym szczecińskim sędziom, czasem strzelającym piramidalne gafy w sprawach związanymi z armatorami statków.
Inicjatywie Północnej Izby Gospodarczej, jej kierownictwu - czapki z głów !
W Szwecji w wyborach - 82 %, a jak będzie u nas?
|
|
|
20.09.2010r.
Wczoraj w Szwecji do wyborów poszło 82 procent wyborców. Uważają, że w wyborach warto brać udział. A w Polsce?
Polski system wyborczy jest do bani. W wyborach do parlamentu bierze coraz mniej ludzi. Już prawie 99 procent dorosłych obywateli twierdzi, że wybory do sejmu nic nie zmienią - wybierze się tych samych, a ci sami, po dozgonnych zapewnieniach przedwyborczych, wkrótce po wyborach doznają gwałtownej utraty pamięci.
Obecny premier Tusk, wraz z innymi członkami Platformy, zapowiadali, że zmienią tę sytuacje. Wprowadzą inny system wyborczy do sejmu, nie będzie partyjnego wybierania posłów, będzie wybieranie konkretnego człowieka. Że kraj będzie podzielony na tyle okręgów ilu jest posłów, i ten człowiek, mężczyzna czy kobieta, kto otrzyma w okręgu wyborczym największą ilość głosów - będzie posłem.
Niestety, Prawo i Sprawiedliwość sprzeciwia się takiemu systemowi wyborczemu, sprzeciwia się Polskie Stronnictwo Ludowe. Ich posłowie obawiają się, że w systemie wyborczym, w którym wybrany jest ten, kto uzyskał najwięcej głosów, nie zostaną wybrani na posłów. I co wtedy?
Przy takim sprzeciwie PISu i PSLu, Platforma jest w mniejszości i nie podejmuje tematu JOW. Nie stara się zgłosić na forum sejmowym propozycji wprowadzenia jedno mandatowych okręgów wyborczych, uważa, że będzie to strata czasu.
A jest to pogląd mylny.
Bo Polacy myślą!. Gdyby ugrupowanie Tuska zgłosiło jeszcze w tym Sejmie propozycję wprowadzenia jedno mandatowych okręgów wyborczych, zwiększyło by frekwencję wyborczą a także zwiększyło swoją szansę
wyborczą do parlamentu. Wróciło by zaufanie do Platformy. Przecież Platforma uzyskała zwycięstwo wyborcze przed 4 laty tylko dlatego, że zapowiadała
wprowadzenie innego systemu wyborczego, WŁAŚNIE JEDNO MANDAOWCH OKRĘGÓW WYBORCZYCH. I CO?
Dużo ludzi odwróci się od Platformy i nie będą chcieli brać udziału w wyborach, które nic nie zmienią.
Pójdą stałe elektoraty, jak zwykle. Pisowcy, PSLowcy, Platformiści, SLDowcy. Około 20 procent. Czy pójdzie więcej? – może.
Natomiast gdyby Platforma jeszcze w tym Sejmie poddała pod głosowanie projekt jedno mandatowych okręgów wyborczych, wówczas uzyskała by miażdżącą przewagę w wyborach do parlamentu, i mogłaby samodzielnie rządzić, bez uciekania się do koalicyjnych wątpliwych sojuszy.
Szkoda, że Donald Tusk upiera się przy budowie elektrowni atomowych w Polsce, które spowodują olbrzymią dziurę budżetową i jeszcze większą biedę. Biedę odczuwana przez te osoby, które jeżdżą autobusami, tramwajami, albo chodzą pieszo, których nie stać na samochód, opłacenie czynszu, wykup lekarstw.
Przez niezrozumiały upór w dążeniu do budowy elektrowni atomowych w Polsce, osłabiają zaufanie do siebie i zmniejszają liczbę swoich zwolenników. Kto im tak źle i szkodliwie podpowiada?
Jacek Kwiatkowski
Niektóre zarządzenia Unii są chyba bezmyślne
|
|
|
12.09.2010r.
Polska wysłała swoich delegatów do parlamentu europejskiego, aby wszystkie mądre i dobre sprawy dla narodów Unii aprobowali. Albo sie sprzeciwiali, gdy zajdzie taka potrzeba.
Ekologiczna partia
"Przyszłość"
opublikowała opracowany w programie Art. 40, który ma zmienić karalność za przestępstwa pospolite, jak kradzieże itp.,.
W myśl Artykułu dotychczasowe systemy karania za przestępstwa nie przynoszą skutku. Sprawcy po opuszczeniu zakładu karnego w większości nie mają zamiaru zmienić stylu życia, dalej kradną, gwałcą, nawet mordują. W środowisku przestępczym są podziwiani.
Przyszłość będzie dążyć do zreformowania systemu na taki, aby zniechęcić do przestępstwa.
Przykład praktyczny.
Młody człowiek, od dzieciństwa rozpieszczany przez rodziców, rozmawia z automatu telefonicznego. Rozzłoszczony urywa słuchawkę, kopie w drzwi, rozbija szybę. Ktoś zawiadamia policję, która zatrzymuje szkodnika, sporządza protokół. Na rozprawie sąd orzeka:
naprawa telefonu - 420 zł,
naprawa drzwi, szyba i jej wprawienie - 850 zł.
koszty rozprawy - 900 zł,
razem - 2100 zł.
Obwiniony zostaje skazany na pobyt w ośrodku zamkniętym do czasu spłacenia pracą szkód, które wyrządził.
I tu pytanie:
Czy słuchać Unii gdy się takiemu sposobowi naprawy przestępcy sprzeciwi? Czy słuchać Unii gdy nakazuje wycofanie żarówek zwykłych, zdrowych i tanich, a nakazuje kupować żarówki niby oszczędne, zamaskowane świetlówki, szkodliwe dla zdrowia i 20 razy droższe?
To bardzo wazne pytania!
Toksyczne jarzeniówki nas prześladują. Już się mszczą krótkowzrocznością u naszych dzieci.
Badania amerykańskiego prof. Stone wśród amerykańskich studentów, udowodniły, iż ta wada występuje u osób przebywających długo w sztucznym świetle.
W Szczecinie doc. Damian Czepita, ze swoim zespołem – dr. Wojciechem Gosławskim, dr. Arturem Stojsą i dr. Izabelą Muszyńską-Lachotą – opublikowali pracę na temat roli światła emitowanego przez lampy żarowe i fluoroscencyjne (jarzeniówki) w rozwoju krótkowzroczności i astygmatyzmu. Praca przedstawia wyniki trzyletnich badań wykonanych wśród 3377 uczniów szczecińskich i podszczecińskich szkół (w wieku od 6 do 19 lat), których rodzice dodatkowo wypełniali ankiety.
Szczeciński zespół dokonał też zupełnie nowego odkrycia – wykazał, że światło emitowane przez jarzeniówki powoduje częstsze występowanie astygmatyzmu. Głównym sprawcą tego zjawiska jest tętnienie światła jarzeniówek, związane z częstotliwością prądu zmiennego. To pulsowanie światła prowadzi do zaburzeń w rozwoju rogówki i komory przedniej oka. I to jest, mówiąc najkrócej, toksyczne działanie jarzeniówki, które udowodnili szczecińscy naukowcy.
Co odkryli nienaukowcy? Zwykli nauczyciele, zwykli uczniowie i studenci? Że ich bolą oczy i głowa, a także są rozdrażnieni i gorzej pamiętają, Nauczyciele twierdzą, że dzieci w klasach z jarzeniówkami są niezwykle pobudzone i agresywne. Znerwicowane.
A cukrzyca u naszych dzieci, czy nie jest przez jarzeniówki?
A więc słuchać Uni, czy nie słuchać?
Artykuł kierujemy do naszych przedstawicieli w parlamencie europejskim. Jaka będzie odpowiedź?
Do wrażliwych, nastawionych patriotycznie Rodaków...
|
|
|
08.09.2010r.
Do Członków , Sympatyków i Przyjaciół
Do wrażliwych, nastawionych patriotycznie Rodaków w kraju i za granicą !
Apel o pilną pomoc i poparcie !
Ostatnie dni spontanicznego zachowania się w czasie narodowej żałoby wykazały, że zdecydowana większość Polaków ma postawy patriotyczne i manifestacyjnie deklaruje je. By zweryfikować praktycznie te postawy Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu, pierwszy w Polsce i na świecie, zaapelował do patriotycznie nastawionych obywateli o pomoc finansową, m.in. na konserwację Pomnika Ofiar Stalinizmu stojącego od ponad 20 lat w centrum Wrocławia, i wymagającego naprawy.
Pomnik był wielokrotni dewastowany przez tzw. "nieznanych sprawców". Jego budowę zainicjował Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu w miesiącu kwietniu, 1988 - Miesiącu Pamięci Narodowej - zbudowany przez Ofiary represji stalinowskich w CZYNIE OBYWATELSKIM , SPOŁECZNYM, i odsłonięty 17 września 1989, w 50-ta rocznicę agresji Związku Radzieckiego na Polskę. Działa już 20 lat i realizuje cele patriotyczno-narodowe.
Przede wszystkim zabiega i upomina się o naprawienie krzywd moralnych wyrządzonych Polakom przez rodzime i obce siły stalinowskie, a także w okresie poststalinowskim. Komitet inicjuje i organizuje przeciwdziała powstawania nowych krzywd i nieprawości. Dąży także do ujawnienia prawdy o przeszłości m.in. wypełnienia tzw. "białych plam" w najnowszej historii Polski oraz napiętnowania i ukarania zbrodni stalinowskich.
Komitet prowadzi działania zmierzające do oddania hołdu tym wszystkim , którzy zginęli gdzieś daleko od Ojczyzny lub zostali zamęczeni w kraju przez oprawców stalinowskich.
Uważamy że ukazywanie prawdy może i powinno służyć także teraźniejszości i stanowić przestrogę przed powtórzeniem podobnych wynaturzeń przez kolejne obozy rządzące.
Naprawienie naszego "Polskiego Domu" wymaga wielu wyrzeczeń, poświęceń, heroizmu ,a przede wszystkim dobrych obywatelskich , patriotycznych czynów i przykładów.
Nie można bowiem oczekiwać pożądanych postaw obywatelskich i patriotycznych jeśli nie uczyni się, nawet spóźnionego i choćby symbolicznego, ale szczerego gestu wobec ludzi okrutnie skrzywdzonych w przeszłości, za to tylko że byli Polakami, że kochali swoją Ojczyznę, że się dla niej poświęcali , cierpieli głód, prześladowania, poniżenia, poniewierkę, odnosili rany, umierali.
Komitet nigdy nie był i nie jest dotowany przez budżet państwowy, przez samorządy lokalne, ani przez żadne instytucje zagraniczne. Działał bez jakiekolwiek pomocy i zainteresowania ze strony władz państwowych i samorządowych. Pomnik ma doprowadzony gaz miejski i jest oświetlony. Mieszkańcy i przyjezdni spotykają się przed Pomnikiem w czasie uroczystości patriotycznych i narodowych. Większość członków , opiekunów Pomnika już nie żyje lub ma około 80=90 lat i nie jest w stanie podołać tym fizycznym pracom. Poza tym są to bardzo biedni ludzie( pobierają 700-900 zł. emerytury). Dlatego Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu zmuszony jest żebrać o pomoc u tych, którzy mają trochę więcej i wyrażają postawy obywatelskie i patriotyczne. Po katastrofie w Smoleńsku 10 kwietnia wielu Polaków zademonstrowało głośno, manifestacyjnie, spektakularnie, zwłaszcza przed Pałacem Prezydenckim, swoje postawy patriotyczne. Każde wsparcie będzie kwitowane publicznie w Internecie imiennie.
Chodzi także o to, by te deklarowane i manifestowane postawy obywatelskie, patriotyczne demonstrowane w czasie narodowej żałoby, potwierdziły się w praktyce.
Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu Polsce, Leszek Skonka
Wrocław 11 kwietnia 2010
stalinism@wp.pl
Adres do korespondencji 5O-046 Wrocław, ul. Sądowa 10/7
fax.(48) 71 7809081, kom. 691830350,
Konto: Komitet Pamięci Ofiar Stalinizmu, Bank Pocztowy O/Wrocław
Nr 31 1320 1999 2311 6535 2000 0001(prefiks za granicą POCZPL4P
Najlepsza gmina, najlepsza wieś, najlepsza...
|
|
|
06.09.2010r.
Najlepszą gminą województwa Zachodniopomorskiego wydaje się gmina Goleniów. Już po samym mieście Goleniów można przypuszczać, że ma dobrego burmistrza i dobry sztab. Czystość miasta może konkurować ze słynną czystością miasta Gdyni czy Sopotu. Jedynymi mankamentami wydają się niedopracowane tabliczki informacyjne o kursach autobusów, ale... gdzie można spotkać tak uprzedzająco grzecznych kierowców, uważnie zatrzymujących się przed przechodzącymi pieszymi.
A w tej gminie - wieś Lubczyna. Jak w Goleniowie, tak we wsi Lubczyna równie czysto i starannie. A we wsi - sołtys kobieta - Stanisława Stypik. Niezwykle energiczna, staranna, dbająca o wiejskie sprawy, a chyba jedyna sołtys kobieta, która zwróciła trafną uwagę w sprawie wałów przeciwpowodziowych.
Lubczyna przylega do dużego jeziora Dąbie. Wody jeziora łączą się z Zalewem Szczecińskim i dalej z morzem. Gdy od morza wieje silny wiatr północny, wpycha wodę morską i zatrzymuje Odrę, a ta podnosi swój poziom i tworzy powodzie. Dlatego są w Lubczynie wały przeciwpowodziowe, odgradzają wieś od wysokiej wody.
Pani sołtys zwraca uwagę, że wały są bez nadzoru tzw. wałowego. Dawniej była to osoba, która codziennie opiekowała się wałem, dostrzegała naturalne uszkodzenia i alarmowała zwierzchników, a także codziennie wykaszała trawy. Wykaszania traw niezbędne, aby system korzeniowy traw umacniał się i wzmacniał ziemny wał. Brak wykaszania powoduje osłabianie wałów. Wycofanie etatów wałowego, bezpośredniego stróża, odbija się pogarszaniem stanu wałów przeciwpowodziowych.
Wały bez silnego systemu korzeniowego - słabną, robią się gorszej jakości. Bez umacniających, silnych korzeni trawiastych, cieniutka, osłabiona warstewka ziemi wałowej szybciej mięknie i łatwiej spływa ze strugami deszczu.
Jest to zjawisko podobne do następstw wycinania drzew w górach. Ogołocone zbocza górskie, po długich opadach, zmiękczone, pozbawione oparcia korzeni, spływają lawinami błotnymi i zalewają wsie i osiedla, grzebiąc dziesiątki, setki czasem tysiące ludzi.
Gdy wały były konserwowane pracą wałowych, silniejsze wały były miejscami rekreacji, spacerów. Obecnie na osłabione wały wstęp zabroniony!
Warto więc funkcję wałowych przywrócić, bo wydatek na pensje wałowych mniejszy będzie od kosztów napraw wałów w ostatniej chwili.
List do Lecha Wałęsy - Prezydenta Polski w latach 1990-1995
|
|
|
02.09.2010r.
Szanowny Panie Prezydencie.
Dziękuję Panu za poniesione trudy dla odzyskiwania Wolnej Polski. Uprzejmie proszę o zapoznanie się z niektórymi artykułami internetowej gazety:
Polski Tygodnik Dyskusyjny.
Z wyrazami szacunku
Jacek Kwiatkowski
Redaktor
artykuły dołączone:
30 lat ”Solidarności” – bez Wałęsy (28..08.2010)
Powódź - stan wyjątkowy nagląco potrzebny (08.08.2010)
Polacy chcą, aby zająć się gospodarką kraju, a nie odwracania uwagi paradami seksualnymi ! (10.07.2010)
Zacznijmy budować zbiorniki przeciwpowodziowe, strata około 30 miliardów, a może i więcej (24.05.2010)
Nagroda za zamiecenie kościoła (23.01.2010)
Trzeba poprawić system wyborczy (29.11.2009)
Odkrycie szczecińskich naukowców. Toksyczne jarzeniówki! (16.07.2009)
Lech Wałęsa ostrzega (04.07.2009)
Międzynarodowy Ruch Homoseksualny (25.03.2008)
Niemądry Komisarz Unii Europejskiej (12.03.2007)
Jak sprawdzić wiarygodność kandydatów na posłów i senatorów ? (23.09.2005)
Dlaczego nasz kraj choruje ? Część 2. Artykuł przedwyborczy niesponsorowany (25.08.2005)
Dlaczego nasz kraj choruje ? (15.08.2005)
OSZUSTWO, ELEKTROWNIE ATOMOWE SĄ NIEEKONOMICZNE (bez daty)
List wysłany pocztą zwykłą na adres:
Biuro Lecha Wałęsy
Długi Targ 24, 80-828 Gdańsk
DRUKUJ LIST
30 lat "Solidarności" - bez Wałęsy
|
|
|
28.08.2010r.
Początek ery "Solidarności" był wspaniały. Polacy z entuzjazmem poparli podpisane w Stoczniach Gdańskiej i Szczecińskiej porozumienia z przedstawicielami władz PRLu. Polacy także poparli porozumienia Okrągłego Stołu. Polska miała być uczciwa i wspaniała, broniąca słabych i biednych. Poparli także pierwszych kandydatów na posłów i senatorów, którzy fotografowali się z Wałęsą.
A co potem?
Potem pojawiło się hasło TKM. Teraz kur.. my! Naśladowania poprzedniej władzy, w bardziej karykaturalny i niekontrolowany sposób.
W obalonym PRL pokrzywdzony człowiek, zamiast chodzić do sądów, dreptał do Komitetu Partyjnego PZPR - Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, albo Komitetu SD - Stronnictwa Demokratycznego, albo do Komitetu PSL - Polskiego Stronnictwa Ludowego. Tam prosił o interwencję w swojej sprawie. Ktoś w Komitecie - podnosił słuchawkę, wykręcał numer przedsiębiorstwa lub instytucji: - "słuchajcie, skarży się towarzysz... obywatel... że... - i był oczekiwany skutek.
Nie zawsze, ale dość często.
W nowej RP znikły Komitety, a skargi ludzi pokrzywdzonych mogły załatwiać sądy, biura poselskie i senatorskie, a także Rzecznik Praw Obywatelskich oraz Federacje Konsumentów.
Niestety, nowe władze bardziej się odgrodziły od obywateli, jak władze poprzedniej PRL. Trudniej się było dostać do Nowego Sejmu, który zaczął być pilniej strzeżony niż dawniej. Do Hotelu Poselskiego i restauracji zabroniono wstępu "zwykłym" Polakom. Nowi posłowie i senatorowie zaczęli się zachowywać jak przedsanacyjna szlachta, niedostępna, z dającą się odczuć u niektórych pogardą dla szarego człowieka.
Gdy w PRL ludzie pisali do władz listy, otrzymywali odpowiedzi takie czy inne, ale były to odpowiedzi na temat. W nowej RP na listy otrzymywali najczęściej odpowiedź: - "dziękujemy za nadesłaną korespondencję". Odpowiedzi nie uzyskiwali, chociaż ilość urzędników do załatwiania spraw zwiększyła się dwukrotnie.
Prokuratury w poprzednich rządach PRL przyjmowały skargi cała dobę. W Nowej RP zaczęły zamykać drzwi po 16-tej, gdy petenci zbyt natarczywie dopraszali się obrony przed bezprawiem, uzyskiwali często groźbę aresztowania lub osadzenia w zakładzie psychiatrycznym. Ilość tak osadzonych, według szerzonych w społeczeństwie szeptów, zwiększyła się więcej jak w poprzednim PRL.
Te zatrważające zmiany w zachowaniach społecznych zaczął dostrzegać Wałęsa, gdy pożegnał się z prezydenturą i miał czas na bezpośrednią od dołu obserwację polskiej rzeczywistości, do której sam się też przyczynił.
Wałęsa zaczął krytykować nowe władze, nowych ludzi we władzach "Solidarności" i odżegnywać się od ich postępowania wobec społeczeństwa. Ale ani we władzach, ani w nowej "Solidarności" nikt nie chciał brać pod uwagę Wałęsy. Uważali, że Wałęsa nie rozumie nowej rzeczywistości.
Dla Wałęsy niewłaściwe działania władz i "Solidarności" były widoczne jak na dłoni. Nie na darmo był przewidującym strategiem dawniej, i przenikliwość go nie opuściła. Wałęsa uważa, że jego wysiłek i jego trudy i poświęcenie dla Kraju zostały zmarnowane przez władze związku "Solidarność" i nie chce mieć z nimi nic wspólnego. Nie chce swego autorytetu w spotkaniach z nową "Solidarnością" podważać i niszczyć.
Chyba że "Solidarność" zmieni swój stosunek do Wałęsy i zacznie z uwagą traktować jego słowa.
Albo obecnemu Prezydentowi RP Bronisławowi Komorowskiemu i Premierowi Donaldowi Tuskowi uda się naprawić błędy nie usunięte przez poprzednie ekipy rządowe i "Solidarność".
Czy skazańcy mają prawo publikować?
|
|
|
15.08.2010r.
Coraz częściej więźniowie mają dostęp do internetu. Nie wszyscy skazani prawomocnymi wyrokami przebywają w klasycznych miejscach odosobnienia. Niektórzy skazani za morderstwo, oszustwo, zdradę po pewnym czasie zostają uznani za niewinnych. Czy zgodnie z konstytucjami rozmaitych państw, tacy napiętnowani ludzie mają prawo do zamieszczania swoich protestów, rozważań, przemyśleń w mediach, w szczególności w internecie, zwłaszcza na portalach społecznościowych? Czy im tego nie wolno czynić?
Pewien obywatel został pomyłkowo skazany przez polski sąd i kiedy zamieścił parę artykułów wyjaśniających sprawę, to strona pozywająca przesyłała skany wyroku do adminów i niektórzy z nich kasowali artykuły, zawiadamiając autora, że właśnie otrzymano kopię wyroku, zatem z tego powodu nastąpi zdjęcie tekstu...
Ostatnio świat poznał wstrząsająca prawdę - amerykański więzień, odbywający wieloletnią karę za morderstwo, został uniewinniony i budżet wypłaci mu 8 milionów dolarów odszkodowania za niesłuszne pozbawienie wolności.
Czy nasze portale są przygotowane na takie wydarzenie? Powstaje pytanie prawne - "Czy skazanie obywatela pozbawia go możliwości zamieszczania artykułów dotyczących jego sądowych problemów?". Ma prawo, czy nie ma prawa do edytowania swoich tekstów na naszych portalach? Czy wynika to wprost z regulaminów, czy jest to swobodna interpretacja dokonana przez niektórych adminów? Okazuje się, że część z nich jest przekonana, że skazańcy nie mają prawa pisywać w internecie. Zatem - czy przesłanie do admina informacji, że zapadł wyrok albo że sprawa jest na wokandzie, jest podstawą do całkowitego ocenzurowania tekstów, czyli do ich nieopublikowania? A może w takich przypadkach admini powinni pod artykułem dołączać treść wyroku lub informację o toczącym się procesie?
Niektóre portalowe regulaminy zabraniają publikowania tekstów osób naznaczonych przez Temidę - czy jest to zgodne z Konstytucją 1997? Czy portal, którego admin spowodował skasowanie felietonu, powinien zgodzić się na jego ponowną publikację dopiero po zmianie wyroku, czy wcześniej, choćby po zapoznaniu się z argumentami niniejszego artykułu?
Na kanwie dramatycznych wydarzeń sprzed lat, powstał film pt. "Dług". Rozgorzała ogólnopolska dyskusja nt. dopuszczalności czynu bohatera filmu i odstąpienia od jego sądzenia według najsurowszych procedur. W realu więzień został ułaskawiony przez Prezydenta RP, jednak przebywał w odosobnieniu 10 lat. Wówczas nie było tak rozbudowanej internetowej sieci, jak dzisiaj, lecz pytanie jest aktualne - czy mógłby na portalach wyjaśniać swój punkt widzenia, broniąc swojej postawy? A teraz może zamieszczać swoje felietony na portalach? A wspomniany Amerykanin - czy mógłby pisywać na naszych portalach o swej niewinności? Czy jednak zostałby skreślony przez admina? Czy byłby prześladowany przez pewne grono osób przekonanych o jego winie? Przecież za każdym razem, przy każdej okazji, przy każdym jego artykule, entuzjaści przestrzegania prawa, przywoływaliby go do respektowania prawomocnego wyroku! Czy po latach by go przeprosili? Czy admin zamieściłby archiwalne już teksty po unieważnieniu pierwotnego prawomocnego wyroku?
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
|
|
13.08.2010r.
Media opisują pewien incydent i to z dość zamierzchłej przeszłości, który mógł zmienić losy świata.
Pewien Irland, Michael Keogh, w latach 1914-16 walczył z Niemcami po stronie Brytów, za co otrzymał odznaczenie za odwagę, jednak po wzięciu go do niewoli przeszedł na stronę Niemców, którzy wówczas skutecznie podsycali irlandzki nacjonalizm, aby osłabić Wielką Brytanię. Swoje losy opisywał w pamiętniku, który został odnaleziony kilka lat temu (w 40 lat po jego śmierci, czyli w 1964).
W 1919 roku, irlandzki oficer udał się z kilkoma uzbrojonymi żołnierzami i w ostatniej chwili uratował przed linczem dwóch rannych agitatorów, którzy namawiali do wstąpienia w szeregi partii DAP (Niemiecka Partia Robotnicza; późniejsza NSDAP - Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników).
"Jeden z nich, z charakterystycznym wąsikiem, przedstawił się jako Adolf Hitler. Groziło im, że zostaną skopani na śmierć".
Jak wiadomo, owo monstrum doszło do władzy w 1933 roku. Jak to się skończyło dla Niemców, Europy i świata, to wszyscy wiedzą. Gdyby jednak ów pan Michał niezbyt spiesznie udawał się na miejsce niedoszłego linczu albo gdyby po przybyciu nie wykazał się zbytnimi ratunkowymi działaniami, to pan Adolf (był wówczas płatnym konfidentem kontrwywiadu wojskowego) zostałby zatłuczony przez tłum i jakikolwiek ślad po nim by już dawno zaginął.
Niestety, Los (Bóg?) chciał inaczej i po paru latach doszło do śmierci milionów ludzi oraz do największych zmian granic i ustrojów w historii świata.
Jakże niewiele brakowało, aby ci zabici i wymordowani ludzie przeżyli swoje życie całkiem inaczej, zwłaszcza Żydzi, którym twórca tysiącletniej Rzeszy zgotował iście piekielny los. Dzieje narodów uciemiężonych przez innego zbrodniarza (Stalina, sojusznika Hitlera) także potoczyłyby się inaczej. Dzieje nasze, naszych rodziców i dziadków byłyby inne. Również losy Niemców byłyby inne - nie ujawniłoby się aż tylu zbrodniarzy, bowiem ich ukryte preferencje nie wydostałyby się z ich ukrytych jestestw; ci ludzie byliby w większości przeciętnymi, normalnymi obywatelami, którym do głowy nie przyszłoby masowo mordować innych ludzi. Także pośród narodów zniewolonych, nie znalazłoby się tak wielu ludzi zabijających w samoobronie i w odwecie.
Czy potomkowie ofiar hekatomby zechcą się pomodlić za duszę Michaela Keogha? Czy ktokolwiek (oprócz jego rodziny) ciepło o nim jeszcze pomyśli? Podobno dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Z powodu dobrych chęci Irlanda, piekło wybrukowano kilkudziesięcioma milionami czaszek. Dobry Bóg mógłby wówczas utrudnić dotarcie do przyszłego zbrodniarza, który nie zdołałby napisać swego diabelskiego dzieła "Mein Kampf". Niestety, Stwórca zagapił się!
Ponieważ istnienie człowieka jest pasmem szeregowo złożonych wydarzeń, wystarczyłoby zarówno przed opisanym incydentem, jak też po nim, aby Los (Bóg?) nie był zbyt łaskawy dla oprawcy wszech czasów. Wystarczyłby jeden jedyny wypadek, o jakich codziennie media nam donoszą, kiedy to giną najczęściej niewinni ludzie...
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Powódź - stan wyjątkowy nagląco potrzebny
|
|
|
08.08.2010r.
Powodzie wracają, a w gazetach brakuje dyskusji o pilnej potrzebie budowy zbiorników przeciwpowodziowych. Milczą jak zaklęte. Załamują tragicznie ręce. Pełno opisów jak i gdzie zalało.
A w Polsce brak drugiego Jaruzelskiego.
Wprowadził stan wojenny o włos przed wojną domową. Bo rzeczywiście wojna domowa groziła. Chętni sprzedawcy broni czekali na nieuchronny koniec pokoju i spokoju w Polsce, a nawet dokładali się pieniężnie do podsycania niepokojącego rozwoju wydarzeń i liczyli przyszłe zyski. Na całe szczęście do wojny domowej nie doszło.
Podobnie i dzisiaj, gdy coraz większe połacie kraju zalewane są przez nieujarzmioną wodę, gdy coraz głębiej wciąga w rozpacz coraz więcej poszkodowanych obywateli naszego kraju, odczuwa się brak odważnych decyzji. Decyzji zapobiegania następnym powodziom, następnym katastrofom, następnym rozpaczom.
Potrzebny stan wyjątkowy dla tej części kraju, gdzie jest on niezbędnie potrzebny. I nie tylko stan wyjątkowy, ale i pilne zorganizowanie budowy zbiorników przeciwpowodziowych. I potrzebna wiedza. Prawdziwa wiedza nie koniecznie podparta dyplomami, ale oparta na głębokiej znajomości przyrody i praw natury.
Bo przecież pojawili się namiętnie nakłaniający do wystrzelania bobrów, które rzekomo dziurawią tamy przeciwpowodziowe. Bobry dziurawią ziemię pod wodą, nie powyżej wody. Poniżej lustra wody! I nie one przyczyniły się do powstawania powodzi, ale wieloletnie lenistwo osób, które za zapobieganie powodziom brały i dotąd biorą nasze pieniądze.
Wały powinny być dobrze konserwowane. Ale wały są tylko rynną kierującą rzeką lub strumieniem. Coraz więcej deszczów, a rynny muszą być coraz wyższe i wyższe, i ciągle są to wały zwykłej ziemi, które zalewane coraz wyżej i dłużej przesiąkające, upodobniają się do miękkiego ciasta, przez które łatwo przebija nurt i rozlewa się szeroko topiąc Polskę.
Nie można nastawiać się na coraz wyższe wały. Tą wodą trzeba kierować rozsądnie. Takim rozsądkiem kierowały się bobry, robiąc zapory w rzekach i strumieniach, tworząc wodne rozlewy. Regulując ruchem nadmiernej i potrzebnej dla nich wody.
My w regulacji wody musimy być mądrzy. Taki system wodny zbudować, aby wody deszczowe gromadzić w zbiornikach, i wypuszczać tę wodę w czasie suszy.
Każdy zbiornik mający bramę-śluzę otwieraną na polecenie centrali warszawskiej, pilnie śledzącej na monitorach opuszczanie i podnoszenie się wody w rzekach i strumieniach całej Polski. Centrali sterującej otwieraniem i zamykaniem zbiorników.
Trzeba taką ilość zbiorników przeciwpowodziowych zbudować, taką ilość, taką ilość, by powódź przestała straszyć w nocnych snach, aby z powodziami skończyć raz - a dobrze. Tak jak stan wojenny przeciął wybuchającą prawie wojnę domową.
Potrzebny narodowy zryw przeciwpowodziowy. Potrzebny organizator. Potrzebny nowy prezydent - a mamy nowego prezydenta, aby wygłosił orędzie narodowe związane z powodzią, rzucił myśli, nakierował działania, podjął kroki decyzyjne, nakreślił plan, wyznaczył terminy i powołał prawdziwy sztab antypowodziowy i uwolnił Polaków od zmartwień związanych z powodzią.
Aby ta zagrażająca nam często woda, zaczęła nam przyjaźnie służyć. Aby wody stały się spokojne, i w pobliżu wód przebywali i mieszkali bez lęku o przyszłość.
Jacek Kwiatkowski
|
|
24.07.2010r.
Przed godziną 21-ą z autobusu 75 jadącego do dworca PKP, na przystanku przy ul. Wyszyńskiego, wylatuje butelka po piwie. Wewnątrz autobusu, przy drzwiach, rozsiadają się szeroko z miną zwycięzców, dwóch młodych, po 25 lat. Pewni siebie, obrzucają spojrzeniem niedalekiego pasażera, może im podskoczy, a wtedy...? W dużym autobusie tylko kilka osób.
W rękach butelki z piwem, nogi na siedzeniach, brudzą.
Komórka przy uchu. - Ale mu dałem, sprawa doszła do komendy! Będzie miał dość! Jego kariera skończona...
Wysiedli przy dworcu PKP. W rękach butelki, przykładane do ust. Pewni siebie i swojej bezkarności.
Trwa wojna między policjantami a ludźmi niebezpiecznymi. Ludźmi bez poczucia obowiązku, szukających łatwego życia i szybkich pieniędzy.
Czasami w tej wojnie przegrywają policjanci przykładający się do swojej misji. Narażają zdrowie, życie a padają ofiarą podstępów, fałszywych oskarżeń, sprytnie aranżowanych, wyjaśnianych po latach.
Czasami wygrywają policjanci. W opisanej sytuacji autobusowej przydałby się numer SMS-owy policji. Do niego mogliby kierować pasażerowie informacje o zakłóceniach publicznego porządku, chuligaństwie. Potrzebny jak w takim przypadku: w przepełnionym autobusie podszczecińskim, mężczyzna przyłożył nóż do gardła przerażonej kobiecie.
Policyjny numer SMS jest niezmiernie potrzebny.
Policjantkom i Policjantom w dniu ich święta wszystkiego najlepszego !
Kamery w urzędach, samochodach i w samolotach
|
|
|
23.07.2010r.
Kamery są już chyba wszędzie. W żłobkach, przedszkolach, szpitalach. Niektórzy pacjenci nawet protestują, bowiem nie chcą być podglądani na oddziałach szpitalnych i skargi ślą do rzecznika prawa pacjentów. Dyrekcje wielu szkół chwalą się, że mają kilkanaście kamer, zaś coraz więcej włodarzy zachwala swoje centra miejskie i wiejskie, że są bogato okamerowane.
W wielu domach ludziska mają kamery, aby obserwować zwierzęta, dzieci, samochody, sąsiadów, spacerowiczów. Dzięki temu są spokojniejsi o swych potomków lub o swe pojazdy. Mogą wszystkiego doglądać poprzez internet i nagrywać wszystko do woli. Wielu zapewne kieruje się wścibstwem i ciekawością.
Lekarze mają do dyspozycji miniaturowe kamerki, które umożliwiają lub ułatwiają prowadzenie operacji. Obraz może być przesyłany do konsultacji nawet na drugi koniec świata.
W internecie istnieje wiele nagrań z podglądów, często nielegalnych, ale wyjaśniających afery - a to łapówki, a to poniewierane dzieci, a to obyczajowe incydenty.
Kamery są coraz doskonalsze technicznie i coraz tańsze. Jutro należy do kamer - niemal wszędzie będą kamery; będziemy podglądać i będziemy podglądani.
Urządzenia te instalowane są również w autobusach, dzięki czemu kierowcy i kontrolerzy w bazie mogą mieć wgląd w aktualną sytuację.
Nowoczesne samochody powinny mieć kamery zamaskowane w rejonie reflektorów i czarne skrzynki, które przechowywałyby dane z jazdy (np. z ostatniego kwadransa) i w razie wypadku byłyby wielce pomocne w orzecznictwie. Towarzystwa ubezpieczeniowe powinny opracować system zniżek dla automobilistów posiadających takie sprawne systemy zapisu. Gdyby jednak podczas wypadku lub kradzieży, system nie zadziałał z winy właściciela, ulgi byłyby zawieszane przez ubezpieczyciela.
Taksówkarze mogliby mieć kamerki wewnątrz swoich warsztatów pracy, aby podnieść bezpieczeństwo i nie chodzi tu o techniczną stronę prowadzenia auta. Pojazdy instruktorów jazdy mają kamerki od paru lat, jednak chodzi tu o kontrolę poziomu prowadzonego kursu i o sprawy finansowe, a dokładniej - o walkę ze szwindlami.
Aby zmniejszyć liczbę przekrętów, należałoby instalować kamery w urzędach, gdzie spotykają się petenci z urzędnikami. Urządzenia byłyby widoczne, zaś obie strony byłyby świadome, że są nagrywane; więcej - na wstępie byłaby głosowa informacja o numerze sprawy i nazwiska uczestników negocjacji oraz numer lub tytuł sprawy.
Samoloty zwykle posiadają 2 czarne skrzynki, choć nasz rządowy Tu-154 miał aż cztery. Rejestrują dziesiątki a nawet setki parametrów lotu, w tym rozmowy załogi z kontrolerami lotów. Ale samoloty nie mają... kamer. Te kosztowne pojazdy, które wożą coraz więcej pasażerów, jakoś unikają montażu wizyjnych systemów. Po tragedii 10 kwietnia 2010 powstało szereg hipotez, także sugestia, że w ostatnich chwilach samolot był pilotowany przez generała, nie zaś kapitana samolotu. Miliony Polaków rozmyślają kto i co sugerował, kto sterował, kto i co robił w kokpicie załogi, w kabinie pasażerskiej i w salonikach, co robił pilot w ostatniej fazie lotu?
Gdyby były kamery, to nie byłoby tych wszystkich spekulacji, które pewnie nie zostaną nigdy wyjaśnione. Nowy samolot, a nawet jego remont, to wielomilionowe wydatki, czarne skrzynki to szczyt techniki i też spore wydatki i aż wydaje się dziwne, że nie są instalowane kamery, które wobec wymienionych kosztów, są jedynie symbolicznymi wydatkami. Lotniczy ubezpieczyciele również powinni zaproponować system zniżek dla właścicieli okamerowanych samolotów. Federacje konsumentów, ponieważ bronią swoich klientów, powinny naciskać na przewoźników, aby montowali kamery w samolotach, bowiem w razie sporów sądowych, nagrania znakomicie przyspieszałyby i ułatwiały dochodzenie prawdy. Także incydenty mniejszej wagi, dzięki nagraniom, byłyby sprawiedliwiej oceniane przez przewoźnika lub przez sądy, natomiast wiedza o zainstalowanych kamerach znakomicie temperowałaby zapędy podekscytowanych pasażerów i załogi.
Wideonagrania byłyby pomocne w szkoleniach załóg oraz w projektowaniu nowszych modeli samolotów, zaś istniejące powietrzne pojazdy mogłyby być przebudowywane po dogłębnej analizie fonii i obrazu.
Osobną sprawą jest udostępnianie obrazów zarejestrowanych podczas ostatniego lotu, zwłaszcza obrazy z tragicznego końca. Obrazy te byłyby przeglądane i opracowywane wyłącznie przez zaprzysiężonych specjalistów, nieuprawnione ich rozpowszechnianie byłoby surowo karane, jednak po pewnym czasie, np. 10 lat, mogłyby być ujawniane w mediach. Byłyby także przydatne do tworzenia filmów dokumentalnych, fabularyzowanych na podstawie wideozapisów.
Gdyby istniały kamery na pokładzie samolotu, który uległ katastrofie 10 kwietnia 2010, to miliony Polaków nie straciłoby wielu milionów godzin na dyskusje, zastanawianie się i na rozpamiętywanie wielu błędnych lub całkiem absurdalnych hipotez. Politycy i dziennikarze mieliby znacznie mniej do powiedzenia i nie byłoby aż tylu zadrażnień na międzynarodowej linii Polska - Rosja. Już dzisiaj wiedzielibyśmy tyle, ile dowiemy się podczas paru zbliżających się miesięcy, a przecież całkiem możliwe, że o wielu ważnych szczegółach nie dowiemy się nigdy.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
I znowu parada związana z seksem!
|
|
|
16.07.2010r.
I znowu klapa dla rozumu.
Jeszcze nie obeschły grunty popowodziowe, jeszcze trwa rozpacz po zmarłych, jeszcze mrużą się oczy w bezdennej rozpaczy po stracie gromadzonego mozolnie dzień po dniu, godzina po godzinie dobytku, który unicestwiła woda, a tu w stolicy wchodzą marsze seksualnych maniaków, w towarzystwie parlamentarzystów, których wybraliśmy MY! OBYWATELE na nasza zgubę!!! Zgubę naszych marzeń, że Polska będzie Polską, a człowiek będzie człowiekowi życzliwym bratem, nie okradającym go, nie namawiającym do złego.
Opierając się na aktualnej Konstytucji Polski można zakazać marszów seksualnych na ulicach miast, wsiach, osiedlach, nawet dzielnicach. Preambuła Konstytucji, aby wolności szanować: „wzywamy, aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka”,
Tymczasem zaczyna się ogólnopolskie „pranie mózgów” w mediach. Aby godność człowieka sprać do zera. Jak psycholodzy nakazują: wmawiajcie, wmawiajcie, a uzyskacie rezultat, choćby najkłamliwszy, tak agitatorzy seksu, oczywiście za pieniążki z tym związanego przemysłu, lobbują:
Trzeba przyzwalać na nauki homoseksualne w szkołach. Musi być zgoda urzędów na zawieranie małżeństw osób tej samej płci, kobieta z kobietą, mężczyzna z mężczyzną.
Zwolennicy grupowego seksu w niebogłosy rozpaczają, że zachowujący jeszcze resztki zdrowego rozsądku, nie chcą oddawać im dzieci pod opiekę.
Czy sprawy intymne, miłości, uczuć głębokich, które stały się fundamentem tworzenia prawdziwych rodzin, pozostawić na zatracenie na żądanie bezmózgowców?
Czy dla nich podważyć, zniszczyć fundamenty kultury rodzinnej, puścić wszystko na straty, w przepaść, niech idzie wszystko w diabli.
Niech to, co wytworzyły setki tysiące lat ewolucji kulturalnej, wraz ze światem niech świat wali w rytm muzyki seksalnej, wolności seksualnych przedstawień i demoralizacji maluczkich, coraz to młodszych dzieci.!
Czy dopuścić do parad seksualnych osobom, którzy pałają miłością do ... nieboszczyków, do zwierząt? Nieżyjący międzynarodowy ekspert z dziedziny miłości fizycznej, profesor Bilikiewicz z Gdańska, opisywał miłość, którą też może zażądają „ONI” do pokazania w marszach ulicznych: ona kucała na sedesie, on zbliżał się, pochylał, i w momencie gdy ona oddawała kał, on kał zlizywał doznając olbrzymiego narkotycznego zadowolenia seksualnego. Czy to też pokazywać w marszach seksualnych? Przecież wolność to wolność!
Czy do takich wolności ma dojść? Z transparentami równość - wolność – braterstwo, pod którymi sztandarami umierali tysiącami Francuzi !!!
Pisaliśmy przecież, że do ulicznych marszów wyzwolenia seksualnego wkrótce będą domagać się osoby idące wspólnie z psami, kotami, osłami, świniami, i tak dalej. A także z wykopanymi z grobów nieboszczykami. Z nieboszczykami na plecach...
Rozumie – wracaj!
Polacy chcą, aby zająć się gospodarką kraju, a nie odwracania uwagi paradami seksualnymi!
|
|
|
10.07.2010r.
Polacy po 2 wojnie światowej zakasali rękawy i zabrali się do usuwania olbrzymich zniszczeń wojennych. Bez pożyczek zagranicznych! Zbudowali nową Warszawę, nowe miasta, nowy przemysł, nową flotę handlową. A przede wszystkim powszechną życzliwość.
Gdy odłączyli się od Związku Radzieckiego zobaczyli, że zaufanie jakie pokładali w nowych przez siebie wybranych ekipach parlamentarnych było nieuzasadnione.
Zamiast dalszego rozwoju państwa, zobaczyli, że państwo zaczyna upadać, długi zagraniczne rosnąć, bezrobocie jeszcze więcej, a przede wszystkim zaczął się upadek obyczajów.
Pojawiły się gazety zagranicznych właścicieli, a oni narzucać zaczęli obcą Polakom obyczajowość, Zamiast rozwoju kulturalnego człowieka, zaczęli człowieka upadlać, rozbudzać najniższe instynkty, opierać wszelkie informacje na seksie.
Kto pamięta czasy stalinizmu? Jak wówczas modną regułą było zaczynać i kończyć oficjalne rozmowy, o geniuszu Stalina, tak podobnie obowiązkową modą stał się seksizm. W artykułach, książkach, publikacjach, wystawach artystycznych, filmach, sztukach - seksizm.
Ludzie zamiast dowiadywać się o dobrodziejstwie kultury zaczęli być po prostu gwałceni umysłowo, huraganowymi atakami mediów - seksuj! seksuj! seksuj!
Szakale naukowi, a jakże – profesorowie, jak za czasów inkwizycji kłócili się, ile diabłów zmieści się na czubku szpilki(!), tak ci szakale, zatajali wiedzę, że wczesna inicjacja seksualna szkodzi młodym mózgom. Z zapałem, przekonują, że im więcej tym lepiej, a im wcześniej - też lepiej.
Stała walka o pieniądze, choćby jak diabelskie, nie ustaje.
A teraz pomyślmy, dlaczego popiera się seksizm, już dla małolenich dzieci. W szkołach! Kto za tym się kryje, i chce zarobić pieniądze na biznesie seksowym!
Koncerny związane z wydawaniem gazet mają olbrzymie środki na "przekonywanie" organizacji nibyekologicznych, biorących udział w marszach proseksualnych, "przekonywanie" nibydziałaczy społecznych, nibydziennikarzy. Zobaczymy tych „niby” na paradach proseksualnych, także poczytamy ich artykuły, ich audycje radio i telewizyjne.
"Przekonywać" nas będą, aby nasze mózgi opanowała myśl seksualna, a nie obrona kraju przed inflacją, bezrobociem, bezpieczeńtwem wewnętrznym i porządkiem publicznym.
Podziwiajmy spryt seksualnych biznesmenów, którzy zajmują miejsce dawnych komisarzy politycznych, "politruków" w obecnej niby demokratycznej kulturze.
Wiwat parady seksualne, uczcijmy upadek rozumu.
Jacek Kwiatkowski
Pomyślności dla Pana Prezydenta Komorowskiego!
|
|
|
05.07.2010r.
Pan Bronisław Komorowski w ogólnonarodowych wyborach został obrany Prezydentem Polski.
Polski Tygodnik Dyskusyjny życzy Panu Prezydentowi Komorowskiemu aby zdrowie Mu towarzyszyło i nie zawodziło, a sztab doradców jak najmniej przeszkadzał.
Mamy nadzieję, że Pan Prezydent nie będzie wetował projektu uchwały o jednomandatowych okręgach wyborczych, jaką będzie proponować Platforma Wyborcza. Spodziewamy się wielu inicjatyw ustawodawczych, a w szczególności przywrócenia prawa odwołania posłów przez wyborców, jakie wyborcy mieli przed 1990 rokiem.
Cieszymy się z wyboru Pana, Panie Prezydencie, że będzie Pan gwarantem stabilności wewnętrznej i zewnętrznej kraju.
Wszystkiego najlepszego! Dużo zdrowia!!!
Czego się boją kandydaci na urząd prezydenta?
|
|
|
24.06.2010r.
Już jesteśmy po pierwszej turze wyborów na urząd Prezydenta Państwa. Frekwencja prawie wysoka. Kandydatów więcej jak w poprzednich wyborach. Ale wybory miałkie, niewyraziste, bezprogramowe.
Wybory na fotografie.
Dlaczego kandydaci unikali prawdziwie ważnych dla społeczeństwa tematów?
Który kandydat na prezydenta państwa powiedział:
- ja usunę inflację z Polski,
- ja usunę bezrobocie,
- ja poprawię prawo, nie będą latami siedzieć niewinni w aresztach wydobywczych,
- ja doprowadzę do tego, że przestępstwa przestaną nękać społeczeństwo, że złodziejstwo, nieuczciwość przestanie sie opłacać,
= ja doprowadzę do tego, że te wszystkie pokradzione kwoty w spółkach skarbu państwa, te odprawy po 8oo tysięcy złotych i większe za miesiąc pracy prezesów i wiceprezesów, zostaną odebrane i wrócone do skarbu pańństwa,
- ja doprowadzę do budowy zbiorników przeciwpodziowych i zdejmę lęk przed utratą mienia i życia,
- ja doprowadzę do tego, że opuszczone matki przestaną rozpaczać z braku prawdziwych alimentów,
- ja doprowadzę do tego, że Polak nie będzie musiał wyjeżdżać za pracą poza Polskę,
- ja doprowadzę do takiego rolnictwa, które będzie nieszkodliwe dla konsumentów,
ja doprowadzę do naprawdę darmowej służby zdrowia, nie będzie dwuletnich kolejek do specjalistów,
- ja tak poprowadzę państwo, że będzie cieszyć się prawdziwym szacunkiem wśród innych narodów.
Co się dzieje w naszym państwie, że kandydaci na Urząd Prezydenta nie chcą poruszać tak waznych problemów? Czyż nie jest to skutek złego systemu wyborczego?
Powyżej jest tekst: CAŁKOWITA DEMOKRACJA POTRZEBNA.
Czytajcie i zapamiętajcie ją. To ona powinna uzdrowić naszą politykę i nasze państwo.
Może wówczas kandydaci na prezydentów będą bardziej odważni.
Jak walczyć z wuwuzelami?
|
|
|
20.06.2010r.
Od kiedy znamy wuwuzele? I cóż to jest? Dopiero po rozpoczęciu Mundialu 2010 w RPA, zaroiło się tam od komentarzy. Okazuje się, że wuwuzele są obecne na boiskach od końca lat dziewięćdziesiątych, masowo zaś zaczęto wytwarzać prawie 10 lat temu w państwie, które jest gospodarzem obecnego mundialu.
Zakrzywione wuwuzele są wszędzie i wydają przeraźliwe dźwięki,jedna osiąga natężenie ok. 129-132 dB. Trudno podczas rywalizacji utrzymać komunikację pomiędzy piłkarzami. Jest to podobno najgłośniejszy instrument używany przez fanów piłki nożnej i może doprowadzić do... trwałej utraty słuchu.
Komitet organizacyjny obecnego mundialu nie zdecydował się zakazywać dmuchania w wuwuzele. Jeśli od wielu lat znali ten koszmarny problem i nie wprowadzili zakazu jego stosowania podczas meczów, to, istotnie, obecna pora nie jest właściwa do walki z wuwuzelą, której nazwa (w języku zulu: "robić hałas") kojarzy się raczej z... Wenezuelą, niż z Afryką.
Media poinformowały, że Szwedzki technik pracujący w skandynawskim radiu odkrył, że trąbki emitują dźwięk o częstotliwości 233 Hz. Wystarczy zablokować tę częstotliwość i nastanie wreszcie... cisza.
Jeśli jest to takie proste, to dlaczego sygnały wysyłane ze stadionów nie są tam modyfikowane? Łatwiej jest tam, niejako centralnie zwalczać, ale w razie kłopotów, to przecież każda telewizja na swoim podwórku może filtrować dźwięki wuwuzeli.
Internetowe sklepy proponują głośne instrumenty i reklamują: "nowa wuwuzela prosto z RPA", "prosto z Mundialu", "prawdziwe trąbki z mistrzostw", "duże trąbki kibica"; ceny od kilku do dwudziestu paru złotych, ale oryginalne (firmy "Vuvuzela") kosztują ok. 20 dolarów.
Co mogą uczynić polscy komentatorzy, a właściwie nasze techniczne ekipy, jeśli rzeczywiście chcą ulżyć naszym uszom? Otóż na stadionie nasi sprawozdawcy powinni poświęcić się i siedzieć w przeszklonej kabinie, której ściany tłumiłyby potworny jazgot najsłynniejszych dzisiaj instrumentów. Ich bohaterstwo nie musiałoby być aż tak wielkie, bowiem kabina mogłaby być klimatyzowana jak szoferka nowoczesnej ciężarówki. Jednak teraz pewnie jest zbyt późno, aby coś sensownego przedsięwziąć - może następnym razem? Drzwi lub okno byłyby uchylone w stopniu umożliwiającym właściwe dawkowanie emocji stadionowych kibiców muzycznie utalentowanych.
Dziwne, że nie wymyślono mikrofonów, które przekazywałyby dźwięki głównie z najbliższej odległości - także nie byłoby słychać kociej muzyki. A w ostateczności pozostaje relacjonowanie zmagań ze studia w Polsce, w ciszy i skupieniu, ale ten sposób jest pozbawiony sportowego klimatu i zacięcia...
PS Organizatorzy rozpoczynającego się 21 czerwca 2010 londyńskiego turnieju tenisowego wystraszyli się jednak zgiełku owych wuwuzeli i na korty Wimbledonu nie będzie można wnieść owych trąbek.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Futbolowa dogrywka bez spalonego
|
|
|
17.06.2010r.
Piłka nożna ze swoimi konserwatywnymi przepisami może stracić wielu zwolenników spragnionych nowoczesnej i szybkiej walki na murawie.
Jeśli mecz dobiega końca, zaś jego wynik jest nierozstrzygnięty, bywają podejmowane rozmaite sposoby na wyłonienie zwycięzcy.
Wielu Polaków pamięta słynne losowanie sprzed 40 lat: po meczu Górnik Zabrze - AS Roma, co Poczta Polska uhonorowała znaczkiem z przywieszką.
Złoty gol - zdobycie gola w dogrywce to natychmiastowe zwycięstwo drużyny, która go zdobyła. Zasada ta została zastąpiona zasadą srebrnego gola.
Srebrny gol - zdobycie przeważającego gola w pierwszej połowie dogrywki kończyło mecz z upływem pełnego czasu połowy dogrywki. Jednak ostatecznie zrezygnowano z tych oryginalnych pomysłów i powrócono do "starych" sprawdzonych sposobów, czyli do serii rzutów karnych.
Może zatem czas na kolejną propozycję? Otóż - jeśli wynik meczu jest remisowy a do końca spotkania pozostało np. 15 minut, to zostaje zawieszony obecny przepis o pozycji spalonej. Zgodnie z regulaminem, przepis o pozycji spalonej jest obecnie również zawieszany - podczas wykonywania rzutów autowych i rożnych oraz dla drużyny inicjującej grę jej na połowie.
W każdym meczu obserwujemy odgwizdywane pozycje spalone, czasami oceniane błędnie przez arbitra, także widzimy gole padające z pozycji spalonej, która nie jest zauważona przez sędziego. Bywa, że zawodnik jest "łapany" na pozycji spalonej, bowiem przeciwnicy zastawiają tzw. "pułapki" na walecznych rywali.
Jednak w przypadku zawieszenia przepisu o pozycji spalonej, wcale nie jest przesądzone, że napastnicy zostaną ustawieni pod bramką przeciwnika i będą oczekiwać na podanie od swoich kolegów, bowiem o tylu zawodników, ilu będzie wysuniętych na połowie przeciwnika, o tylu właśnie będzie mniej na swojej połowie, co może narazić na szybki i skuteczny kontratak w tym decydującym ostatnim kwadransie.
Aby całkowicie nie rezygnować z zalet wynikających z przepisu o pozycji spalonej, jedynie w dwóch przypadkach przepis ten byłby odwieszany - podczas wznowienia gry od własnej bramki w kierunku przeciwnika oraz podczas wykonywania rzutu wolnego.
Nawet jeśli gole będą padać częściej, to mecz rozgrywany według niniejszej propozycji będzie ciekawszy i szybszy, co znakomicie ożywi również widownię. Nagradzana będzie większa mobilność i dynamika zawodników grających ofensywnie i częściej będą przegrywać drużyny wolące grać defensywnie.
Zamiast zawieszenia przepisu o pozycji spalonej podczas omawianego ostatniego kwadransa, można byłoby zarządzić dogrywkę, w czasie której byłby ten przepis zawieszony w proponowany sposób. Pierwsza połowa dogrywki byłaby rozgrywana na zasadzie srebrnego gola (po tej pełnoczasowej części meczu następowałby koniec spotkania, jeśli wynik nie byłby remisowy). W razie remisu, rozgrywano by drugą połowę dogrywki na zasadzie złotego gola. W tym przypadku czas trwania drugiej połowy byłby nielimitowany - w razie braku rozstrzygnięcia w normalnym czasie, druga połowa byłaby przedłużona do czasu zdobycia decydującego gola.
Zatem - pierwsza połowa dogrywki z zasadą srebrnego gola, druga jej połowa z zasadą złotego gola, zaś obie jej części bez spalonego.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
|
|
12.06.2010r.
Za krótka lista kandydatów na prezydenta Polski. Chętnych Kandydatów powinno być nawet tysiące. Wtedy kandydujący zostali by zmuszeni do pokazania w programach wyborczych, co! i - jak zrobić! Żeby wyborcy byli zadowoleni i poszli hurmem do urn.
Niestety, zapora – zebranie 100 tysięcy podpisow poparcia – przepuszcza tylko tych, których na to stać. A więc majętnych, albo mających tzw. sponsorów. W jaki sposób w naszym kraju pobogacili się ludzie? Tak szybko?
Partia Przyszłość sugeruje, aby kandydujący do Urzędu Prezydenta RP podpierali się podpisami poparcia zaledwie 500 osób, znających ich z działalności społeczno-politycznej.
Wówczas szybciej wyłaniały by się idee i myśli ludzi świeżych, nowych twarzy, i mógłby pojawić się nowy i odważny prezydent, który opanował by inflację, bezrobocie, zlikwidował niebotyczne zadłużenie, przywrócił przepisy prawne o odwołanie nieaktywnego posła, po prostu obiboka, który po wyborach zapomina o swoich wyborcach, za darmo bierze społeczne pieniądze; przywrócił przepis o konfiskacie majątku, zdobytym na drodze przestępstwa.
A jak się przedstawiają kandydaci?
Sztab pana Napieralskiego lansuje hasło: razem zmienimy Polskę! Ale... nie precyzuje - na lepszą? na gorszą?
Pan Kaczyński przed kilkoma miesiącami twierdził, że jako dziecko nie brał udziału w zabawach podwórkowych, ale w ulicznych gazetkach propagujących kandydata, w opracowaniu szefowej sztabu wyborczego pani poseł Kluzik-Rostkowskiej, ujawniany jest jako przywódca podwórkowy o nazwie Hetman.
Pan Pawlak nie wiadomo dlaczego nakazał PSLowi sprzeciwiać się wyborom jednomandatowym, lansowanym przez Pana Tuska.
Pan Lepper nie wiadomo czemu nie skierował do sądu żądania odszkodowania, za prowokowany wobec niego przekręt: jeden agent miał trzymać przed Lepperem pieniądze, drugi fotografowac, w ten sposób miał być usuwany z grona polityków. Ostrzeżony umknął z Ministerstwa Rolnictwa, ale czemu nie zażądał za to odszkodowania?
Pan Morawiecki przedstawia się jako Solidarność Walcząca o wolność, ale czemu 4 lata temu, na zebraniu przedwyborczym w Gdyni, wyrwał mi mikrofon z ręki, gdy powiedziałem, że został wycofany przepis o możliwości odwołania posła przez wyborców, i nie zdążyłem powiedzieć, o wycofanym przepisie z kodeksu karnego, o konfiskacie majątku uzyskanego na drodze przestępstwa.
Pan Jurek, czemu o nim mówią, że pojechał chwalić dyktatora Chile Pinocheta, że kazał z samolotów wyrzucać oskarżonych o komunizm, z zawiązanymi rękami drutem kolczastym?
Panowie Olechowski, Ziętek, Korwin-Mikke, czemu nie poparli propozycji wyborów jednomandatowych, które składała Platforma? Oczyściło by to scenę polityczną, wybierani byli by najlepsi.
Pan Komorowski, czemu zawsze taki grzeczny spokojny i opanowany? Mamy się męczyć 5 lat z takim prezydentem?
Jacek Kwiatkowski
List ojca wyrzucanego z mieszkania
|
|
|
08.06.2010r.
Piszę, gdy moja córeczka śpi, bo jesteście droga redakcjo ostatnią naszą deską ratunku przed utratą po 11 latach dachu nad głową.
Jestem ojcem samotnie wychowującym małe dziecko 6-cio letnie. Mieszkamy zameldowani na stałe od 11 lat w mieszkaniu u podopiecznej, osoby chorej na tle psychicznym. Podopieczna kobieta 75 lat, zadała się z ludźmi ze środowiska przestępczego, oni zaś doprowadzili do wyłudzenia od niej mieszkania. Ona zaś w niewiedzy kolejny raz podpisała sprzedaż swojego mieszkania bez przejęcia pieniędzy, a dziś nie ma za co jeść i nie ma za co opłacać swojej części czynszu. Przy podpisywaniu wszelkich umów notarialnych zatajała fakt swojej choroby psychicznej i leczenia. Są dokumenty na to, zgodnie z prawem wszelkie umowy podpisane jej są nie ważne !!!
Zgłaszałem fakty do Policji i do Prokuratury, odmówiono mi pomocy, umarzano, a przestępców - nowych właścicieli, którzy mi grozili, nawet nie przesłuchano - po prostu szok.
Policja jest chyba skorumpowana.
Pojawił się nowy właściciel, przyszedł z agentem od pośrednictwa sprzedaży, by zrobił foto mieszkania, A więc właściciel chce ponownie sprzedać swoje już wyłudzone mieszkanie i się ogromnie wzbogacić. Oświadczyli mi, że nas wyrzucą na bruk. Tę sprawę zgłaszałem już po wszystkich urzędach, nawet do Pana Prezydenta Gdyni Pana Szczurka.
Mieszkania z Urzędu Miasta nie dostałem ponieważ nasz pokój, który zajmujemy, przekracza kryterium o tylko 1,5m2 czyli ma 11,5m2.
Proszę o pilną pomoc w imieniu mojej córeczki Juli Szkudlarz, posiadam wszelkie dowody w tej sprawie, błagam i proszę o pilną pomoc. Sprawa pachnie korupcją i czymś jeszcze gorszym.
Załączniki mogę dosłać, pozdrawiam Mariusz Szkudlarz tel. 792-840-097 Gdynia
lub na maila mariuszheniek@wp.pl , proszę o kontakt.
Od Redakcji
Przesyłamy opublikowany list do Prezydenta Gdyni z prośbą o udzielenie pomocy. Wiemy, że samotnie wychowuje córeczkę prawie od niemowlęcia.
Z pewnością Miłe Panie, zajmujące się sprawami mieszkaniowymi w U.M. w Gdyni, wezmą do serca ten dobry przykład do naśladowania dla innych mężczyzn.
Łączymy wyrazy nadziei.
List otwarty w sprawie Święta Wolności
|
|
|
02.06.2010r.
4 czerwca ma być ogólnopolskim świętem Wolnej Polski. Uważam, że Polska nie jest całkiem wolną, bo ma niedemokratyczny system wyborczy.
WYBORY W POLSCE NIE SĄ DEMOKRATYCZNE. Obywatele nie mają wpływu na wybór swojego przedstawiciela i nie mogą go odwołać, gdy nie realizuje swojego programu.
Mała frekwencja w wyborach jest wynikiem poczucia obywateli, że wybory nie są demokratyczne. Gdyby wybory były jednomandatowe tak jak w USA od
ponad 200-stu lat, obywatel wybierałby swojego przedstawiciela bez przeszkód i frekwencja gwałtownie by się zwiększyła.
Jestem zwolennikiem jednomandatowych wyborów jak miliony Polaków, jak jest w USA i innych krajach demokratycznych. Jak widać, w tych krajach ludziom żyje się lepiej. Szczególne jest, że w tych krajach jest poczucie większego patriotyzmu.
Popierałem listę Platformy Obywatelskiej gdy zapowiadała wprowadzenie
Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Jestem rozczarowany i zawiedziony a przede wszystkim oszukany. Nie tylko ja, ale miliony Polaków. Słyszy
się nawoływania do BOJKOTU WYBORÓW.
Pani Maja Rzepińska ze Stowarzyszenia 61, w Metrze z dnia 31 maja 2010r. nawołuje do ogólnopolskiego świętowania 4-go czerwca jako dnia
odzyskania wolności. Panią Rzepińską uprzejmie proszę, aby postarała się, żeby w Polsce były prawdziwe demokratyczne wybory. Wtedy będziemy
świętować wolność radośnie i wesoło, tak jak amerykanie w USA świętują
Dzień Niepodległości i Wolności.
Słyszy się, że jest takie odczucie, że Polska jest pod okupacją ludzi nieuczciwych. Uwolnienie się od tej okupacji możliwe jest jedynie przez wprowadzenie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych.
Platforma Obywatelska chce wygrać wybory. Wygra je gdy dotrzyma obietnicy przedwyborczej, którą składała przed czterema laty i jeszcze w tym Sejmie uchwali Jednomandatowe Wybory. Gdy obietnicy nie dotrzyma - wybory parlamentarne przegra na własne życzenie.
Dominik Jafra, Szczecin
Zacznijmy budować zbiorniki przeciwpowodziowe strata około 30 miliardów, a może i więcej
|
|
|
24.05.2010r.
Tegoroczna wielka powódź może przynieść straty około 30 miliardów złotych. Poszkodowani otrzymają pomoc państwową, także odszkodowania od Warty i innych towarzystw ubezpieczeniowych. Te odszkodowania - to pieniądze wyjęte z naszych kieszeni.
A co z rokiem 2011? Czy nie będzie gorszej powodzi? Wulkan islandzki zmienił pogodę i nie należy uspokajać się, że powódź już mija i następna będzie dopiero po 3 albo 4 latach. Wulkan prawdopodobnie nie uspokoi się szybko, a jego wpływ może być dłuższy. Anomalie pogodowe mogą rok po roku występować i przyczyniać się do nieustającej tragedii zalewanych ludzi, tracących mienie, także życie.
Dawniej woda płynąca z gór była zatrzymywana wielką ilościa drzew. Każde drzewo było małym zbiornikiem retencyjnym zatrzymującym koło siebie prawie tonę wody. Te drzewa w większości wycięto.
Woda płynąca z gór była również zatrzymywana przez gęstą liczbę małych zapór, budowanych przez bobry na strumieniach, i małych rzeczkach. Tam bobrowych były mnóstwo. Także ludzie budowali tamy, aby spiętrzyć wodę dla młynów a także tartaków. Te tamy zniszczono.
Taka była dawniej mała retencja. Nie było wielkich zbiorników przeciwpowodziowych, jakimi obecnie próbuje się ratować przed nadmierną, co kilka lat płynącą wodą.
Obecny Rok 2010, ten rok Wielkiej Powodzi powinien być wykorzystany jako czas do zapobieżenia następnej, podobnej w skutkach, albo nawet większej powodzi. Nie wolno się uspokajać przeświadczeniem, że wielka powódź już była i nie prędko się powtórzy. Polska musi być przygotowana na najgorsze. Trzeba zbudować wielkie zbiorniki retencyjne nie tylko żeby zmniejszyć powodzie, ale także aby przez rzeki oddawały wodę dla rolnictwa w latach przesuszonych, i aby rzeki były głębsze, niosły barki i rzeczne statki. Za Zygmunta Augusta myślano o gospodarce wodnej i my nie możemy być gorsi.
Rok 2010 powinien być rokiem odbudowy małej retencji. I tu podamy w punktach co zrobić:
1. zorganizować młodzieżowe obozy z sadzeniem drzew w górnych partiach kraju. Obozy z płatnością 5 zł na godzinę, z garkuchnią jak na obozach harcerskich. Jest w kraju do wykorzystania rzesza młodych ludzi na bezrobociu. Tę armię należy zachęcić i wykorzystać.
2. Siłami sołectw zbudować na strugach, strumieniach i rzeczkach niewielkie tamy o konstrukcji wielootworowej. Z dużym otworem przydennym, oraz otworami przepustowymi wyżej. Tama tej konstrukcji przepuści otworem przydennym wodę zwykle płynącą, zatrzyma wodę nadmiarową. Przy zwiększonym napływie wody przepuści ją wyższymi przepustami, złagodzi się proces powodziowy.
Dla potrzeb ekologicznych została utworzona w 1993 r, „Przyszłość – Stowarzyszenie Służące Społeczeństwu” z jej programem budowy przeciwpowodziowych zbiorników retencyjnych i regulacji rzek.
Warto zajrzeć na stronę internetową i poprzeć jej starania pokazane na www.przyszlosc.net
Przerwijmy tragedie powodziowe !
|
|
|
|
17.05.2010r.
8 czerwca 2009 roku o godzinie 14:50 ukazał się apel
na stronie ekologicznej partii PRZYSZŁOŚĆ: www.przyszlosc.net
Z uwagi na nękające nas powodzie, powtarzamy.
Apel Jacka Kwiatkowskiego zamieszczony w internecie na stronie www.przyszlosc.net
Szukamy 40 osób, które chcą kandydować na posłów do sejmu. Ale z zadaniem budowy zbiorników retencyjnych, przeciwpowodziowych.
W Polsce co 3-4 lata są powodzie, przynoszące straty - około 15 miliardów złotych. Średnie miasteczko; 10-15 tysięcy mieszkań dla młodych mażeństw: pokój, kuchnia, łazienka, przedpokój. Ten kapitał lekkomyślnie i bezmyślnie topimy
Posłowie będą także działać dla poprawy żeglowności rzek. Na zachód od nas przewozi się wodą 60 procent masy towarowej, u nas pół procenta.Tak mamy w programie na stronie www.przyszlosc.net
Konieczne jest podjęcie budowy zbiorników przeciwpowodziowych. Obecnie mamy duże bezrobocie. Całe rzesze ludzi rozgoryczonych, zniechęconych, marzących o innej Polsce poszukują nadaremnie pracy w kraju, lub muszą szukać pracy w innych krajach. Nasze zakłady produkujące czołgi - stoją. A mogłyby produkować koparki, traktory, ciągniki na gąsienicach, przydatnych na wielkich robotach ziemnych.
Czyli, budowa zbiorników rozładowałaby bezrobocie.
A skutki? Dowiedzcie się Polacy, że od kilkudziesięciu lat nasza Polska jest krajem przesuszonym, o niewielkiej ilości wody. Są już rośliny stepowe. Zakłócony jest system parowania i opadów deszczowych. Teraz jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie w ilości wody na mieszkańca.
Łatwo to zmienimy budując zbiorniki przeciwpowodziowe. Zatrzymane w zimie wody, będą powolnie - bez powodzi - spływały rzekami i strumieniami. Podniesie się poziom rzek, znowu będą mogły ruszyć transporty barek towarowych, znowu będą mogły pływać pasażerskie statki, dać wypoczynek na wodzie w czasie letnich upałów. Tańszy transport = bogatsi mieszkańcy.
Jeżeli TY chcesz kandydować, albo pomóc sprawie, skontaktuj się wg strony internetowej, albo odbij ten Apel na ksero i przekaż innej osobie, albo - nie żałuj groszy na znaczek i kopertę - prześlij do znajomych. Niech ten apel rozejdzie sie po kraju, i niech zmieni się Polska.
Cenzura krytyki wyroków sądowych
|
|
|
14.05.2010r.
Scenariusz jest zawsze ten sam - piszę artykuł oparty na prawdzie, wysyłam na portale i do mecenasa strony przeciwnej, aby on nie musiał ostatni dowiadywać się o moim artykule, w którym krytykuję jego oraz polski system prawny. Prawnik szuka w internecie. Oczywiście szybciutko znajduje, zatem pisze do admina wniosek o skasowanie artykułu, powołując się na prawomocny wyrok RP, załączając zapewne skan (ma go od grudnia 2009, ja od paru dni).
W ten sposób działa większość portali. Dokładnie na modłę PRL - cenzura zdejmuje artykuły, które z jakichś powodów nie są mile widziane na forum. Owszem, można pisać o seksie, o złodziejstwie lub głupocie posłów, o beznadziejnych politykach, ale nie można omawiać... współczesnych wyroków sądowych. Zatem jest cenzura, choć mówią, że jej nie ma.
O, co innego, gdyby wyrok dotyczył czasów niedobrej komuny, kiedy to ktoś by wspominał swój pobyt w peerelowskich kazamatach. Wówczas można byłoby pisać niejako pamiętnik, czyli wspomnienia, aby wszyscy (a zwłaszcza młodzież) mogła sobie poczytać, jak to kiedyś było fatalnie, a teraz przecież jakże jest dobrze.
A tak jakoś niezręcznie pisać o niekompetencji dzisiejszego sądu, zwłaszcza gdańskiego (no, jednak Gdańsk, jako miasto, kojarzy się najbardziej z walką z komuną i cenzurą). I o wyroku, który został wydany na podstawie błędnego i fałszywego przyjęcia pozoru za prawdę. Ale przecież w końcu prawda wyjdzie na jaw i artykuł o tym zostanie napisany jak nie dzisiaj, to za miesiąc.
Niestety, są w Polsce niekompetentni prawnicy, którzy mogą zdziałać więcej zła niż dobra i wieloma przypadkami zajmują się instancje nadrzędne. Tym pewnie także.
Dziwnie się czuje człowiek w III (a niektórzy mawiali, że w IV!) RP, który ma zarzuty postawione za nie swoje czyny, spotkał się z pomówieniami, ze sfałszowaniem, z obelgami, od roku nie może normalnie funkcjonować, bo mecenas zażyczył sobie kilku tysięcy dolarów zadośćuczynienia oraz przeprosin już w kwietniu 2009, do tego dostaje wyrok w grudniu 2009 (o którym dowiaduje się w kwietniu 2010) zmuszający go do przeprosin za czyny niepopełnione przez niego (mecenas właśnie przysłał ostateczne wezwanie przedegzekucyjne, ale nie precyzuje co to oznacza), a kiedy opisuje tę sprawę na łamach portalu, to zostaje najpierw to skomentowane przez użytkowników, że to jest sprawa prywatna, że nie ma sensu, aby o tym pisać, bo to długie, bo to nudne, bo to walka o nic albo o trzy palce w miedzy, a potem... admin zdejmuje tekst z afisza, bo ktoś (wiadomo kto - mecenas otrzymał przecież emajlem ten sam tekst i wiedząc o sądowym błędzie wykorzystuje swoje stanowisko dla celów prywatnych, oczywiście pod hasłem prawomocnego wyroku!) przesłał mu informację, że autor artykułu sieje zamęt.
I wszystko wraca do normy - nadal zamieszczane są artykuły o seksie, głupocie i złodziejstwie. I o to chodzi! A nie o jakieś incydentalne sprawy malutkiego formatu. Gdyby choć jakiś podsłuch znanego polityka, ale omawianie czynów nieznanego pisarza? Szkoda miejsca na portalu.
Okazuje się, że na portalach nie mogą pisywać osoby skazane, z wyrokami, bo są naznaczone jako winne i nie podlegają pod obywatelskie prawo pisania swoich spostrzeżeń (rozważań ani dowodów) dotyczących spraw większości Polakom nieznanych. Kryminały są pisane przez pisarzy i wystarczy. Nie ma miejsca na domorosłe amatorskie spostrzeżenia. No chyba, że to będzie jakiś znany Polak; nawet gdyby był mordercą. A, to co innego - jego artykuł ukaże się na portalu. Proste - znany zabójca to jest ktoś, zaś nieznany obywatel, walczący z prawnikami, to kto? Nikt.
I niech tak zostanie - nikomu nie życzę, aby dostał się w tryby niekompetentnej obsady sądu, zaś wcześniej - aby nikt (choćby to tylko dziwak albo jakiś nawiedzony) nie uznał go za winnego (choć nim nie jest), po czym wpadł w tryby polskiej Temidy. Piszę "polskiej", choć to spore nadużycie - w każdym państwie dzieją się różne rzeczy w wymiarze sprawiedliwości, także błędy i oszustwa. Tutaj raczej jest pierwszy przypadek, zatem sprawa powinna zostać wyprostowana dość szybko. Ale niestety, większość portali nie życzy sobie takiej twórczości. Ma być wesoło, może być erotycznie a w najgorszym przypadku przydałaby się jakaś afera z wyżyn biznesu lub polityki. Ludek ma się bawić, nie zajmować drobnymi sprawami szarego obywatela.
Jest krótki a jakże pouczający film Hitchcocka... Otóż pani powiedziała mężowi, że właśnie została naruszona jej cześć (i to dosłownie, nie tylko słownie). Oboje wsiedli do auta i rozpoczęli przeglądać okolicę. W pewnym momencie żona pokazuje na przechodnia, który zaczyna uciekać przed nimi. Małżonek dogania go i zabija. Wracają do wozu i jadą do domu. Po paru przecznicach, żona reaguje identycznie, widząc idącego ulicą innego mężczyznę podobnego do zabitego - pokazuje mężowi, wołając: "to on!". Polecam go pewnemu mecenasowi.
I aby do jutra! I o to chodzi.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neo
List otwarty do
Ambasady Rosji
Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP
|
|
|
07.05.2010r.
Jacek Kwiatkowski
Przewodniczący Zarządu
Stowarzyszenia Pokój Dla
Naszych Dzieci
Redaktor Naczelny internetowej gazety
Polski Tygodnik Dyskusyjny
adres:
Aleja Wyzwolenia 69/2
71-400 Szczecin
tel. 606408152
List Otwarty
do
Ambasada Rosji – Warszawa
Ministerstwo Spraw Zagranicznych – Warszawa
Po katastrofie polskiego samolotu wiozącego ekipę rządową, który upadł w pobliżu lotniska w Smoleńsku, pozostały w różnych punktach nie pogrzebane szczątki ciał. Szczątki drobne, trudne do znalezienia, ale czasem znajdowane przez ciekawskich, odwiedzających teren katastrofy.
Zwracam się z uprzejmą prośbą, o stworzenie atmosfery szacunku wobec tej katastrofy. Stworzyć atmosferę przez zbudowanie kopca, na którego zwieńczeniu powinno się umieścić ocalałą część samolotu, np. część skrzydła.
Kopiec winien być zebrany z ziemi, w której są jeszcze drobne szczątki tragicznie zmarłych, ziemi zebranej do właściwej głębokości takiej, aby nie zostały pozostawione te drobne części ludzkich ciał,
Kopiec, pamiątka po wsze czasy, będzie także pomnikiem przyjaźni między narodami Rosji i Polski, i oby ta przyjaźń przetrwała wieki.
Łączę wyrazy szacunku
Jacek Kwiatkowski
Ich ofiara nie poszła na marne
|
|
|
01.05.2010r.
Nasza największa katastrofa była spowodowana czynnikiem ludzkim.
Po katastrofie naszego samolotu wojskowego Tu-154 z pasażerami na pokładzie i wraz z upływem czasu, pojawia się coraz więcej hipotez i pyskówek.
Jeśli przywódca państwa leci samolotem, to służby tego państwa, jeśli to podróż międzynarodowa, państwa docelowego, dokładają wszelkich starań w zapewnieniu bezpieczeństwa przybywających gości. A to sprawdzanie terenu, rozmieszczanie snajperów, rewizje dziwnie zachowujących się obywateli. To nie była oficjalna wizyta państwowa, ale nasze służby powinny mieć dostęp do wieży kontroli lotów i monitorować działania kontrolerów.
Jednak nie słyszałem o umieszczeniu swojego obserwatora na wieży kontrolnej docelowego portu lotniczego. Zakładam, że wszyscy oglądali film "Szklana pułapka 2" (1990), w którym ukazano terrorystów, którzy opanowali lotnisko a pilotom lądującego samolotu podali błędne dane dotyczące trajektorii lotu, co doprowadziło do katastrofy, w której wszyscy zginęli. Prędzej czy później taki wypadek wydarzy się w realu.
Zatem, cóż nam z tego, że będziemy kontrolować wszystko i wszystkich, skoro kontroler z wieży okaże się terrorystą, pijakiem, narkomanem lub stażystą odbywającym studencką praktykę.
Trzeba mieć nieskończone zaufanie do wieży kontrolnej dowolnego państwa, a cóż dopiero do państwa, do którego lecimy z pretensjami a chcemy lądować niedaleko miejsca, które przeszło do historii ludobójstwa i zbrodni wojennej, którego to czynu nie chce uznać najwyższe sądownictwo tegoż państwa. Oczywiście, daleki jestem od aż takich sugestii mrożących krew w żyłach, ale czy prowokuje się los wchodząc do klatki z niedźwiedziem, którego tresera niezbyt się lubi?
Nie sądzę, aby Rosjanie mieli terrorystę w wieży, choć to również trzeba brać pod uwagę, skoro codziennie w wyniku zamachu ginie średnio jeden obywatel tego kraju.
Natomiast nie można wykluczyć, że ich kontroler miał mentalność naszego dróżnika - wystarczy przejrzeć statystykę wypadków na strzeżonych przejazdach kolejowych... Mógł być zmęczony lub "zmęczony" po imieninach, po wypłacie, po naganie albo po awansie...
Co do językowej znajomości naszych pilotów. Można znać język bardzo dobrze, ale w sytuacjach krytycznych, zarówno ze strony załogi, jak też kontrolerów, może dojść do braku zrozumienia, zwłaszcza że mogą dochodzić dodatkowe hałasy lub zakłócenia na łączach. Pewne słownictwo jest tak specjalistyczne oraz mające inne znaczenie w mowie bardziej potocznej, że podczas prowadzenia najważniejszych rozmów, które trwają zwykle kilkadziesiąt końcowych sekund, może dojść do nieporozumień. W krytycznych sytuacjach ludzie mogą niewyraźnie mówić albo niedokładnie rozumieć znaczenie słów, zwłaszcza jeśli nie są wymawiane w języku ojczystym. Dramaturgię pogłębia fakt, że załoga odpowiada za życie pasażerów i ryzykuje przy tym swoim życiem, zaś kontroler - cokolwiek by dobrego/złego o nim nie powiedzieć - życiem nie ryzykuje; może co najwyżej stracić pracę lub iść do więzienia. Nie należy również zapominać o ewentualnej awarii albo o pracach remontowych na wieży lub w centrum kontroli ruchu lotniczego. Z tego powodu wydarzyły się już wypadki i ten aspekt należy również brać pod uwagę.
Mirosław Naleziński, Gdynia
Artykuł skrócony przez redakcję, pełny - na stronie www.mirnal.neo
Posłanki i Posłowie RP
do Parlamentu Europejskiego
|
|
|
22.04.2010r.
Ja, niżej podpisany, jestem uczestnikiem zapoczątkowanej w styczniu 2008 r. przez Fundację Paradis Judaeorum (przez Prezesa Fundacji - Michał Tyrpa), akcji społecznej "Przypomnijmy o Rotmistrzu" ("Let's Reminisce About Witold Pilecki"). Dokumentacja pod adresem www.michaltyrpa.blogspot.com
Podstawowym celem naszej inicjatywy jest ustanowienie 25 maja (rocznicy zamordowania ś.p. Rotmistrza Witolda Pileckiego) Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem.
W tym szczególnym dla Polski czasie, możemy (i powinniśmy!) w sposób szczególny zadbać o sprawy naprawdę ważne. Sprawy, których doniosłość przekracza podziały polityczne.
Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu, 27 lub 28 kwietnia b.r. prezydium Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego AFET podejmie decyzję o udzieleniu lub odmowie udzielenia rekomendacji projektowi Zalecenia dla Rady Europejskiej w sprawie ustanowienia 25 maja Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem.
W tej bardzo konkretnej kwestii wiele zależy od postawy każdej i każdego z polskich Posłanek i Posłów do Parlamentu Europejskiego.
W nawiązaniu do wcześniejszej korespondencji, jaką kierował do Państwa w tej sprawie p. Michał Tyrpa, prezes Fundacji Paradis Judaeorum, uprzejmie proszę o odpowiedź na pytanie:
Czy w najbliższych dniach, tzn. przed 27 kwietnia b.r. gotowi są Państwo dołożyć starań, aby zwiększyć szanse pozytywnego zaopiniowania przez prezydium AFET, projektu ustanowienia 25 maja Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem?
Czy w tej sprawie można liczyć na każdą Posłankę i każdego Posła Rzeczypospolitej Polskiej do Parlamentu Europejskiego?
Proszę o odpowiedź.
Z poważaniem,
Mirosław Naleziński, Gdynia, Stoczniowców 11/2
Przy okazji chciałbym Państwu zwrócić uwagę na skandaliczną postawę polskiej młodzieży uczestniczącej w portalu NaszaKlasa. Aby dopełnić bulwersującego obrazu, muszę zaznaczyć, że po parokrotnej wymianie pism z adminem NK, okazuje się, że NK nie widzi w opisanej poniżej praktyce niczego szczególnego! A z tej młodzieży wyrosną w przyszłości (choć mam nadzieję, że nie!) kandydaci na przedstawicieli naszego Narodu, którzy nie będą walczyć o polskość! Hańba!
Otrzymałem pismo od p. Jacka Kwiatkowskiego (Polski Tygodnik Dyskusyjny), który proponuje utworzenie Komitetu Obrony Dobrego Imienia Polski.
Komitet monitorowałby przestrzeń medialną i piętnowałby niegodne zachowania się Polaków i cudzoziemców, w szczególności:
a) lekceważące lub pogardliwe wyrażanie się o Polsce, w tym stosowanie obcojęzycznych nazw polskich miejscowości na polskojęzycznych portalach,
b) przestępcze działania naszych rodaków poza granicami Polski, co przecież godzi w dobro naszej Ojczyzny,
c) rozpowszechnianie informacji haniebnych a nieprawdziwych (np. o "polskich obozach koncentracyjnych").
Uprzejmie proszę o chwilę zadumy nad poruszonymi tematami
Niemieckie nazwy na portalu NaszaKlasa
Gdy polska młodzież wpisuje niemieckie nazwy swoich rodzinnych miejscowości na portalu ludzi z klasą...
Popularny portal NaszaKlasa wymaga wpisywania prawdziwych danych. Trudno stwierdzić, ilu użytkowników tam "zameldowanych-zainstalowanych" podaje swoje prawdziwe dane, ale wielu ma wpisane nazwy miejscowości, które już nie istnieją albo nie powinny być stosowane przez Polaków urodzonych w Polsce i mieszkających tutaj a ponadto - jak widać po wpisanych ukończonych szkołach - studiowały tu, na polskiej ziemi. A niemal 400 naszych rodaków zadeklarowało jako swoją miejscowość Danzig, w tym niemal stu - Freie Stadt Danzig, czyli państwo-miasto, które nie istnieje od wielu lat. Trudno powiedzieć, czym kieruje się nasza młodzież (zwykle to młodzi ludzie), którzy w dość nonszalancki sposób wpisują takie dane, jednak skoro są to nieprawdziwe informacje, to admin NK powinien poinformować owo gremium, że zastrzega sobie skasowanie danych w razie niepoprawienia ich oraz bezwzględnego skasowanie konta, jeśli powtórnie prowokacyjnie zostaną wpisane nieprawdziwe dane. Ponadto prokuratura w Gdańsku może powinna zająć się tą sprawą, chyba że uzna taką działalność - jak to często bywa w Polsce - za mało szkodliwą.
Można zapoznać się z innymi polskimi miejscowościami pisanymi po niemiecku...
Na przykład nazwę Gdingen wybrało 16 "patriotów", zaś Gotenhafen (hitlerowska nazwa Gdyni) aż 52, ponadto Zoppot - 26 i Stettin - 136. Stu użytkowników NK deklaruje naszą stolicę jako Warschau oraz 16 jako... Warshau, 43 jako Varsovie oraz niemal 1200 jako Warsaw (to światowcy), zaś poprzednią stolicę - ponad stu jako Krakau.
Po wpisaniu nazwy Breslau wyszukiwarka NK informuje nas, że "Do Twojego zapytania pasuje zbyt wiele wyników - podaj dokładniejsze kryteria wyszukiwania", ale uściślając "Kobieta" mamy 248 pań (jak mniemam) Polek powołujących się na tę (owszem, historyczną) nazwę oraz "Mężczyzna" - 774 panów (zapewne Polaków). Owszem, niemal stu pojednawczo wpisało nazwy w dwóch językach Breslau i Wrocław, w tym czworo nawiązuje do miłości i dodaje... Wroclove, ok. 10 po czesku - Vratislav lub Vroclav oraz tyluż po węgiersku - Boroszló i aż prawie 50 po... łacinie - Vratislavia.
73 Polaków prowokacyjnie wpisało miasto Gleiwitz, choć słowo "prowokacja" jest z tą nazwą szczególnie związane i to w aspekcie rozpętania II wojny światowej. Czym się kierowali? A czym 35 rodaków, którzy zadeklarowali, że są z Auschwitz (plus 6 z błędnym Aushwitz) oraz 36 jest z Birkenau (pięciu zapisało obie nazwy jednocześnie: Auschwitz-Birkenau, co ma również makabryczny kontekst). Można znaleźć młodzieńca, który szkołę podstawową oraz średnią ukończył w Auschwitz (jak podał), zaś studiuje na Politechnice Śląskiej w... (wg niego) Gleiwitz, choć nazwy szkół i miejscowości podane są przez moderatorów oczywiście po polsku.
15 osób związanych z Kętrzynem zadeklarowało Rastenburg, 10 mieszkańców Tczewa wpisało Dirschau (część także po polsku), 41 użytkowników uznało się za mieszkańców miasta Marienwerder (choć część jednak dodała nazwę polską Kwidzyn), 91 - Allenstein (niektórzy dodali Olsztyn), 112 reprezentuje Thorn (większość jednak nie dodała Toruń), 220 - Posen (niemal nikt nie dodał Poznań), 60 - Litzmannstadt (hitlerowska nazwa Łodzi), 204 - Hindenburg (Zabrze), 94 jest z Kattowitz, zaś 68 z Oppeln.
Mirosław Naleziński, www.mirnal.neo
|
|
10.04.2010r.
Ogromna tragedia! Ogromna wyrwa! Rozpacz!
Zginął Prezydent Państwa Lech Kaczyński w katastrofie lotniczej w drodze na uroczystości Katyńskie.
Wypadek lotniczy przy podchodzeniu samolotu do lądowania w Smoleńsku. Wraz z Prezydentem zginęli towarzyszące mu najważniejsze osoby z administracji państwowej i samorządowej.
Zginął kandydat lewicy w nadchodzących wyborach prezydenckich, Jerzy Szmajdziński.
Zarówno ustępujący Prezydent - Kaczyński jak i ewentualny następca - Szmajdziński, mieli z pewnością wiele myśli, projektów, jak wyciągać państwo z kryzysowej sytuacji, jak poprawiać administrację, jak naprawic błędy przeszłości i sterować państwem w dobrym kierunku.
Niestety! Na wypadek lotniczy złożyło się wiele przyczyn, cały ich łańcuch. Będą rozpatrywane przez komisję wypadków lotniczych, a rezultat dochodzenia poznamy później, może po kilku miesiącach.
Taka sama komisja powypadkowa powinna być powołana dla poznania przyczyn upadku państwa polskiego. Co spowodowało zanik dodatniego budżetu państwa, co spowodowała, że w jego miejsce pojawiły się długi. Kto się do tego przyczynił? Czy przez sabotaż? Czy przez głupotę i lekceważenie zasad ekonomii i polityki społecznej - praw socjologicznych.
Źle się dzieje w państwie polskim
|
|
|
10.04.2010r.
Żle się dzieje, chociaż gazety i radio twierdzą co innego. Dlaczego żle? Bo brak społecznego przekazu z dołów społecznych do elity politycznej.
Czy upadłaby Stocznia Szczecińska, Gdańska, Zaklady Cegielskiego i wiele innych przedsiębiorstw dających pracę, chleb i poczucie bezpieczeństwa milionom ludzi?
Czy upadłyby centra kulturalnego rozwoju miasteczek i wsi – domy kultury z bibliotekami, odrywającymi od alkoholizmu?
Źle się dzieje. Została przerwana demokratyczna ewolucja, co jak rozkwitający kwiat nagle wyrosła w 1980 roku, podlewana strajkami i protestami społecznymi, wołając: trzeba zmian, trzeba zmian!!!.
Olbrzymi błąd zrobił Sejm w 1990 roku. Demokratycznie wybrany Sejm jak nożem przeciął rozwój demokracji w Polsce, uchwalając wsteczne prawa, wycinając możliwość odwołania posła przez wyborców i wycinając z kodeksu karnego przepis o konfiskacie majątku zdobytego drogą przestępczą. Co za durne głowy to wymyśliły, aby wyrwać takie przepisy, które powinny być ostoją państwa, jego podwaliną i mocą. I tak państwo się zachwiało i chwieje się nadal i chwiać będzie dotąd, póki te przepisy nie wrócą.
W 1970 roku poszedłem do Archiwum Państwowego w Szczecinie, w którym pracowala poseł Anna Poniatowska. Poprosiłem o jej adres. Adres nie był utajniony, jak w obecnych czasach. Dotarłem do niej o północy. Zadzwoniłem do drzwi. Otworzyła mi ubrana w szlafrok zaspana kobieta.
- Czy pani poseł Poniatowska?
- Tak.
- Może mnie pani wyciągnąć z więzienia, bo będę próbować robić w sprawach takich a takich.
- Dobrze, proszę mnie zawiadomić, gdy będzie trzeba.
Wtedy posłowie byli dostępni i można było się do nich zwracać. Gdyby poseł był leniem, albo przekrętem, wyborcy mieli prawo zebrać podpisy i wybrać inną osobę do tak ważnej społecznie funkcji. Dziś takiego prawa zostali pozbawieni, pozbawieni demokratycznego prawa wyboru i odwołania swego przedstawiciela. Jaki tego skutek? – d r a m a t y c z n y .
Przykład? Poniżej.
Ponieważ sytuacja emerytów i rencisów stawała się coraz trudniejsza, na początku roku 2006, oddział partii Emertytów i Rencistów w Szczecinie razem z partią Przyszłość – stowarzyszenie służące społeczeństwu, zwróciły się z prośbą do Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego z prośbą o udostępnienie sali na spotkanie z posłami, by omówić obronę emerytów i rencistów przed biedą. Marszałek przyklasnął inicjatywie, spotkanie zostało ustalone.
Posłów zapytano jaki dzień tygodnia dla nich najlepszy – odpowiedzieli – poniedziałek.
Zostali więc zawiadomieni: A/ pisemnie, B/ faksem, C/ emailem, D/ telefonicznie, F/ poproszono Panią Minister, dyrektor Kancelarii Sejmu, aby każdego naszego posła zawiadomiła, i przypomniała, że: spotkanie w sprawie emerytów/rencistów będzie 20 marca, o godzinie 1300 w Zamku Szczecińskim, w sali 101 (sala nad Operą).
Sala przygotowana, delegaci związków zawodowych zasiedli przy stołach ugoszczonych przez Marszałka bytelkami z wodami mineralnymi, Niezależna Telewizja ANB rozstawiła aparaturę, magnetofony i mieli się pojawić posłowie:
Brudziński Joachim, Dobrzyński Leszek, Litwiński Arkadiusz, Masłowska Małgorzata, Napieralski Grzegorz, Nitras Sławomir, Piechota Jacek, Piskorski Mateusz, Wasilewska Kita-Regina, Wiechecki Rafał,
Zaremba Krzysztof.
Zgadnijcie czy przyszli wszyscy? Może 7? Może 5? Może 3 a może jeden? Nikt się nie pojawił!
Czy nie miał racji Donald Tusk, nawołując do wyborów jednomandatowych, aby zwiększyć odpowiedzialność i zdyscyplinowanie posłów?
Red. Nacz. Jacek Kwiatkowski
Przestali oszczędzać prąd
Błędne decyzje Unii Europejskiej
|
|
|
06.04.2010r.
W dużym gmachu przy Placu Batorego 4 w Szczecinie, gdzie mieszczą się urzędy państwowe, a także wiele instytucji, nie oszczędza się energii elektrycznej. W wielu pokojach świecą pod sufitami długie rury świetlówek, gęsto rozmieszczone, a zajmujący je urzędnicy wychodząc do załatwiania niezbędnych spraw, świateł nie wyłączają.
Dlaczego nie wyłączają?
Bo się nie opłaca! – tak twierdzą.
Świetlówki na włączenie do świecenia zużywają bardzo wiele prądu przy ich starcie – mówią – lepiej ich nie wyłączać.
Palą się więc nieszczęsne jarzeniówki przez cały Boży dzień, chociaż przez okna wpadają całe strugi dziennego światła słonecznego. Światła darmowego, nic nie kosztującego. Bo tak chce Unia!
Unia, a właściwie Komisarz Unijny, niezbyt zorientowany ekonomicznie i energetycznie, nakazał krajom zrzeszonym w Unii, wycofanie wszystkich żarówek edisona. Najpierw o mocy 100 wat, teraz 75, a potem coraz niższych parametrów.
Przezornie ekonomicznie myślący zrobili zapasy w garażach i piwnicach i śmieją się z naiwnych, którzy muszą kupować tzw. energooszczędne żarówki po kilkadziesiąt złotych sztuka. A że pożerają dużo energii przy włączaniu, to nie wyłączają „energooszczędnych” póki nie pójdą spać.
Nawaleni w „energooszczędne” narzekają, że bolą ich oczy przy ich świetle, szczypie pod powiekami, i nie mają mniejszych rachunków, lecz większe.
Pisaliśmy o tym, że szczecińscy naukowcy wyrażają niepokój wprowadzaniem oświetlenia jarzeniowego. Przytoczmy niektóre uwagi:
Na początku lat 60 Amerykanie ogłosili wyniki badań przeprowadzonych na kurczakach. Otóż zaobserwowano, iż w pełnym świetle dziennym i nocnym dochodzi w gałce ocznej tych ptaków do zmian prowadzących do powstania krótkowzroczności. Podobne zmiany, jak się okazało, zachodzą u ludzi. .
Szczecińscy naukowcy wykazali, że światło emitowane przez lampy fluoroscencyjne (jarzeniówki) powoduje częstsze występowanie astygmatyzmu. Głównym sprawcą tego zjawiska jest tętnienie światła jarzeniówek, związane z częstotliwością prądu zmiennego. To pulsowanie światła prowadzi do zaburzeń w rozwoju rogówki i komory przedniej oka. I to jest, mówiąc najkrócej, toksyczne działanie jarzeniówki, które udowodnili szczecińscy naukowcy.
Można to przeczytać na stronie internetowej WWW.medscimonit.com
W związku z przedstawionymi faktami psucia oczu przez światło jarzeniowe (świetlówki) potrzebne jest zaangażowanie naszego Ministerstwa Zdrowia dla sprzeciwienia się nierozważnym nakazom Komisarza Unii, które przyczyniają się do zmniejszenia zdrowotności, a także większego zużycia energii elektrycznej.
Jacek Kwiatkowski
Poseł Drzewiecki ma prawo być obłudnym
|
|
|
02.04.2010r.
Prości ludzie sądzą, że poseł albo senator przez nich wybrany do parlamentu, to człowiek bez skazy. Nigdy nie kłamiący, prostolinijny, odważny jak lew. Albo jak lwica, broniąca swoich wyborców, ich miejsc pracy, broniąca przed krzywdą.
Myślą tak, bo nie znają skomplikowanej natury człowieka. Człowieka, który jest takim samym słabym charakterologicznie jak oni, podległy słabostkom albo nawet dużym słabościom, podległy namowom bliźnich do złych i niecnych postępków, a nawet namowom do przestępstw zwyczajnych a czasami nadzwyczajnych.
Poseł Drzewiecki miał prawo wyrazić się, że Polska to zdziczały kraj, gdzie dziennikarze korzystając z okazji do sensacyjnego pokazania posła w potrzaskanym zwierciadle, pokazują go nagiego od stóp do czubka głowy. Nagiego chociaż w ubraniu. Nagiego w słowach. Prawdomównego do bólu.
Bo czyż to nie zdziczały kraj, w którym ludzi przetrzymuje się w aresztach latami bez wyroku, i najczęściej po upokarzających zabiegach o oczyszczenie z zarzutów, uniewinnia się upokorzonego obywatela. Czy to nie zdziczały kraj, w którym posłowie z tytułami magistra prawa albo nawet doktora nie widzą prawnego zdziczenia.
Czy to nie zdziczaly kraj, gdzie osadza się w więzieniu osobę oskarżoną o gwałt, na podstawie oświadczenia kobiety rzekomo zgwałconej. I tak się dziwnie składa, że kobieta oskarżycielka nie wie z kim ma dzieci dawniej rodzone, a sąd - prawdopodobnie kobiecy sąd - w solidarności babskiej - przyznaje kobiecie rację i wsadza mężczyznę do więzienia na długie lata. Ten się broni mówiąc: przecież to kobieta niemoralna! Oskarża każdego! Czemu sąd jest tak łatwowiernie naiwny i podrywa autorytet sądu niesprawiedliwie krzyczącym wyrokiem.
Czy to nie zdziczały kraj, w którym mający interes, tworzą prawo o tajemnicy danych osobowych, i prawo to chroni bandytów, przekrętów, uchylających się i od podatków i od wyroków prawa i od wyroków opinii publicznej.
Czemu w USA można wyczytać w książce telefonicznej adres posła, senatora, krawca, nauczyciela etc, przy jakiej ulicy mieszka, jaki numer domu i także telefon. Czemu w Szwecji po napisaniu imienia i nazwiska wyświetla się, gdzie mieszka, jego pełny adres i telefon a nawet jaka jest rodzina i czym się zajmują.
A w Polsce - w kraju podejrzanym o zdziczenie, telefonistka w informacji odpowiada: na ulicy Marszałkowskiej jest 127 Kowalskich, Kowalskich Marków 52, proszę więc podać numer domu, bo ustawa o ochronie danych osobowych (przestępców) nie pozwala ujawniać adresów zamieszkania.
Ustawa dla kogo?- czy na pewno dla dobra obywatela? Czy dla ukrycia przestępców?
Prawdziwie miał rację poseł Drzewiecki i mają prawo twierdzić prokuratorzy polscy, że można kłamać będąc posłem za granicą, bo w kraju należy być czystym jak łza. Czy nie miał racji poseł Drzewiecki?
Czarujące słowo - senator
|
|
|
27.03.2010r.
Czarującym słowem jest "senator". Przez lata komuny to egzotyczne słowo było znane głównie z przedwojnia i ze Stanów Zjednoczonych. Gdyby sprowadzać albo produkować jachty, samochody, zegarki, to jedynie marki "Senator", bowiem nazwa "Radny" ,a nawet "Poseł", byłaby skazana na komercyjną klapę.
Aby zostać senatorem, trzeba mieć odpowiedni wiek oraz wygląd, postawę, wiedzę, obycie. Tak się przynajmniej wydawało większości obywateli wolnej Polski w 1989, którzy ponadto sądzili, że jeśli komuś wyłazi słoma z obuwia to może zostać co najwyżej lokalnym działaczem, a i to można by uznać za zbytnią łaskę losu.
Polska, już pod wielce szacowną nazwą - jako III RP - zaczęła być rozkradana przez zaradnych biznesmenów i polityków, którzy jakże często w swych biografiach powoływali się na patriotyczne korzenie, a przynajmniej na sypialny styropian. Polityków zwykle wybierał sobie naród i mieliśmy, bywało, działaczy o dwóch obliczach - elegancko zaprezentowanych w internetowych notkach biograficznych, oraz o prawdziwych a zakulisowych wizerunkach, które stawiały prywatę ponad Polskę.
26 marca 2010 nastąpiła kolejna katastrofa - jeden z senatorów RP, o danych osobowych nieznanych większości z nas, został (podstępnie i bez zgody) nagrany i jego kariera legła w parę godzin. To nawet nie chodzi o majstrowanie przy działce pod wiatrak, bowiem tą sprawą Temida będzie zajmować się miesiącami, ale o sposób rozmowy zarówno senatora, jak i jego szanownej żony - wykpiwanie senackiej gaży, warunków mieszkalnych i swojej ciężkiej służby dla Polski na tle niemieckich przybytków dla bezdomnych.
Tacy ludzie nie są godni miana "senator"! Oni nas nie powinni reprezentować! A jeśli do tego stosują wulgarne wstawki w roli choćby znaków przestankowych i to w obecności kobiet, to już niech każdy z nas sobie dopowie, czy tacy obywatele mogą sprawować tak zaszczytny mandat.
To już chyba trzecia senacka wpadka i powinno już nam wystarczyć - do trzech razy sztuka!
Szanowni rodacy i szanowny rządzie - pora na dotrzymanie obietnic i na likwidację Senatu, chyba że chcemy, ku historycznej pamięci, utrzymać to ciało w mniej sprzedajnym i liczebnie okrojonym stanie.
Kandydatów na senatorów należy wybierać spośród godnego grona, aby uniknąć w przyszłości takich kompromitacji. Jeśli nadal chcemy mieć Senat RP i senatorów "z prawdziwego zdarzenia", to musimy ustawić poprzeczkę na odpowiednio wysokim pułapie, aby nie przedostawali się tam cwaniacy kombinujący (nawet zgodnie z prawem!), aby nie trafiali moralizatorzy wdychający proszki i prochy, aby nie dostawali się prostacy głównie dlatego, że mieli duchownego przodka i fotografię z JPII.
Nasz wielki wieszcz a romantyk, Adam Mickiewicz, sięgnął aż do wulkanicznych porównań, aby naszymi dziad(k)ami (przodkami) wstrząsnąć, odwołując się do romantycznego ducha:
Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.
Wszyscy senatorowie chodzili do szkół, znają te słowa, byli wychowywani w duchu patriotyzmu, przyjaźni i służenia Polsce - cóż zatem oni wynieśli z tych szkół i czego wymagają od kolejnych pokoleń Polaków?! Kompromitacja!
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Od Redakcji:
W poprzednim ustroju wyborcy mieli prawo odwołania niesprawdzonego posła. Obecnie tego prawa nie mają. Niektórzy posłowie za darmo biorą społeczne pieniądze, wogóle nie spotykają się ze swymi wyborcami. Są w mediach - wśród wyborców - nie. To samo dotyczy senatorów.
Czy lekarz psychiatra uzdrowi Polskę?
Kandyduje na urząd Prezydenta Polski.
|
|
|
16.03.2010r.
WALDEMAR KRYNICKI 2010 - Psychiatra prezydentem POLSKI !!!
Za kilka miesięcy będziemy mieli szansę na nowy start. Wykorzystajmy ją. Jeśli zechcesz wiedzieć o mnie więcej, to w dobie internetu nie zajmie Ci to dużo czasu.
Moja idea? Cywilizowane Państwo ma OBOWIĄZEK zapewnić KAŻDEMU minimum warunków niezbędnych dla zachowania zdrowia psychicznego. Owocem mojej kampanii, jest to, aby ustawodawcy spojrzeli na człowieka, nie jako na element rynku pracy, ale jako na istotę, która ma prawo do tego, aby nie cierpieć psychicznie, a największym źródłem cierpienia ludzi jest ich marginalizacja.
Państwo ma ludziom pomagać a nie zostawiać samym sobie! To jego JEDYNA rola. Mylą sie wszyscy Ci, którzy sądzą, że cierpienie psychiczne, to problem tych za murami szpitali psychiatrycznych!!! Nie!!!! cierpienie psychiczne jest udziałem każdego z nas, o ile nagle w pewnym momencie swego życia ulegnie on społecznej marginalizacji poprzez stratę pracy, albo gdy nagle rozpadnie się jego najbliższy system psychiczny - związek, rodzina...
Państwo, nowoczesne Państwo winno to rozumieć... Niech się więc nie śmieją Ci, którzy myślą, że psychiatra naigrawa się z wyborów kandydując do Urzędu Prezydenta Państwa. Przeciwnie, kandydując do tego Urzędu, robię to po to, by WAŻNE sprawy społeczne, takie jak cierpienie psychiczne milionów ludzi, mogły zostać wreszcie głośno powiedziane. Po to kandyduję. Jeśli popierasz mnie prześlij ten link dalej, poinformuj znajomych... Nie bądź bierny, bo cokolwiek zrobisz, zrobisz to dla siebie...
Kandydat na Prezydenta RP
Sztab Wyborczy Waldemara Krynickiego
www.krynicki.blog.onet.pl
Od Redakcji:
Życzymy powodzenia każdemu kandydatowi na urząd Prezydenta, jeżeli zechce zerwać z dotychczasowymi złymi metodami kierowania państwem. Czy rządy, które doprowadziły do ekonomicznego upadku państwa, miały dobre metody kierowania państwem?
|
|
13.03.2010r.
Państwowa hipokryzja? I nikomu to nie przeszkadza? A amerykańskie szkoły i autobusy osobne dla białych i czarnych jakoś nam wszystkim przeszkadzały...
11 marca 2010 polskie media obiegła informacja - szwedzki sąd zdecydował, że podejrzany o podżeganie do kradzieży napisu z Auschwitz, Szwed Anders Hoegstroem, zostanie wydany Polsce.
Portale podają nie tylko nazwisko z tą tryumfalną wiadomością, ale zamieszczają również wielki jego portret - jak gdyby co najmniej Szwed był jakimś międzynarodowym terrorystą.
Tym samym nasze media i cały ten nasz wymiar sprawiedliwości, dają kolejny raz przykład państwowej hipokryzji - wizerunki i dane osobowe naszych przestępców nie podlegają upublicznieniu, natomiast obrzydliwe Szwedzisko nie podlega naszym przepisom wywyższającym rodaków i jest bezlitośnie włóczone przez wszystkie nasze media, niczym zbrodniarz za koniem po stepie.
Ta niesymetria w traktowaniu ludzi z powodu podziału na "nasi" i "obcy" jest od lat obrzydliwa i nie ma nikogo mądrego w Polsce, aby temu idiotyzmowi postawić tamę. Mamy tysiące mądrali prawniczych i nikt nie widzi tej nierówności, jeśli nie dyskryminacji. Na miejscu szwedzkiego sądu zażądałbym, aby Szweda i Polaków traktowano jednakowo, czyli albo ujawniamy dane wszystkich zamieszanych w sprawę, albo żadnego! Ale tym szwedzkim sędziom pewnie w głowach się nie mieści, że takie idiotyczne przepisy mógł wymyślić jakiś "mądry" Słowianin, jednak od czego mają tam szwedzkich obywateli pochodzenia polskiego? Co, żaden z nich nie zwrócił uwagi na ten "szczegół"?!
Podobno ów Szwed był kiedyś neonazistą, ale się nawrócił; twierdzi również, że pomógł w odnalezieniu napisu, przekazując ważne informacje. Jeśli tak było istotnie, to po co go ciągać na nasze ziemie, skoro można osądzić zaocznie, można przesłuchać przy pomocy nowoczesnych urządzeń, a i tak będzie odsiadywać go na terenie swojej ojczyzny. Właśnie teraz, kiedy jesteśmy w Unii, procedury w przypadku przestępstw mniejszego kalibru i przy współdziałaniu przestępcy, powinny być przyjaźniejsze dla niego. Na miejscu szwedzkiego sądu nie ekstradowałbym tego p. Andersa.
Oczywiście w Polsce dojdzie do kolejnej dyskryminacji Szweda, bowiem będzie on pokazywany i określany po nazwisku, w przeciwieństwie do naszych paru obywateli, którzy będą łaskawiej traktowani przez sąd. Już nasze media podają jedynie - Radosław M., Łukasz M., Paweł S. i Andrzej S. To będzie jeden wielki skandal - co na to prawnicy? Czy tylko ja dostrzegam problem, którego dla większości Polaków - w tym znawców prawa - nie ma?
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
|
|
08.03.2010r.
Kobietom Polskim, w KOBIET ŚWIĘTO, najserdeczniejsze życzenia składa Redakcja, załączając Fraszki Jerzego Agenora Kryglera.
DO MĘŻÓW WŁASNYCH ŻON
Bądź kochankiem własnej żony,
A będziesz niezastąpiony.
POLKA Z ZASADAMI
Polka ma tak wzniosłe zasady,
Że sięgnąć po nie, nie dasz rady
Więc pod nimi się przekradaj
I nikomu nic nie gadaj.
LEPSZE ZIÓŁKO
Takie z niej ziółko było,
Że się kilku wyleczyło.
ZNIEWIEŚCIAŁE DZIEWCZYNY
Zniewieściały nam dziewczyny
Z naturalnej przyczyny,
I choć dzisiaj to kochane kobiety,
Do dziewcząt ciągnie – niestety.
Jerzy Agenor Krygler
|
|
17.02.2010r.
Właśnie podano, że od marca wzrosną opłaty za "przejazd płatnymi odcinkami autostrady A2". Od razu rozgorzała dyskusja, że w innych państwach za takie opłaty można jechać na dłuższych trasach, choć kierowcy zarabiają tam znaczenie więcej, niż w Polsce. Zwracano uwagę także na Niemcy, gdzie autostrady są bezpłatne, zaś duże pretensje mają tamtejsi obywatele, że oni nam u siebie fundują przejazdy, a u nas muszą płacić i to za gorszą jakość.
Gdyby policzyć, to zapewne Polacy jeżdżąc po Niemczech pokonują więcej kilometrów, niż Niemcy w Polsce, zatem na pewno nasi zachodni sąsiedzi są na poważnym minusie.
Ponad 20 lat po obaleniu komuny mamy mizerny zasób autostradowych kilometrów. Pewnie wielu z nas, podczas euforii wydzierania władzy proradzieckim i ekonomicznie nieefektywnym działaczom, nie zastanawiało się, co z autostradami, bo były ważniejsze sprawy. A biedna - i niezbyt mądrze zarządzana - nasza ojczyzna straciła kontrolę nad nowoczesnymi drogami, które zaczęli budować kapitaliści i to bardziej pazerni, niż na "imperialistycznym Zachodzie", jak to kiedyś określano złych a chciwych burżujów.
I na nic tu frazesy o solidarności Polaków, na nic konstytucyjne rozważania; zresztą codziennie mamy interwencyjne programy telewizyjne, w których politycy i biznesmeni całkowicie odeszli od pracy na rzecz przyjaznej Rzeczypospolitej; dla nich liczy się wolny rynek i prawo, które z racji nieprecyzyjności naginają na własną korzyść. Wielu Polaków zginęło za lepszą Polskę, mają pomniki, ulice i place, a na Ich krwi bezlitośnie zarabiają biznesowi cwaniacy, którzy zajęli się przejmowaniem Polski wydartej spod dominacji ZSRR i niemal otwarcie zdają się nam mówić - a teraz to możesz nam naskoczyć, hołoto!
Nie mam i nigdy nie miałem motocykla, nie przepadam za tymi pojazdami i nie podobają mi się ich szarże po naszych drogach. W sezonie ginie codziennie jeden polski motocyklista - a to z własnej winy, a to przez nieuwagę automobilistów. Jednak popieram ich w protestach dotyczących opłat za autostrady.
Przecież nawet dziecko dostrzeże rzecz oczywistą - opłaty za korzystanie z nowoczesnych (u nas często brzmi to jak ironia) tras, nie mogą (i nie powinny) być jednakowe dla motocykli i osobówek**. To jest skandal i powinien tym problemem zająć się ktoś i to na poważnie! Przecież to przeczy ekonomii, logice i rozsądkowi! Jeśli pewne rozważania osadzone są na tych trzech podstawach, jeśli władza i społeczeństwo ma współbudować nowoczesne państwo, w którym przepisy tworzone oparte są (lub powinny być) na rozumie, to właśnie jest doskonała okazja, aby problem ten rozwiązać.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Ile wody będzie z tego śniegu?
|
|
|
13.02.2010r.
Powierzchnia całego Trójmiasta to 417 km kw. Załóżmy, że w aglomeracji zalega śnieg o średniej grubości 30 cm. Mamy więc objętość śniegu 0,1251 km, który po stopieniu zamieni się w 25 mln litrów wody.
Gdybyśmy chcieli wywieźć ów śnieg, to przeliczając na kontenery 20-stopowe o objętości 33 m sześc. i uwzględniając dwukrotne zagęszczenie śniegu, to byłoby do zebrania prawie dwa miliony takich pojemników. Gdyby policzyć samo paliwo spalone do wywozu białego puchu, to byłoby to koszmarne obciążenie dla budżetu naszych trzech nadmorskich miast, zatrucie środowiska spalinami oraz zakorkowanie szlaków komunikacyjnych. A przecież w podobnej sytuacji są chyba wszystkie polskie miasta, zatem walka ze śniegiem polegająca na całkowitym jego wywiezieniu nad morze, do dolin i na nisko położone nieużytki byłaby zabójcza dla chwiejącego się budżetu Państwa.
Znacznie prościej, taniej i logiczniej jest skupić się na zwiększeniu drożności studzienek drogowych i ich kanalizacji oraz wszystkich strumyków, potoków i rowów melioracyjnych, jak również rozbicie wszelkich zatorów lodowych na rzekach.
Przed spodziewanym stopnieniem śniegu należy przejrzeć wszystkie krytyczne miejsca, które przecież znają specjaliści od spraw katastrof naturalnych, w tym pogodowych - za to mają etaty i pensje. Jeśli Gdynia zostanie zalana w najniżej położonych dzielnicach z powodu zatkania ulicznych studzienek, to wina będzie po stronie opiekunów tych drenażowych systemów.
"Fakt" (11 lutego 2010, w artykule "Będzie powódź"; przestrzega mieszkańców Trójmiasta przed zbliżającym się kataklizmem. Aglomerację ma zalać 6 mln litrów pochodzących ze zleżałego śniegu, co jest wartością czterokrotnie mniejszą od uprzednio obliczonej; być może przyjęto mniejszą grubość kołdry śnieżnej, mniejszą wydajność wody ze śniegu i mniejszą powierzchnię obsypaną śniegiem, którą uznajemy za groźną dla powodziowego stanu (część pośniegowej wody spłynie wprost i bezszkodowo do Zatoki Gdańskiej).
Natomiast eFakt.pl (3 lutego 2010, w artykule "W Polsce leży już miliard wywrotek śniegu") podaje, że ilość śniegu zalegającego całą Polskę , to niemal 20 mld m sześc. wody, więc do uprzątnięcia lodowego puchu należałoby uruchomić miliard kursów wywrotek - licząc 20 ton na sztukę. Dowiadujemy się tam, również, że Wisła rocznie odprowadza do Bałtyku 33 km sześc. wody, czyli o 65% więcej, niż zawiera omawiana śnieżna powłoka.
Pamiętam, że w latach 60. wywrotki marki "Star" uwijały się po Gdyni wyrzucając nadmiar śniegu do zatoki. Tak czy owak - media nas nastraszyły i należy przygotować się na powodzie po, zwłaszcza gwałtownym, ociepleniu.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Refleksje seniora mieszkańca PTBS ul Grabowa22
|
|
|
09.02.2010r.
Mieszkam z żoną od marca br. w ramach programu "Mieszkanie dla Seniora", w Poznaniu, przy ul Grabowej 22 w bloku C. Samochodem na pilota zajeżdżam do garażu, windą z poziomu garażu jadę na pierwsze piętro do mieszkania. Mamy z żoną ponad 65 lat, ja z miażdżycą żył, żona po operacji z endoprotezą. Jedziemy windą na pierwsze piętro do mieszkania. Winda jedzie na 4 pietro gdzie mamy taras z widokiem na okolice. Nasze mieszkanie o powierzchni około 50 m2 ma jeden duży pokój z aneksem kuchennym, mały pokój, korytarzyk, duży balkon i dużą ubikację z natryskiem, ciepłą wodą. Wszędzie blisko, a na dodatek ciepło. Samo centrum handlowe Dębca - blisko kościół i cmentarz też - prawie XXII wiek.
A tak niedawno z nożem na gardle czekaliśmy na eksmisję na bruk. Nowy właściciel wręczył nam wypowiedzenie, z terminem 3-letnim, aby nie dać nam zastępczego mieszkania.
Zacząłem starać się o mieszkanie socjalne, komunalne - jakiekolwiek, ale takowych brak, a odpowiedzi z "miasta" tylko odmowne. Mieszkaliśmy na ul. Św.Trójcy. Przed II wojną swiatową, w 1936r. moi Rodzice wynajęli mieszkanie trzy pokojowe na pierwszym piętrze w willi, którą wybudował właściciel, p. Bober, mający firmę murarską. Tu się wychowałem, tutaj się ożeniłem, tutaj wychowałem trójkę dzieci, tutaj wychowywały się moje wnuki. Tutaj myślałem umrzeć, tak jak moi Rodzice.
Jednej rzeczy nie przewidziałem - że zmieni się ustrój. Przyjdą nowi właściciele i wytłumaczą mi, ze jestem dzikim lokatorem a moim miejscem jest ulica.
Stał sie cud pewnego razu - powstał program Naszych Władz Miasta Poznania: "Mieszkanie dla Seniora".
Zgłosiłem się i zostałem zaproszony, aby wybrać sobie mieszkanie. No i tutaj nowy problem, skąd wziąć na kaucję? - ale od czego są dzieci, co zrobić z majątkiem niepotrzebnych gratów zgromadzonych przez tyle lat (a bo sie może przydać). Ale od czego jest głowa.
Gratowisko, ogródek, ognisko, jako stary harcerz dałem radę, jakoś się udało. Zabralismy na nowe mieszkanie niezbędne rzeczy, telewizor, komputer i drukarkę, na którym piszę te moje refleksje Seniora z ul.Grabowej.
Ryszard Zieliński - Poznań
od Redakcji: jeżeli włodarze miasta Poznań, są tak zapobiegliwi dla swoich mieszkańców, to może ktoś z z nich wystartuje w wyborach na prezydenta Polski?
|
|
04.02.2010r.
Partia Przyszłość – stowarzyszenie służące
społeczeństwu, ma piękną kartę. Dawniej
zarejestrowana, obecnie nieliczna, nie ma programu
pobożnych życzeń, ale ma program co zrobić i jak
zrobić, aby w Polsce żyło się lepiej.
Wielu kandydatów
na posłów i senatorów pobierało z programu
„Przyszłości” elementy i otrzymywało poparcie, chociaż
trzeba przyznać, że co mówili przed wyborem, po
wyborach nie zapominali.
Frasując się o przyszłego prezydenta państwa, jako
członkowie „Przyszłości” odwiedziliśmy biuro poselskie
szczecińskiego posła Bartosza Arłukowicza. Dyrektorowi
biura panu Borowskiemu przedstawiliśmy taki oto
projekt.
Polska jest źle zarządzanym państwem. Ma mnóstwo
długów. Samych odsetek płaci rocznie 155 miliardów
dolarów. I nikt się budżetem państwa nie przejmuje.
Arłukowicz jest znany z pracy w sejmowej śledczej
komisji hazardowej. To dobry kandydat na prezydenta.
Powinien mieć program, który będzie podobać się
wyborcom. Takim programem wykazuje się Przyszłość.
Pochlebnie program oceniają wszyscy. Co pan na to Panie
dyrektorze Borowski?
- Nie wygra. Zadziobią go zazdrośnicy.
- To mu pomożemy, jak się zgodzi - i udaliśmy się w
kierunku szczecińskiego SLD aby tam porozmawiać o
kandydacie na prezydenta - Szmajdzińskim.
W szczecińskiej Książnicy - bibliotece wojewódzkiej -
czasami spotkać można reklamy albo ulotki. Na jednej
reklamowała się organizacja patriotyczna Ruch Przełomu
Narodowego, podając adres i telefon.
Ponieważ propagujemy społeczeństwo obywatelskie,
zadzwoniliśmy do Ruchu, gdzie się z nimi można
skontaktować. Można na Kaszubskiej 20, w Civitas.
Było nam po drodze. Śniegi malowane solą, nie
czyszczone chodniki, Gdzie gospodarze Szczecina? W
mokrej brai nie łatwo się posuwać. Rozlewiska
topniejącego śniegu. Nikt nie oczyszcza studzienek
ściekowych. Trudna ta leniwa Polska.
Energiczny prezydent Polski niezbędnie potrzebny.
Weszliśmy na piętro do Civitas Christiana, organizacji
katolickiej, spadkobiercy dawnego PAX.
W pokoju dwoje ludzi. Pochyleni nad papierami.
- Dzień dobry. Nazywam się Jacek Kwiatkowski, czy mogę
się dowiedzieć o organizacji?
- Kto Pana przysłał?
- Sami przyszliśmy.
- Po co?
- Chcę się dowiedzieć o organizacji.
- Na jakiej podstawie pan pyta?
- Na podstawie konstytucji.
Wtrąciła się kobieta: to jakaś prowokacja, jak z UB
- Przyszedłem się dowiedzieć czy w Civitas jest ktoś ze znajomych
mi osób.
- Ze starego zarządu dwie osoby zmarły, jedna osoba
jest na emeryturze.
- Można się dowiedzieć kto?
- Nie można, tajemnica danych osobowych.
- A czy można się dowiedzieć jak pani się nazywa? Ja
nazywam się Jacek Kwiatkowski.
Mężczyzna: - ta pani nie ma nazwiska!
Musiałem usiąść: Pytam, raz... drugi... piąty, co to
jest za organizacja społeczna o której nic się nie
można dowiedzieć. Jak tu dotrzeć... Może zakrzyknąć,
może obudzę i dowiem się cokolwiek. Zdeterminowany aby
odnieść skutek, prawie zacząłem krzyczeć, na co mój towarzysz, dawny nieulękły bokser, działacz społeczny i trener, Dominik Jafra, wywiał się z pokoju. Nie wytrzymał tych samych pytań i tych samych
odpowiedzi.
- Przecież ja tylko pytam o organizację. Gdzie mogę
dostać informacje?
- W Warszawie na ulicy Niedzielaka
- A tu nie mogę???
I tu przypomniała mi się rozmowa, jaką przed kilku laty
prowadziliśmy z przedstawicielem wojewody d/s
współpracy ekologicznej z młodzieżą szkolną.
- Mamy pomysł. Chcemy organizować wycieczki młodzieży
szkolnej na przepłynięcie statkiem z Gdyni do Szczecina
lub odwrotnie, aby poznawały Bałtyk. Gdy będzie okazja,
że statek taką podróż zrobi.
- Pomysł wspaniały. Użyję wszystkich starań aby ten
pomysł realizować.
- Statek w czasie alarmu szalupowego pobierze z głębokości 40 metrów wodę morską, Dzieci wrócą do szkoły, zrobią analizę, która wykaże zatrucie wody w Bałtyku.
- Na to się nie zgodzę.
- Dlaczego?
- Bo gdy dzieci wywiozą ze sto butelek wody do Krosna,
inne do Wałbrzycha itd., jak Bałtyk będzie miał coraz
mniej wody? Nigdy się na to nie zgodzę!...
Poddałem się. Zupełnie już uspokojony zadałem ostatnie
pytanie: a jak Pan się nazywa? - Glaza.
Wyszedłem i dogoniłem na ulicy towarzysza, brnąc w
głębokiej 30 cm brai śnieżnej, patrząc czy ktoś zwraca
uwagę i czyści studzienki kanalizacyjne, aby rozlewiska
wodne mogły spłynąć z ulic. Na przestrzeni kilku kilometrów zobaczyliśmy jedną trochę odkrytą studzienkę i zaraz mój towarzysz zaczął swoim butem dziurę studzienki poszerzać.
W lokalu SLD powtórzyliśmy: Pan Szmajdziński może
zwiększyć szanse wvbrania go prezydentem Polski, gdy
oprze się na programie Przyszłości. Program jest na
stronie www.przyszlosc.net i nie jest to program
pobożnych życzeń, jak mają inne partie, ale recepta co
i jak zrobić, aby w Polsce było lepiej.
Pan Tusk przed wyborami zapowiadał, że wprowadzi jednomandatowe okręgi wyborcze, i dzięki temu Platforma Wyborcza wygrała wybory. Proponujemy, żeby kandydat na prezydenta z ramienia SLD, pan Szmajdziński, zapowiedział wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych w Polsce, i był w tym konsekwentny, aby znowu to nie było kłamstwem politycznym. Bo wyborcy mu nie darują,
Zobaczymy czy SLD będzie na prawdę chciało mieć prezydenta.
Jacek Kwiatkowski
Zmienić krajobraz polityczny wprowadzić Jednomandatowe Okręgi Wyborcze
|
|
|
28.01.2010r.
Myślę, że i ja, jak i nasze społeczeństwo Polskie, dojrzało do tego, by po 20-stu latach zmienić krajobraz polityczny w Polsce, na Jednomandatowe Okręgi Wyborcze.
Udało to się we Włoszech w 1993r. i to musi udać się również w Polsce.
Dość niszczenia majątku narodowego wypracowanego ciężko przez Polaków. Dość korupcji i obłudy, zakłamania i oszustwa politycznego w wykonaniu polityków. Dość okłamywania naszego społeczeństwa.
Domagajmy się w protestach i manifestacjach pokojowych o wprowadzenie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych i najważniejsze, bezwzględne odwołanie osób, które wybierane są, a nie spełniają swoich obietnic wobec swoich wyborców.
Osoby kandydujące w kampaniach wyborczych obiecują złote góry, a potem beztrosko nic nie robią, niektóre są nawet tak niesumienne, że nie chcą spotykać się ze swoimi wyborcami. We Włoszech w 1993r. w drodze referendum wymuszono zmiany wyborcze z proporcjonalnych na JOW.
Nadszedł czas zmiany o lepszą przyszłość Polaków. Apeluję o tworzenie komitetów i zbieranie podpisów na rzecz JOW, załatwmy sprawę na pokolenia. W USA JOW obowiązują od ponad 200-stu lat i co ciekawe, że się sprawdzają.
Panie Premierze, apeluję po raz wtóry o podjęcie decyzji o wprowadzenie Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Proszę o męską odwagę do realizacji naczelnego hasła Platformy Obywatelskiej. My jako społeczeństwo pomożemy w drodze referendum o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Proszę wszelkimi sposobami doprowadzić do referendum, to nam się należy. Zbudujemy prawdziwą demokrację i społeczeństwo obywatelskie.
Zwracam się do mediów o podjęcie dyskusji i nagłaśnianie w/w sprawy dla dobra NASZEGO NARODU. JOW są tańsze od wyborów proporcjonalnych.
Zadbajmy o lepszą jakośc osób wybieranych. Osoby podejrzane o korupcję i kontakty mafijne powinny byc usuwane z zycia spoleczno-politycznego. Polacy śmieją się z przepisów prawnych, które dopuszczają, że oskarżeni o korupcję lub przestępstwa gospodarcze kierują zza krat aresztu gminą lub miastem. Te niedobre przepisy dla państwa, powinny byc zmienione.
Dominik Jafra – Szczecin,
członek partii Przyszłość - Stowarzyszenie Służące Społeczeństwu
Nagroda za zamiecenie kościoła
|
|
|
23.01.2010r.
W Kurierze Szczecińskim (22.01.2010) w rubryce Opinie czytelników ukazała się taka
treść:
„Jestem niezwykle oburzona, że Ewa Kopacz wydała dwa miliony złotych na nagrody DLA swoich pracowników, tłumacząc, że to motywacja do dobrej pracy, choć to oczywiste, że państwowy urzędnik z uposażeniem powyżej średniej krajowej powinien spełniać swoje zadania właściwie. Nie ma pieniędzy na leczenie, na sprzęt medyczny, na zwiększenie limitów, a tu taka rozrzutność!
Nam się wmawia, że jest kryzys i trzeba zaciskać pasa, a rząd się z pieniędzmi nie liczy”
I tu trochę pomyślmy, chociaż troszeczkę. W kościołach wiele czynności, jak przystrajanie ołtarzy, sprzątanie i wiele innych robi się bez żadnej opłaty i nagrody, z potrzeby serca. A urzędnicy, mimo że otrzymują wynagrodzenie za spełnianie obowiązków, to jeszcze dodatkowo demoralizuje się ich, dodając gratyfikacje za to, że zrobili swoją robotę. Za darmo otrzymują duże pieniądze, na które, zaciskając ze złością zęby, patrzą ludzie biedni, którzy nie mogą dostać się do lekarzy, bo na służbę zdrowia brakuje pieniędzy w budżecie państwa.
Demoralizują urzędników w kancelarii prezydenta państwa, kancelarii premiera rządu, kancelariach ministerialnych, urzędach marszałkowskich, miejskich, gminnych itp. Jak Polska długa i szeroka decydenci nie liczą się z publicznym groszem. Nie liczą pieniędzy wydawanych, nie zwracają uwagi że odbierają pieniądze z miejsc, które tych pieniędzy najbardziej potrzebują, jak oświata, bezpieczeństwo publiczne i właśnie służba zdrowia.
Powinien pojawić się w Polsce człowiek, który by przerwał marnowanie publicznych pieniędzy i wprowadził zakaz nagradzania za zwyczajne obowiązki pracownika. Przecież każdy pracownik państwowy ma zakres obowiązków i powinien być z tego rozliczany a nie nagradzany dodatkowymi nadzwyczajnymi premiami. Takie działania sprzyjają korupcji, akceptują lenistwo i lekceważenie pracy.
Krystyna Danielak, Szczecin
Blaszane budynki podczas trzęsienia ziemi
|
|
|
20.01.2010r.
Haiti. Zginęło ok. 150 tysięcy ludzi, ulice są zasłane trupami i rannymi czekającymi na pomoc a bojącymi się leżeć w budynkach, zwłaszcza że po trzęsieniu o sile ok. 7 richterów nastąpiły wtórne wstrząsy o 3 richtery słabsze. Pod względem strat ludzkich jest to druga katastrofa w tym tysiącleciu (ok. 300 tys. zabitych w Azji podczas wstrząsu i tsunami w 2004 roku).
W Kalifornii oświadczono, przy okazji trzęsienia ziemi we włoskiej Abruzji (6 kwietnia 2009), że gdyby u nich było trzęsienie ziemi o podobnych parametrach (ponad 6 richterów), to nikt by nie zginął. Amerykańska niska zabudowa jest zwykle drewniana i podczas trzęsienia ziemi niewiele rzeczy może spaść na mieszkańca.
Po katastrofie we Włoszech stwierdzono, że zbudowano tam wiele domów niespełniających norm w aspekcie ruchów tektonicznych, w tym nawet budynki policyjne i szpitalne, zatem należy przypuszczać, że w znacznie biedniejszym Haiti budynki nie były dostosowane do przetrwania takiego kataklizmu, zwłaszcza że od ponad dwustu lat nie było powodów, aby wdrażać kosztowne technologie.
Huty, stocznie oraz inne montownie konstrukcji metalowych przechodzą poważny kryzys - starają się, ale upadają, wręcz toną, powinny przejść z fazy dyskusji na stalowe konkrety oraz usztywnić wznoszone budynki.
W jaki sposób to uzyskać? Otóż dzięki zamianie klasycznych tworzyw (beton, cegła, pustak) na stal - blachy i kształtowniki. Z nich składać (na podobieństwo okrętowych nadbudówek) domy mieszkalne i budynki użyteczności publicznej. Ponieważ efektywność izolacji (przed nadmiarem ciepła oraz jego niedoborem) jest lepsza w przypadku otulenia całej konstrukcji, zatem stalowy budynek powinien być zaizolowany od zewnątrz, czyli usztywnienia powinny być również od zewnątrz. Oczywiście, w ciepłej strefie klimatycznej, sprawa izolacji termicznej nie jest najważniejsza, natomiast ściany wystawione na działanie promieni słonecznych mogłyby zawierać ekologiczne instalacje wspomagające podgrzewanie wody, które jednocześnie chłodziłyby "stalowe" mieszkanie.
Stocznie mogłyby w swoich halach i na placach wykonywać całe moduły jedno-, dwukondygnacyjne, które - niczym klocki - byłyby ustawiane na placach budów. Gdyby okazało się, że taka technologia byłaby droższa od tradycyjnej, to świat mógłby opracować zasady wspomagania biedniejszych państw, co z kolei zwiększyłoby zamówienia na produkcję stali oraz na wyroby, a to zmniejszyłoby kryzys przemysłu stoczniowego i hutniczego.
W ostatniej haitańskiej tragedii runęły tysiące domów, w tym budynki rządowe, wojska (sił ONZ), szpitale. Gdyby były wykonane z blach i usztywnień stalowych, to co najwyżej by się zatrzęsły i nieco przemieściły; może nawet przekrzywiły. Z pewnością by nie runęły! O ruinach nie byłoby wcale mowy, wszak one kojarzą się wyłącznie z gruzowiskiem powstałym po zniszczeniu budowli betonowych i murowanych. Osoby przebywające w blaszanych budynkach mogłyby odnieść lżejsze rany, ale z pewnością by nie ginęły na tak masową skalę!
Należałoby sprawdzić, czy w obszarze dotkniętym katastrofą byli mieszkańcy, którzy użytkowali metalowe budynki (np. typu kontenerowego) i ocenić słuszność tezy stawianej w artykule, że mieszkania w budownictwie stalowym są znacznie bezpieczniejsze, niż w tradycyjne.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Donald Tusk powolnie realizuje...
manifestacja przed sądem
|
|
|
04.01.2010r.
Donald Tusk powolnie realizuje. obietnice jakie skladał kilka lat temu przed wyborami.
DT - PO pociągnęli wyborców do głosowania na siebie kilkoma punktami. Jednym z nich - prócz wprowadzenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, była obietnica przywrócenia Urzędu Prokuratora Generalnego. Ten niezwykle mocny oręż zwalczania przestępczości został, ot, tak sobie, beztrosko wycięty.
Otóż odważny Donald Tusk, zapowiedział
przywrócenie urzędu Prokuratora Generalnego,
i 5 stycznia ma się odbyć manifestacja w
Warszawie. o godzinie 8.30 przed Krajową
Radą Sądownictwa, Rakowiecka 30. Manifestacja-Protest przeciwko bezprawiu z okazji przesłuchania kandydatów na Prokuratora Generalnego.
Bo wycięcie Urzędu Prokuratora Generalnego
przez Inaczej Myślących zaciągnęło na Polskę
ciemne chmury bezprawia, w których
poszkodowanych przez bezprawie okazało się
więcej, jak za czasów minionej Demokracji
Socjalistycznej.
Odważny DT dotrzymał słowa z kampanii przed
wyborczej, i tylko dzięki temu, że Platforma
zwyciężyła większością parlamentarną, można
było napełnić nadzieją "sprawiedliwie"
pokrzywdzonych, że "sprawiedliwość" powróci
znowu do zwykłej sprawiedliwości.
Szkoda, że szanse DT na prezydenta Polski
gwałtownie zmalały przez jego zapowiedź ponownej budowy elektrowni atomowej. Nieekonomicznej, szkodzącej środowisku, wysysającej mizerny budżet krajowy.
Kto mu podpowiedział niedobre, szkodliwe dla budżetu rozwiązania? Chyba tylko ci, co chcą na szkodliwych dla państwa inwestycjach prywatnie zarobić.
Manifestacja, protest przeciwko bezprawiu, 5
stycznia, godzina 8.30 to także wyraz
poparcia i uznania dla Donalda Tuska, że
zapowiadał i zrobił Urząd Prokuratora
Generalnego.
Przez przywrócenie Prokuratora Generalnego będzie przywrócona normalność w wymiarze sprawiedliwości, bo można pęknąć z irytacji, gdy się poznaje jej koślawy wymiar na stronach: www.statekesperanto.com i www.wiatrodmorza.info
Pan Donald Tusk nie powinien dawać posłuchu "specjalistom" od energetyki, nie popierać szkodliwej elektrowni atomowej. Gdyby teraz startował w wyborach prezydenckich, może uzyskałby 10-15 procent, nie więcej. Bo tylko tyle w Polsce jest zwolenników EA.
Natomiast gdyby powrócił do dawnych zapowiedzi Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, zwolenników miałby 70-90 procent, a prezydenturę jak jajko w kieszeni. Sęk w tym, że jednomandatowych okręgów wyborczych, boją się jak ognia ci, co lękają się, że nie będą wybrani i utracą smakowite pieniążki.
Jednomandatowe Okręgi Wyborcze polegają na tym, że kraj dzieli się na tyle okręgów ilu jest posłów (460). W okręgu może startować na posła każdy kto chce, i ten co zebrał najwięcej głosów – jest posłem. Zwyczajnie i bez krętactwa. Wybiera się osobę znaną, wiadomo gdzie mieszka, czy jest uczciwa, czy dotrzymuje słowa,
Przeciwnikami jednomandatowych okręgów wyborczych są... ONI. Oni odradzają JOW.
ps. szczegóły walki z bezprawiem www.aferyibezprawie.org
"Arbeit macht frei" oraz "Kradzież czyni więźniem"
|
|
|
28.12.2009r.
Gdyby przed kradzieżą najsławniejszego napisu w Polsce zapytać rodaków, czy konstrukcja z rur i blach ułożonych w napis "Arbeit macht frei" oraz druty kolczaste zainstalowane wokół obozu Auschwitz-Birkenau są oryginalne, czyli że liczą sobie 70 lat, to po namyśle większość odpowiedziałaby - ależ skąd, przecież cienkie stalowe elementy, nawet malowane, nie przetrwałyby siedemdziesięciu wiosen i zim, podczas których były narażone na deszcze, mrozy i upały, a ponadto w kraju, w którym złodzieje biorą wszystko (co metalowe) jak leci, nawet przewody linii energetycznych i trakcyjnych (także szyny!) oraz pokrywy studzienek ściekowych, to nikt przy zdrowych zmysłach nie pozostawia na pastwę rodaków takich symboli!
Ile Polska zaoszczędziłaby wydatków, gdyby napis "Arbeit macht frei" był kopią? Nie byłoby tego całego rozgłosu, który w świecie nas skompromitował jako strażników muzeum i jako złodziei. Jeśli nawet kradzież na zamówienie zorganizował cudzoziemiec, to również jest to dla nas ujma, bowiem plasuje nas w roli zwykłych prostolinijnych biednych złodziejaszków na końcu "łańcucha pokarmowego półświatka".
Spore kwoty poszły na poszukiwania oryginału - praca policji, spotkania z mediami, nagrody dla rodaków za pomoc w ujęciu złodziei, ich konwojowanie przez całą Polskę, teraz przesłuchania, śledztwo, prokuratura, prawnicy, w tym adwokaci, całe procedury sądowe, no i wreszcie kosztowne wieloletnie więzienie dla sprawców. Do tego morze farby drukarskiej wylanej (także wirtualnie) na artykuły rozmaitych mediów. Miliony złotych? A po kradzieży poinformowano, że polepszenie ochrony Muzeum, to dodatkowe 5 mln zł! I to da większą gwarancję, że podobna kradzież się nie wydarzy, ale przecież teraz mogą powstać grupy, które założą się o to, komu uda się zdjąć ów symbol - nie dla jakiegoś kolekcjonera, nie dla wartości metalu w punkcie skupu, ale dla adrenaliny obstawiania zakładów. I jeśli zostaną ujęci, to nie za grabież, nie za zniszczenie, ale za... czasowy zabór mienia.
Tych wszystkich wydatków oraz kompromitacji nieprzeliczalnej wszakże na pieniądze, ale pewnie dotkliwszej dla Polski (oburzenie z powodu kradzieży wyrazili m.in. byli więźniowie obozu, prezydent, premier i środowiska żydowskie, w tym rząd Izraela), można było uniknąć w prosty sposób... Otóż już wiele lat temu należało wykonać kopię i zamontować nad obozową bramą, zaś oryginał umieścić na poczesnym miejscu wewnątrz muzeum, w godnych warunkach, z fotografiami oraz z odpowiednimi opisami. Wszyscy wiedzieliby, gdzie jest oryginał i że nad bramą wisi kopia. Gdyby jednak ktoś ukradł kopię, to dyskretnie zostałaby zawieszona kolejna kopia i nikt nie dowiedziałby się o tym kompromitującym nas fakcie, a nawet jeśli złe wieści by się w końcu rozeszły, to o znacznie mniejszym emocjonalnym ładunku i zasięgu - wręcz media nie miałyby o co kruszyć kopii z powodu kradzieży kopii!
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Prawo w wolnej Polsce, czyli brak właściwych procedur
|
|
|
23.12.2009r.
19 grudnia 2009 media radośnie obwieściły, że bilbordy nie mogą zasłaniać mieszkalnych okien.
Okazuje się, że "Naszych okien nie będą już zakrywać wielkie reklamy" (obwieszcza www.tvn24.pl). Ależ osiągnięcie - wręcz na miarę epoki! Cieszmy się i radujmy, że kozę (wprowadzoną do mieszkania wg znanego dowcipu) wygoniono w końcu precz i wszyscy poczuli się nareszcie szczęśliwi.
"Natomiast te już powieszone muszą zniknąć w półtora roku". Dobre i to, ale co zrobimy, jeśli jakiś mieszkaniec nie zechce czekać i wytnie sobie okno w plandece?
"W sobotę weszło w życie prawo, według którego reklamy umieszczane na budynkach wielorodzinnych nie mogą ograniczać dziennego światła". No jakież to mądre! Mamy być oczywiście pełni podziwu dla polskiej Temidy miłującej przyjazne prawo...
"Nowe przepisy zezwalają na reklamy na fasadach domów mieszkalnych, ale pod warunkiem nieograniczania dziennego oświetlenia mieszkań". Jedno takie genialne zdanie i aż dziwne, że tego żaden mędrzec nie wymyślił parę lat wcześniej... Ale lepiej późno, niż wcale!
"Reklamy można by zatem umieszczać np. na ścianach szczytowych, na oknach klatek schodowych i lokali użytkowych albo też między oknami mieszkań". Nie, no aż jestem dumny, że takie oczywiste odkrycia zostały dokonane w naszej Polsce - z pewnością zasługujemy na miano prawdziwych Europejczyków (krócej - Europów), przecież jesteśmy w centrum tego kontynentu i takimi prawniczymi przebojami torujemy sobie drogę do intelektualnego a słusznego przewodnictwa tej części świata.
Ale dlaczego możemy być teraz szanowani przez ludzkość i komu zawdzięczamy ten skok cywilizacyjny w dziedzinie prawa? Otóż naszej świetnie wykształconej elicie, bowiem to - "Prawnicy zwracali uwagę, że okna służą wyłącznie do użytku właścicieli lokali i dlatego nie stanowią one części wspólnej nieruchomości, co do której wspólnota mieszkaniowa może podejmować decyzje większością głosów lub udziałów". No, jestem ogromnie wzruszony, że potrafiono tak zgrabnie w końcu zapisać oczywistość spędzającą sen z powiek praworządnym obywatelom, którzy intuicyjnie czuli, że mają rację, ale nie wiedzieli, jak to literkami ułożyć...
Od paru lat obserwowaliśmy zmagania poszczególnych obywateli walczących ze swoimi zarządcami nieruchomości albo wprost z bilbordami, w których wycinali swoje okna... na świat. Reszta narodu polskiego obserwowała ich zmagania, zwykle z sympatią, ciesząc się, że to nie ich dotknęło.
Latem w mieszkaniach panowała duchota (cała ściana była zasłonięta grubą winylową siatką), nocami reflektory oświetlały wnętrza pomieszczeń utrudniając spokojny sen. Mieszkańcy przedstawiali swoje racje, właściciele mieszkań swoje, swoją pieczeń zaś piekli bilbordowi wywieszacze reklam. Zwykle granica poparcia przebiegała pomiędzy lokatorami, którzy byli zasłonięci, a tymi, co jeszcze nie byli osaczeni przez kapitalistyczną inicjatywę reklamową, co jest jeszcze jednym dowodem na słuszność tezy o zależności punktu widzenia od miejsca siedzenia, przy czym widzenie istotnie było przytłumione ową nieszczęsna siateczką...
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Trzeba poprawić system wyborczy
|
|
|
29.11.2009r.
Przed wojną prezydentem Polski był Ignacy Mościcki (1926–1939). Gdy przestał być prezydentem, napisał biografię, a w niej o okresie przedrozbiorowym:
„ Główną przyczyną osłabienia państwa w tym czasie był monstrualny wzrost przywilejów magnacko-szlacheckich, niespotykany w historii innych krajów. Budził on w tej warstwie społeczeństwa bezgraniczną samowolę, a niepłacenie podatków na administrację i wojsko wprowadziło bezład w organizacji państwa”.
Mądry Mościcki, wynalazca, myśliciel, a nie dostrzegł, że przyczyną upadku państwa polskiego był niedemokratyczny system wyborczy. Nieograniczone przywileje dla warstwy pasożytniczej niszczyło państwo i szybko nasze państwo znikło. Zostało rozebrane między sąsiadów.
Wojna 1939-45 strasznie zniszczyła Polskę. Żadne inne nie miało takich zniszczczeń. Ale stał się cud, bo jak inaczej to nazwać? Ludzie o śmiesznie małych pensjach, potrafili odbudować swój kraj. Zbudować przemysł stalowy, chemiczny, stoczniowy, wielką flotę morską handlową i rybołówstwa morskiego. Polak nie musiał się wstydzić. Żył dostatnio. Odżywione dzieci chodziły do szkół, kończyły studia bez kosztownych opłat, zdolniejsze uzyskiwały stopnie naukowe, zajmowały niezbyt wysoko płatne posady, lecz nie było bezrobocia.
Po przemianach strajkowych (1980-90) był tzw. Okrągły Stół, spotkanie rządzących z pragnącymi rządzić. Obie strony, chociaż pełne dobrych chęci i zamiarów, nie wzięły pod uwagę, że zostawienie złego systemu wyborczego stworzy zło.
Przed przemianami system wyborczy nie był doskonały, ale na posłów, radnych, wybierano kandydatów po dokładnym sprawdzeniu: czy nie kradną, czy nie biją żony lub męża, czy są patriotyczni, czy są... czy się nadają.
System powodował, że wybrani posłowie czy radni, chociaż o małych uposażeniach pracowali dla ojczyzny, dla Polski.
A po przemianach? Posłem zostawał, kto sfotografował się z Lechem Wałęsą. Wszyscy (prawie) ufali Wałęsie i zaufanie przelało się na kandydujących na posłów.
Co zrobili fotogeniczni parlamentarzyści? Czy pomnożyli majątek narodowy? Czy zwiększyli ilość hut, stoczni, powiększyli naszą bogatą flotę morską i dalekomorską rybacką?
NIE !
Powiększyli swoje uposażenia.
Zły system wyborczy od wieków prześladujący Polaków zadziałał. Nieusuwalność posłów - choćby ich ta Polska nie obchodziła - spowodowała zniknięcie polskiego przemysłu, zniknięcie morskiej floty handlowej i rybołówstwa dalekomorskiego, podarcie na strzępy zaufania do naczelnej administracji państwowej, zniszczenie moralności i uczciwości.
Gdy na scenie politycznej pojawił się Donald Tusk, z wykształcenia historyk, rozumiał gdzie jest polski błąd i rozpoczął kampanię na rzecz jednomandatowych okręgów wyborczych, podobnie jak jest w USA, i innych demokratycznych krajach.
Pisaliśmy że Donald Tusk miał rację. Ale czy na wprowadzenie demokratycznego systemu wyborczego pozwolą ci, którzy chcą zachować przywileje, zachować nieusuwalność, zachować nieuczciwie zdobyty majątek? Czy nie będą go chcieli zneutralizować, jak zneutralizowano w Ameryce pastora Kinga?
Kandydat z Ulicy Na Prezydenta
|
|
|
20.11.2009r.
W przyszłym roku będą wybory na prezydenta RP. Spodziewane są dwie kandydatury: obecny prezydent Lech Kaczyński i premier Donald Tusk.
Każda kandydatura ma swoje zaplecze polityczne w postaci partii politycznych. Oba obozy będą wzajemnie się zwalczać z coraz większą energią i zapalczywością.
Będą zużywać amunicję gazetową, radiową i telewizyjna, a dojdzie napewno amunicja plakatów` ulicznych, a także ulotek wręczanych przechodniom.
Walka niezwykle zacięta, prawie wojna domowa budzić będzie głębokie rozterki, któremu obozowi przyznać priorytet, na którego kandydata zagłosować.
Ale ten obraz walki można nie tylko osłabić. Można go bardzo uciekawić, wręcz teatralnie udramatyzować, dodać jeszcze jedną kandydaturę i doprowadzić wyborców do jeszcze większego rozkojarzenia.
Gdyby zrobić najprostszy stołek do siedzenia, a miałby dwie nogi, nie postoi. Nie podparty legnie na ziemi. Najprostszy jest trzynożny, ten będzie stał. Podobnie powinno być z wyborami prezydenckimi. Więcej kandydatów, wiecej ochotników do kierowania państwem, więcej programów wyborczych. Do wyboru, do koloru. Wybierajcie, wybierajcie najlepszego kandydata z najlepszym programem. Niech nam kieruje dobrze, mądrze, z troską o wszystkich bez wyjątku.
Ale żeby był większy wybór, powinno być więcej jak dwóch kandydatów, co najmniej kandydatury trzy.
I tu nam się wyłania sylwetka do przyszłej kandydatury.
KOBIETA!
Kobieta znana bardzo dużej ilości ludzi. Energiczna, zaczepna, nieustępliwa. Chociaż bez doświadczenia politycznego, ale jak każda baba, umiejąca gospodarzyć. A gospodarza Polsce potrzeba jak dawniej Piasta Kołodzieja. Która to kobieta? Która jest tak znana wielkiej publiczności, nieledwie tłumom?
Otóż jest nią Elżbieta Jaworowicz.
Znana szerokiej publiczności z programu Sprawa Dla Reportera.
Czy to nie fajna kandydatura?
Nie ma programu? Służymy programem Ekologicznej Partii Przyszłość ze strony www.przyszlosc.net
Są tam artykuły o szkodliwości jarzeniówek (Art.37), o budowie bezpiecznych elektrowni atomowych (Art.38), co dają mało promieniowania i inne, które gdyby zastosować, Polska byłaby wspaniałym krajem.
Jacek Kwiatkowski
Ta niedobra minister Kopacz
|
|
|
12.11.2009r.
- Dlaczego gospodarzu nie jecie warzyw z własnego pola?
- Bo to na nawozach, dla ludzi na sprzedaż.
- To co wkładacie do garnka?
- A… mamy, mamy. W ogródku rosną!
Przez gazety, radio i telewizję przelewa się nagonka na minister Kopacz.
Bo nie chciała na łapu capu kupować przeciw grypowej szczepionki.
Mądra minister. Był już taki specyfik, niesprawdzony, po którym rodziły się dzieci bez rąk i nóg. Koncern farmaceutyczny zarobił na szkodliwym lekarstwie dzięki poparciu reklamowemu ludzi związanych z zyskami farmaceutycznymi.
Oczywiście przez tę nieposłuszną Kopacz nie załapały zysku firmy farmaceumatyczne. A tyle nawydawały na reklamy w światowych gazetach. Tyle namawiały „autorytety” medyczne, żeby opowiadały w radio, prasie i TV o wielkich dobrodziejstwach przeciwgrypowych szczepionek.
O wielkich wpływach tych firm w Polsce, świadczy świadome przemilczanie ludowego lekarstwa przeciw grypie – zjadania więcej cebuli. Po prostu warzywnego antybiotyku. Leczy z grypy. Pisaliśmy o szybkim wyleczeniu z grypy - 4 godziny, grypy nie ma (patrz data 31.10.2009).
Prasa, radio i telewizja cieszą się, gdy farmacja opłaca reklamy cudownych środków antychorobowych, choćby najfałszywszych, ale … przynoszących pieniądze. Pieniądze z reklam. Dlatego Pani Kopacz dostała lanie medialne, że jako minister zdrowia źle broni zdrowia Polaków, gdy pozbawia zysków prezesów firm farmaceutycznych i prezesów polskich mediów.
Gdy Ukraina zawołała o pomoc w zwalczeniu grypy, Polski Tygodnik Dyskusyjny zwrócił się do Polskiego Radia, redakcji trzech programów, aby przekazali informację o ludowym lekarstwie antygrypowym.
Na nic takie apele. Są bez szans, gdy chodzi o zyski z reklam. Niech umierają ludzie, gdy opłaci się to firmom farmaceutycznym. Niech umierają.
Minister Kopacz źle robi, że nie daje zarobić. Nie daje…
Jacek Kwiatkowski
Odpowiednia kara dla drogowego chuligana?
|
|
|
08.11.2009r.
Pewien 23-letni młodzian został ujęty w połowie 2009 roku po szaleńczej ucieczce swoim autem przed policyjnym patrolem, który oddał w jego kierunku kilkanaście strzałów. Kierowca złamał po drodze wiele przepisów (jechał po chodniku, przejechał skrzyżowanie na czerwonym świetle i nie zatrzymał się przed znakiem "stop"). Próbował także parokrotnie zepchnąć ścigający go radiowóz pod inne pojazdy. Ostatni odcinek jego auto przejechało na felgach z przestrzelonymi oponami. W końcu został otoczony przez policjantów, ale nie chciał wyjść z pojazdu i wczepił się w kierownicę. Kawaler naszych szos był trzeźwy, nie był też pod wpływem środków odurzających, ale podróżował bez prawa jazdy, które odebrano mu kilka lat wcześniej, co jednak nie przeszkadzało mu pracować jako zawodowy kierowca tira w śląskiej firmie!
Ale to nie wszystko! Młodzieniec w ciągu ostatnich trzech lat był już ośmiokrotnie zatrzymywany za jazdę bez uprawnień. Po opisanej ucieczce trafił do aresztu i został oskarżony o powyższe wykroczenia i o sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym.
Jaką zatem nasz rodak otrzymał karę za swoje kawalerskie wyczyny? Kto zgadnie? Kto obstawia? Otóż otrzymał dwa lata więzienia i to w zawieszeniu na pięć lat oraz 10-letni zakaz prowadzenia pojazdów i dwutysiączłotową grzywnę z dozorem kuratora sądowego. Wystarczająco jak na nasze gusta?
Parę miesięcy temu, pewien polski kierowca znalazł zatrudnienie w Szwecji. Tuż przed wielkanocnymi świętami zaszarżował z iście polską fantazją po tamtejszej szosie i podczas wyprzedzania spowodował zjechanie na prawo auta z przeciwka. Nie doszło do czołówki, nie było nawet rannych, jedynie pokiereszowany tubylczy samochód. A nasz rodak nadal szalał na trasie, jednak do czasu - tamtejsi obywatele zameldowali wyczyn policji, która ujęła sprawcę wypadku.
Jakiż był lament w naszej prasie, że za taki drobiazg posadzono gościa do aresztu i grozi mu paromiesięczny wyrok, a tu święta idą i jego kochająca rodzina w Polsce czeka na swego jedynego żywiciela, którego niedobrzy Szwedzi zamknęli w podniosłym świątecznym czasie...
Oba opisane wypadki odzwierciedlają jakże różne podejścia organów ścigania obu państw w stosunku do kierowców nieszanujących swego życia i innych użytkowników dróg. Może Szwedów zapytamy - czy chcą polski model karania przestępców drogowych, zaś Polaków - czy chcą szwedzki?
Bo jak na razie to znamy szwedzki stół, który po swojemu radzi byśmy zmodyfikowali (mniejsze opłaty i powszechniejszy), zaś może zapoznamy się (i sprowadzimy) szwedzką Temidę na nasze sądowe sale...
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
List otwarty do Pana Donalda Tuska Premiera Rzeczypospolitej Polskiej
w sprawie likwidacji Stoczni
|
|
|
02.11.2009r.
Marian Jurczyk był przywódcą robotniczego strajku w Stoczni Szczecińskiej, potem aresztowany, więziony. Po zmianie systemu senatorem, prezydentem Szczecina, teraz schorowanym emerytem, który zdrowie stracił dla Polski. Prosił o opublikowanie listu.
Kurier Szczeciński, Głos Szczeciński i inne gazety o skłonnościach narodowo-pisowskich odmówiły listu zamieszczenia. Ponieważ Polski Tygodnik Dyskusyjny zamieszcza wszystko bez cenzury, poniżej go prezentujemy.
List otwarty do Pana Donalda Tuska Premiera Rzeczypospolitej Polskiej
w sprawie likwidacji Stoczni
Szanowny Panie Premierze!
Mam nie tylko moralne prawo, ale także moralny obowiązek zabrać głos w sprawie sytuacji przemysłu stoczniowego w Polsce, w sprawie zawiedzionych nadziei całego społeczeństwa, ale przede wszystkim zawiedzionych nadziei tych ludzi, których już boleśnie dotknęły, ale także dotkną w przyszłości upadek Stoczni w Szczecinie i Gdyni. Faktyczna likwidacja tych Stoczni to nie jest problem tylko kilku tysięcy osób.
Jak Pan doskonale wie, gospodarka to system naczyń połączonych. Dlatego upadek obydwu Stoczni skutkować będzie upadkiem i likwidacją wielu firm kooperujących i współpracujących. Zatrudnienie straci i znajdzie się na przysłowiowym bruku około 80 tysięcy ludzi. Jeżeli policzyć statystycznie ich rodziny, to likwidacja produkcji w sektorze stoczniowym dotknie bezpośrednio około 240 tysięcy osób.
To jest naprawdę wielka skala.
Taka rzesza ludzi nie może być przedmiotem politycznej gry.
Nie można także mówić o „niewidzialnej ręce rynku”. Inne kraje Unii Europejskiej, które podlegają podobno tym samym regułom i procedurom, potrafiły zadbać o swoją branżę stoczniową, nawet kosztem ograniczenia produkcji, ale jednak unikając likwidacji stoczni.
Panie Premierze!
W sierpniu 1980 roku stoczniowcy Szczecina, Gdańska i Gdyni, wspierani przez wielomilionowy świat ludzi pracy w Polsce, walczyli o godność, pracę i sprawiedliwość. Pan też ma swoją kartę o wolność dla Polski. Okazuje się, że wolnym już kraju największą cenę za transformację płacą Ci, którzy wówczas stali w pierwszym szeregu. Stoczniowcy Szczecina i Gdyni, ale także wielu innych ludzi ciężkiego robotniczego trudu.
Mam świadomość, że nadużyciem byłoby obciążanie tylko obecnego Rządu i Pańskiej formacji politycznej za sytuację, jaka się wytworzyła wokół stoczni. Niektórzy politycy innych opcji w przeszłości wydatnie przyczynili się do tego, aby pogrążyć Stocznię Szczecińską, a także Gdyńską. Jednakże mimo błędów i zaniechań w przeszłości, w momencie, gdy obejmował Pan Urząd Premiera, sytuacja nie była beznadziejna.
Wierzę w Pańską uczciwość i dobre chęci. Ale ponosi Pan polityczną odpowiedzialność za to co zrobili, ale także za to czego nie uczynili ministrowie, w tym przede wszystkim Minister Skarbu, urzędnicy niższego szczebla czy też politycy Platformy Obywatelskiej w sprawie stoczni. Zakładając nawet, że nagłośnienie różnego rodzaju większych i mniejszych afer, ma miejsce przy wydatnej pomocy Pańskich Przeciwników Politycznych, to przecież te afery nie wzięły się znikąd.
Majątek Stoczni Szczecińskiej jest sprzedawany po kawałku, tak, że wznowienie produkcji statków powoli staje się nierealne. Kupują go między innymi firmy, których właściciele są podobno zaprzyjaźnieni z wysoko postawionymi działaczami politycznymi. Majątek Stoczni w Gdyni przechodzi w prywatne ręce w przedziwny sposób. Po kraju krążą już żarty i dowcipy dotyczące rzekomego inwestora z Kataru. Byłoby to może nawet śmieszne, gdyby nie było tak smutne i tragiczne w skutkach dla dwóch wielkich zakładów pracy, a poprzez to dla wielu tysięcy tam zatrudnionych i ich rodzin.
Panie Premierze!
Z całego serca apeluję do Pana o ratowanie polskich stoczni, a właściwie już resztek tego, co po nich pozostało. Apeluję, aby w tym przypadku był Pan równie stanowczy jak w przypadku decyzji personalnych po ujawnieniu tzw. afery hazardowej. Apeluję, aby sondaże wyborcze nie przesłaniały Panu i Pana najbliższym współpracownikom rzeczywistych interesów narodowych Polski i polskich obywateli.
Pozostaję z nadzieją, że nie wszystko jeszcze stracone.
Z wyrazami szacunku
/-/ Marian Jurczyk
adres do korespondencji:
Marian Jurczyk
ul. Zakole 29/3
71-454 Szczecin
Szczecin, 21 października 2009 r.
Grypa atakuje, śmiertelne ofiary na Ukrainie. Grypę można zwalczać.
|
|
|
31.10.2009r.
Prezydent Ukrainy woła do wielu państw o pomoc. Na Ukrainie przez grypę umierają.
Przywołujemy nasz artykuł (urywki z dnia 01.05.2009.)
Przedstawione tam lekarstwo medycyny ludowej, może uratować wiele ludzi.
Alarm! Alarm! Alarm!
Zmutowana grypa świńska atakuje ludzi.
A mówili starsi, doświadczeni, przestrzegali. Nie dawajcie genetycznie zmodyfikowanej żywności! Przestrzegali, że zmutowane geny będą osłabiać układ odpornościowy człowieka i zwierząt.
I stało się...
Koncerny produkujące modyfikowan± żywność wymusiły, czy to presją, czy innymi wpływami, na rządach państw, aby dać "pomoc" koncernom i zmuszały do siewu zmodyfikowanych nasion, do zakupu zmodyfikowanej żywności, a także - co woła o pomstę do nieba albo ukamienowanie wg starego testamentu - przymusowego napromieniowywania żywności.
Napromieniowywać, aby stare nie pleśniało, łatwiej się sprzedawało, a że przez dawki promieniowania będą dzieci częściej chorować i krócej żyć??? No to co? Biznes to biznes. Haha...
Przepis.
Do nie żelaznego, nie plastykowego naczynia wkrajać zwykłą dużą cebulę, przysypać łyżką cukru.
Do małej patelni włożyć 4-6 ziarnek pieprzu białego lub czarnego. Wlać do patelni 50 gr wody. Gotować na małym ogniu tak długo, dopóki nie wygotuje się woda.
Podtrzymywać ogień niewielki nadal, suszyć pieprz.
Naciskać pieprz drewnianym trzonkiem, np. tłuczka od ziemniaków, rozcierać pieprz na miał. Dosypać do cebuli z cukrem, wymieszać.
Włożyć do mikstury łyżeczkę od herbaty, nie aluminiową. Po pół godzinie zaczerpn±ć z dna trochę soku, oblizać łyżeczkę. Z zegarkiem co 20 minut powtarzać, kilka godzin.
Gorączka będzie spadać po 4-6 godzinach.
Jest to silny antybiotyk. Stosowanie tego lekarstwa pomaga. Można dawać małym dzieciom.
|
|
19.10.2009r.
Pisaliśmy o tym, że parlament w 1990 roku odebrał obywatelom prawa naturalne. Prawo do odwołania swego przedstawiciela, i prawo do ukarania przestępcy odebraniem zagrabionego majątku, oddanie prawidłowemu właścicielowi. Jak w Piśmie Świętym - napraw krzywdę! Art. z 07.10.2006., 23.09.2005., 05.08.2005.
Gdy kilka lat temu Donald Tusk prowadził Platformę Obywatelską do zwycięskiej walki o rządy w Polsce, na sztandarach miał JEDNOMANDATOWE OKRĘGI WYBORCZE.
Ludzie zniechęceni do rządów PISu, gromadzili się wokół stolików z listami Platformy, aby podpisać poparcie dla zmiany ordynacji wyborczej dla jednomandatowych okręgów wyborczych. Aby odejść od obecnego niedemokratycznego systemu wyborczego: głosowania na partie polityczne. Przejść na system wybierania człowieka, którego się zna w jego miejscu zamieszkania.
Bo obywatele nie chcą obecnego systemu w którym jest wybierany człowiek anonimowy, który nie wiadomo skąd się wziął, i gdzie mieszka.
Donald Tusk jakby zapomniał o apelach kierowanych do społeczeństwa – poprzyjcie mnie – uzdrowię Polskę! Usunę patologie. Dokonam dużych zmian. Wprowadzę jednomandatowe okręgi wyborcze!
Rozumiemy trudności jakie stwarza rozdarcie globalnej ekonomii prawie we wszystkich państwach świata. Doktrynalne, dyktatorskie, niszczące stosowanie błędnych ekonomicznych teorii kapitalistycznych zawirowało gospodarkami, i polską gospodarkę też zaczęło wciągać w tragiczny lej. Na szczęście nasza gospodarka jest bardziej odporna, może dzięki Tuskowi?
Ale upadek społecznych działań, zanik społecznego instynktu państwowego zatrważa, przejmuje trwogą! Czy jakiś głos, choćby nieśmiały, odezwał się: ratujmy budżet państwa!? Ratujmy naszą gospodarkę.? Ratujmy społeczeństwo przed zubożeniem i demoralizacją!? Pokażcie gazetę która by tak pisała!!!
Gdzie się podziało wezwanie do oszczędności materiałów, wezwanie do oszczędności energii, choćby przez hasło: wyłącz zbędne oświetlenie. Myślenie w kategoriach państwa znika, znika, znika i już jest na poziomie zerowym.
Donald Tusk doskonale rozumiał, że przyczyną patologii politycznych jest zły system wyborczy. Rozumiał, że należy odejść od systemu, w którym na pierwszym miejscu listy partyjnej przeważnie są osoby, które wpłaciły na fundusz wyborczy największe kwoty. I będą wybierane posłem lub radnym, chociaż nie będą dla tej funkcji poświęcać pełni czasu, bo muszą go dać swemu przedsiębiorstwu, lub innym zajęciom.
Zbliżają się wybory prezydenckie. Donald Tusk chce zostać prezydentem. Ale poparcie dla niego dramatycznie spadło przez oskarżenie najważniejszych osób Platformy, zastępców Donalda Tuska, podejrzeniem aferą hazardową .
Oburzona opinia publiczna wybija szanse prezydenckie. A chociaż gazety, radio i TV starają się utrzymać dobrą dla niego opinię, to na parterze opinii publicznej, na poziomie rozmów robotników, sklepikarzy i innej nieśmietanki towarzyskiej, ale masowo oddających głosy wyborcze – jest głęboki zawód.
Chyba że… Chyba że jak biegacz kończący bieg rzutem na taśmę, Platforma jeszcze w tej kadencji sejmowej, przywróci ustawą prawo wyborców do odwołania nietrafnego posła i odwołania nietrafnego radnego, i uchwali - jak zapowiadał Donald Tusk - jednomandatowe okręgi wyborcze. Utworzy system wyborczy jaki mają wszystkie demokratyczne państwa. Państwa z opinią jako niekorupcyjne, z wolną nieprzekupną prasą, bez wieloletnich aresztów śledczych (Łyżwiński).
Gdy Donald Tusk przekona sejm, aby przywrócił demokratyczny system wyborczy – to większość wyborców mu zaufa. Oddadzą na niego swoje głosy i szanse DT zostania prezydentem, bardzo wzrosną.
Nowa tradycja - obamanobel
|
|
|
15.10.2009r.
Świat zdumiony, ale liczący na wielkiego amerykańskiego gołąbka pokoju.
10 października 2009 roku świat obiegła tyleż niespodziewana co zdumiewająca wieść z norweskiego Ośla, że sympatyczny (i lubiany przez niemal cały świat) prezydent USA, Barack Obama, otrzymał zasłużoną (a jakąż inną mógłby dostać?) pokojową nagrodę Nobla.
Świat do tej pory znał nagrody (roz)dawane za osiągnięcia, nie zaś za plany. Być może utrwali się ta najnowsza (rodem z Norwegii) tradycja (naukowo zwana procedurą) nadawania nagród, zatem należy wymyślić dla niej stosowną nazwę. Na początek proponuję atrakcyjną formę (raczkującą dopiero w polszczyźnie) 'ObamaNobel' albo znaną bardziej, jednak mniej atrakcyjną - 'Obama-Nobel'.
Wikipedia podaje obszerną listę eponimów (nazwy rzeczowników przejętych od znanych osób, rzadziej od zwierząt lub przedmiotów). Jeśli nazwa dotyczy nazwy własnej, to eponim taki piszemy od wielkiej litery (Ameryka, Boliwia, Disneyland). Jeśli nazywamy rzeczownik pospolity, to piszemy od małej litery (brajl, kałasznikow, rentgen). Z upływem czasu takich nagród pewnie będzie coraz więcej, zatem można skłonić się ku małoliterowej pisowni 'obamanobel'. Można poszperać w historii i znaleźć dawniej przyznane nagrody spełniające dzisiejsze "norweskie standardy" (na zachętę, na kredyt zaufania, na zmianę swoich zapatrywań w szlachetniejszym kierunku).
Zastanówmy się, kiedy Oślo mogłoby dawniej nadać takie obamanoble (a nie dało, choć może zmieniłoby to losy świata?)? Otóż kanclerz III Rzeszy, którego jakże twórczy i kulturalny naród wybrał na swego wodza w demokratycznych wyborach, mógłby otrzymać obamanobla za podpisanie układu w Monachium w 1938 r. Pokojowa nagroda obamanobla byłaby kolektywnie przyznana całej grupie mężów stanu, którzy na rok przed wybuchem II w.św. podpisali ten jakże pokojowy układ.
Niewykluczone, że p. Adolf zostałby zawstydzony i nawróciłby się na pokojową drogę oszczędzając ok. 50 mln istnień ludzkich i od dawna byłby uznawany za szlachetnego Niemca? Kolejnym laureatem mógłby zostać drugi wielki światowy wódz (z przeciwnej strony Polski), który po 22 czerwca 1941 r. zrozumiał, że zdradziecki Adolf jakże rychło zapomniał o wielowiekowej przyjaźni niemiecko-radzieckiej i na czas poparł właściwe światowe siły, które nie tylko zaczęły mu pomagać, ale również wybaczyły inwazję na Polskę 17 września 1939 oraz puściły w niepamięć wymordowanie i wywózki przyszłych swoich sojuszników.
Gdyby p. Józef otrzymał obamanobla, to może godnie wycofałby się z Niemiec Wschodnich (podobnie jak z Austrii w 1955 r.), wszak nie wypadałoby mu - jako udekorowanemu gołąbkowi pokoju - gnębić połowy Europy, że działań na jego terenach już mu nie wypominajmy.
Nagrody nowego typu mile będą widziane w szkołach, gdzie uczniowie nie powinni otrzymywać wyróżnień za swe prawdziwe dokonania, ale za same starania i plany. Jak sięgniemy pamięcią w nasze szkolne czasy, to z pewnością nieraz nauczyciel chwalił ucznia - wprawdzie słabo ci to wyszło, ale starałeś się, więc należy ci się pochwała lub lepsza ocena na zachętę; zresztą sami uczniowie przyłapani na swej niewiedzy masowo wyjaśniali - ależ uczyłem się całymi godzinami, tyle że... wyleciało mi to z głowy. Zatem obamanoble, to nagrody często rozdawane (nie tylko w szkołach, ale na uczeniach oraz w zakładach pracy), tyle że do tej pory chyba nie miały konkretnej nazwy... Ale na tak wysokim szczeblu, to jednak wielka siurpryza.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
|
|
10.10.2009r.
"Angora" (nr 41) informuje (a dokładniej - "Angorka"), że wenezuelski astronom Orlando Naranjo zainicjował Światowy Rok Astronomii, w ramach którego prosi młodzież z różnych krajów, aby nadawała nazwy małym ciałom niebieskim odkrywanym przez niego.
Ostatnio zadanie powierzył polskiej młodzieży, która ma nazwać asteroidę o numerze 66189. Zwycięska nazwa zostanie wpisana do atlasów nieba, zaś jej autor otrzyma solidny teleskop.
Całkiem sympatyczny pan i o przyjaznym nastawieniu do świata, w tym do najmłodszych jego mieszkańców.
Ale zaskakująca jest informacja zawarta w ostatnim akapicie - "Nr 66189 krąży w odległości ok. 491279407,34 km od Ziemi". A to ci dokładność! Nie dość, że "około", to jeszcze podano z dokładnością do 10 metrów - 491 milionów 279 tysięcy 407 km oraz 340 metrów! A nie wystarczyłoby podać (skoro w przybliżeniu; tu ok. 2%) - ok. 500 mln km?
Czarowi tej "precyzyjnej" liczby uległo wielu dziennikarzy - w internecie można znaleźć całą masę mediów bezkrytycznie powołujących się na tę superdokładną liczbę.
A przy okazji - skoro wiadomo, że Księżyc i Słońce nie krążą w stałej odległości od Ziemi, to dlaczego podano tak dokładną (i stałą) odległość owej asteroidy od Ziemi? I od jej środka, czy od powierzchni (a to już parę tysięcy kilometrów różnicy)? Czy od średniego poziomu morza, czy od średniego poziomu lądów (a to kilkaset metrów dodatkowej różnicy)?
Wikipedia podaje, że ów astronom odkrył już około 500 asteroid, zaś ta "nasza" okrąża Słońce w ciągu 3 lat i 190 dni w średniej odległości 2,31 j.a. (jednostka astronomiczna to średnia odległość Ziemi od Słońca, czyli 149 597 870 691 km). Po przemnożeniu 2,31przez 150 otrzymamy liczbę, której brakuje ok. 150 mln km do podanych 491 mln km! A skoro Wikipedia twierdzi, że asteroida porusza się po elipsie i to wokół Słońca (nie Ziemi!), to jakie znaczenie dla nas ma podawanie aż tak dokładnej jej odległości od naszej planety?
Ponieważ Ziemia oraz asteroida nr 66189 poruszają się z zawrotnymi prędkościami wokół Słońca a do tego w różnych kierunkach i płaszczyznach, zatem kto mógł wpaść na pomysł podania konkretnej odległości bez sprecyzowania momentu pomiaru, pomijając już nawet tę groteskową dokładność?
PS Dowcip o przewodniku, który oprowadza grupę po górach:
- Widzicie tamtą górę, o tam?
- Widzimy. Jakaś szczególna?
- Ma ona 3 000 000 044 lat!
- A skąd Pan wie tak dokładnie?
- Kiedy byłem uczniem, to nauczyciel opowiadał mi, że góra ma 3 miliardy lat...
"Angora" (nr 41) informuje, że "Super Express" dotarł do skrywanej rodzinnej tajemnicy posła Pawła Kowala (PiS). Otóż jego brat, Grzegorz K., wyszedł był z więzienia po odbyciu trzyletniego wyroku za pedofilię.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
|
|
07.10.2009r.
"Angora" (nr 41) informuje, że "Super Express" dotarł do skrywanej rodzinnej tajemnicy posła Pawła Kowala (PiS). Otóż jego brat, Grzegorz K., wyszedł był z więzienia po odbyciu trzyletniego wyroku za pedofilię.
Nie przepadam za tym posłem, ale czy ujawnienie tego faktu nie przekracza zasad etyki dziennikarskiej? Być może "SE" ma obniżone standardy, ale "Angora"? A każdy, kto omawia ten temat w ramach dyskusji (w tym niżej podpisany) - czyż dodatkowo nie rozpowszechnia informacji, choć uważa, że to nieeleganckie? A gdyby tak przejrzeć rodziny wszystkich polskich dziennikarzy, to ileż niemoralnych lub przestępczych spraw wyszłoby na jaw?
Ale co tam dziennikarskie rodziny - większość polskich rodzin (gdyby dobrze pogrzebać) ma coś do ukrycia (rozwody, aborcje, szwindle...). Czy odpowiadamy za swoich braci i kuzynów?
Córka prawicowego prezydenta RP rozwiodła się i wyszła ponownie za mąż, ale za pana, którego ojciec należy do lewicowej partii, choć jej rodzice przywiązują (zwłaszcza podczas kampanii wyborczych) wielkie znaczenie dla tradycyjnego katolickiego wychowania i tu można byłoby uznać wpływ rodziców na swe dziecko - wprawdzie dorosłe, jednak zawsze. Ale brat najczęściej bywa poza zasięgiem wpływu rodzeństwa...
No i mamy stałą sztuczkę z inicjałem nazwiska (znaną bodaj tylko polskiemu prawodawstwu) - niby wszystko zgodnie z prawem, jednak przecież ujawniono za jednym zamachem nie tylko dane przestępcy, ale również jego brata. Jak zatem ma się to do problemu ochrony danych osobowych p. GK oraz do naruszenia dobrego imienia posła Pawła Kowala? Czy polscy prawnicy potrafią wycenić owo wykroczenie w złotych? A co na to rzecznik praw obywatelskich, który parę tygodni temu uznał, że przepisy chroniące dane są - najoględniej pisząc - niefortunne?
Można także wspomnieć, że na Wybrzeżu pewna niezbyt znana pisarka została skrytykowana w internecie przez równie nieznanego pismaka, który jedynie napomknął jej inicjały i to wystarczyło, aby owa pani zażyczyła sobie przeprosin i 20 tysięcy zł odszkodowania oraz aby gdański sąd wszczął całą procedurę przewidzianą zapewne prawem nowej RP, jednak pozostaje pytanie - dlaczego media nagminnie łamią prawo i nic im złego z tego powodu się nie dzieje (a przecież kształtują w ten sposób pewne moralne zwyczaje przejmowane przez społeczeństwo), zaś w przypadku lokalnych drobnych spraw wytaczane są wielkie działa i zatrudniani są prawnicy, którzy swój czas powinni pożytkować na ściganiu prawdziwych przestępców grasujących po Polsce?
Informacja zza oceanu - redakcja "Wprost" ma wypłacić odszkodowanie 5 mln dolarów, ponieważ kłamała w sprawie córki p. W. Cimoszewicza. Inna sprawa - w jaki sposób można wyegzekwować ową sumę (przecież redakcja z pewnością nie pali się do przelania dość astronomicznej kwoty zasądzonej przez amerykański sąd). Znane są zasądzone odszkodowania znacznie większe, jednak bywają pośród nich niespłacone lub nawet niespłacalne.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Tarcza Rakietowa bum bum bum bum bum bum bum bum bum bum i B U M ! ! !
|
|
|
18.09.2009r.
Polacy mają bardzo złe myślenie ekonomiczne. Przykład? - zadłużenie
kraju ponad 700 MILIARDÓW dolarów USA. Koszt corocznego bezmyślnego płacenia tylko procentów od tej kwoty - 155 MILIARDÓW!!!
Co roku 155 MILIARDÓW... Procentów !
A teraz o Tarczy Antyrakietowej, naprawdę skierowanej przeciwko rakietom rosyjskim, wg koncepcji byłego prezydenta USA.
Obecny prezydent USA, Barrak Obama, postanowił porzucić wojenną politykę. Wejść na drogę międzynarodowego umacniania pokoju. Od pustych słów dążenia do pokoju i stabilizacji, przejść do czynów.
Amerykanie z otoczenia Obamy policzyli koszty uruchomienia tarczy, i doszli do wniosku, że sprzyjać będzie kosztom, a nie sprzyjać bezpieczeństwu.
Bo
w Polsce miała być zbudowana tarcza z magazynkiem 10 antyrakiet. Potrafiących zestrzelić 10 rakiet wylatujących z Rosji w kierunku USA. Czy Rosjanie mieliby być tacy głupi, żeby ograniczyć swoje wystrzeliwane rakiety tylko do dziesięciu?
Wystrzelą nie 10, a conajmniej większa liczbę 11, 12, ...15 - tak aby pokonać tarczę i osiągnąć cel bez przeszkody. Czyli BUM rakietowe, BUM atomowe!!!
Rosjanie mają dalekosiężne rakiety ISKANDER. Zapowiedzieli, że gdy w Polsce zostanie zbudowana tarcza (na 10 antyrakiet), to niedaleko, bo w okręgu Kaliningardzkim, posadowią swoje rakiety. Oczywiście w liczbie wiekszej niż liczba antyrakiet posadzonych w Polsce. Aby jakieś BUM dotarło do celu przeznaczenia, także dotarło na nasze główki, na główki naszych dzieci.
Ci, którzy chcą tarczy antyrakietowej, mimowolnie przyczyniają się do wyścigu zbrojeń. Do jeszcze głębszego międzynarodowego strachu przed globalnym samozniszczeniem, a może o to chodzi - by zniszczyc świat?
Gdy Obama zapowiedział wycofanie się z antyrakiet, Rosjanie też zapowiedzieli, że wycofają się z instalowanie rakiet Iskander kierowanych w naszą stronę.
Mądre myslenie wydaje się zwyciężać. Niech więc polscy działacze też przyłączą się do mądrego myślenia, zaczną myśleć o pokojowej przyszłości świata, świata bez zbrojeń, pełnego pokoju, życzliwości i niezakłóconego bezpieczeństwa.
Jacek Kwiatkowski
PRAWO
Do RPO - zły kierunek
|
|
|
15.09.2009r.
Rzecznik Praw Obywatelskich zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego przepis Prawa prasowego, który nie daje możliwości odwołania się do sądu od decyzji prokuratury co do ujawniania w mediach danych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie. RPO zarzuca przepisowi zbyt dużą uznaniowość dla prokuratury.
Niestety, działalność Rzecznika w tej problematyce idzie całkiem w złą stronę! Zamiast zarzucać uznaniowość prokuratury (co jest prawdą, wszak jeśli przyznajemy komuś prawo uznaniowe, to jest oczywiste, że będziemy mieli przykłady na dowolność - przecież wszelkie przydziały, promesy, nagrody w dowolnych dziedzinach są obciążone ryzykiem uznaniowości), należałoby po prostu iść najuczciwszą drogą - zlikwidować ochronę danych osobowych wszystkich przestępców a nawet podejrzanych!
Większość cywilizowanych państw nie ma takiej ochrony! Wystarczy sobie przypomnieć aferę austriackiego pedofila Fritzla, aby zauważyć, że jego dane były nam znane nazajutrz po aresztowaniu, czyli na długo przed zapadnięciem wyroku. U nas jest to niemożliwe, bowiem prawo podejrzanego (nawet o dobrze udokumentowanej przestępczej przeszłości) jest ważniejsze od dobra skrzywdzonych ofiar i od dobra potencjalnych ofiar, których ani zdrowie, ani życie dla polskiego prawa nie przedstawia zbyt dużej wartości. A co z odstraszaniem przestępców? Przecież zamieszczanie danych osobowych jest dolegliwością, którą przyszli szubrawcy zawsze biorą pod uwagę - im więcej danych o nich, tym mniej przestępców!
"Istota tego problemu sprowadza się do braku sądowej kontroli takich rozstrzygnięć, pomimo że w sposób bezpośredni dotyczą one sfery chronionego konstytucyjnie prawa do życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia" - czytamy w uzasadnieniu wniosku RPO.
Jakiego i czyjego dobrego imienia? Umówmy się, że obywatel schodząc na drogę przestępstwa dobrowolnie rezygnuje ze swojego dobrego imienia. Jeśli okazałoby się, że aresztowano go niesłusznie, to należałoby publicznie ten fakt obwieścić światu, przeprosić go i ewentualnie wypłacić stosowne odszkodowanie. Każdy Polak, kiedy odbiera dowód osobisty, powinien podpisać oświadczenie, że został zapoznany z dolegliwością polegającą na upublicznieniu jego wizerunku i danych osobowych w przypadku uzyskania statusu podejrzanego lub poszukiwanego. W szkołach należy przeznaczyć kilkanaście godzin na uzmysłowienie młodzieży, że wszelkie przestępstwa będą karane z całą surowością prawa, ich dane będą publikowane i wstydzić się będzie cała rodzina, zaś straty materialne będą pokrywane przez ich opiekunów. Czy ktokolwiek to wyjaśnia młodzieży? Czy programy szkolne zawierają tego typu informacje i przestrogi?
"Przepis art. 13 ust. obowiązującego Prawa prasowego z 1984 r. mówi, że mediom nie wolno publikować danych osobowych i wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe. Mówi też, że właściwy prokurator lub sąd może zezwolić ze względu na ważny interes społeczny na ujawnienie takich danych".
O czym mowa?! Proszę zajrzeć na przykładowy amerykański portal dotyczący przestępców - http://www.pascosheriff.com/webapps/ims100r.pgm, na którym mamy kartotekę aresztowanych przestępców, a właściwie podejrzanych, bowiem ostatnie dane są sprzed kilku godzin, zatem dotyczą osób formalnie niewinnych, wszak jeszcze nieosądzonych! U nas dopiero po paru latach (po ostatecznym werdykcie) można publikować tego typu dane w mediach i to po uzyskaniu zgody w sądzie.
Panie Rzeczniku - niech Pan więcej czyni dobra dla ofiar, zaś mniej się przejmuje losem podejrzanych. Niech za Pana kadencji powstaną takie portale. Niech Pan również zlikwiduje niekonstytucyjny podział na osoby publiczne i niepubliczne, bowiem istnieje grupa osób, których dane są publikowane bez przeszkód i to z powodu drobnej przestępczości, a na drugim biegunie mamy grupę uprzywilejowaną, której dane są nieujawnialne, choć bywają tam oszuści, pedofile i mordercy, zaś ujawnienie ich danych pomogłoby w przeprowadzeniu szybszego, sprawniejszego, odpowiedniejszego i tańszego śledztwa, natomiast informacje o przestępcach jeszcze nieujętych znakomicie podniosłoby autentyczny poziom bezpieczeństwa w Polsce, jak również zwiększyłyby komfort bycia obywatelem RP.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
|
|
10.09.2009r.
Szanowni Państwo,
Zwracamy się o zamieszczenie ogłoszenia:
Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył termin drugiej rozprawy I C 574/08 jaką wytoczyły Ministrowi Sprawiedliwości organizacje pozarządowe:
Stowarzyszenie Ruch Obrony Polski /Rzeszów,
Stowarzyszenie na Rzecz Bezpieczeństwa Obywateli /Warszawa,
Stowarzyszenie przeciwko Bezprawiu /Bielsko - Biała i jeden z członków stowarzyszenia.
Rozprawa odbędzie się w sali nr 232 w poniedziałek 14 września o godzinie 9:00.
W-wa, Al. Solidarności 127
Organizacje zarzucają Ministrowi zaniechania legislacyjne i zaniechania służbowe, odmowę wykonania obowiązków ustawowych wskazanych w Ustawie o prokuraturze, nie podejmowanie właściwych działań koordynacyjnych wg Dz.U. Nr 169 poz. 1189 z 2008 r Nr 58 poz. 354 ze zm,
niezgodne z Rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości sprawowanie nadzoru nad działalnością administracyjną sądów,
nie wykonanie obowiązków wskazanych w art 114 w zw. z art 107 Prawa o Ustroju Sądów Powszechnych oraz nie egzekwowanie wykonania własnych zarządzeń.
Ze skutkami w postaci szkód istotnych.
Z poważaniem
Ewa Myrcha
tel. 501588415
|
|
29.08.2009r.
Na rocznicę (już 70.!) wybuchu II w.św. niejaka Natalia (nomen omen) Narocznicka, rosyjska profesor z komisji ds. przeciwdziałania próbom fałszowania historii na szkodę Rosji, obarczyła Niemców współodpowiedzialnością za mord na polskich oficerach w Katyniu w 1940 roku.
Pani ta zakwestionowała też datę 1 września jako początek II wojny światowej i zarzuciła Polsce, że od marca do końca sierpnia 1939 roku prowadziła rozmowy z Hitlerem, aby zostać jego sojusznikiem. Narocznicka oskarżyła Polskę również o zamorzenie głodem 100 tys. Rosjan wziętych do niewoli w 1920 roku na ziemiach okupowanych przez Piłsudskiego (twierdzi, że świadomie ich nie karmiono, przyglądano się jak umierają i że był to pierwowzór faszystowskiego obozu koncentracyjnego, ale "o tym Polacy nie chcą mówić, choć od nas stale żądają przeprosin").
Ponadto zastanawia się dlaczego rozbioru Ukrainy i Białorusi dokonanego przez Piłsudskiego nie uważa się za przestępstwo, zaś ponowne włączenie tych ziem do historycznych granic rosyjskiego państwa jest jednak potępiane jako czyn karalny? Konstatuje również, że w wyniku II wojny światowej ZSRR przekazał Polsce jedną trzecią jej obecnych ziem, zatem Polacy mogliby być bardziej powściągliwi i nie ubliżać Rosjanom.
Profesor jest specjalistką także od starszych rocznic, bowiem Polska powinna (wg niej) przeprosić Rosję także za... 1612 rok.
No i co z taką panią zrobić? Wyzwać od głupich babsztyli? Nie można, bo praworządne Polki zaprotestują, że to seksizm i będą mieć rację! Zresztą człowieka nie należy nazywać głupcem, bo to nieładnie (i poniżej godności) oraz nie może być to prawdą, wszak ta pani jest po studiach, zatem nie jest głupia. Ona - z rosyjskiego punktu widzenia - jest patriotką. Dla nas wypowiedzi Narocznickiej wydają się szokujące, ale większość z nas (gdybyśmy byli Rosjanami) myślałaby podobnie.
Mam nadzieję, że z jej historycznymi poglądami rozprawią się polscy specjaliści w naszych mediach, choć wolałbym, aby zebrała się polsko-rosyjska komisja, która w spokoju omówiłaby wszystkie wspólne drażliwe tematy, potem zaś opublikowałaby jednomyślne stanowisko. Ale czy to jest możliwe, skoro od niemowlęctwa oba narody są kształtowane w pewnych stereotypach, przy czym każdy naród uważa, że to on właśnie ma rację?
Inną skandalizującą bohaterką mediów jest Polka, sędzia Jadwiga Smołucha, która orzekła, że TVN nie znieważyła symbolu narodowego poprzez wkładanie miniatur polskich flag w atrapy psich kup i uchyliła decyzję KRRiT o karze 470 tys. zł.
W ocenie sądu samo umieszczenie miniatur flagi w ekskrementach nie jest równoważne ze znieważeniem (prowadzący, zwany przez niektórych pies/cotliwie Kupą Wojewódzką, już niejednokrotnie balansował na granicy dobrego smaku; można powiedzieć - nie jest już odlotowym gościem, ale odchodowym, choć nadal dochodowym.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Komentarz redakcji:
Wszelkie prawdy wychodzą po latach. Będzie wkrótce polsko-rosyjska komisja dla uzgodnienia historii w podręcznikach szkolnych. Może obie strony zrezygnują z praktyki "każda myszka swój ogonek chwali", i rozpoczną erę wzajemnego zrozumienia dawnej historii.
Była taka moda: okraść sąsiada, porwać mu bydło i konie, zagrabić majątek, wziąć kobiety jako branki a mężczyzn na niewolników. Świat powoli od tej mody odchodzi, ale w wielu miejscach globu ta moda jeszcze istnieje.
Zbrodnia i kara dla seryjnych morderców
|
|
|
28.08.2009r.
Portal www.tvn24.pl ma zwyczaj umieszczania w obramowaniu kilku uszeregowanych tytułów, które mają wspólny mianownik. Dzisiaj można dostrzec dwa takie artykuły, które opisują wydarzenia wprawdzie sprzed paru tygodni, ale rzeczywiście mają ze sobą wiele wspólnego.
Mamy zatem tytuł "Seryjny morderca zabity podczas włamania" (7 lipca 2009) - otóż niejaki Burris (burro - osioł, burr - osełka; zatem taki pan Osiełko) jest podejrzewany o popełnienie serii 5 morderstw w ciągu zaledwie sześciu dni i został zabity przez policjanta, którego wcześniej zranił. Prokuratura zbada teraz, dlaczego morderca został wypuszczony w tym roku z więzienia, choć był wielokrotnym recydywistą (zapis jego zbrodni i wykroczeń zajmuje 25 stron) i Amerykanie zastanawiają się nad swoim błędem. Jest to dla nas, Polaków, szczególnie zaskakujące, bowiem podczas rozpatrywania naszych polskich dramatów, jakże często powołujemy się na ostre amerykańskie prawo (u nas tylko 10 lat a w USA to miałby krzesełko!).
Drugi tytuł jest wyjaśniający niemal wszystko - "Ginekolog od późnych aborcji zastrzelony w kościele" (1 czerwca 2009), zaś nazwisko prawdopodobnie zasugerowało temu lekarzowi jego życiową pasję i zbrodnicze działania. Wzbudzający kontrowersje w Ameryce lekarz zajmujący się dokonywaniem późnych aborcji, dr Tiller, został w niedzielę zastrzelony w kościele. Chodził zatem do kościółka, modlił się, przekazywał znak pokoju, ale przecież wszyscy wiedzieli, czym się zajmował. I co - żaden kapłan, żaden współwierny, żaden etyk lub prawnik nie mógł wpłynąć na takiego typa, który zabijał ludzi w brzuszku na przełomie drugiego i trzeciego trymestru? Jego praktyka lekarska (cóż za elegancka nazwa - przecież to morderca!) wielokrotnie spotykała się z protestami obrońców życia, którzy próbowali wysadzić jego klinikę.
Ciekawe, że w Stanach, gdzie wysokie kary za przestępstwa bywają niejako niedościgłym wzorcem (pomińmy Chiny i Iran) dla Unii Europejskiej (zwłaszcza dla Polski, co widać na dyskusyjnych forach), to facet przez lata dokonywał zabójstw ukształtowanych dzieci i czynił to zapewne nie ze względów ideologicznych, ale dla pieniędzy i sławy, a ponadto od lat prowokował Los. Ponieważ amerykańska Temida była szczególnie niemrawa (postawiono mu łącznie kilkanaście zarzutów nielegalnej aborcji i na postawieniu się skończyło), przeto w końcu jakiś desperat przejął tę sprawę we własną dłoń i wymierzył karę w imieniu zabitych dzieci.
No cóż, źli ludzie często kończą swe życie na podobieństwo swoich zbrodni, co zdarza się jednak zdecydowanie zbyt rzadko. Lekarz miast ratować ludzi, zabijał ich, zatem niejednokrotnie dokonywał aktu zdrady wobec przysięgi i wobec zespołu cech zwanych człowieczeństwem. Podczas okupacji na zdrajcach także wykonywano wyroki śmierci w identyczny sposób.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
|
|
22.08.2009r.
Dwa tygodnie temu ukazał się w Interii list o zaskakującym tytule - "Mój chłopak żyje dzięki drzewom" . Tego typu tytuły zawsze elektryzują, zwłaszcza kiedy ktoś oznajmia (albo udowadnia), że przeżyto dzięki zwierzęciu albo roślinie. Autorka (narzeczona kierowcy tira) pisze - "Dzięki drzewom przy drodze, żyje mój chłopak. Jest on zawodowym kierowcą, jechał zgodnie z przepisami, ale w wyniku zmęczenia i osłabienia z powodu choroby, stracił przytomność. Jego TIR zjechał z drogi i przewrócił się na bok, i zatrzymał się na drzewach. Miał rozbitą głowę, i wstrząs mózgu, ale dzięki tym drzewom zawdzięcza życie. Gdyby ich nie było, on razem z samochodem stoczyłby się w przepaść i nie wiadomo jakby się to skończyło".
I już nie wiadomo - czy śmiać się, czy płakać, ale ponieważ rzecz dotyczy ok. tysiąca Polaków zabijających się corocznie na drzewach, to można jedynie uśmiechać się gorzko i przez łzy.
Otóż kierowca jechał zgodnie z przepisami, ale był chory i stracił przytomność. A co nam po wzorowych kierowcach, jednak z ułomnościami, wszak oni w ogóle nie powinni siadać za kierownicą, zwłaszcza wielotonowych maszyn, które mogą zmiażdżyć auto jadące na wczasy wypełnione szczęśliwą rodziną! Dobrze, że żona pilota nie informuje w terminalu na Okęciu, że jej mąż jest mistrzem wolantu, który ma zaniki wzroku oraz padaczkę, zaś słuchacze właśnie oczekują na przylot samolotu pilotowanego przez tego wspaniałego inwalidę. Porażająca szczerość narzeczonej!
Drzewa uratowały go, bo spadłby w przepaść? To co byłoby, gdyby kierowca jechał drogami górskimi Chorwacji czy Grecji, gdzie zwykle nie ma drzew od strony przepaści? A teraz, nie dość, że miał stały defekt przed wypadkiem, to będzie mieć dodatkowe powypadkowe urazy i oczywiście zaraz po zwolnieniu chorobowym dosiądzie tirowego rumaka, aby szarżować po naszych (i pewnie zagranicznych) drogach, tudzież bezdrożach... A co byłoby, gdyby chorowity narzeczony wjechał ciężarówką w kilka osobówek?
Oczywiście, że bywają sytuacje, w których drzewa ratują życie, choćby wspomniane przepaście, ale także brzegi rzek oraz inne, nietypowe obiekty towarzyszące kierowcom wzdłuż ich tras. Przecież pośród zwolenników wycinania drzew są rozsądni ludzie, którzy potrafią docenić obecność tych roślin w pewnych sytuacjach, czego nie można powiedzieć o przeciwnikach wycinek, którzy zwykle są fanatykami wyzywającymi ginących kierowców od debili, powołując się przy tym na dobór ewolucyjny Darwina, zapominając, że wielu ginie zupełnie nie ze swojej winy. dalszy ciąg tekstu na www.mirnal...
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Ogólnopolska koalicja przeciw spalarniom
|
|
|
15.08.2009r.
Otrzymaliśmy list który zamieszczamy
19 lipca odbyło się pierwsze ogólnopolskie spotkanie stowarzyszeń,
komitetów protestacyjnych przeciwko budowie spalarni odpadów komunalnych
oraz osób zaangażowanych po stronie społecznej w budowanie nowego
systemu gospodarki odpadami.
W spotkaniu, które miało miejsce na Zamku w krakowskich Przegorzałach,
uczestniczyli przedstawiciele środowisk z Białegostoku, Krakowa,
Oświęcimia, Opola, Szczecina i Warszawy.
Ustalono wspólny cel działania oraz metody jego zrealizowania.
Uczestnicy spotkania powołali Koalicję â??S.E.R.I.Oâ??. Celem działania
Koalicji jest skoordynowanie działań podmiotów społecznych
zaangażowanych dotychczas w działania w różnych miastach.
W załączniku znajdzie Pan Komunikat, który określa nasze wspólne
stanowisko a także nasze miejsce w konflikcie społecznym wywołanym
pośpiesznym działaniem zarówno "lobby spalarniowego" jak i władz
lokalnych.
Równocześnie, wzmocnieni nową wiedzą i nowymi instrumentami
działania, anonsujemy rozpoczęcie w krótkim czasie kampanii
informacyjnej. Jej celem będzie przekazanie posiadanej przez nas wiedzy
nt. prawdopodobnych scenariuszy rozwoju sytuacji wokół planów budowy
spalarni odpadów w kilku polskich miastach. Poprzez stworzony przez nas
wkrótce serwis prasowy, będziemy również informować o szansach i
zagrożeniach dla budżetów gmin oraz budżetu państwa, a płynących z
czekających nas zmian w systemie gospodarki odpadami.
Wierzymy, że jest Pan zainteresowany przekazywaniem pełnych informacji o
problemie, który dotyczy każdego polskiego obywatela.
Pragniemy uniknąć sytuacji, w której świadomość obywateli
kształtowana jest wyłącznie przez propagandę lobby, posiadającego
środki do jej prowadzenia. Dlatego liczymy na aktywny udział
przedstawicieli mediów w docieraniu do Pana czytelników z wiedzą
możliwie kompletną.
Gdyby zachodziła potrzeba uściślenia informacji, podajemy tymczasowy
kontakt telefoniczny: pod numerem
695 15 05 18 Marcin Szymański (Kraków)
poda więcej szczegółów, lub kontakt do przedstawiciela Koalicji w innym
mieście.
Błędne oznakowanie modernizowanych dróg
|
|
|
12.08.2009r.
To był udany urlop - czteroosobowa rodzina zadowolona z wczasów wracała znad morza do domu na Górnym Śląsku.
Niemal u celu podróży, 36-letni kierowca swoją skodą octavią uderzył w betonowe bariery oddzielające budowany wiadukt autostrady A1. Zginęła 33-letnia żona kierowcy oraz jego 9-letnia córka i 13-letni syn, zaś on nie poniósł większego uszczerbku na zdrowiu a koszmarny dzień (niedziela, 9 sierpnia) zapamięta do końca życia.
Rocznie ginie na naszych drogach kilkunastu kierowców i pasażerów w niecodziennych sytuacjach, w których ginąć nie powinni. Giną, bowiem podczas robót drogowych, remontów nawierzchni i przebudowy węzłów, zastosowano znaki i informacje, które bywają niejednoznaczne, niechlujne, nieczytelne, błędne, nieoświetlone, zasłonięte, ustawione w nielogiczny sposób i nieuwzględniający psychologii kierowców (zmęczenie, zaskoczenie, irytację, niezrozumienie).
Zwykle omawiamy wypadki spowodowane przez pijaków, szalejących młodzieńców, rutyniarzy lub niedzielnych kierowców, także tragiczne zderzenia aut z drzewami rosnącymi wzdłuż jezdni, ale tutaj mamy osobną kategorię wypadków, która obejmuje częściowo wspomniane problemy.
Remonty polskich dróg to osobny a przykry rozdział, natomiast za wszystkie wypadki odpowiedzialność ponoszą tak kierowcy, jak budowniczowie - pozostaje jedynie do uznania procentowy podział tej odpowiedzialności. Wina i kara są domeną użytkowników dróg - to oni ponoszą śmierć i odnoszą rany, natomiast nie jest poruszany problem winy osób odpowiedzialnych za remonty i kar dla nich. To również na nich spada odium za śmierć podróżujących osób na trasach często niefrasobliwie przebudowywanych oraz fatalnie oznakowanych.
Każdy wypadek, zwłaszcza śmiertelny, który zdarzył się na remontowanych drogach, powinien być wszechstronnie zbadany przez prokuraturę oraz omówiony i przedyskutowany w mediach, aby kierowcy i budowniczowie wyciągali wnioski z tych wypadków i żeby śmierć tych osób nie szła na marne - aby wszystkie remontowane odcinki były oznakowane jednoznacznie, pewnie, logicznie, czyli aby nie budziły jakichkolwiek wątpliwości.
W związku z częstymi wypadkami tego typu - media, służby drogowe, Policja i sami kierowcy powinni przejrzeć oznakowania obiektów remontowanych.
PS Właśnie media podały, że wiadukt kolejowy w Świdnicy, w który w marcu uderzył autokar wiozący dzieci (35 zostało rannych), był źle oznakowany. Znak B-16 (zakaz wjazdu pojazdów wyższych niż opisano) był tylko jeden i to niemal 400 metrów przed wiaduktem, a powinno być ich kilka po drodze oraz tuż przed wiaduktem i na samym wiadukcie, który powinien mieć dolną krawędź pomalowaną w żółto-czarne pasy. Gdyby te znaki tam były, do wypadku mogłoby nie dojść, zaś wina kierowcy (w razie katastrofy) byłaby większa.
Prokuratura nie wyklucza, że osobom odpowiedzialnym za niewłaściwe oznakowanie drogi, będą postawione zarzuty niedopełnienia swoich obowiązków.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada
Od błędów w kryzysie – aż głowa boli
|
|
|
08.08.2009r.
Państwa po kolei wpadają w kłopoty. Kryzys kolejno przewraca gospodarki. Najpierw gospodarczo podupadła potęga w elektrowniach atomowych – USA, potem następne związane z elektrowniami atomowymi. Żadne państwo nie potrafi z kryzysu wyjść. Bo – państwa nie chcą rozumieć skąd kryzys, i że dotychczasowymi metodami kapitalistycznymi – kryzysowi nie poradzą.
Pisaliśmy w artykule z 13.02.2009. że Polska da sobie radę w ogólnoświatowym kryzysie, bo nie ma elektrowni atomowych, które 40-krotnie drożej produkują prąd, niż elektrownie węglowe, czy gazowe. I że nasz rząd łatwiej sobie poradzi niż rządy innych państw.
O ile nie będzie błądzić jak inne kraje. Dla przykładu – Irlandia. Rząd irlandzki postanowił dotować zagrożone miejsca pracy przez 15 miesięcy kwotą 9 tysięcy Euro, w firmach. Czyli, podtrzymywać produkcję w firmach, które upadają, bo na ich produkty nie ma zbytu.
Nadprodukcja, nadprodukcja i jeszcze raz nadprodukcja – to właśnie jest istota obecnego krzysu. I wszystkich innych kryzysów światowych też. Ale rządy udają, że problem jest tylko w złej bankowości.
Czterdzieści lat temu grupa naukowców przyjrzała się gospodarce światowej, dokonała analizy naszej planety zwanej Ziemia: gęstości zaludnienia, zasobów naturalnych, rolnictwa, produkcji przemysłowej, zatrucia środowiska. Dała dwa raporty, tak zwane Raporty Rzymskie (1972 i 1974). Że trzeba zatrzymać gwałtowny, nieprzemyślany rozwój, bo czeka nas katastrofa. Upadek gospodarki, nędza.
Jak ma zachować się Polska w obecnym kryzysie światowym, który wciąga nasze państwo w światowe kłopoty.
Warto zajrzeć do naszej niedawnej historii, po 1945 roku. Cała Europa zniszczona wojną. Otrzymała pomoc amerykańską w znacznej mierze. Polska, musiała sama dawać sobie radę. I dała. Odbudowała się znakomicie. Ale nie było w kraju kominów płacowych. Nie było odpraw wielusettysięcznych dla prezesów, wiceprezesów, którzy po dwóch miesiącach odchodzili. Był Komitet Planowania gospodarką. Był patriotyzm, teraz tak wyśmiewany. Nie było tak wielkiego egoizmu, jak obecnie.
Warto do dawnych wzorów gospodarczych wrócić. Nie mylić z wzorami politycznymi.
J.K.
|
|
04.08.2009r.
Parę internetowych mediów jednocześnie pozyskało wiadomość i niezwłocznie zamieściło ją na swoich portalach i to na pierwszych miejscach (jako najnowsze wiadomości). Także tytuły były podobne i w dramatycznym tonie - "Porywacz Olewnika podciął sobie gardło w areszcie".
Ponieważ w ostatnich latach wydarzyło się zbyt wiele (jak na przypadki) samobójstw związanych ze sprawą jednego z najgłośniejszych zabójstw w Polsce, przeto odruch tysięcy internautów a czytelników był oczywisty i przewidywalny przez owe media, zatem... zaplanowany. Niemal wszyscy klikają na taki elektryzujący tytuł i o jakiej to się rewelacji dowiadują?
Ano, że jeden z porywaczy Krzysztofa Olewnika, rozciął sobie gardło i brzuch. Brzmi to makabrycznie, ale rzeczniczka Służby Więziennej bagatelizuje sprawę - "Witkowski za pomocą plastikowego nożyka, który jest rozdawany przy posiłkach, przeciął powłoki skórne na szyi. Odmówił zszycia ran, które były powierzchowne".
Służba Więzienna uznała samookaleczenie za próbę "awansu" w więziennych strukturach, nie za próbę samobójczą. Miało to wykazać, że jest solidnym gościem w ramach podkultury grypsujących.
O incydencie zawiadomiono wtedy sąd, który sądził porywaczy i morderców Olewnika, natomiast (zdaniem rzeczniczki) - o tak drobnych rzeczach nie informuje się ministra i mediów.
Przeciętny Polak czytając o podcięciu sobie gardła, jest przekonany, że chodzi o samobójstwo, ale z tekstu wynika, że nie tylko skazaniec przeżył, ale że ma się dobrze, choć pociął sobie jeszcze inne części ciała i to za pomocą nożyka... z plastyku, co dodatkowo kojarzy się z infantylnym podejściem do zagadnienia przez więźnia, choć może niesłusznie, wszak znane są plastyki (raczej nie 'plastiki') o własnościach konkurujących ze stalą.
Na pytanie, dlaczego opinia publiczna dowiedziała się o tym dopiero teraz, rzeczniczka stwierdziła, że nie widzi powodu, żeby informować o każdym wydarzeniu dziejącym się w wiezieniu i że o zdarzeniu zostały poinformowane odpowiednie służby. Tyż racja!
A ze strony mediów mamy klasyczny przykład dziennikarskiego nadużycia, bowiem podano tę informację jako najważniejszą nowinkę (a nawet jako hit dnia!), podczas gdy do zdarzenia doszło w... kwietniu 2008 roku.
Czy tego typu wprowadzanie w błąd czytelników portali jest etyczne? Czy komisja etyki powinna napiętnować manipulacje polegające na podawaniu tytułów sugerujących bardziej dramatyczny przebieg wydarzeń a ponadto wywołujące wrażenie ich zaistnienia w ostatnich godzinach, podczas gdy w istocie miały miejsce znacznie wcześniej?
PS Obecnie Witkowski odbywa wyrok 13 lat więzienia za udział w porwaniu i przetrzymywaniu p. Krzysztofa, którego uprowadzono jesienią 2001. Sprawcy więzili go przez wiele miesięcy i zabili, mimo otrzymanego okupu 300 tys. europów. Trzech współsprawców porwania i zabójstwa Olewnika popełniło samobójstwo w swoich celach, zaś kilkanaście dni temu powiesił się strażnik więzienny.
Mirosław Naleziński, Gdynia
Moda na tolerancję - nowy koń trojański
|
|
|
03.08.2009r.
Parę dni temu światowe agencje podały, że 50-letni Rodell Vereen został oskarżony o zoofilię, po tym jak uprawiając w stajni seks z koniem, został złapany przez jego właścicielkę, czego nie mogły przecież przeoczyć media. Przez wieki konie i farmerzy uprawiali rolę i w końcu co poniektórzy zerwali z tym stereotypem i zachciało im się pouprawiać coś bardziej emocjonującego. Dlaczego współuprawa roli przez parę ssaków jest legalna, zaś współuprawianie przez nią seksu już nie?
W naszych mediach dane polskiego podejrzanego to świętość, ale tym razem skwapliwie podano pełne dane owego zoofila i zamieszczono jego wizerunek, ponieważ to cudzoziemiec i nie podlega polskiemu prawu (albo dziennikarze błędnie interpretują przepis o ochronie danych; u nas tabloidy podają imię i tylko pierwszą literę nazwiska, co dotyczy nie tylko podejrzanych, ale nawet prawomocnie skazanych), ale to nie wszystko. Wyjawiono imię i nazwisko pani, jednak ukryto jej wiek (co w przypadku dojrzałych dam jest zrozumiałe i eleganckie). Dopuszczono się również podania imienia owego konia, a przecież ani właścicielce, ani jej koniowi, zapewne nie zależało aż na takim rozgłosie w tak delikatnym temacie. Dziennikarze nie rozmawiali z sympatycznym nieparzystokopytnym i nie uzyskali jego zgody, zatem ujawnienie jego danych (21 lat, Sugar - Cukier) jest bezprawne.
Media nie ujawniły, czy to był pan koń, czy może pani konina i nie podano, czy igrce odbyły się za obopólną zgodą. Amerykańscy policjanci aresztowali biednego zoofila, który już był notowany nie tylko za taki sam niegodny czyn, ale okazało się, że ów dżentelmen jest stały w uczuciach - już wcześniej interesował się okołoogonowymi okolicami tego samego zwierzęcia. Cukierka zaś nie aresztowano, mimo recydywy, bowiem amerykańskie cele nie są zbyt przestronne, a obrońcy praw zwierząt już tylko czekali z kamerami, aby udokumentować niehumanitarne upychanie za kratami zakochanego zwierza.
Właścicielka zauważyła wcześniej, że jej koń dziwnie się zachowuje i ma jakąś infekcję, co oznacza, że jeden stracił głowę, zaś drugi łeb i nie stosowali żadnych środków sprzedawanych w postępowych państwach (podobno już w automatach na szkolnych korytarzach).
Przedmioty, które leżały w stajni, w dziwny sposób zmieniły swoje miejsce, np. bele siana zostały przeniesione bliżej konia i ułożono je w stertę, co oznacza ni mniej, ni więcej, że kochankowie pospołu chcieli sobie kulturalnie pościelić przed chędożeniem.
Podejrzliwa pani założyła kamerę i po paronocnych czuwaniach przyłapała w końcu zoofila, którego przekazała policji wraz z nagraniami. Konia jednak nie zdała do depozytu, bowiem zauważyła niezdrowe zainteresowanie funkcjonariuszy owym zwierzakiem (nie bez kozery ma aż takie słodkie imię).
Mirosław Naleziński, Gdynia
List Otwarty w sprawie polskich stoczni
|
|
|
25.07.2009r.
Do wszystkich redakcji – List Otwarty w sprawie polskich stoczni
Dotyczy zakupienia - utworzenia spółki Polskie Stocznie
Polskie stocznie mogą produkować statki, zatrudniać tysiące pracowników, przynosić dochody dla skarbu państwa i być naszą narodową własnością,
Aby to osiągnąć należy utworzyć spółkę Polskie Stocznie. Udziałowcami powinni być zatrudnieni w stoczni, a także pojedynczy obywatele, którzy kupią udziały.
Kwota zakupu stoczni nie jest duża. Przy pomocy redakcji, które udzielą swego moralnego poparcia, problem stoczni może być załatwiony pozytywnie. Ministerstwo Skarbu z pewnością ucieszy się z takiego rozwiązania.
Oczywiście zarobki w spółce Polskie Stocznie nie powinny być tak zróżnicowane, jak w upadłych stoczniach. W spółkach pracowniczych kominów płacowych nie ma. Zarobek kierującego naczelnego dyrektora przeciętnie przewyższa najniższą płacę około 5-6 razy.
Jacek Kwiatkowski
Upały powodują odwodnienie dzieci
|
|
|
24.07.2009.
Aby w to uwierzono daję przykład z własnej rodziny.
Dwie dziewczynki w wieku 4 i 6 lat słabły w oczach. Codziennie wzywany był coraz inny lekarz. Pisali recepty, dzieci łykały lekarstwa, słabły. Nie wstawały z łóżka. Spodziewano się najgorszego.
Byłem nieobecny w domu kilka tygodni. Wróciwszy, zastałem kolejnego wezwanego lekarza, który przepisywał zastrzyki na wzmocnienie słabnących organizmów.
Poszedłem szukać starego, doświadczonego lekarza. Był taki, dawny dyrektor szpitala dziecięcego. Fudala.
Nie praktykuję już – powiedział, gdy przyszedłem do jego mieszkania.
- Ale umieraja dzieci, a młodzi lekarze nie potrafią udzielić pomocy. Pan ma bogate doświadczenie, proszę na te dzieci spojrzeć.
Spojrzał.
- Szybko szklanka wody i łyżeczka soli!
Wsypał sól do wody, zamieszał, podał starszej – wypij połowę!
Ty wypij resztę, - do młodszej – do dna!
Dzieci były odwodnione. Z godziny na godzinę, z dnia na dzień, coraz mniej piły, coraz mniejsze miały łaknienie i… umarłyby. Z odwodnienia. I gdyby nie doktor Fudala, jego długoletnie doświadczenie i mądrość, byłoby źle.
Po wypiciu słonej wody dzieci ciągle miały pragnienie, stale chciały pić. Po kilkunastu godzinach całkowicie wróciły do zdrowia.
Rodzice, uważajcie. W czasie upałów pilnujcie aby dzieci dużo, bardzo dużo piły.
JK
|
|
22.07.2009.
Od lat obywatele Afryki szturmują wybrzeża bogatej Europy. Wielu z nich ginie podczas sztormów, niektórzy są wyrzucani za burtę po odkryciu, że są pasażerami na gapę. Szczęściarzom udaje sie uzyskać miejsce w obozie dla uchodźców, gdzie mają znacznie lepiej niż u siebie na wolności.
Okazuje się, że jest jeszcze jedna metoda przedostania się do lepszego świata (i to jeszcze za życia).
Co pewien czas jest głośno o somalijskich piratach. Porywają statki z załogami,są ściagani przez marynarki wojenne bogatych państw, które zwykle kompromitują się swoją niezdarnością.
W Zatoce Adeńskiej grupa Somalów zaatakowała statek "Samanyulo", chcąc go porwać dla okupu, jednak atak odparto w nieszczęśliwy (choć okazało się, że jednak szczęśliwy) sposób dla piratów. Otóż Duni płynący nieopodal wyłowili przestępców, a ponieważ zaatakowany statek płynął pod banderą Antyli Holenderskich, to przekazano ich Holendrom.
Pięciu Somalów ujętych podczas dokonywania aktu piractwa, postawiono przed sądem w Rotterdamie a oni są... szczęśliwi! Zamierzają wystąpić o azyl, ponieważ nie wyobrażają sobie, że gdziekolwik indziej mogłoby im być lepiej...
Piraci mają swoje plany - "Poproszę władze, żeby nie odsyłano mnie z powrotem do Somalii. Tutaj szanuje się prawa człowieka i chcę tu zostać. Można pograć w piłkę i oglądać telewizję". Smakuje im więzienne jedzenie, toaletę w celi uważają za coś niesamowitego, zaś pobyt za kratami chcą wykorzystać do nauki zawodu i języka.
Oskarżeni pochodzą z bardzo biednych rodzin. Mówią o wojnie w Somalii, braku pracy i o głodzie... Niestabilna sytuacja w Somalii w świetle praw człowieka zasadniczo wyklucza deportację oskarżonych.
Być może i im się coś więcej od życia należy, ale ilu Europów (w tym Polaków) klepie biedę i może tylko pomarzyć o ciepłym przytulnym więzieniu w Holandii. Chociaż nie - pomarzyć mogli o nim ćwierć wieku temu, kiedy paszportów nie mieli. Teraz już dowód osobisty wystarcza, aby ziścić swoje małe marzenia o pracy i życiu na Zachodzie. Także mają w odwodzie wariant B (jak owi piraci) - zawsze można zameldować się na dłużej w tamtejszym... więzieniu.
Holenderscy prawnicy ostrzegają, że przykład postawionych przed sądem piratów może znaleźć naśladowców - Somalowie (oraz inni Afrykanie) będą pozwalali się schwytać jako piraci (jak już im się nie uda tankowca zagarnąć), aby dostać się do Europy i to od razu do jej najlepszej części...
Parę tygodni temu, rzecznik policji naszego nadmorskiego miasta szczerze przyznał - spadła przestępczość w naszym rejonie, bowiem większość znanych nam przestępców wyjechała... na Wyspy Brytyjskie.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
|
|
19.07.2009.
Każdy obywatel płacący podatki jest rozdarty pomiędzy niechęcią do ich płacenia a uznaniem konieczności do ich uiszczania. W skrajnych przypadkach mamy całkowity brak chęci albo brak uznania... Suma takich zachowań składa się na mniej lub bardziej pełny Skarb Państwa. Jeśli sami kombinujemy albo słyszymy, że czyni to osoba przez nas lubiana, to wówczas uznajemy taką inicjatywę za przejaw zaradności. Jeśli nie przepadamy za taka osobą, to ocena nasza jest znacznie surowsza - uważamy faceta za przestępcę a przynajmniej za dużego cwaniaka i głośno to wyrażamy.
Dzisiejszy polski patriota powinien płacić podatki, choćby z bólem serca i choćby siląc się na miłe miny (na pokaz), zwłaszcza jeśli jest ważnym Polakiem. Im mniej ważny rodak a przy tym ubogi, to społeczeństwo najczęściej wspaniałomyślnie uważa, że nie ma co się drobiazgów czepiać, choć - jak praktyka pokazuje - fiskus właśnie wówczas wytacza ciężkie działa (a to przeciw inwalidzie, a to przeciw emerytce). Czasami jednak okazuje się, że ci głośno nawołujący do bezwzględnego stosowania prawa (wręcz do zerowej tolerancji), to hipokryci, bowiem sami cwaniaczą na potęgę, czepiając się innych o drobne kwoty.
W ostatnich dniach wybuchł skandal - okazało się, że obecny minister naszego rządu, wip z Platformy Obywatelskiej, od kilkunastu lat pomieszkuje sobie (i z rodziną) w cudzym domu, pełniąc zaszczytny tytuł (to jednak złośliwie) ciecia lub (przyjaźniej) opiekuna powierzonego domostwa.
Czy niepłacenie podatku za mieszkanie u obcej osoby w zamian za stróżowanie jest szwindlem? Zdania są podzielone, zaś linia podziału przebiega raczej nie pomiędzy racjami, ale zależy od sympatii lub od ich braku do danej osoby lub do partii.
Uczciwiej byłoby zapytać obywateli (w tym posłów) o dany problem bez ujawniania nazwisk i przynależności partyjnej. Mielibyśmy obiektywne odpowiedzi, natomiast interpretacje prawne zwykłych rodaków, jak również wybranych posłów zależą od zamieszanej osoby i jej partii i jest to problem wszystkich skandali, w które zamieszani są wipi.
Gdyby zaprząc do rozważań rachunek prawdopodobieństwa... Większość posłów z partii X popiera swego kolegę w wybranej kwestii prawnej, zaś większość posłów z partii Y gromi takiego "biedaka" wytykając, jeśli nie popełnienie przestępstwa, to przynajmniej wielce nieetyczną postawę, co ma prowadzić do jego ośmieszenia i dymisji a może nawet do uwięzienia (w co raczej niewielu posłów wierzy w tzw. państwie prawa, w którym pewien uczeń przesiedział w areszcie 3 miesiące za nielegalne korzystanie z ulgi komunikacyjnej).
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
|
|
16.07.2009.
Odkrycie szczecińskich naukowców.
Toksyczne jarzeniówki!
Słodki sen dziecięcy przy sztucznym świetle może się zemścić po latach krótkowzrocznością.
Szczególnie u tych osób, które do drugiego roku życia spały w pomieszczeniach oświetlonych. Takie są wyniki badań amerykańskich naukowców i
do takich samych wniosków doszli szczecińscy okuliści pracujący pod kierownictwem doc. Damiana Czepity z Kliniki Okulistycznej PAM. Szczeciński zespół dokonał też zupełnie nowego odkrycia.
Na początku lat 60 Amerykanie ogłosili wyniki badań przeprowadzonych na kurczakach. Otóż zaobserwowano, iż w pełnym świetle dziennym i nocnym dochodzi w gałce ocznej tych ptaków do zmian prowadzących do powstania krótkowzroczności. Podobne zmiany, jak się okazało, zachodzą u ludzi. Cztery lata temu profesorowie Quinn i Stone opublikowali wyniki swoich badań przeprowadzonych na 479 osobach osobach w wieku od 2 do 16 lat. Stwierdzili, że krótkowzroczność występuje częściej u osób, które do drugiego roku spały w pomieszczeniach oświetlonych.
Dalsze badania prof. Stone przeprowadzone m.in. wśród amerykańskich studentów, udowodniły, iż ta wada występuje u osób przebywających długo w sztucznym świetle.
- Dotyczyło to osób, które długo się uczyły nocą, zamiast spać. – wyjaśnia doc. Damian Czepita, który wraz ze swoim zespołem – dr. Wojciechem Gosławskim, dr. Arturem Stojsą i dr. Izabelą Muszyńską-Lachotą – opublikował właśnie pracę na temat roli światła emitowanego przez lampy żarowe i fluoroscencyjne (jarzeniówki) w rozwoju krótkowzroczności i astygmatyzmu. Jest to praca przedstawiająca wyniki trzyletnich badań wykonanych wśród 3377 uczniów szczecińskich i podszczecińskich szkół (w wieku od 6 do 19 lat), których rodzice dodatkowo wypełniali ankiety.
Potwierdziliśmy wyniki prof. Stone - mówi docent Czepita. – Oko u dziecka rośnie za dnia a nie w nocy. Jeżeli człowiek śpi przy włączonym świetle, to zaburza tzw. rytm biologiczny i gałka oczna nie rozwija się w sposób prawidłowy. Robi się zbyt długa, co prowadzi do powstania krótkowzroczności. Wniosek z tego jest taki, że należy spać w ciemności. Jeżeli dziecko boi się ciemności, to może zasypiać przy świetle, które należy gasić, gdy ono zaśnie.
Szczeciński zespół dokonał też zupełnie nowego odkrycia – wykazał, że światło emitowane przez lampy fluoroscencyjne (jarzeniówki) powoduje częstsze występowanie astygmatyzmu. Głównym sprawcą tego zjawiska jest tętnienie światła jarzeniówek, związane z częstotliwością prądu zmiennego. To pulsowanie światła prowadzi do zaburzeń w rozwoju rogówki i komory przedniej oka. I to jest, mówiąc najkrócej, toksyczne działanie jarzeniówki, które udowodnili szczecińscy naukowcy.
Praca, którą napisał zespół – Damian Czepita, Wojciech Gosłowski, Izabela Muszyńska-Lachota – opublikowana w USA, w międzynarodowym czasopiśmie „Medical Science Monitor”, nosi tytuł: „Role of light emitted by incandescent or fluoroscent lamps In the development of myopia and astigmatism” Można ją przeczytać na stronie internetowej WWW.medscimonit.com
E.Bruska
Artykuł przedrukowaliśmy z gazety „Kurier Szczeciński”, z 9 kwietnia 2004 r.
Nasz dopisek.
Przypominamy, że bezmyślni ludzie w Unii Europejskiej wydali dyrektywę, nakazującą jeszcze w tym roku,zaprzestanie produkcji zwykłych żarówek. Dyrektywa nakazuje produkcję i sprzedaż świetlówek.
Co zrobić? Czy być posłusznym dyrektywie Unii Europejskiej?
Przypominamy, że Hitler rozpoczął zniewolenie Niemiec od nieprawnej dyrektywy unicestwienienia Żydów, a potem dalej już się toczyło automatycznie, coraz gorzej, gorzej i gorzej.
|
|
04.07.2009.
Już 20 lat pracuje Senat korygując lub zatwierdzając ustawy proponowane przez Sejm. Z okazji 20 lecia odbyła się w Sejmie uroczysta sesja Senatu. Nie było na niej obecnego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który musiał złożyc wizytę w Azarbejdżanie, byli prezydenci Nowej Polski: Wałęsa, Kwaśniewski, oraz prezydent z czasów wojny, rezydujący w Anglii – Kaczorowski.
Nikt nie zaprosił do uroczystej sesji Senatu prawdziwego architekta Nowej Polski – pierwszego prezydenta Nowej Polski, Wojciecha Jaruzelskiego. Tylko dzięki niemu Nowa Polska powstała.
Były prezydent Lech Wałęsa ze wzruszeniem przypomniał, jak trudno i ofiarnie trzeba było odmieniać Polskę na kraj, jaki mamy szansę zbudować. Że wtedy wymagało to samozaparcia i wielkiego zaangażowania. obywatelskiego. patriotyzmu. Wartości psychicznych i moralnych. Nie wolno nam zaprzepaścić tamtych trudów i zwycięstw.
Wałęsa przestrzegał przed utratą wartości. Już niedługo – mówił – gdy nie będą przestrzegane wartości, do Sejmu i Senatu wedrą się przestępcy i oni będą nam dyktować, jaka ma być Polska. Zdaniem Lecha Wałęsy należy w spokoju usiąść i zaplanować przyszłość,
Były prezydent Lech Wałęsa wie, co chce przekazać Polsce przy okazji tego jubileuszu. Gdy rysowały się zręby Nowej Polski, gdy starano się na wszystkich szczeblach państwa, w całym społeczeństwie uciec od ścisłego nadzoru Związku Radzieckiego nad Polską, zerwać te więzy poddaństwa, gdy był pierwszy zjazd powstałej Solidarności w Oliwie, jeden dzień przed stanem wojennym, Wałęsa do zebranych prawie krzyczał: CO WYŚCIE JEDLI WCZORAJ NA KOLACJĘ???
Bo wśród zebranych na zjeździe w Oliwie, 12 grudnia 1981, niektórzy nawoływali do agresji, samosądów, wieszania, zabijania, wywozów na zesłanie, wręcz do wojny domowej. Wałęsa z trudem opanowywał dzikie nastroje.
Wałęsa widzi, że tamten czas wraca, w gorszej jeszcze formie. Czas nieopanowanej agresji, ucieczki od wartości humanitarnych, zaprzepaszczania patriotyzmu, moralności. Wałęsa zdając sobie sprawę z zagrożenia wynikającego z lekceważenia wartości, nawołuje do porozumienia i budowy przyszłości dla przyszłych pokoleń.
Bo w Polsce jest źle, a nawet bardzo źle pod wieloma względami. Źle opracowany system podatkowy tworzy miliarderów. Źle opracowany system prawny tworzy korupcję i bandytyzm. Źle opracowany system więziennictwa tworzy nowych złodziei i bandytów. Źle opracowany system wyborczy tworzy świetne poczucie posłów, że są w ustroju feudalnym. Po wybraniu nie czują oddechu wyborców. Są nieusuwalni.
Obywatele na Nowej Polsce zawiedli się. Głosują nogami - nie uczestniczą w wyborach (75%). Szukają lepszej ojczyzny gdzie indziej.
W Starej Polsce, posła który nie pracował dla wyborców, nie spotykał się z wyborcami, wyborcy mogli odwołać i w jego miejsce wybrać bardziej zaangażowanego. Obecnie to prawo wyborców w prawie wyborczym nie istnieje. Gdy władza odrywa się od społeczeństwa…
Jacek Kwiatkowski
Dopisek: W 1980 r, na Wojciecha Jaruzelskiego były silne naciski ze strony kierownictwa Związku Radzieckiego, także innych państw sąsiedzkich, aby nie pozwolić na zbyt dużą swobodę powstającej opozycji Solidarności. Nie posłuchał. Zrobił Okrągły Stół, porozumienie, na którym ustalono zasady Nowej Polski. Czy umieliśmy to wykorzystać? Czy umieliśmy?
Kłopoty ze znalezieniem wraków
|
|
|
27.06.2009.
Mamy III tysiąclecie i wydawać by się mogło, że technika stoi u nas na wysokim
poziomie, zaś na szerokim świecie - wręcz na najwyższym. Na początku maja 2009
nagle tonie nasz kuter rybacki Wła-127 z pięcioosobową załogą i nie wiadomo
dokładnie (jak to ująć, aby nie obrazić - lub skompromitować - szanownych
wynalazców, inspektorów i urzędników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo) gdzie!
Jaki to problem, aby do jednostki (póki co jeszcze) pływającej zamocować pływak
za pomocą linki o długości większej niż głębia Bałtyku? Jeśli już statek tonie i
rybacy giną wraz z nim, to przecież jest istotna - ze zrozumiałych powodów -
kwestia odnalezienia ofiar oraz zlokalizowania wraku (ewentualne wydobycie,
wypompowanie paliwa, a może tylko odzyskanie niektórych przedmiotów). Jakie
koszty poniosły marynarki wojenne Polski i Danii, które poszukiwały rozbitków i
wraku. Myślałem, że to taka polska przaśna technika...
Miesiąc później nagle znika z radarów i przepada w toni Oceanu Atlantyckiego
supernowoczesny Airbus 330 z 228 osobami na pokładzie. Wysoko kwalifikowani
francuscy piloci, najlepsze środki łączności i pozycjonowania w przestrzeni. I
co? I nic! A przecież nie chodzi już o tych biednych ludzi (ginęli wyjątkowo
długo, bo przez kilkaset sekund), ale nawet żeby ustalić położenie wraku i
powody jego katastrofy oraz wyprawić godne pogrzeby ofiarom (w tym dwóm
Polakom). Tu ludzkość zamarła - jak to, satelity widzą wszystko, zaglądają w
gazety, namierzają komórki, a tu nowoczesny samolot nafaszerowany komputerami,
antenami oraz prywatnymi telefonami i nic?
Jakieś pomysły? Aby umożliwić zlokalizowanie zatopionych wraków samolotów,
należałoby zastosować szereg modyfikacji. Na przykład - po uderzeniu z wodą, z
kadłuba wypadłoby kilkanaście niewielkich pływaków o jaskrawych barwach
emitujących sygnały świetlne i radiowe. Czarne (a właściwie pomarańczowe)
skrzynki powinny także odpadać od litego kadłuba i unosić się na wodzie.
Przynajmniej jeden pływak powinien być przytwierdzony cienką a wytrzymałą linką
(o długości paru kilometrów) do ważnej części kadłuba i unosząc się na
powierzchni akwenu, wskazywałby dokładne miejsce zatonięcia. Owszem, podane
propozycje trącają nieco wynalazczym średniowieczem, ale jeśli niczego
mądrzejszego nie można wymyślić... A teraz jakie są koszty akcji poszukiwawczej
oraz konsekwencje utraty wraku, pasażerów i czarnych skrzynek?
Towarzystwa ubezpieczeniowe powinny wymóc zastosowanie doskonalszych rozwiązań
poprzez zróżnicowanie stawek - większe ulgi dla linii posiadających atestowane
nowe wynalazki. W przypadku nieodnalezienia ciał ofiar, odszkodowania dla rodzin
powinny być podwyższone, co podniosłoby stawki ubezpieczeń a w konsekwencji
wymusiłoby wprowadzenie konstrukcyjnych modyfikacji (jednak po odnalezieniu
ofiary, różnica byłaby przekazywana liniom lotniczym).
W tym rejonie i w podobnym czasie przeleciało kilkanaście takich airbusów i
żaden nie miał kłopotów podczas podróży. Gdyby trefny samolot był mniej sławny,
mniej nowoczesny, mniejszy i prowadzony przez mniej doświadczonych pilotów, to
zapewne czuliby oni większy respekt dla sił Natury i większe obawy, ale człowiek
za sterami samolotu (jednego z najlepszych) nie chciał uznać swej słabości i
postanowił wyzwać Los na pojedynek - rzucił się w wir kataklizmu i... poległ.
Mógł ominąć burzę, ale straciłby parę ton paliwa, nieco czasu i - jak zapewne
uważał - poniósłby uszczerbek w honorze kapitana, zatem zaryzykował nie tylko
swoje życie, ale niemal ćwierć tysiąca pasażerów, którzy zawierzyli mu to, co
najcenniejsze. I... przegrał. To spekulacje, ale uprawnione.
Największa katastrofa lotnicza wydarzyła się 27 marca 1977 na Teneryfie, w
której zginęło 583 osób znajdujących się w dwóch samolotach (Boeingi 747) linii
PanAm i KLM (i to nie podczas lotu, ale podczas startu - na lotnisku!). Ustalono
kilka przyczyn tragedii (p. Wikipedia, gdzie omówiono skandaliczne podejście do
swoich obowiązków przez kilkanaście osób decydujących o życiu), ale jedną z nich
była rutyna i autorytet graniczący z despotyzmem najbardziej doświadczonego
pilota samolotu holenderskich linii lotniczych, którego decyzji nie odważyli się
podważyć młodsi koledzy. Historia lotnictwa zna szereg katastrof spowodowanych
rutyną doświadczonych i starych wyg awiacji.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
O blaszce pocztowej
i pozytywnej interwencji policji
|
|
|
18.06.2009.
Od niedawna do listów dolepiają metalowe blaszki, wagi około 38 gram. Po co?
16-tego poszedłem do dyrekcji szczecińskiej poczty, aby w Centrum Sprzedaży Usług Pocztowych i Detalicznych, dowiedzieć się – dlaczego!?
Przemiłe panie wyjaśniło: to nie my! To Telekomunikacja Polska przez INFOS przesyła rachunki telefoniczne. Listy obciążają blaszkami, czasem nawet woreczkami z piaskiem!!! Żeby były cięższe…!
INFOS jest konkurencyjnym przedsiębiorstwem usług pocztowych, działającym w obszarze cięższych przesyłek. ZA LEKKICH PRZESYŁEK NIE PRZYJMUJĄ.
Telekomunikacja posługuje się nowym operatorem pocztowym. Do lekkich kopert z rachunkiem telefonicznym musi się godzić na dolepienie obciażających blaszek metalowych lub innymi ciężarkami. Marnuje środowisko. Proszę przemnożyć ilość użytkujących telefony TP, przez wagę blaszki przeciętnie 38 gram. Wynik to tony zmarnowanego metalu.
Sama blaszka ma źle opiłowane krawędzie, dziecko przy zabawie może się skaleczyć. Może jednak powinni obciążać tylko woreczkami z piaskiem? Bezpieczniej, a nawet można przeczekać i w zimie posypywać przed sobą oślizgłe chodniki? Ale czemu abonentowicz TP ma przez to płacić droższe rachunki???
Z takimi myślami wsiadłem do autobusu 102. Przepełniony, ale na bocznych trzech siedzeniach leży młody mężczyzna, zasłaniając twarz. Od jego nogi łańcuszek metalowy przypięty do żelaznej barierki. Policja szczecińska ma te pomysły, pomyślałem. Ho ho!
Łańcuszek był długi, pośrodku sprężyna amortyzująca. Co za wyposażenie… Ho ho…
Szukam wzrokiem policjanta, może policjantów w cywilu… Przyglądam się podróżnym, Ściśnięci karnie, nie patrzą na aresztowanego. W oczach tajemne współczucie. Szkoda człowieka...
Przyglądam się policyjnemu łańcuszkowi. Jeden koniec zaczepiony do żelaznej poręczy, drugi koniec kończy się na niedużym piesku. Piesek leży pod nogami właściciela. Właściciel śpi wygodnie i smacznie na trzech siedzeniach.
Ale się pomyliłem. To nie policyjny łańcuszek, ale zwykła smycz. A śpiący – to po prostu młody człowiek, po piwku trochę zmęczony. Jak to po piwku.
17-go, o godzinie 15tej, na ul. Św. Ducha 5 samochód BMW ZS 4768C zasłonił wjazd do garażu. Wysiadł z niego nowobogacki z wyglądu, z pyszną miną na twarzy. JA!... MNIE!...
Z budynku wybiegł pracownik ochrony. Zwrócił uwagę na konieczność przestawienia samochodu. Pyszny odmówił wyniośle:
- Idę na konferencję!
- Ale nie można samochodem
zasłaniać przejazdu do garażu.
- Nie mam czasu.
- Będę musiał wezwać policję.
- Odczep się.
Pracownik ochrony zadzwonił. Przyjechała policja samochodem. Przybyli też policjanci z patrolu pieszego. Na widok policji pyszny człowiek spokorniał, pośpiesznie przejechał w inne miejsce. Dostał też mandat.
Po co obciążenia listów blaszkami lub piaskiem?
Po co ten zasłużony mandat?
Chyba nasze społeczeństwo jest zbytnio wyrozumiałe. Dobrze, że jeszcze jest policja. Bo miejskich służb porządkowych nie widać. Zwłaszcza w pojazdach komunikacji miejskiej.
(JK)
Hańba dla polskiej sztuki i Temidy!
|
|
|
15.06.2009.
"Gazeta Wyborcza" tryumfuje 5 czerwca 2009 - "Wczoraj toast za wolność został wzniesiony w gdańskim sądzie. Dorota Nieznalska została uniewinniona. Po ośmiu latach!".
I dalej - "Ten wyrok to święto wolności i rozumu. Zwycięstwo sztuki krytycznej, ale bez intencji krzywdzenia kogokolwiek, nad polityką - taką, która oczernia przeciwnika, przypisuje mu najgorsze intencje".
Jakiego rozumu? Czyjego? Przypomnijmy, że w 2003 roku, "artystka" (przepraszam, ale po wyroku uniewinniającym, to zapewne za ten cudzysłów niżej podpisany może zostać aresztowany?) otrzymała wyrok pół roku ograniczenia wolności za to, że w galerii "Wyspa" wystawiła instalację "Pasja" ukazującą krzyż z umieszczonymi męskimi genitaliami. Przez 6 miesięcy miała wówczas pracować społecznie.
Wyrok uniewinniający mógłby być zachętą i zaowocować pomysłami innych "artystów". Wolność właściwie rozumiana, to także ufność a nawet pewność, że nie wyrządzimy innym krzywdy. Także odpowiedzialność za następstwa wynikłe z naszych nieskrępowanych działań. Następne pomysły byłyby w rodzaju - krzyż na drzwiach toalety, krzyż pod podniesioną łapką pieska, krzyż na hałdzie jedynie przez grzeczność nazwaną nawozem naturalnym.
A gdyby zamiast krzyża ustawić gwiazdę Dawida albo symbol innej religii? A ileż możliwości daje hostia? Sąd położył tamę i ustalił granicę przy mizernej karze. A Nieznalska znana kilku tysiącom ludzi jest teraz całkiem znalską kilku milionom... W USA pewien grafik (także artysta) naszkicował Busha w sytuacji nawiązującej do zastrzelenia wietnamskiego partyzanta na ulicach Sajgonu i miał kłopoty. A też pewnie powołał się na wolność sztuki, wyrazu, słowa...
A pisanie to nie dziedzina sztuki? I można pisać, co ślina przyniesie na papier? Zapewne w domu każdy może sobie instalować co chce, nawet kaloryfery pod sufitem (skoro zabrakło oleju pod własnym deklem), ale pod warunkiem, że sąsiad nie wpadnie mu do mieszkania, bo powała nie wytrzyma obciążenia tego szykownego szmelcu. Winni są oczywiście także wszyscy współorganizatorzy wystawy, którzy doskonale wiedzieli, że będzie rozróba. Jest i trzeba wypić to piwo, które się nawarzyło... Inni sławni artyści także szokowali, choćby taki Picasso, ale nie posuwali się aż do takich prostactw.
Prawdziwa sztuka to dzieło, którego autor nie powinien się wstydzić przed swoimi rodzicami, dziećmi, znajomymi. Takie, które będzie często (ale i sympatycznie!) wspominane przez następne pokolenia. Takie, które następni artyści będą starali się usilnie naśladować i rozwijać, a jeśli im to nie będzie wychodzić, to będzie świadczyć o naszej wielkiej sztuce... Takie, które wszyscy będą chcieli zamieścić w podręcznikach i encyklopediach. Takie, które niemal każdy z nas chciałby zainstalować u siebie w domu.
O co chodzi w sztuce i "sztuce"? O sensację za wszelką cenę. Im mniejszy talent, tym bardziej można to nadrobić skandalem i to obrzydliwym…
Mirosław Naleziński, Gdynia
dalej artykuł na stronie
www.mirnal.neostrada.pl
Oświadczenie Jacka Kwiatkowskiego
przewodniczącego stowarzyszenia
"Pokój dla naszych dzieci"
|
|
|
25.05.2009.
W odpowiedzi na insynuacje niemieckiej gazety "Der Spiegiel", że w czasie wojny Polacy ułatwiali wojskom hitlerowskim holokaust Żydów, jako przewodniczący stowarzyszenia
"Pokój dla naszych dzieci", zabieram głos w tej sprawie.
Jednocześnie proszę Ambasadę Niemiec o przekazanie mego oświadczenia wymienionej gazecie, aby sprostowała i przeprosiła za zamieszczenia nieprawdy, szkodzącej stosunkom polsko-niemieckim.
Przede wszystkim wojska hitlerowskie - nie piszę niemieckie, ponieważ w wojskach hitlerowskich były także inne narodowości - miały polecenie wywołania panicznego strachu w ludności polskiej. Podaję tylko niektóre przykłady.
W 1941 lub 42 zostałem jako mały chłopiec zmuszony do oglądania wieszania 10 niewinnych osób. Takich egzekucji po 10 osób przeprowadzono w pięciu dzielnicach Warszawy, spędzając mieszkańców, aby nasiąknęli strachem i nie myśleli o choćby najmniejszym oporze.
W 1943 lub 44 z naszego podwórka zabierano młode kobiety. Za jedną z nich, z krzykiem mamo!!! rozpaczało dziecko. Kobiety pod grozą natychmiastowego zastrzelenia opuszczały podwórko. Jedna odwróciła się ku dziecku: padł strzał. Upadła. Do martwej matki przytuliło się rozszlochane dziecko.
Dzieci w szkole z internatem rzucały z balkonu papierowymi kulami w okupacyjnych żołnierzy. Szybko ich powieszono.
Strach był tak wielki, że do dzisiaj odczuwam lęk. gdy ktoś z domowników spóźnia się wieczorną porą. Bo w czasie wojny modliliśmy się na klęczkach czekając na kogoś z rodziny.
Konieczne jest zasypanie podziałów lęku i wrogości jeszcze rozdzielające narody niemiecki i polski. Przytoczyłem obrazek zastrzelonej młodej matki na naszym podwórku. Zabrane kobiety spędzono wraz z kobietami innych domów na wielkim dziedzińcu szkoły. Wokół dużego obszaru stali rozmieszczeni żołnierze z bronią w ręku. Nazywało się to blokadą. Widziałem jak jeden z żołnierzy płakał! Podszedł do niego bardziej odważny mężczyzna.
Między nimi odbyła się rozmowa, którą ktoś nam potem przetłumaczył:
- Czemu płaczesz - zapytał.
- Nie mogę na to patrzeć.
- To czemu w tym uczestniczysz?
- Muszę. Zabiją mnie gdybym odmawiał.
Nie koloruję. Tak było.
Dzięki postawie tego żołnierza nie znienawidziłem Niemców. Po latach zrozumiałem, że w każdym państwie może zwyciężyć błędna ideologia, zmuszając do zbrodni przestraszonych ludzi.
W 1970 roku między Polską a Niemcami miał być zawarty układ-traktat pokojowy. Po podpisaniu przez Bundestag nie chciał traktatu zaaprobować Bundesrat. Pan Strauss i z nim związani ludzie i organizacje sprzeciwiali się podpisaniu traktatu, że Polacy i Niemcy nie będą przyjaciółmi.
Mnóstwem listów przekonałem pana Straussa i jego zwolenników do zaaprobowania traktatu. Tłumaczyłem, że nasze dzieci będą wdzięczne za nasze pogodzenie się. Traktat został podpisany. Gdzieś w papierach mam podziękowanie w języku niemieckim otrzymane od Bundesratu.
Polacy mimo tak wielkiego strachu pomagali Żydom. Chociaż za pomoc groziła śmierć. Tylko w Polsce groziła kara śmierci za ratowanie życia Żydów. Tylko w Polsce.
Oczywiście i wśród Polaków byli przestępcy, którzy próbowali zarabiać na ujawnianiu miejsca schowanego Żyda. Tego też byłem świadkiem. Ale polskie organizacje podziemne takich nieuczciwych ludzi zabijały. I o tym trzeba wiedzieć.
Proszę Redakcję "Der Spiegiel", aby napisała na swoich łamach, że tylko w Polsce za ratowanie Żyda groziła śmierć! Tylko w Polsce!
Uprzejmie proszę redakcje o zamieszczenie mego oświadczenia, aby zapobiegać sztucznie tworzonej wrogości polsko-niemieckiej.
Jacek Kwiatkowski
Ciemności egipskie nad polską Temidą
|
|
|
24.05.2009.
Media podają, że były pracownik łódzkiego pogotowia ratunkowego, zamieszany ongiś w aferę łowców skór, kupił budynek i ma zamiar otworzyć dom spokojnej starości. Urzędnicy nie widzą dysonansu - wszystko jest zgodne z prawem.
Polscy WIPi zamieszani w sprawę porwania p. Olewnika są nietykalni. Sprawa trwa latami. Rodzinie nawet wmawiano, że go porwała.
A jak dochodzenie sprawiedliwości wygląda w Egipcie, do którego podróżuje coraz więcej naszych rodaków, przy czym większość opinii na temat sympatycznych tubylców jest utrzymana raczej w tonie wyższości, zwłaszcza w branży turystycznej i kupieckiej. A tu taka niespodzianka...
Otóż w Egipcie w lipcu 2008 zamordowano arabską piosenkarkę Suzanne Tamim. Zbrodnia szybko wyszła na jaw - już po dwóch miesiącach zabójcy zostali zatrzymani przez policję. Wykorzystano nowoczesną technikę - bilingi oraz badania DNA.
Kilka miesięcy po ujawnieniu zbrodni zapadł wyrok! Coś niesamowitego - niech nasi czołowi prawnicy, w tym minister sprawiedliwości, odwiedzą ten piękny kraj. Może w końcu coś się zmieni w naszej Temidzie postawionej na głowie.
Okazało się, że zabójcą jest oficer policji, zleceniodawcą polityk a miliarder w branży budowlanej - 2 mln dolarów za zabicie piosenkarki. U nas sprawa ciągnęłaby się całymi latami, gdyby okazało się, że zamieszani są przedstawiciele biznesu, polityki i policji. A w Afryce uwinięto się w parę miesięcy z tak trudną politycznie i biznesowo sprawą!
Nieprawdopodobne? A to, co się dzieje na naszym prawniczym podwórku? To dopiero jest wielki skandal! Można zajrzeć na wirtualną gazetę www.aferyprawa.com i zapoznać się z materią - coś koszmarnego i niepojętego!
U nas na ujawnienie danych osobowych musi być wydana specjalna zgoda sądu i bywa, że nie są ujawniane dane morderców, gwałcicieli i oszustów, ponieważ takie mamy miłosierne podejście do przestępców. Nie tyle my, co nasi przedstawiciele, którzy ustanawiają w naszym imieniu prawo. I ta ochrona danych jest charakterystyczna w Polsce.
Jakie mamy efekty pobłażania widzimy w popularnych programach interwencyjnych. Podejrzani (a nawet winni!) cwaniaczą, z dziennikarzami nie chcą rozmawiać, na rozprawy zjawiają się według własnego uznania, nie honorują wyroków dla nich niepomyślnych. Z roku na rok jest coraz gorzej.
Dlaczego prezydent, premier oraz ich ludzie nie oglądają takich programów? Bo gdyby oglądali czuliby się upokorzeni. W końcu odpowiadają za stan naszego Państwa!
Jak kapitan na statku!
Cóż zrobiłby kapitan, gdyby mu pokazano film na którym załoga kradnie lub kombinuje z biletami?
Niestety, nasi WIPi nie oglądają takich programów.
Czy nie ma w Polsce ludzi, którzy wzięliby się za robotę dla Narodu???
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Od redakcji:
Przygotowujemy artykuł:
przyczyny złego sądownictwa polskiego
|
|
21.05.2009.
"Dziennik Zachodni" informuje, że corocznie celnicy przechwytują coraz więcej przemycanych papierosów. Co robią z tym skarbem?
Myślałem, że nasze Państwo potrafi chociaż zagospodarować niemal wszystko z przemytu, no może z wyjątkiem narkotyków, które niejako z oczywistych powodów nie mogą być wykorzystane, zwłaszcza że są (albo mogą być) zanieczyszczone. No i dowiadujemy się, że "w spalarni do pieca wrzucono 100 tyś. paczek papierosów z przemytu". I to ani nie pierwsza, ani nie ostatnia akcja tego typu.
Poczytajmy sobie o jednej z izb celnych w Polsce - "W katowickiej Izbie Celnej w ramach Wydziału Zwalczania Przestępczości działają cztery grupy mobilne. Oznakowany radiowóz i celników można spotkać codziennie nie tylko na śląskich drogach. Kontrolują na przykład samochody w pobliżu granicy z Czechami i Słowacją". Policzmy ile to wszystko kosztuje, a przecież to tylko koszty czterech grup. Wydawać by się mogło, że chociaż na papierosach Państwo (czyli my) odkujemy się za ponoszone nakłady. Nic bardziej błędnego - nie tylko nie zarabiamy, ale dopłacamy: okazuje się, że dla katowickich celników same koszty magazynowania zdeponowanych papierosów to około 40 tysięcy złotych rocznie...
Co wymyślają przemytnicy? Ano dokonują przeróbek konstrukcyjnych w dachu i podłodze samochodu. Jeżeli celnicy odkryją takie skrytki w kontrolowanym samochodzie, to konfiskują nie tylko nielegalny towar, ale także środki uczestniczące w niecnym procederze. Czy media podają - ile rocznie w ten sposób przejęto dóbr na rzecz Państwa? Jakoś nigdy nie widziałem takich informacji. Albo przemytnicy jeżdżą rzęchami, albo mają takich adwokatów, że te śliczne auta i wielkie tiry wracają do przestępców. Tak czy owak - nowoczesnemu Państwu nie udaje się walka z przemytem na całej linii. A nowoczesne jednak ono jest - podczas kontroli wykorzystywany jest specjalistyczny sprzęt, dzięki któremu celnicy mogą sprawdzić nie tylko zawartość bagażu bez jego otwierania, ale też auto, cały kontener a nawet ciężarówkę. Służbę pełnią także specjalnie wyszkolone pieski.
Co powinno uczynić Państwo w tej sprawie? Gdyby to od nas zależało, to pewnie w sklepikach "zaprzyjaźnionych" z urzędami celnymi, sprzedawalibyśmy owe "fajki" za symboliczne 5-10 gr za sztukę. Nie koneserom konkretnych a dobrych firm, ale ubogim palaczom, którzy przechodząc mimo sklepiku do (i ze) swojego zakładu pracy, w którym ryzykują życiem i zdrowiem, mają jeszcze ochotę dobijać się paleniem używek niewiadomego pochodzenia. Pieniądze przekazywano by na rzecz operowanych dzieci, które zwykle nie mogą doczekać się na zbiórki pieniężne organizowane przez rodziców i osoby zaprzyjaźnione z nimi.
Stosowne plakaty, umieszczone na witrynach sklepiku, powinny zachęcać nawet incydentalnych palaczy... dalej na stronie Mirnala
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Od redakcji
Z tym spalaniem, to chyba trick. Raczej przypuszczamy, że po cichu papieroski są spółdzielczo sobie rozdawane. Lepsze to niż przekazanie na cele społeczne.
Myślenie egoistyczne jest łatwiejsze i prostsze. Po co sobie zawracać głowę jakimiś bzdurnymi ideami.
Błąd w konkursie na "Gustloffa"
|
|
|
08.05.2009.
W czwartki gazeta "Fakt" dodaje całotygodniowy program telewizyjny. 30 kwietnia 2009 zamieszczono tam konkurs promujący nowy film "Gustloff - rejs ku śmierci". Napisano "to film oparty na faktach" i "opowiada o tragicznym rejsie statku pasażerskiego", zatem coś jednak przekłamano - wszak to był okręt wojenny, nie zaś statek pasażerski. To błąd typu "polskie obozy koncentracyjne" (choć oczywiście mniejszej rangi) i trzeba będzie jednak wyjaśnić (przypomnieć?) naszym dziennikarzom, że są to istotne różnice znaczeniowe.
Storpedowanie okrętu wojennego płynącego w konwoju było zgodne z prawem wojennym. Obecnie politycznie poprawniejsze jest użalanie się nad losem ofiar, jednak nie zapominajmy, kto płynął okrętem - na pokładzie było ponad tysiąc oficerów i marynarzy, także policjanci, gestapowcy, działacze NSDAP i ich rodziny. Aleja prowadz±ca do pomnika upamiętniającego ofiary największej morskiej katastrofy, powinna nosić imię komandora Marinesko. To on zatopił okręt noszący imię faszysty i niejeden polski, brytyjski czy norweski marynarz byłby dumny z tego trafienia. Wielu mieszkańców okupowanej Europy,
Wiele świadków niemieckiego barbarzyństwa, nie miałaby żadnych moralnych problemów i wyręczyłaby radzieckiego dowódcę okrętu podwodnego. To teraz zmieniły się perspektywy poprawności...
Nierychliwy, ale sprawiedliwy Bóg w końcu wskazał na ów okręt i to w groteskowym momencie - akurat przez radio transmitowano przemówienie Hitlera. Gdy zaczęto grać hymn III Rzeszy, zawalił się (zatonął) świat rasy panów płynących tym nibywycieczkowcem. Może Stwórca niepotrzebnie czekał aż tak długo a kara była zbyt wysoka? Może to był dopust boży za obóz Auschwitz-Birkenau wyzwolony nieco wcześniej?
I czytamy dalej - "Miał to być jego ostatni rejs z Gdańska do Hamburga z 10 000 pasażerów (w tym z uciekającymi z Polski gestapowcami i ich rodzinami". Można (z gorzką ironią) ocenić niemieckie plany i solidność - miał być, to i był... Czy zdanie jest prawdziwe (z punktu widzenia logiki), jeśli jeden z elementów jest fałszywy? No bo rejs nie był z Gdańska...
Jednostka "Wilhelm Gustloff" została zbudowana w 1937 jako statek wycieczkowy, jednak podczas wojny był okrętem wojennym - służył jako transportowiec wojskowy i miał zamontowaną broń przeciwlotniczą oraz wyrzutnie bomb głębinowych. W swój ostatni rejs wyruszył 30 stycznia 1945. Jako statek pasażerski miał ok. 500 załogantów oraz 3 razy więcej pasażerów, zatem jednostka przewoziła parokrotnie więcej osób, niż to przewidziano.
Wracając do konkursu - należy wysłać SMS z treścią: A (Szczecin), B (Gdańsk) lub C (Porto) - Z którego miasta wypłyn±ł statek "Wilhelm Gustloff"?
Porto jest drugim co do wielkości miastem w Portugalii, jednak nie tylko... Porto to również wzmacniane portugalskie wino i prawdopodobnie ten trunek miał wpływ na ustalenie dwóch konkursowych nazw (Gdańsk, Porto), wszak słynny okręt wypłynął z... Gdyni! Aby uczestniczyć w konkursie i marzyć o wygranej, należało... skłamać i wpisać B!
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
|
|
01.05.2009.
Alarm! Alarm! Alarm!
Zmutowana grypa świńska atakuje ludzi.
A mówili starsi, doświadczeni, przestrzegali. Nie dawajcie genetycznie zmodyfikowanej żywności! Przestrzegali, że zmutowane geny będą osłabiać układ odpornościowy człowieka i zwierząt.
Bardziej mądrzy rolnicy informowali, a dwie polskie rolniczki (Bożenna Kędziorek z Gdańska, Anna Bednarek z Jeleśni)
nawet podjęły strajk głodowy, żeby nie prowadzić nieprzemyślanych eksperymentów na ludziach, bo stan± się rzeczy straszne, nieprzewidywalne, okropne w skutkach.
I stało się...
Koncerny produkujące modyfikowan± żywność wymusiły, czy to presją, czy innymi wpływami, na rządach państw, aby dać "pomoc" koncernom i zmuszały do siewu zmodyfikowanych nasion, do zakupu zmodyfikowanej żywności, a także - co woła o pomstę do nieba albo ukamienowanie wg starego testamentu - przymusowego napromieniowywania żywności.
Napromieniowywać, aby stare nie pleśniało, łatwiej się sprzedawało, a że przez dawki promieniowania będą dzieci częściej chorować i krócej żyć??? No to co? Biznes to biznes. Haha...
Forsa... forsa... to miłe dla niektórego ucha zawołanie.
Przypadki grypy świńskiej, śmiertelne skutki - już zamykane są granice, już zamykane lotniska. A u nas?
Jak rozpoznać zwykłą grypę?
Podajemy na zwyczajną grypę ludowe lekarstwo.
Do nie żelaznego, nie plastykowego naczynia wkrajać zwykłą dużą cebulę, przysypać łyżką cukru.
Do małej patelni włożyć 4-6 ziarnek pieprzu białego lub czarnego. Wlać do patelni 50 gr wody. Gotować na małym ogniu tak długo, dopóki nie wygotuje się woda.
Podtrzymywać ogień niewielki nadal, suszyć pieprz.
Naciskać pieprz drewnianym trzonkiem, np. tłuczka od ziemniaków, rozcierać pieprz na miał. Dosypać do cebuli z cukrem, wymieszać.
Włożyć do mikstury łyżeczkę od herbaty, nie aluminiową. Po pół godzinie zaczerpn±ć z dna trochę soku, oblizać łyżeczkę. Z zegarkiem co 20 minut powtarzać, kilka godzin.
Gor±czka będzie spadać. Po 4-6 godzinach - do roboty albo tańca.
Jacek Kwiatkowski
red.nacz.
o strajku głodowym
http://polska-wolna-od-gmo.org/godwka/
Niebezpieczne wężyki padły w szczecińskim sądzie
|
|
|
29.04.2009.
Każdy Polak może czuć się zagrożony wężykiem giętkim, którym płynie woda przy spłuczce ubikacyjnej, albo umywalce. Kto nie zdaje sobie sprawy, jak wątła to konstrukcja, śpi beztrosko, albo lekkomyślnie przebywa poza domem, nie zakręciwszy dopływu wody do mieszkania.
Naiwny człowieku. Podstępny wężyk, przy lada jakiej okazji, np. podwyższonego ciśnienia, albo okresowym remoncie, pęknie i zaleje ci mieszkanie, a kłopotów będziesz mieć niemało.
Chyba że masz wężyk atestowany, gwarancyjny, na wiele lat. Wtedy zalanie mieszkania ci nie grozi.
W szczecińskim Sądzie Rejonowym toczyła się od dawna sprawa (patrz data 22.05.2008).
Pisaliśmy, że sędzia w Szczecinie, jeżeli będzie odważny, może wpłynąć na losy remontów w całej Polsce, aby zabezpieczały przed zalewaniem mieszkań.
Bo Spółdzielnia dla wymiany rur zdemontowała cały osprzęt hydrauliczny, muszle klozetowe, spłuczki, umywalki... Przy spłuczkach i umywalkach są wężyki. Jeden z nich pękł i zalał mieszkanie, a lokatorka oskarżyła Spółdzielnię, że przeprowadziła remont, po którym wężyk pękł i narobił bałaganu. Woda przez kilka godzin narobiła strat. Czy Spółdzielnia wykonująca zrobiła go poprawnie?
To miała wykazać rozprawa W Sądzie Rejonowym w Szczecinie, a wyrok wczoraj, 28-go kwietnia.
Było wiele rozpraw. Było oświadczenie świadka remontującego mieszkania, że przy remontach powinno się wymieniać wężyki na nowe, bo raz ruszony wężyk - potem pęknie. Było orzeczenie biegłego, że wężyk był demontowany, ale założony ten sam, stary. I był wczoraj wyrok stronniczy, aby się spółdzielni nie narażać, że wykonujący remont są niewinni, a lokatorka której zły remont zalał mieszkanie - ma płacić Spółdzielni odszkodowanie, za to, że pozwała J± do solidnej roboty.
A mógł sędzia - dla wprowadzenia w całej Polsce zwyczaju Dobrej Roboty, zawyrokować: remonty trzeba prowadzić starannie, a wężyki przy remoncie powinny być zakładane nowe, z gwarancją minimum kilkuletni±, aby zabezpieczać mieszkańców przed kosztownymi zalaniami.
Zły wyrok, jak mnóstwo złych wyroków w Polsce. Jak ten: do ładnej dziewczyny pisał listy przez rok młody mężczyzna. Czy musiała odpisywać?
Mężczyzna wniósł pozew o odszkodowanie za brak odpowiedzi, aby dziewczyna zwróciła koszty papieru, kopert, znaczków, stracony czas.
Wyrok: należy się odszkodowanie.
Leniwi rodzice - pozwali dziadków, aby z niewielkiej emerytury płacili alimenty na wnuka. Sąd przyznał leniwym słuszność, dziadkowie na wymarciu, im pieniądze nie potrzebne, niech płacą na wnuka.
W Polsce Niesprawiedliwych Wyroków jest tak wiele, że podkopały autorytet państwa, prezydenta i premiera, ministerstw i urzędów, podkopały autorytet zdrowego rozumu.
Czy można się dziwić, że Stowarzyszenie Przeciwko Bezprawiu organizuje 4 maja o 9-tej, przed Sądami Apelacyjnymi w wielu miastach polskich - w Szczecinie też - pikietę przeciw bezprawiu, w obronie prawa, jakie przysługuje wszystkim obywatelom?
Redakcja
Kto robi nas w (pali)konia?
|
|
|
26.04.2009.
W Japonii na karę śmierci skazano 47-letnią kobietę, która otruła cztery osoby podczas festiwalu w 1998 roku. Czyn uznano za "okrutny i nikczemny". Skazana nie przyznała się do winy.
20-letni facet otworzył drzwi samolotu i wyskoczył podczas lotu nad bezludnymi dalekopółnocnymi obszarami Kanady. Dotychczas nie znaleziono jego szczątków.
W Polsce najsłynniejszy poseł Platformy Obywatelskiej otrzymał od studentów i emerytów wiele wpłat na swoją patriotyczną działalność, którą w naszym imieniu z wielkim zapałem uprawia po dziś dzień.
Co łączy owe trzy wydarzenia? Japonka otruła i nie przyznaje się podobnie jak Palikoń i cała jego stajnia. Już prędzej bym jej uwierzył, niźli posłowi i darczyńcom, ale japońscy śledczy dostarczyli sądowi niezbitych dowodów, czego polscy prokuratorzy akurat nie potrafili dowieść, a przecież ranga sprawy jest diametralnie różna. U nas wystarczyłoby uzyskać wiarygodne dane od jednej jedynej osoby i byłoby po pośle, ale w sprawach politycznych jakoś polska Temida jest istotnie ślepa, natomiast w Azji była tylko jedna osoba podejrzana, a jednak znacznie sprawniej sobie poradzono z problemem...
Z samolotu wyskoczył człowiek i media podają, że nie znaleziono jego zwłok, zatem dziennikarze pozwolili sobie na logiczne rozumowanie: nie można przeżyć upadku oraz (jeśli cudem przetrwał) parodniowego przebywania w podbiegunowym klimacie. Ale nasza Temida nie wykazuje równie logicznego myślenia. Okazuje się, że w prawie nie mają większego znaczenia fakty i logika. Wydarzenie ma miejsce, jeśli ktoś złoży wiarygodne doniesienie albo znajdą się nagrania kompromitujące przestępcę. Wszelkie molestowania urzędniczek, dręczenia nauczycieli, pobicia podejrzanych nie byłyby ujawnione, gdyby nie nagrania (często dokonane przez samych... przestępców!). Demokratyczny system prawny nie dopuszcza choćby aresztowania na parę dni o suchym pysku. Wówczas większość studentów i emerytów od razu by się przyznała i poseł okazałby się kłamcą, czyli osobą niegodną zaufania publicznego. Nasi obywatele wiedzą, że prawo może im skoczyć na pukiel, jeśli się nie przyznają, a przyznać się ani myślą, bowiem mają już ciekawe a ciepłe posadki, co jest także całkowitym zbiegiem okoliczności... I tak właśnie Polacy robią w palikonia swoich rodaków.
Przy okazji - być może błędnie oceniamy studenta czy emeryta, który albo przymiera głodem i wspomaga ulubionego reprezentanta narodu, albo jest całkiem dobrze sytuowany i tym bardziej wspomaga. Pewnie nie są to ci sami studenci i emeryci, którzy walczą o ulgowe bilety i inne przywileje... A może poddadzą się badaniu wykrywaczem kłamstw, co szybko zakończy tą całą błazenadę?
Przerażająca jest konstatacja, że szereg osób w Polsce, które otrzymały (a właściwie załatwiły) stanowiska (tu - poseł oraz urzędnicy) żyją sobie coraz lepiej dzięki fałszerstwu, są sławni, są kimś i nie mają problemów z pracą.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Konferencja Przeciw Bezprawiu
|
|
|
08.04.2009.
W Warszawie 4.04.2009 r. odbyła się Ogólnopolska Konferencja Stowarzyszeń i Organizacji Osób Pokrzywdzonych pod hasłem: "Mamy dość bezprawia prokuratorów i sędziów".
Uczestnicy zwrócili się z apelem do Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego Andrzeja Czumy z apelem wspólnego spotkania reprezentantów zgromadzonych stowarzyszeń.
Na spotkaniu przedstawią dowody z dokumentów o fałszowaniu, kradzieży i przerabianiu akt śledztw i akt sądowych, udowodnią fałszowanie protokołów przesłuchań prokuratorskich oraz protokołów sądowych.
Podkreślają, że spotkanie z Ministrem Sprawiedliwości jest konieczne, bo wszelkie pisemne skargi do Biura Skarg Ministerstwa Sprawiedliwości są bezowocne i lekceważone.
Wszczyna się postępowania dyscyplinarne wobec prokuratorów, którzy wykryli fałszowanie akt w tym nawet akt wewnętrznych prokuratury.
Dokumenty przedstawiciele stowarzyszeń przedstawią` wyłącznie bezpośrednio Panu Ministrowi Andrzejowi Czumie, bowiem w innym przypadku mogą one zniknąć.
Spotkania z organizacjami pozarządowymi, walczącymi z bezprawiem winny być cykliczne, co najmniej jeden raz na kwartał.
Minister spotykając się z organizacjami pozarządowymi, będzie mógł poznać patologie wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania
W Polsce nagminnie łamane są art. Konstytucji RP a także art. Kodeksu Postępowania Karnego.
Złożone w 2007 r. w Ministerstwie Sprawiedliwości, wnioski są lekceważone, a powinny zatrzymać panujące bezprawie i bezkarność funkcjonariuszy państwowych.
Sygnatariusze apelu:
1.Stowarzyszenie Przeciw Bezprawiu, 43-300 Bielsko-Biała, ul. Iglasta 28, Jerzy Jachnik
2.Stowarzyszenie "Lex" 90-406 Łódź, ul. Próchnika 1, Włodzimierz Kostecki, Dariusz Wolniakowski
3.Stowarzyszenie Rozwoju i Obrony Polski, 30-074 Rzeszów, ul. Piłsudskiego 8-10, Andrzej Klimek
4.Społeczny Komitet Obrony Praw Człowieka, 98-300 Wieluń, ul. Królewska 1, Eugeniusz Więckowski
5.Obywatelska Grupa Inicjatywna, 59-200 Lubin, ul. Leszczynowa 13/3, Elżbieta Czerwińska-Lichacz
6.Ogólnopolskie Zrzeszenie Emerytów i Rencistów, 42-200 Częstochowa, ul. NMP 2, Henryk Kosow, Zofia Związek
7.Stowarzyszenie Lokalna Grupa Przeciw Korupcji, 42-200 Częstochowa, ul. Sikorskiego 124, Tadeusz Grzesiak
8. Krajowy Związek Lokatorów i Spółdzielców, 02-785 Warszawa, ul. Wiolinowa 2a, Jaromir Gazy
9. Stowarzyszenie Liga Nyska, 48-304 Nysa, ul. Pródnicka 3, Janusz Sanocki
10. Krajowy Związek Lokatorów i Spółdzielców OT Koszalin, 75-452 Koszalin, ul. Jana Pawła II Nr 7, m. 30, Ewa Dzięcielska
11. Stowarzyszenie na Rzecz Dialogu Społecznego, 06-100 Pułtusk, ul. Lenartowicza 5, Tadeusz Bednarczyk
12. Komitet Społeczny im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, 06-400 Ciechanów, ul. 11-go Listopada 4, Dariusz Wernicki
13. Pełnomocnik Stowarzyszenia przeciw Bezprawiu w Szczecinie, 70-415 Szczecin, Al. Papieża Jana Pawła II Nr 11/1a, Marek Stępień, Anatol Tyszkiewicz
14. Stowarzyszenie Przeciw Bezprawiu - oddział Katowice, 40-927 Katowice, ul. Sowińskiego 1/30, Krzysztof Musialski
15. Stowarzyszenie Przeciw Bezprawiu - oddział Wrocław , 53-333 Wrocław, ul. Powstańców Sl±kich 82/53, Marian Swiatowski
16. Stowarzyszenie Centrum Praw Ojca i Dziecka, 04-552 Warszawa, ul. Kościuszkowców 78 a/ 18, Ireneusz Dzierżęga
17. Stowarzyszenie na Rzecz Równouprawnienia i Poszanowania Prawa, 01-114 Warszawa, ul. Okocimska 4/61, Andrzej Słonawski, Wojciech Czajkowski
Stowarzyszenie "Przeciw bezprawiu"
|
|
|
20.03.2009.
Wywiad z założycielem Jerzym Jachnik z Bielska Białej.
Red. Trzy lata temu zostało założone stowarzyszenie "Przeciw bezprawiu". Co chcecie dzięki stowarzyszeniu osiągnąć?
J.J. Przede wszystkim chcemy, aby człowiek na sali sądowej czy w prokuraturze, czuł się godnie. Żeby mu przybliżyć faktyczn±
sprawiedliwość, bo jej nie ma.
Wchodzimy na salę rozpraw, wspomagamy się wzajemnie na rozprawach, nagrywamy te rozprawy i porównujemy je. Widzimy, że w
protokule rozprawy jest co innego, a ze zdarzenia co innego.
Red. Co w związku z tym robicie?
J.J. Piszemy wnioski o sprostowanie protokołu. Uświadamiamy ludziom ich
prawa procesowe, że mogą pisać te wnioski, bo jak nie napiszą wniosku o
sprostowanie, to sąd przyjmuje protokoły jako prawdziwe.
Red. Czy uważacie, że to zjawisko występuje w całej Polsce?
J.J. Oczywiście że tak. TO jest republika bananowa, republika bezprawia. Narzekamy na Białoruś, na Chiny, ale u nas nie jest
inaczej.
Red. Czy widzicie głębsze przyczyny tego negatywnego zjawiska?
J.J. One wynikają z tego, że prawem rządzi polityka.
Red. W czym to się przejawia?
J.J. Że prawem rządzi polityka? Że lobbuje się i ustawia przepisy w ten sposób, żeby wielomilionowi oszuści nie ponosili konsekwencji prawnych. Czyli inaczej, żeby politycy mogli się wzbogacać na
złodziejstwie.
Red. A czy może być również taka przyczyna, że sądem rządzi strach?
W Szczecinie zabito córkę wojewódzkiego komendanta policji, bo się komuś
nie podobał. Został również zabity szef głównej Komendy policji. Także
sędzia Piwnik musiała mieć ochronę przed zemstą gangsterów. Czy to nie
wpływa na oceny i wydawanie wyroków przez sądy, bo sędziowe boją się,
czują się zagrożeni...
J.J. To są dwie sprawy. Pierwsza - to etap prokuratorski. Prokuratura od
Okrągłego Stołu spełnia rolę policji politycznej, powiedzmy inaczej,
spełnia rolę służby bezpieczeństwa. To jest instytucja która działa na
zlecenie polityczne. To co prokuratura
wysmaży sądowi w akcie oskarżenia potem sąd w większości akceptuje.
A to są nie mające nic wspólnego z prawem oskarżenia niewinnych ludzi.
Tak się jakoś składa, jest w Polsce taki zwyczaj, że złodziei się
uniewinnia, a niewinnych ludzi się oskarża. I co najgorsze, sądy to
klepią.
Red. Czy to zjawisko nie występuje także w sprawach cywilnych? Jakaś
osoba żąda odszkodowań od osób, które są powiązane z mafią i sąd
przyznaje rację nie temu, kto został skrzywdzony. Oddala powództwo, nie
chce się narazić układom mafijnym. Odala powództwo
ze strachu przed mafią!
J.J. Pojęcie strachu w sądach napewno istnieje. To nie ulega
wątpliwości. To nawet widać na przykładzie sądów karnychm, gdzie
się losuje sędziów do spraw mafijnych.
W cywilnych sprawach
jest trochę inaczej, Osoba składająca pozew, zgodnie z prawem
polskim - musi wykazać rację.
Często zdaża się tak, w procesach sądowych cywilnych, że strona, nawet
mająca rację, proces przegrywa.
Dlatego przegrywa, że ma niedużą
świadomość prawną. Nie wie, że to ona musi wykazać dowody a oczekuje, że
to sąd wykaże. A sąd ma to zabronione, szczególnie w sprawach gospodarczych.
Red. Ale są przykłady, że sądy oddalają dowody, zamiast je rozpatrzyć i dopuścić do rozprawy.
J.J. To nie są przypadki, to w znacznym stopniu jest regułą.
Problem polega na tym, że sąd czyta pozew, czyta także odpowiedź na pozew, i ma już określoną linię rozstrzygnięcia. I pod tę linię rowadzi przesłuchanie stron. I to jest błędne założenie. Rozumiem, że
akta się czyta i ma się jakąś koncepcję. Ale po to się słucha stron i po to się ocenia składane wnioski żeby umieć ten
swój ci±g myśli skorygować, gdy zajdzie potrzeba. A sądy to niechętnie czynią.
Red. Czy jest możliwość uzdrowienia sytuacji w której sędziowie są stronniczy. Przykład choćby lepperowej seksafery, w której
przetrzymywany wiele lat w areszcie Łyżwiński, a dowodów, że jest
niesłusznie w areszcie trzymanym, wogóle się nie dopuszcza do sądu.
J.J. W tej sprawie nie będę się wypowiadać z tego względu, że aby się
wypowiedzieć na temat konkretnej sprawy, to trzeba przeczytać akta. Ja
ten temat znam wyłącznie ze środków medialnych. Jak media sprzedają
ludziom informację, wszyscy wiemy.
Red. Czy do waszego stowarzyszenia zgłaszają się ludzie mówiąc:
zostaliśmy skrzywdzeni przez sądy.
J.J. My wszyscy jesteśmy - w naszym przekonaniu - skrzywdzeni przez
sądy. Każdy z nas uważa, że w jego sprawie sądowej doszło do
niesprawiedliwości, w procesie karnym, cywilnym, bądź w ZUSie.
Red. Jak można uzdrowić tę sytuację? Jakiś bezpiecznik trzeba znaleźć...
J.J. Jest kilka artykułów: jeden to wniosek o wyłączenie sędziego. To
teoretyczny artykuł, ale w praktyce żaden sąd go nie uwzględnia.
Red. Ale za komuny go uwzględniano.
J.J. Mnie też kilkakrotnie w tamtych czasach udawało się sędziego wyłączyć. Mówimy o regule, nie o przypadkach. I reguła była
taka - trudno jest aby koledzy dopuszczali do wyłączenia swojego
kolegi. Z tego powodu ten przepis - średnio - jest martwy. W
pojedyńczych przypadkach może funkcjonuje, ale zawsze za mało.
Druga rzecz, to haslo przewodnie naszego stowarzyszenia, prawo do
nagrywania rozpraw, prawo do nagrywania przesłuchań.
Red. Jawność?
J.J. Bo co się dzieje. Dzieje się tak, że
później
protokół kompletnie
nie oddaje przebiegu rozprawy. Kiedy pisze się wniosek o
sprostowanie protokółu, to sąd go oddala. Mało tego, często sąd wniosek
oddala nawet wtedy, gdy sądowi się przekazuje nagranie. Wtedy wychodzi
arogancja sędziów, kompletna bezkarność i brak obiektywności.
Red. Czy nie powinno być tak, że sędzia który wykazał stronniczość,
powinien zostać odsunięty od pracy w organach związanych z prawem?
Nawet nie powinien prowadzić biura pisania podań do sądów czy
prokuratury. Czy nie powinna być taka kara,która uzdrowiłaby polskie sądy?
J.J. Taki przepis jest. Każdy chwycony na gorącym uczynku, sędzia
czy prokurator, podlega ustawie z kodeksu postępowania karnego. W tym
momencie nie chroni go immunitet. Naomiast problem jest w tym, że
przepis ten jest wogóle nie stosowany.
Red. Jak spowodować, żeby był stosowany?
J.J. To jest właśnie problem, To jest rola dla stowarzyszeń, żeby
wywierały presję, ażeby prawo było przestrzegane.
Red. Na kogo presję? Przecież sądy odrzucają te wnioski.
J.J. Gdy rozpoczynaliśmy wojnę z wymiarem sprawiedliwości jako
stowarzyszenie, to nie można bylo wejść na rozprawę, sprawę nie można
było nagrywać, wszystko było na NIE! Teraz sądy kupiły sobie
magnetofony, już te tabu jakbyśmy złamali i w dużym stopniu sądy w
Bielsku zgadzają się na nagrywanie. Ale np. w Katowicach nie chcą
wpuścić legalnie działającej organizacji lub stowarzyszenia na jawną
rozprawę. To nie prawo jest złe - to stosowanie prawa jest złe.
Red. A nie powinno być karalne złe stosowanie prawa?
J.J. Powinno być karalne, i jest przewidziana kara za to. My nie
możemy zarzucać, że prawa nie ma. Prawo jest, tylko że nie jest
stosowane.
Red. Ale jeżeli ludzie, często celowo nie stosują się do przepisów
prawnych, celowo łamią prawo i nie ma żadnych sankcji na nich, to
można wysnuć wniosek, że nad nimi jest rozpięty parasol ochronny.
J.J. Powiem o dwóch przypadkach.
Pamiętamy o chłopaku, który został zamknięty na 30 dni za podrobienie
legitymacji szkolnej. To był głośny przypadek w Polsce. Było to
nonsensem, ale prokurator uważał, że podrobienie podpisu podlega karze.
Natomiast mamy drugi przypadek, że człowiek podrabiający faktury
watowskie, oficjalne dokumenty,prowadząc podwójną księgowość, za 30
milionów, i nikt go nie zatrzymuje, ma się świetnie, czeka aż się
przedawnią zarzuty i tutaj nie ma groźnego przestępstwa.
Red. Jest tam parasol ochronny?
J.J. Tym parasolem ochronnym są proteksje polityczne i kasa. To
jest oczywiste i nie trzeba się domyślać.
Red. W takim razie trzeba szukać dalej, jakie powinno być rozwiązanie,
żeby to zjawisko zniknęło z życia publicznego.
J.J. Ogólnopolski ruch obywatelski. Nie zmienimy złego systemu, jeśli w
Polsce nie wzrośnie świadomość prawna obywatela. Jeśli w Polsce nie
będzie wzajemnej pomocy obywatelskiej. Będzie to tak długo trwało, jak
długo Polacy będą mówić: ach, co mnie tam. Ja jestem poza sądem, ja nie
mam żadnej sprawy sądowej, to mnie nie
obchodzi. Nie wie o tym, że jutro może jechać samochodem, mieć
wypadek i znajdzie się w sądzie. Przeżyje horror jak będzie widział,
co się w sądzie dzieje.
Red. Jak wchodzicie na salę sądową?
J.J. Na salę rozpraw wchodzimy w naszych strojach organizacyjnych,
koszulkach, na których pisze, żeby każdy sędzia mógł sobie zobaczyć:
oczekujemy uczciwości i sprawiedliwości. Duże litery ok.5-6 cm wysokie,
koszulki czerwone, napisy żółte dobrze widoczne.
Inne miasta mają koszulki w innym kolorze. Kolor różny dla innego
miasta, po to, że gdy będzie pikieta w centralnych miastach lub
Warszawie, wtedy wiemy - kto jest sk±d. Bo zawsze może się ktoś
przyczepić. Ja nie jestem w stanie każdego znać, wszystkich osób.
Odpowiadam jako organizator, a może się znaleźć po prostu psuj.
Od redakcji
p.s.
Szukać kontaktów obywatelskich
Punkt przyjęć:
43-300 Bielsko - Biała
ul. Stojałowskiego 46
tel./fax: 0 33 499 27 91
II piętro p. 26
codziennie w godz. 17 - 18
Adres do korespondencji:
43-300 Bielsko-Biała
ul. Iglasta 28
email: info@aferyibezprawie.org
Dopłata zgodna z zasadami Unii?
|
|
|
15.03.2009.
Od kilkunastu dni jest głośno o dopłatach niemieckiego rządu do aut kupowanych w Niemczech przez Niemców. I tu powstaje problem natury prawnej, wszak nasze stocznie upadają, ponieważ nie można do nich dopłacać. Ale do samochodów można?
To nasz rząd nie może ogłosić, że każdy nabywca statku spełniającego nowoczesne normy ekologiczne, otrzyma dopłatę do kupowanego u nas statku? Do auta można dopłacać, zaś do statku nie?! Gdzie tu logika i (unijna) sprawiedliwość?
Ale jest i drugi problem. Prawdopodobnie dopłatę do auta kupionego w Niemczech otrzyma tylko Niemiec lub cudzoziemiec o tamtejszym stałym miejscu zamieszkania. Zgodnie z unijnymi zasadami, których istotę spróbujmy zrozumieć, to dodatek powinien otrzymać każdy nabywca auta w Niemczech, niezależnie od miejsca zamieszkania, a na pewno mieszkaniec Unii Europejskiej. I dopłaty powinny być stosowane do niemieckich aut sprzedawanych w innych państwach należących do UE.
Jeśli jednak tak się nie stanie, to Niemcy dają przykład, w jakiś sposób można pomagać własnym obywatelom, zaś ignorować pozostałych mieszkańców Unii. Otóż my możemy sprzedawać cukier, piwo, czy mieszkania z rządową dopłatą, ale tylko dla polskich obywateli (i to raczej z pojedynczym obywatelstwem). Oczywiście, należy dopracować pomysł i powołać się na ekologię, ekonomię albo patriotyzm. W końcu każdy poważny powód jest godny poparcia, także materialnego. Wszyscy polscy obywatele uważaj±cy się za patriotów mogliby otrzymywać rz±dową pomoc przy nabywaniu wyrobów z polskich fabryk oraz dopłaty do biletów do muzeów i do kin wyświetlających polskie filmy - to na dobry początek.
Skąd wziąć środki na dopłaty?
Majątki defraudantów i innych oszustów powinny być przejęte na rzecz Skarbu Państwa. Codziennie media donoszą o takich cwaniakach. Wieloletnie wyroki ogłaszane wobec nich powinny być łagodzone po oddaniu zawłaszczonych kwot oraz po wniesieniu opłaty (wykupne) przewidzianej (nowym) prawem (opłata za każdy dzień zmniejszenia czasu odosobnienia, ale nie mniej niż o połowę z zasądzonego wyroku). Ponadto więźniowie powinni płacić za pobyt w swoich celach. Należy znacjonalizować wszystkie kopalnie, rafinerie i elektrownie. Zyski osiągane w branżach bogactw naturalnych powinny służyć wszystkim Polakom, nie zaś tylko udziałowcom i spekulantom.
Nasi prawnicy powinni zatem ocenić, czy dopłaty stosowane w Niemczech (w obecnej postaci) są legalne w świetle unijnych przepisów.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
od redakcji
w internecie program www.przyslosc.net odpowiada przedstawionym w/w tezom.
W wyniku złych nauczycieli
|
|
|
07.03.2009.
Kara śmierci za złe naprowadzenie ataków lotniczych.
W wyniku złych map siły USA zniszczyły obiekty cywilne.
Taka dziwaczna a jednak dramatyczna informacja krążyła przez parę godzin 1 marca 2009 u dołu ekranu. Emitowała ją TVN24. Kilkanaście słów i żadnego wyjaśnienia... Sąd którego państwa był aż tak surowy? Kto i ile osób otrzymało aż tak drakoński wyrok - żołnierze afgańscy, czy amerykańscy? A może fachowcy od map, którzy błędnie je sporządzili?
Albo jakiś sabotażysta podmienił
"dobre" mapy na "złe"?
Oczywiście, surowość wyroku spycha na dalszy plan rozważania językowe, wszak cóż to jest "zła mapa"? Na płotach widujemy tabliczki "Uwaga - zły pies!" (zapewne gryzie obcych albo obcy mają tak myśleć, aby nie kombinować przy furtce albo przy płocie, zwłaszcza niskim i bez "kolczatek"). W medialnych dyskusjach słyszymy określenia "zły polityk" i mniej więcej wiemy o co chodzi - opozycja go tak określa, zatem jest zły a dokładniej - dla niej jest zły. Mamy także złe zbiory, poglądy, podatki, taryfikatory płacowe, położenie geopolityczne. Wielu ma złych rodziców, no i oczywiście złe kobiety są wszystkiemu winne, ponieważ rozbijają małżeństwa dobrym panom. Niektórzy mają złą krew.
Stare mapy - widać ich całkowitą ułomność, jednak są to drogocenne rarytasy i nikt nie nazywa ich złymi mapami, choć na ich podstawie trafilibyśmy znacznie gorzej, niż niejedni użytkownicy urządzeń GPS, którzy wjeżdżali już do rozmaitych polskich bajor.
Za co zatem kara śmierci? Za złe naprowadzanie ataków? A nasze lądowe naprowadzanie ataków w afgańskiej wiosce Nangar Khel było złe czy dobre? I cóż to za "w wyniku złych map..."? A jeśli "w wyniku złych meteorologicznych map" zginie kilka osób podróżujących naszymi drogami albo rozbije się samolot z pasażerami, to można otrzymać dożywocie? W którym sądzie? A jeśli ktoś "w wyniku złych nauczycieli" zostanie pisarzem?
Dzień wcześniej prezenter Superstacji prowadził wywiad (awaryjne lądowanie helikoptera) z rzecznikiem prasowym wojska (w randze podpułkownika) i parokrotnie zwracał się do niego "panie podpułkowniku!". Czyżby nie wiedział, że do wicepremiera, wiceprezesa, czy podchorążego (i do podpułkownika) zwracamy się z pominięciem przedrostka?
2 marca na stronie http://www.tvn24.pl/-1,1588850,0,1,-f5-zbrodnia-na-plebani,wiadomosc.html popełniono błąd w pisowni plebani, tak w linku, jak i w tytule "Zbrodnia na plebani" oraz w notce - "Także na plebani został zasztyletowany duchowny", mimo że na załączonym filmiku widać poprawną formę... plebanii. Gdyby jednak zechciano realizować tematy o gubernii oraz o Kaliforni, to lepiej byłoby o... guberni oraz o Kalifornii.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Kryzys światowy - ale nie w Polsce?
Bo nie ma elektrowni atomowych
|
|
|
13.02.2009.
Premier Donald Tusk powiedział w piątek, że światowy kryzys
gospodarczy jest "na pewno większy niż ktokolwiek się
spodziewał", choć - jak zaznaczył - "sytuacja w Polsce jest
relatywnie lepsza niż w innych państwach".
Kryzys jest na pewno większy niż ktokolwiek się spodziewał,
ale z całą pewnością polski rząd nie jest winny jakiejś
jakościowo innej sytuacji, niż rządy wszystkich bez wyjątku
krajów - mówił szef rządu dziennikarzom w Sejmie, pytany czy
kryzys w gospodarce jest większy, czy mniejszy niż się
spodziewał.
Jak dodał, rozmiary i głębokość tego kryzysu "są zaskakujące
dla wszystkich bez wyjątku". Jednak - zdaniem Tuska -
"sytuacja w Polsce jest relatywnie lepsza niż w innych
państwach". "O tym mówiliśmy i to mogę dzisiaj potwierdzić.
Wszystkie dane dotyczące krajów europejskich, w tym dzisiejsze
dane dotyczące wzrostów w takich krajach jak Niemcy, czy
Francja, pokazują, że sytuacja Polski relatywnie nie jest
najgorsza - ocenił premier.
Specjalnie przytoczyliśmy słowa pana Premiera, aby uwypuklić,
że kryzys światowy nas nie dotknął. Dlaczego? - prosimy
postawić się w zawodzie np.szewca, rzemieślnika. Uciążliwie pracuje, pobiera od klientów pieniądze za wykonaną pracę, starannie dzieli gotówkę na cztery części. Jedną część zostawia sobie, utrzymanie warsztatu, dzieci, rodziny, a trzy czwarte pieniędzy - z bólem serca, ze łzami w oczach, wrzuca do kanalizacji.
Tak wyglądają finanse krajów, które wprowadziły u siebie atomowe elektrownie. Tylko ofiarności naszego społeczeństwa udało się przed 20 laty zablokować budowę elektrowni atomowej w Polsce. Bo produkcja 1 kilowatogodziny z atomu jest aż 40 razy droższa od produkcji kilowatogodziny z elektrowni opalanej gazem, lub węglem.
Wówczas spotkała się polska młodzież w Gdańsku i zaczęła strajk głodowy: umrzemy, a nie dopuścimy do tej budowy. I wygrali!
Dzięki nim - nie ma w Polsce kryzysu finansowego. Jest kryzys myślowy, kryzys uczuć, kryzys ekologiczny, ale kryzysu finansowego nie ma. Nawet nasz narodowy bank pomógł finansowo Islandii, dając jej miliardową pomoc finansową.
Szkoda, że premier Tusk i prezydent państwa Kaczyński nie potrafią przegonić "ekspertów" energetycznych, mających nie dobro kraju na względzie, nie dobro budżetu państwa, który powinien być traktowany jak świętość - ale mających na celu tylko dobro własnych interesów... Szkoda.
|
|
27.01.2009.
Pewna obrotna japońska gospodyni ukrywała miliony przed fiskusem. Wprawdzie jen to tylko 3 - 4 grosze, ale zarobiła 400 milionów jenów (około 3,5 miliona dolarów) dzięki inwestycjom na rynku walutowym Forex i została ukarana za uchylanie się od płacenia podatku.
60-letnia Yukiko Ikebe otrzymała karę więzienia w zawieszeniu oraz grzywnę w wysokości 34 mln jenów (8,5% zysku). Chcąc uniknąć płacenia podatku, owa pani posługiwała się nazwiskami swoich krewnych, aby jej zarobki wydawały się mniejsze.
Uważała, że płacenie przez nią podatku od zysku jest niesprawiedliwe, ponieważ w niektórych latach ponosiła straty. Wydawała pieniądze na kimona i biżuterię (też coś...). W ciągu ostatnich lat inwestycje na rynku walutowym stały się bardziej popularne w Japonii, gdzie niskie stopy procentowe skłoniły prywatnych inwestorów do poszukiwania nowych źródeł zysku.
Czy w ramach budowy drugiej Japonii mamy już naszą polską gosposię, która jest aż tak obrotna? Gdyby była 3 razy młodsza i byłaby także obrotna przez kolejne 40 lat (podobnie do japońskiej sześćdziesięciolatki), to i tak by nie osiągnęła takich zysków nawet w dziedzinie, którą to tak łatwo przypisują naszym paniom (goszczącym na Wyspach Brytyjskich) niegrzeczni a grzeszni dziennikarze z tych wysp.
Nie zapominajmy, że przeciętny Polak przez całe życie zarabia ok. milion(a) złotych (przy dzisiejszych zarobkach).
Może wspomnianą Japonkę zaprosimy do nas i zaproponujemy jej stanowisko rządowego doradcy? Albo przy związkach zawodowych, aby radziła naszym górnikom, stoczniowcom i nauczycielom - w co lokować skromne oszczędności wydarte z płacy?
Dlaczego Amerykanie, Kanadzi, Bryci, Szwedzi, Duni, Francuzi i Japoni podają dane przestępców podatkowych, zaś u nas ten zwyczaj jest nieznany? Czy ktoś czytał (z nazwiska) o polskim gospodarzu, kelnerze, lekarzu, profesorze, który zarobił na rynku walutowym 10 mln zł i otrzymał wyrok za machlojki podatkowe? U nas sąd musi wydać zgodę na publikację danych (a czasami nie daje nawet po prawomocnym wyroku), w innych państwach decyzję podejmuje redakcja w zgodzie z tamtejszym prawem.
Czy cudzoziemiec, którego dane podały polskie media, ma szansę wygrać proces o zniesławienie? Ile mógłby na tym zarobić? Czy choć na bilet lotniczy w obie strony? Czy podawanie obcych danych i niepodawanie danych naszych rodaków nie jest dziwnym rodzajem prawnej (zalegalizowanej) hipokryzji?
Mirosław Naleziński, Gdynia
Wielka orkiestra świątecznej pomocy
|
|
|
11.01.2009.
Dzisiejsza mroźna polska niedziela pełna biegających młodych ludzi, nawet dzieci. Pomimo ostrego zimna, żarliwie zbierają pieniądze do puszek. Niektórzy z nieśmiałym uśmiechem wyciągają przed siebie puszkę, inni z drapieżnym błyskiem w oczach - po prostu tygrysy - śmigają ulicami od jednej grupki ludzkiej do drugiej. Często bez czapek, mimo dużego mrozu, szczypiącego policzki i uszy, naklejają czerwone serca na zimowe odzienia.
Zbierają na dzieci chorujące na raka, straszn± chorobę związaną z cywilizacją...
Zbieracze nie wiedzą, że jedna czwarta z nich, z tych żarliwych, z własną ofiarnością, własnym czasem, własnymi późniejszymi katarami, a niektórzy porządnymi zaziębieniami, nie zdają sobie sprawy, że to z nich jedna czwarta będzie umierać na raka.
Bo bardzo wielu ludzi dobrej woli, zwykłych, zwyczajnych, a także związanych z medycyną, pielegniarek i lekarzy, którzy ze wszystkich sił starają się walczyć z rakiem, są wobec przyczyn raka bezmyślnie obojetni. Nie ma w tym środowisku osób, które by mówiły: przerwijmy zachorowanie na raka! Róbmy coś aby tego złego raka nie było! Róbmy coś, aby społeczeństwo, a zwłaszcza nasze dzieci uwolnić od przyszłej choroby rakowej i śmierci rakowej.
Trudno znaleźć chętnych do walki z przyczynami chorób. Kilka lat temu prosiłem o spotkanie z posłem, członkiem komisji sejmowej d/s zdrowia.
Panie pośle - mówiłem, - nasze stowarzyszenie ekologiczne chce w podstawowej szkole przeprowadzić badania zachorowalności dzieci na tle ekologicznym. W jednej klasie - 2a - usuniemy jarzeniówki, zamontujemy dawne oświetlenie starych żarówek. W klasie 2b zostawimy jarzeniówki.
Potrzebna nam pomoc lekarzy. W której klasie dzieci lepiej pamiętają lekcje, bo niektórzy nauczyciele zauważają, że dzieci mają płytką pamięć, gorliwie wyciągają paluszki w trakcie lekcji, ale gdy pytamy o czym było - niewiele dzieci pamięta.
Chcemy dowiedzieć się, w której klasie występują częściej: absencja chorobowa, bóle głowy, zaburzenie widzenia, agresja, zakłócenie krążenia etc.
Proszę pana - odpowiedział poseł, członek komisji sejmowej d/s zdrowia.
- Na takie rzeczy nie mam czasu. Mam praktykę prywatną, dużo pracy w sejmie. Po prostu nie mam czasu.
Trudno jest zapobiegać chorobie rakowej...
Jacek Kwiatkowski Redaktor Naczelny.
Najlepsze życzenia dla rachunku sumienia
|
|
|
24.12.2008.
Kończy się rok, do Nowego tylko parę dni. Wszyscy składają sobie życzenia, zdrowia, szczęścia, pomyślności. Przyłączamy się do tych życzeń, ale dodajemy, aby każdy przy okazji zajrzał w głąb siebie, co zrobił pożytecznego dla Polski.
Nie dla siebie, a dla Polski.
Dlaczego tak wiele dzieci zaczyna chorować na cukrzycę ? - pomyślmy o nich i weźmy pod uwagę konieczność zwrócenia myśli także na konieczność poprawy środowiska naturalnego.
Bo z jego zakłócenia coraz więcej dzieci choruje na cukrzycę, a także na inne choroby związane z bezmyślną cywilizacją.
Pomyślmy...
Szczęść Boże. Szczęśliwego Nowego Roku 2009 !
Redakcja
Zasiarczony węgiel i stan wojenny
|
|
|
13.12.2008.
Byłem w Nigerii podczas wojny domowej, rok 1969. Nasz polski statek przypłynął z towarami do portu Lagos. Zaciemnienie. Samoloty bombardowały pobliskie magazyny. Byłem marynarzem.
Któregoś dnia była zacięta bitwa. Na polu leżały ciała bez nóg i rąk - nie bierzemy jeńców. 80 tysięcy zawziętych, skłóconych ludzi.
Grupa finansistów z krajów europejskich podburzyła plemiona Ibu i Hutu aby walczyły ze sobą, a chodziło o oderwanie najbogatszej części tego kraju, żeby nazywając się republiką Biafra, udostępnić finansistom złoża naftowe, i wszelkie bogactwa w ziemi, których tam jest naprawdę pełno.
Wreszcie rząd Nigerii stłumił wojnę domową, ale kraj był zrujnowany. Pojawiły się mafie.
Rząd Nigerii chciał stłumić głód. Zamówił olbrzymie ilości towarów i statki z całego świata przypływały pod rozładunek, ale Nigeria miała mało portów, i statki zaczęły stawać w pobliżu brzegów na kotwicach najpierw tygodniami, potem miesiącami. Armatorzy zarabiali olbrzymie kwoty, bo niepłynący statek, nie zużywający paliwa, miał zapłatę za postój jak za rejsową podróż.
Pojawiła się sprzyjająca okazja świetnego zarobku dla Polski. Tak jak niedawno rządził PIS, a obecnie Platforma, w tym czasie rządziła Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, do niej więc, do Wydziału związanego z morskimi sprawami napisałem:
przy brzegach Nigerii stoją statki z towarami zamówionymi przez rząd nigeryjski. Mam pomysł, jak na tym zarobić. Budżet kraju się wzbogaci na kwotę - o ile pamiętam - kilkaset milionów dolarów.
Wkrótce otrzymałem zaproszenie do spotkania. Jak się okazało - było to pismo od człowieka, o którym warto napisać.
Gdy Polska starała się wyzwolić spod dominacji Związku Radzieckiego, i Gomułka - późniejszy I sekretarz partii - wyszedł z kilkuletniego więzienia, bo chciał wprowadzić w Polsce system dwupartyjny, wtedy na polskich brzegach, pojawiły się radzieckie okręty wojenne.
Wycelowały lufy na Gdynię, Gdańsk i czekały na rozkaz i rozwój wypadków.
Wszyscy się zlękli, a jeden człowiek - nie. Był to zastępca Dowódcy Marynarki Wojennej, zastępca do spraw polityczno-wychowawczych, który - z pewnością za cichą aprobatą swego dowódcy, wydał rozkaz wyjścia z baz wojennych naszym okrętom. Okrętom małym, nielicznym, kiepsko uzbrojonym.
Otrzymały rozkaz stanięcia naprzeciw okrętów radzieckich. Wycelować lufy na okręty radzieckie. Karły przeciw olbrzymom.
Strzelać na rozkaz!!!
Gomułka wyszedłszy z więzienia zaczął ugodowo rozmawiać z Moskwą, uspokoił nastroje, okręty radzieckie wróciły do swoich portów, a człowiek który wydał antyradziecki rozkaz został wywalony z Marynarki Wojennej. Po cichu wszyscy mu gratulowali odwagi i jako uznany patriota, dobry fachowiec morski, został zatrudniony właśnie w Komitecie Centralnym partii. Do niego trafił mój list w sprawie wzbogacenia polskiego budżetu.
W Komitecie Centralnym przedłożyłem mu projekt:
U brzegów Nigerii statki z całego świata kołyszą się na kotwicach z pełnymi ładowniami. Nie ma ich kto rozładować, bo dźwigów bardzo mało. Wyślemy nasze barki śródlądowe - a mamy ich wiele na naszych rzekach. Statki morskie przy masztach mają bomy, takie swoje dźwigi. Ze statków na polskie barki przerzucać będziemy towary, transportować rzekami wgłąb Nigerii - zarobek murowany!
Projekt dobry, obliczenia właściwe, proszę się skontaktować wkrótce.
Po kilku dniach przyjechałem do Warszawy i dowiedziałem się, że projekt będzie rozpatrywany na posiedzeniu Biura Politycznego. Dobra nasza - ucieszyłem się - wygramy pieniądze dla budżetu. Mam przyjechać za tydzień.
Przyjechałem. Maszeruję korytarzami KC ufny, że sprawa dobra dla Polski tu się umocni. Wchodzę do pokoju - a tam smutna mina.
- Nie ma zgody!
- Jak to nie ma zgody? Dobra sprawa dla budżetu i nie ma zgody?
- Nie ma...
- Jak nie ma zgody, to idę do ambasady Nigerii, zaproponuję spółkę aby rozładować te statki.
- Proszę nigdzie nie chodzić. Ma być pan aresztowany gdy będzie pan robić coś samodzielnie w tej sprawie. Niech pan będzie ostrożny...
Po tygodniu prasa krajowa przedstawiła, że delegacja partyjno-rządowa Związku Radzieckiego przybyła do Nigerii na rozmowy gospodarcze.
Ale problemu długotrwałego czekania na rozładunek statków nie rozwiązano. Niektóre statki stały dwa lata.
Dziś, 13 grudnia, palę węglem w żelaznym piecu i gorzko żałuję, że Wojciech Jaruzelski był prezydentem Polski tylko od lipca 1989 r. do końca 1990 r.
Nie byłyby rozwalone polskie kopalnie. Byłby polski węgiel, niedrogi węgiel. Siedzę przy piecu w który załadowałem rosyjski węgiel, lub ukraiński, z trudem palący się zasiarczony węgiel, strach oddychać. Węgiel - jeden kg - 1 złoty. Kto w naszym kraju myśli o budżecie kraju?
W telewizji i radio są częste dyskusje. Co chwila słychać: proszę dać mi skończyć, proszę mi nie przerywać. Wszyscy się kłócą, bez szacunku dla drugiej osoby. Nikt nikogo nie szanuje i utopił by w łyżce wody. Chyba potrzebny będzie znowu stan wojenny, PIS i Platforma mogą zrobić wojnę domową, którą ...
(Jacek Kwiatkowski - miał dostać 4 lata więzienia za działalność)
Wykształcenie nie daje mądrości ale zmniejsza głupotę
Chcą nam zamknąć kopalnie wprowadzić elektrownie atomowe !!!
|
|
|
29.11.2008.
Na podstawie tekstu tygodnika "Przegląd"
artykułu: "Polsce braknie węgla" (z 20.10.2008)
Od kilku lat polscy politycy mają pełne usta alarmów o niebezpieczeństwie energetycznym, jakie nam grozi ze strony Rosji. Tymczasem mało który z nich interesuje się tym, że zagrożenie wynika z krajowej polityki wobec podstawowego żródła energii, jakim jest węgiel.
Po 1989 roku grupa "wybitnych ekspertów" postawiła tezę, że aby iść prężnie do przodu i dogonić inne kraje europejskie, należy skończyć z ciężkim przemysłem, w tym przede wszystkim z górnictwem. Argumentowano, że to studnia bez dna, w którą wpompowywać trzeba coraz większe pieniądze....
Podpierano się kłamliwie i tym, że to Unia nakazuje nam zamknąć kopalnie, bo nas tam nie przyjmą i będzie wstyd na całą Polskę.
Spełnieniem ich marzeń była polityka rządu Akcji Wyborczej "Solidarność", którego premierem został Jerzy Buzek, notabene ślązak. Wdrożony przez gabinet Buzka rządowy program "Reforma górnictwa" węgla kamiennego w latach 1998-2002" doprowadził do zamknięcia co drugiej kopalni, w tym tak nowoczesnej jak kopalnia Morcinek i tak potrzebnej jak kopalnia Dębieństwo, która miała ogromne zasoby wartościowego węgla koksuj±cego. Znawcy branży, wybitni esksperci apelowali do rządu: zastanówcie się, przemyślcie sprawę, bo zamknięcie kopalni nie jest podobne do zamknięcia piekarni. Rząd jednak był głuchy na tego typu wołania. AWS przy akceptacji swojej związkowej przybudówki, NSZZ "Solidarność", dopiął swego. Górnikom obiecano, że za odprawy będ± mogli założyć własne firmy i zarabiać krocie w utworzonych właśnie specjalnych strefach ekonomicznych.
Kilka kopalń dzięki protestom załóg udało się uratować. Chciano je także "zalać"i "zaorać", ale w późniejszym okresie. Likwidacja górnictwa weszła w zaawansowaną fazę. Zamykano szkoły górnicze, ośrodki kultury skierowane konkretnie do tej grupy zawodowej. Śląskowi wyrywano serce... Odrzucano prawdę, że w Polsce ogrzewać węglem jest najtaniej.
Inż. Marek Adamczak, także założyciel Wolnego Związku Zawodowego "Sierpień 80" - Daniel Podrzycki, profesorowie, działacze społeczni, alarmowali, błagali, pisali - nie likwidujcie kopalń, bo to się zemści - bez skutku. Mieli rację! Mylili się tzw. eksperci rządowi. A może działali z premedytacją? Bo wszędzie indziej (poza Niemcami) w analogicznym czasie rozbudowywano moce produkcyjne kopalń węgla kamiennego.
Kiedy w PRLu eksportowaliśmy węgiel, a górnicy w Barburkę dumnie paradowali w uroczystych mundurach - bo zarabiali i dla siebie i dla państwa - to dzisiaj węgiel trzeba sprowadzać za drogie pieni±dze z biedniutkiego budżetu, z Ukrainy, z rosyjskiego Uralu, z USA i Kolumbii.
Złe zarządzanie gospodarką spowodowane jest złym systemem podatkowym i złym systemem wyborczym. W dużo mniejszej Szwecji obywatele nie są oddzieleni od siebie tajemniczymi kurtynami zarobków, prawie we wszystkich państwach morskich są w portach szwedzkie domy marynarza. Szwedzi nie wywyższają się jedni nad drugimi. W naszym kraju jeden zarabia miesięcznie 950 tysięcy złotych, płaci niewielki podatek, resztę dla bezpieczeństwa lokuje hm...hm... Drugi nie ma na opłaty mieszkaniowe i owoce dla swoich wnuków. Bida.
Parlamentarzyści całkowicie odgrodzeni od społeczeństwa samochodami, nie pojadą autobusem, tramwajem, przestają mieć prawdziwy kontakt ze społeczeństwem. Że węgla nie ma? - skąd o tym mają wiedzieć? Przecież im ciepło.
Obecny premier Tusk, znając ten problem, zapowiadał w kampanii wyborczej wprowadzenie wyborów jednomandatowych, aby parlamentarzysta czuł oddech wyborcy za sobą. Ale o tej zapowiedzi zapomniał. A szkoda, bo czas nagli i niedługo wybory będą w starym stylu, marnotrawiąc energię społeczeństwa.
I aby jeszcze bardziej było nieszczęśliwie i jeszcze bardziej biednie, tzw. niby eksperci chcą dalej zamykać kopalnie i budować w kraju elektrownie atomowe. Gdy trwały w Polsce protesty przeciw el. atomowej w Żarnowcu koło Gdyni, wówczas młodzież, nawet dzieci zebrali się w uczelni gdańskiej i rozpoczęli głodówkę, i skarżyć się: my tu umieramy, a Wałęsa, który wyrósł na naszych grzbietach, Wałęsa, który mieszka obok, nie interesuje się czy nie umrzemy. Nie chcemy elektrowni atomowych.
Jedna elektrownia atomowa kosztuje 4 miliardy euro. Jest funkcjonalna 25-35 lat. Potem się ją zamyka, i trzeba ją pilnować około 5.000 lat, aby żadne dziecko w zabawie nie wlazło i nie napromieniowało się. Albo zrezygnować z obsady strażników i zabetonować ten wielki gmach, zostawiając wielką górę cementową dla przyszłych pokoleń. Czy to jest mądre? Dlaczego tej informacji się nie ujawnia?
W Polsce jest tylko nieliczna grupa ludzi, którzy martwią się stanem finansowym kraju. Rozumiem tych, co chcą wprowdzić elektrownie atomowe, bo 4-procentowa cicha prowizja za jedną elektrownię to 800 milionów euro na tajne konto. Ale Polska to także ludzie skromni i biedni, i nie można ich kosztem robić sobie fortun.
Przecież mamy pełno energii darmowej pod naszymi stopami. Możemy, tak jak ksiądz Tadeusz Rydzyk z Torunia, budować elektrociepłownię wydobywając gorącą wodę z ziemi. Jej budowa jest dużo tańsza, chroni środowisko i i dawać będzie prąd i ciepło w kaloryferach prawie za darmo. Nasi sąsiedzi Niemcy, robią głębokie odwierty i szukają gorących wód dla elektrowni geotermalnych. A nasi propagandyści chcą prowizji i oszukują prezydenta i premiera, że atom jest tańszy i bardziej zdrowy.
Czy rozmawiać z dziećmi o homoseksualiźmie?
|
|
|
26.11.2008.
To tytuł dyskusji toczonej w programie "Dzień dobry TVN" (23 listopada 2008). Goście i prowadz±cy roztrząsali modny (choć zainteresowanie publiki marszami równości cokolwiek przygasa) temat homoseksualizmu, który - jeśli zanadto traci powiew świeżości - jest podgrzewany przez kolejne wydarzenia, w tym literackie.
Tym razem omawiano bajkę o dwóch panach pingwinkach zakładających rodzinę (z powierzonego im jaja). Być może publikacja ta uprzyjaźni młodemu pokoleniu mniej radosne strony homoseksualizmu i spowoduje sympatyczniejsze nastawienie dorastaj±cego pokolenia wobec ludzi skrzywdzonych przez los (moim zdaniem mamy trzy rodzaje inwalidztwa - fizyczne, umysłowe i seksualne), zatem to pewien plus tej akcji.
Popierając ten literacki sposób krzewienia wiedzy, można jednak zaniepokoić się, czy za 20 lat statystyki nasze nie odnotują nie tylko obniżenia poziomu uprzedzenia do ludzi zmagających się z piętnem losu, ale także odnotuj procentowy wzrost osób deklarujących odmienność seksualną...
Idąc wszak zaproponowanym "bajkowym" tropem, można wydać bajki o wiewiórkach, które za ofiarowane orzeszki są gotowe podnosić kity przed przygodnie napotkanymi wiewiórami. Sympatyczne zwierzątka, które zamiast w znoju zbierać owoce w łupinkach, potrafią na wesoło urządzić się w luksusowych dziuplach (w przeciwieństwie do rudych "mało zaradnych" koleżanek urobionych pracą po pędzelki na uszach) a zatem mogą być wzorcem dla panienek (z dobrych i gorszych domów oraz... przedszkoli), które po kilkunastu latach gremialnie zasilą szeregi najstarszego zawodu na świecie...
Kiedyś bajka Disneya o wesołym koniku polnym a obiboku oraz o mrówkach pracusiach, ukazywała dzieciom ogólnie akceptowany kierunek wychowania. Ale obyczaje się nam poluzowały, zatem i bajki są i będą pisane pod coraz "nowocześniejszą" publikę poczynając już od przedszkolnej dziatwy...
Jednak aby rozmawiać z dziećmi o homoseksualiźmie, należałoby redaktorów odpowiedzialnych za język polski uświadomić, że należy poprawnie pisywać, zatem nie o homoseksualiźmie, bowiem dziatwa szkolna chłonie wiedzę z teleekranów nie tylko metodą foniczną, ale i optyczną... Czyżby nie posiadano komputerowego programu sprawdzającego ortografię?
PS Tegoż dnia odbył się kolejny turniej "Tańca z gwiazdami". I tu pomysł - może w kolejnej edycji wystąpiłoby kilka par nawiązujących swymi skłonnościami do nowoczesnej bajki o pingwinach? TVN chwalebnie zapisałaby się w walce z homofobią, a i telefoniczna frekwencja byłaby rekordowa.
Mirosław Naleziński, Gdynia
www.mirnal.neostrada.pl
Ekologiczne ostrzeżenie
nie lekceważmy głosów ekologów
|
|
|
17.11.2008.
Czasopismo "Nieznany świat" w numerze 11/2008 (215)
Wielki skandal
To przypuszczalnie najpoważniejsza od kilkudziesięciu lat konfrontacja w bitwie o ludzkie zdrowie i prawo decydowania przez każdego człowieka o wyborze takich metod terapii, jakie uważa on dla siebie za korzystne.
Unia Europejska przygotowuje rozwiązania prawne, w myśl których z końcem 2009 r. leczenie przy użyciu ziół, witamin i suplementów żywnościowych stałoby się nielegalne, a cała żywność byłaby napromieniowana.
Obłędnym pomysłom unijnych urzędników realizujących zamysły wielkich koncernów farmaceutycznych wypowiadamy wojnę, przyłączając się do międzynarodowej inicjatywy w sprawie przeprowadzenia ogólnoeuropejskiego referendum na rzecz dostępu do naturalnych środków leczniczych.
Od redakcji:
Pamiętamy, jak wiele lat wstecz, koncerny farmaceutyczne sprzedawały CONTERGAL. Kobiety w ciąży zażywaj±ce ten specyfik rodziły dzieci z krótkimi rączkami i nóżkami.
Do dzisiaj spotykamy ludzi poszkodowanych przez nieuczciwość farmaceutycznych firm.
|
|
15.11.2008.
W Sejmie język coraz nikczemniejszy, obyczaje również. Ale skąd te maniery? Proszę przejść się po ulicach i po korytarzach szkolnych. Z pewnością dawniej był większy wersal tamże niż obecnie. I to stamtąd mamy... posłów.
Ale także media mają w tym udział. Co najmniej paru Polaków nie powinno prowadzić swoich programów w radiu i telewizji.
Co sądzić o internecie? Anonimowi dyskutanci to przykład daleko posuniętej "odwagi", wulgarności i bezczelności. Pewnie kiedyś będą zablokowane te niemal nieograniczone możliwości.
A cóż się dzieje w internetowych mediach - w artykułach na portalach? Bywa, że w smutne albo wręcz w tragiczne wieści wplecione są radosne reklamki. Od paru lat wplatane są linki sponsorowane - wybrane słowo z tekstu łączy nas z informacjami hasłowo nawiązującymi do danego wyrazu.
I na cóż można było dzisiaj natrafić? Otóż, na
http://polskalokalna.pl/wiadomosci/dolnoslaskie/wroclaw/news/nieznani-po-smierci,1207711,3324
czytamy:
Opieka społeczna nie zleca zakładom pogrzebowym ubierania do pochówku ciał osób nieznanych. Zwłoki chowa się do trumny w czarnym worku. Zakaz ubierania to polecenie od pracowników zakładu medycyny sądowej. Ale nie chodzi tu o niskie koszta pochówku, ale o bezpieczeństwo pracowników firmy pogrzebowej.
I dok±d nas wiedzie link "ciał"? Nie na katedrę patologii czy kryminalistyki, ale na oferty dla - a jakże - jeszcze całkiem żywych rodaków - "Zdrowy wypoczynek - tajemnicą urody i długowieczności?... na witrynie http://www.familytour.pl/?s=180.
Czy to nie przesada? Link dotyczy urody i długowieczności, zatem spraw całkiem odmiennych od nastroju wywołanego artykułem. Czy to wypadek przy pracy, czy już całkowita i stała a coraz szerzej rozlewaj±ca się bezduszność?
I jak ten skandal ma się do niedawno wydanego szczecińskiego wyroku sądowego w toples(s)owej sprawie? To za takie skandaliczne linki w wirtualnych branżach stróże prawa powinni rozdawać mandaty, nie zaś za ponętne biusty w realu!
Mirosław Naleziński, Gdynia
NBP zrobił nam psikusa albo wyrządził krzywdę
|
|
|
12.11.2008.
Bardzo niedobrze, że naszemu Głównemu Księgowemu - czyli Ministrowi Finansów zabrakło odwagi w obliczu wielkiego kryzysu.
Trzeba było zastanowić się, zanim wydało się zarządzenie które publikujemy poniżej. Zarządzenie krzywdzące nas, Polaków. A chodzi o to, że NBP postanowił przed bankructwem chronić zagraniczne banki jakie usadowiły się na terenie Polski, zamiast chronić przede wszystkim interesy polskie, więc bank PKO BP.
Jeżeli zagraniczne banki chciały grać na giełdzie pieniędzmi swoich klientów, to tylko ich - zagranicznych banków - sprawa. I niech sobie upadają na własne życzenie, a nie być troskliwie chronione przed upadłością przez polski NBP.
Wkłady Polaków w polskim banku PKO BP powinny być święcie nienaruszalne, niezależnie od ich wysokości, a tymczasem gilotyna jaką kazał NBP stosowac wobec Polaków - to zabieranie, gdy zechce, wszystko co wyżej 22.500 euro.
I niech naiwni nie sądzą - jak oszukańczo urzędnicy bankowi wtłaczają klientom do głowy, że mogą mieć w różnych bankach po 50 tysięcy, bo gwarantowana jest tylko jedna kwota jak niżej.
Gdyby Polak poutykał swoje pieniądze w dziesiątkach banków - wszystko zarządzenie mu zabierze. NBP litościwie zostawi równowartość około 22.500 euro. Aby Polaków jeszcze więcej upokorzyć, jako gorsz± nację od zagranicznych, NBP pożyczył Islandii miliardy, aby nie upadła. A rząd Islandii ogłosił, że gwarantuje nienaruszalność wszystkich wkładów jakie są w bankach islandskich, niezależnie jak będą wielkie.
A więc zapraszamy do studiowania zarządzenia.
Gwarantowanie depozytów
Depozyty zgromadzone w bankach działających w Polsce gwarantowane są przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny.
Po 1 maja 2004 r. dotyczy banków objętych polskim systemem gwarantowania (lista banków)
Wysokość gwarancji - do równowartości 22.500 euro:
Jeśli kwota depozytów nie przekracza równowartości w złotych 1.000 euro, to jest gwarantowana w całości.
Jeżeli wartość depozytów jest wyższa niż równowartość w złotych 1.000 euro, to wówczas kwota o równowartości 1.000 euro gwarantowana jest w 100%, zaś pozostała kwota depozytów, powyżej równowartości 1.000 euro, do równowartości 22.500 euro, gwarantowana jest w 90 %.
Ochronie podlegają imienne depozyty złotowe i walutowe:
osób fizycznych,
osób prawnych,
jednostek organizacyjnych nie maj±cych osobowości prawnej, o ile posiadają zdolność prawną,
szkolnych kas oszczędności i pracowniczych kas zapomogowo - pożyczkowych.
Czyje depozyty nie podlegają ochronie?
skarbu państwa,
instytucji finansowych takich jak: banki, domy maklerskie, fundusze emerytalne, fundusze inwestycyjne, NFI, podmioty świadczące usługi ubezpieczeniowe,
podmiotów, które nie są uprawnione do sporz±dzania uproszczonego bilansu oraz rachunku zysków i strat,
kadry zarządzającej bankiem oraz głównych akcjonariuszy (posiadających co najmniej 5 % akcji banku).
Zasady obliczania kwoty gwarantowanej:
wszystkie środki zgromadzone w banku przez jedną osobę, niezależnie od tego na ilu rachunkach (np. lokat terminowych, bieżących, oszczędnościowo-rozliczeniowych), traktowane są jako jeden depozyt.
Podstawę do obliczania kwoty gwarantowanej stanowi suma środków ulokowanych na wszystkich rachunkach.
W jakiej walucie wypłacane są środki gwarantowane?
Niezależnie od waluty w jakiej nominowany jest depozyt, wypłata środków gwarantowanych następuje w złotych po przeliczeniu wartości wkładu walutowego wg kursu z dnia upadłości banku.
Czy można odzyskać tę część depozytów, która nie jest gwarantowana przez BFG?
Tak. Stanowi ona wierzytelność deponenta do masy upadłości banku i może zostać odzyskana w trakcie postępowania upadłościowego. Najpierw sąd ogłasza upadłość banku z możliwością zawarcia układu. Gdy do taki układ między wierzycielami a upadłym bankiem zostanie zawarty wtedy kwota nie gwarantowana będzie zaspokojona w sposób przewidziany w tym układzie. Jeśli do zawarcia układu nie dojdzie sąd zmienia postępowanie upałościowe na obejmujące likwidację majątku upadłego banku. Kwota nie gwarantowana może wtedy zostać odzyskana w wyniku podziału majątku upadłego banku, a w przypadku nabycia upadłego banku przez inny bank, nowy właściciel przejmie zobowi±zania wobec klientów.
Skąd Bankowy Fundusz Gwarancyjny bierze środki na wypłacanie kwot gwarantowanych?
W razie upadłości banku, BFG zbiera środki od wszystkich innych banków, aby wypłacić kwoty gwarantowane klientom upadłego banku.
Gdzie można odebrać kwoty gwarantowane w przypadku upadłości banku?
Po ogłoszeniu upadłości środki gwarantowane wypłacane są przez zarządcę lub syndyka masy upadłości w miejscach i terminach podanych do publicznej wiadomości.
Następnie, przez 5 lat od dnia ogłoszenia upadłości banku, należne środki wypłacane są w Bankowym Funduszu Gwarancyjnym.
Zasady gwarantowania depozytów przez BFG wzorowane są na rozwiązaniach przyjętych w Unii Europejskiej.
Kiedy my nauczymy się dbać o swoje interesy???
Kryzys w Polsce jest, czy go nie ma?
|
|
|
29.10.2008.
28 października odbyło się u pana Prezydenta RP posiedzenie Rady Gabinetowej. W jej wyniku uspokojony Prezydent oświadczył, że nie zagraża nam kryzys pieniężny, bo sytuacja banków i waluty jest niezagrożona.
Inne media w tym czasie doniosły, że w ciągu tylko! dwóch dni zadłużenie naszego państwa wobec zagranicy wzrosło o 24 miliardy dolarów, a więc dosięgło przeszło 160 miliardów dolarów.
|
|
22.10.2008.
11 października 2008 zmarł Dariusz Siatkowski. Był aktorem i miał 48 lat. Zmarł nagle, w pełni sił twórczych. Wielkie zaskoczenie - w takim wieku nie powinno schodzić się ani ze sceny, ani ze Sceny. Drugie zaskoczenie zaserwowała nam Wirtualna Polska. Wiadomość o śmierci zamieściła 2 dni później, jednak na swoim portalu ma (zapewne od paru lat) wizerunek aktora, zaś obok (klikając na "O twórcy") mamy dwa rankingi - "oceń talent" oraz "oceń wygląd". Można sobie kliknąć na gwiazdki (od 1 do 5 sztuk) oceniając a to talent, a to... wygląd. Trzy dni po Jego odejściu wpisałem na forum - "Widzę fotos i gwiazdki, abym ocenił talent i wygląd. A wypada to tak?".
Te rozważania piszę 18 października. Jest już po pogrzebie, jednak ranking jest nadal zamieszczony! Nadal portal namawia nas do oceny wyglądu twarzy Zmarłego (jakby nigdy nic!). I taki ranking będzie tam "do końca świata" (aby się o tym przekonać, wystarczy wpisać tamże inne nazwisko wcześniej zmarłego aktora albo aktorki), chyba że w końcu ktoś się opamięta. Czy tak się godzi?
A poniżej mamy zachętę - "Rekomendacje: dodaj tę osobę do swoich Ulubionych (po zalogowaniu się do WP)". Można ponadto kliknąć w temat "fankluby" i... mamy - "Jesteś fanem tego twórcy? Stworzyłeś jego fanklub lub jesteś jego członkiem? Niech inni się o Was dowiedz±! Dodaj informację o fanklubie tego twórcy do naszego serwisu. Nie masz gdzie go założyć. Zrób to w WP!". No jeszcze co?! Być może, że zakładane są pośmiertnie fankluby, jednak ta propozycja jest podsuwana na monitorze automatycznie, niezależnie od stanu istnienia omawianej osoby. I tu także kłania się etykieta tudzież szacunek wobec Finału.
Mirosław Naleziński,
Jak teraz Czernobyl wygląda
|
|
|
19.10.2008.
Nasz czytelnik napisał:
Zobacz, jak teraz Czernobyl wygląda, na dole strony, znajdziesz zawsze klawisz "Następna strona".
Warto to zobaczyć.
http://www.angelfire.com/extreme4/kiddofspeed/pluto1_pl.html
|
|
11.10.2008.
Dotarła do nas telefoniczna informacja o damskim bokserze. Pani z oburzeniem relacjonowała:
W piątek, 10-tego, stałam przy przystanku autobusu B, w centrum Szczecina, na ulicy Wyzwolenia w gdzie jest budynek 49-55. Było około 2030. Obok mnie kilka pań i jeden mężczyzna, Trochę z boku płakała wysoka czarna kobieta z węzełkami w dłoniach. Prosiła trochę niższego od niej mężczyznę, aby od niej odszedł. Do czegoś ją namawiał, mówił, ona odmownie kręciła głową. Łzy jej spływały po policzkach. Wreszcie krzyknęła tak przeraźliwie, że krzykiem tym odstraszyła mężczyznę. Odszedł, chyba mieszkał w tym pobliskim domu, bo wrócił po kilku minutach. Znów mówił cicho ale w pewnym momencie zadał silny cios bokserski kobiecie. Ta upadła. Mężczyzna chciał j± skopać, lecz czekający na autobus rzucili się na ratunek. Co widząc mężczyzna uciekł, aby schronić się w tymże budynku.
Kobieta z trudem wstała. Jak boli -jęczała - chyba mam złamaną szczękę. Ludzie na przystanku chcieli wezwać policję. Pobita ledwie trzymając się na nogach, z trudem weszła do autobusu. Odjechała.
Polski Tygodnik Dyskusyjny przekazuje ten sygnał dzielnicowemu Policji. Nie będzie mu trudno zlokalizować damskiego boksera, który z nienacka zadaje ciosy kobietom. Może butelką uderza idące wieczorem, może kradnie torebki ogłuszonym, trzeba to sprawdzić.
Fotografowanie na granicy
|
|
|
05.10.2008.
Co roku miliony rodaków przekraczaj± granicę - wycieczki, wyjazdy służbowe, parogodzinne przejścia spacerowe. Granic coraz mniej (w znaczeniu kłopotliwego stania w kolejkach i uciążliwych kontroli celnych oraz paszportowych), zwłaszcza w Europie. Bywają przejścia w szczerym polu, kiedy to podróżnym nie przychodzi do głowy fotografowanie (z okien wagonu, autobusu, czy samochodu) ciężkiej pracy pograniczników. Jakoś nie wypada. Może to jeszcze przekonania z czasów komuny, kiedy wystarczyło lekko narazić się celnikowi, aby skontrolował dokładnie wszystkie bagaże wybranej osoby i puścił ją w skarpetkach.
Są jednak przejścia graniczne w miastach, gdzie budynki mieszkalne i parkuj±ce auta mieszkańców stoją parę metrów od przejścia granicznego. I w takim przypadku wydawać by się mogło, że można zrobić pami±tkową fotkę z granicy, zwłaszcza jeśli nie ma znaku zakazu fotografowania. Przecież takie przejście graniczne jest już dokładnie obfotografowane przez mieszkańców i służby wywiadowcze większości państw.
Cóż stało się na chorwacko-słoweńskiej granicy w mieście Mursko Sredisće? Pewien wycieczkowicz poprosił żonę, aby stanęła przy znakach drogowych (i przy tablicy nazwy miasta) i chciał zrobić fotkę. W oddali z lewej strony kadru byłoby być może widać biurowy nowoczesny barak urzędu granicznego, jednak bez konkretnych osób, bowiem one przebywały wewnątrz biura. I stała się rzecz zaskakująca - podczas pozowania, wybiegł z pogranicznej budki oficer niezrozumiale coś krzyczący (zreszt± to było dość daleko) i machający rękami. Można było się domyśleć o co chodzi, zatem turyści grzecznie oddalili się od tego miejsca.
Owszem, nikt nie lubi, kiedy go fotografują podczas pracy (i to bez pytania) - ludziska robią zdjęcia w szczególności pracującym poza pomieszczeniami (rolnikom, budowniczym, drogowcom), co nie wzbudza ich zachwytu; więcej - często spotyka się z agresywnym zachowaniem. Ale żeby mieć pretensje na europejskim śródmiejskim przejściu granicznym? Może dobierać w takich miejscach mniej nerwowych pracowników? Co na to europejskie procedury?
Ponieważ sprzęt fotograficzny ma zdolności powiększania, przeto wykonałem kilka zdjęć z większej odległości zabronionego rejonu. Czytelnicy mogą się zapoznać z rodzajem przejścia, z budynkami chronionymi ustawą (a może zł± wolą urzędnika). Pełne zaskoczenie, bowiem w telewizji widywaliśmy zdjęcia i filmy z dużo ważniejszych przejść granicznych i to wykonanych w czasach zimnowojennych (przejście Charlie na obrzeżach Berlina Zachodniego, przejście pomiędzy oboma Koreami), tutaj zaś uniemożliwiono wykonanie zdjęcia we wrześniu 2008! Wprawdzie Chorwacja nie należy do UE, jednak pracownicy graniczni powinni pomału się cywilizować, wszak niebawem wejd±.
Niektórzy uznali, iż "ogólnie wiadomo, że na granicy nie wolno robić zdjęć", inni uważali, że "skoro nie ma zakazu fotografowania, to co nie jest zabronione jest dozwolone". Kto ma rację?
Na pocz±tek walki z takimi dziwactwami w centrum Europy, proponuję odważnym studentom podjechać na takie przejście graniczne z tanimi aparatami, także z zepsutymi i bezwartościowymi atrapami, aby gremialnie obfotografować to "zakazane" miejsce. Ciekawe, co zrobiliby funkcjonariusze? Wezwaliby policję, czy sięgnęliby po broń? Mam nadzieję, że mają kolorowe kulki z farbą...
Co zatem o tym pogranicznym incydencie sądzą prawnicy? A przy okazji - czy turyści mogą opuścić pojazd podczas długotrwałego postoju na granicy? Wszak przebywanie w dusznym a unieruchomionym autobusie nie należy do przyjemności, zaś czasy piętrzenia trudności wobec turystów minęły zapewne bezpowrotnie...
PS Na innym przejściu przetrzymano późnym wieczorem nasz autobus ponad pół godziny, choć to był jedyny taki pojazd, zaś obok (w kontenerze biurowym) oficer wcale nie krył się, publicznie czytając gazetę. Inny celnik, który przeglądał bagażniki samochodów osobowych... żuł gumę. Jednak chyba mundur i rodzaj służby zobowi±zuje...
Mirosław Naleziński, Gdynia
Polska wada narodowa
kłótliwość
|
|
|
15.09.2008.
Lech Wałęsa, w hali Oliwia, tuż przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego, krzyczał do zgromadzonych delegatów Solidarności: - co wczoraj jedliście na kolację?
- bo wszyscy się kłócili, nie mogli dojść do porozumienia, jeden starał się być być ważniejszy od drugiego. Nikt nie chciał ustępować. Kłótnie.
Kilka godzin potem nastał stan wojenny i wszystkich pogodził.
Przed kilku laty, już w Polsce bez dyktatu obcych mocarstw, byłem na spotkaniu organizacji patriotycznych w Poznaniu. Sala na terenie kościoła. Obecnych kilkadziesiąt osób. Na ścianach krzyże, obrazy świętych katolickich. Religijnie.
Rozpoczęła się dyskusja. Początkowo spokojna, wkrótce stała się polską dyskusją. Gdy ktoś zabierał głos, nie mógł dokończyć, bo inny gorączkowo mu przerywał. Dyskusja stała się tak gwałtowna, że nie pozwalała rozróżnić co kto mówi. Wreszcie ktoś przytomnie przekrzyczał tumult: - nie kłóćmy się! Zmówmy "Ojcze Nasz"...
Wszyscy ucichli. Wstali i w skupieniu zmówili modlitwę.
Co z tego. Wkrótce dyskusja wróciła jak rzeka do przerwanego koryta. Przekrzyki, prawie wyzwiska, przez kilka minut tumult i harmider i znowu trzeba było zmówić "Ojcze Nasz", a potem jeszcze raz... i jeszcze raz... i skłóceni wszyscy, rozeszli się w niezgodzie.
Czemu przypominam te obrazki?
Bo w Szczecinie, przed jednym z sądów, już 85 dni grupa osób z transparentami, tablicami informacyjnymi, żąda żeby polskie sądy były sprawiedliwe. Siedzą opatuleni kocami, a tu coraz zimniej. Czy wytrzymają gdy przyjdą mrozy?
Żądania słuszne, lecz tablice nie informują co chcą demonstranci. O jakie konkretnie sprawy chodzi, czego dotyczą, a przecież interwencja - nawet gdyby prezydent państwa, prawnik Lech Kaczyński, chciał dokonać tu interwencji, byłby bezsilny nie mogąc rozeznać, o co tak naprawdę chodzi demonstrantom.
Niekonkretność żądań, kłótliwość, a przede wszystkim pycha, to straszne nasze wady.
Jacek Kwiatkowski
Dyrektor oszczędzał drzewa
|
|
|
07.09.2008.
Podczas budowy wielkiej elektrowni, przed kilkudziesięciu laty, jej dyrektor dawał premię, gdy pracownik ocalił drzewo. Gdy budowę zakończono, na terenie olbrzymiej elektrowni było zielono. Pracowało się tam przyjemnie.
Dzisiaj, gdy lekceważy się opinie starszych, tnie się drzewa jak w szaleństwie. Przykładem jest wycinka drzew pod przyszłą budowę w Szczecinie, między ulicą Wilczą a Jana Kazimierza. Był tam piękny park, drzewa blisko 100-letnie, gdzie bawiły się dzieci pod opieką matek, chronione przed słońcem pięknym starodrzewem.
Te drzewa idą pod topór i piły mechaniczne. Tworzona jest pustynia, przyszła betonowa pustynia. Szczeciński ruch ekologiczny stara się powstrzymać wycinanie, na jakiś czas jego pisemne apele skutkują, lecz po 3-4 dniach wycinka pędzi dalej.
Mamy w Szczecinie prezydenta miasta - Piotra Krzystka. Byłoby miło, gdyby wydał zalecenie dyrektorom budów, aby premiowali pracowników ocalających drzewo.
Coraz więcej pustyń betonowych, coraz mniej drzew. Coraz mniej tlenu. Na ostatniej olimpiadzie w Pekinie, większość zawodników miała astmę, trudności w oddychaniu. Bo tlenu w atmosferze ziemskiej jest już mniej prawie o pół procenta. Warto więc ocalać drzewa, abyśmy się nie podusili.
|
|
|
| | |